Z inicjatywą organizacji Balu Klezmera wyszedł rok temu Jarosław Brandt. Pomysł podchwycił jego brat Sławomir Czyżyk i wspólnie zabrali się za przygotowanie imprezy. Inicjatywa spotkała się z pozytywnym odzewem wśród muzyków, którzy licznie dopisali na balu zorganizowanym w sali wiejskiej w Skicu. Zabawa trwała do rana, a zapał gości do wspólnego muzykowania przerósł oczekiwania organizatorów.
Po tamtej imprezie na drugi dzień miałem chyba pięć telefonów z podziękowaniami i pytaniem, kiedy spotykamy się następny raz
Reklama
– Jarosław Brandt nie miał więc wątpliwości, że to nie może być jednorazowa impreza i w tym roku po raz kolejny zaprosił do zabawy okolicznych muzykantów.

W sobotę Hades zagrał w niemal niezmienionym składzie. L. Ormińskiego zastąpił po prawej jedynie K. Jaworski
Nim jednak przejdziemy do relacji z kolejnego Balu Klezmera dowiedzmy się, jaka historia stała za pomysłem zorganizowania tej szczególnej zabawy właśnie w tym miejscu. Zresztą jedną z zalet balu jest możliwość wspominania dawnych lat, koncertów i przygód związanych z muzykowaniem. W wyjątkową muzyczną atmosferę panującą onegdaj w Skicu wprowadzi nas Jarosław Brandt, znany szerzej jako Kedziu. Taką ksywkę otrzymał już za dziecka i towarzyszyła mu także podczas kariery muzycznej. Obecny sołtys Wąsosza dorastał w Skicu i wspomina, że muzyką pasjonowało się tam wiele osób.
Przygotowując listę gości na bal doliczył się przynajmniej 20 osób, które grały w różnych zespołach w różnym czasie. Sam w dzieciństwie przychodził do mamy, która pracowała w klubokawiarni przy Państwowym Gospodarstwie Rolnym i tam w świetlicy przypatrywał się próbom i występom kapeli. Od tego zaczęła się jego fascynacja gitarą. Instrument stał się jego marzeniem.
Dorwałem gdzieś katalog wysyłkowy z instrumentami z Łodzi. Były takie blankiety, to wypełniłem i zamówiłem gitarę. Tyle że zrobiłem to w tajemnicy przed rodzicami, a trzeba było później za to jakoś zapłacić. Minęły może trzy miesiące, po wakacjach wróciliśmy do szkoły w Kleszczynie. Ktoś mnie zawołał, że mam przyjść do mamy do sklepu. „O, gitara przyszła” pomyślałem, ucieszony, choć z drugiej strony było zaniepokojenie, czy mama nie będzie zła
Reklama
– okazało się, że mama zapłaciła za przesyłkę i nie złościła się na syna. Mały Kedziu przywiązał więc do gitary sznurek, przewiesił przez ramię i chodził ucieszony po wsi, brzdąkając. Zwrócił przy okazji uwagę starszych muzyków.
Jak z tą gitarą szedłem, to już w blokach było kilku, co wołali: chodź, ja ci nastroję. Każdy stroił po swojemu i ciągle było źle. Aż doszedłem do Romana Jarczyńskiego, który mi pokazał co i jak
– wspomina Jarosław. Mimo to po czasie się zniechęcił. Nie miał kto go uczyć, brakowało materiałów, żeby samemu ćwiczyć, więc instrument na około rok został odstawiony w kąt. Potrzebna była kolejna interwencja Romana Jarczyńskiego. Muzyk przyszedł odwiedzić chorego, starszego brata Kedzia i zobaczywszy gitarę kazał ją sobie podać.
Pokazał mi kolejne dwie funkcje i już mogłem zagrać jedną piosenkę
– dzięki temu mały Jarek mógł czerpać radość z gry. Od tego momentu ćwiczenie szło łatwiej, a w pewnym momencie Kedziu skrzyknął kumpli: jeden grał na cymbałach, drugi walił w kotły i założyli zespół. Problemem był jednak dostęp do profesjonalnych instrumentów. Takowe były na świetlicy przy PGR–ze, ale korzystał z nich zespół Impuls. Pod tą nazwą grało kilka pokoleń muzyków, ale w tamtym czasie byli to: Roman Jarczyński, Norbert Strosyk, Zygmunt i Longin Górowie. Niechętnie dopuszczali do sprzętu dzieciaków, bojąc się, że mogą im coś uszkodzić. Na szczęście mama jednego z chłopaków była świetlicową i dzięki temu od czasu do czasu udawało im się dorwać do grania.

Potworki z kosmosu, czyli Criters w składzie
Muzycznych idoli, których byśmy naśladowali raczej nie mieliśmy. Po prostu jaki materiał był gdzieś zdobyczny od kumpla czy poprzednich zespołów to się grało
– opowiada Jarosław. Częściej w świetlicy mogli ćwiczyć dopiero gdy starsi muzycy zakupili sobie własny sprzęt. Wtedy też zaczęli dawać pierwsze występy: na dożynkach, gwiazdce dla dzieci czy też gościnnie na Dniu Dziecka w PGR w Sławianowie. To były złote czasy. Zespół przyjął nazwę Criters, podpowiedziała ją kuzynka Kedzia zainspirowana amerykańskim filmem o stworkach z kosmosu. W ciągu roku trafiało się zaledwie kilka sobót bez zabawy.
W tamtych czasach dziewczyna, która miała chłopaka grającego w kapeli wzbudzała zazdrość koleżanek
– korzyści z grania były różnorakie. Jarosław Brandt grał później jeszcze z różnymi muzykami na wielu imprezach, ale to już materiał na osobną opowieść. Wracając natomiast wspomnieniami do tamtych lat zaznacza, że jest jedna rzecz, której żałuje.
Jak chodziłem do podstawówki, to muzyki uczył mnie Jan Massel. Widział we mnie gdzieś tą grającą duszę i chciał mnie uczyć nut. Z początku próbowałem, ale nie wiem, czy już byłem zachłyśnięty tym, że gram na gitarze, czy kierowałem się czymś innym, w każdym razie skończyło się tym, że do dzisiaj nie przeczytam z nut nic. Typowy samouk
Reklama
– jak większość muzykantów ze Skica. Zresztą Jarosław nie wie, skąd się to wzięło, że tak dużo osób w wiosce grało. Nie było to przecież zasługą jakiegoś nauczyciela, nie było też wiodącej rodziny grającej z pokolenia na pokolenie.

Jarosław Brandt ma jeszcze zeszyt sprzed 34 lat z „materiałami”, czyli zapisem poszczególnych utworów
Podczas Balu Klezmera spotykają się jednak nie tylko muzycy związani ze Skicem, ale także ci z okolicznych miejscowości. W tym roku gości było przeszło 60, a mogłoby być pewnie i więcej, ale byłby wtedy problem z pomieszczeniem się w sali. Tak jak i rok temu wszyscy z chęcią garnęli się do grania i po latach znowu grali razem Hades, Criters, Impuls i inne zespoły. Nie zabrakło też mieszanych i improwizowanych składów. Nawet jeśli czasami po latach brakowało trochę zgrania i niektórzy potrzebowali chwili, żeby sobie przypomnieć to i owo, to i tak wszyscy świetnie się bawili, a parkiet szybko zapełniał się za każdym razem tańczącymi parami. Organizatorzy po raz kolejny stanęli na wysokości zadania i pokazali, że zamierzają rozwijać imprezę. Jarosław Brandt zadbał m.in. o to, żeby podczas drugiej edycji balu można było nabyć pamiątkowe kubki oraz inne gadżety, przeprowadzono losowanie fantów, życzenia przysłały zespoły z innych zakątków Polski. Wszyscy świetnie się bawili i na pewno będą oczekiwać w przyszłym roku kolejnego balu muzyków. W podzięce za zaangażowanie Jarosław Brandt otrzymał od kolegów z zespołu Hades statuetkę z nutką, którą odbierał niezwykle wzruszony. Podziękowania należą się także Sławomirowi Czyżykowi, sponsorom, paniom, które zadbały o to, by goście mieli co jeść oraz Krajeńskiemu Ośrodkowi Kultury za udostępnienie nagłośnienia. O tym, że warto spotykać się w takim gronie świadczyć może przykład Norberta Strosyka. Były członek zespołów Impuls i Hades rok temu przyjechał bawić się do Skica z Niemiec. Po 20–letniej przerwie, z pewnymi oporami, siadł wtedy za perkusją. Sposobność do zagrania z kolegami stała się impulsem do tego, aby po powrocie za granicę kupić sobie elektroniczną perkusję. W tym roku przyjechał z nią na bal, żeby znowu dać czadu z dawną ekipą.

Wójt z małżonką także ulegli urokowi zabawy z muzykami i po raz drugi gościli na balu w Skicu
Tak więc do zobaczenia za rok. W związku z dużym zainteresowaniem ze strony muzyków organizatorzy nie wykluczają zabawy w szerszym gronie i na większej sali.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brawo panowie oby takich spotkan wiecej
Brawo panowie oby takich spotkan wiecej