Gdyby nie to, że mogło dojść do tragedii, cała sytuacja wyglądała na śmieszną. Auto wjechało do kwiaciarni, która ponadto oferuje usługi pogrzebowe
W sobotę o piątej rano mieszkający obok przystanku autobusowego w Okonku usłyszeli specyficzny huk. Niektórzy myśleli, że to odgłosy burzy, która akurat przechodziła nad miastem. Okazało się, że to rozpędzony vw golf wpadł z impetem do kwiaciarni, należącej do Krystyny Płochockiej. Pawilon został doszczętnie zniszczony. Na szczęście kierowcy golfa nic wielkiego się nie stało. Okazało się, że w wydychanym powietrzu miał ponad 2 promile alkoholu. [[reklama]] Młody mieszkaniec Okonka po nocnej libacji postanowił z samego rana zademonstrować swoje umiejętności rajdowe. Świadkowie opowiadają, że kilka razy przejechał przez krzyżówkę w centrum miasta, w ogóle nie zatrzymując się ani nie zwalniając. Za którymś razem jadąc od strony Łomczewa, koło przystanku autobusowego nie wyrobił zakrętu, zahaczył o krawężnik uszkadzając miskę olejową i wpadł do kwiaciarni. Gapie żartowali nawet, że miał tego dnia iść na wesele i bardzo się spieszył z udekorowaniem samochodu. W dzień roboczy w tym miejscu zbierają się pracownicy jadący do Borucina do Okechampu. Na szczęście tego dnia nikogo nie było. [[reklama]] Niedawno pani Krystyna hucznie obchodziła 15 - lecie swojej kwiaciarni, dla chętnych był szampan, ciasto, kawa. Jeszcze w dniu wypadku znajomi pomogli właścicielce przenieść się do zastępczego lokalu. - Jak pan widzi do mojej kwiaciarni walą drzwiami i oknami - żartuje.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze