Zakład Lambrecht stawia na ekologiczną rewolucję z nową halą i nowym surowcem

W sercu Okonka, gdzie od lat przędło się len, już niebawem zacznie się rewolucja. W przędzalni Lambrecht, przejętej przez belgijską firmę Libeco – największego producenta tkanin lnianych w Europie – powstaje właśnie zupełnie nowa hala produkcyjna. I nie chodzi wyłącznie o unowocześnienie. Chodzi o zmianę myślenia. Bo przyszłość zakładu to... konopie przemysłowe.
– Mieliśmy w centrum firmy piękny, ale przestarzały budynek. Nie nadawał się do nowoczesnej produkcji – mówi Benoit Gaujard, prokurent przędzalni, Francuz od dwóch dekad mieszkający w Polsce.
– Właściciele zwlekali z decyzją rok, ale w kwietniu 2024 dali zielone światło. Budowa ruszyła we wrześniu.
Nowa hala ma być gotowa w sierpniu, a pierwsze maszyny ruszą jeszcze przed końcem 2025 roku. To nie będą byle jakie maszyny – mówimy o urządzeniach bardzo rzadkich nawet w skali globalnej. Ich zadaniem będzie przemysłowa produkcja przędzy konopnej – surowca, który wchodzi na rynek z impetem, zyskując uznanie za trwałość, wszechstronność i nieskazitelnie czyste pochodzenie.
Dlaczego właśnie konopie? Bo są odporne na susze, rosną szybko, nie potrzebują chemii, a do tego… wszystko można z nich wykorzystać. Od włókna na tkaniny, przez paździerz do materiałów budowlanych, aż po nasiona do przetwórstwa spożywczego.
– To roślina idealna – mówi Benoit Gaujard.
– Zakochałem się w niej dziesięć lat temu. Len jest fantastyczny, ale konopie? Jeszcze lepsze. A do tego Polska ma świetne warunki do ich uprawy.
W przędzalni w Okonku od dwóch lat testuje się próbne partie przędzy konopnej – z doskonałym efektem. Problemem była dotąd skala i brak odpowiednich urządzeń. Nowa hala ma to zmienić.

▲ Beata Pająk i Benoit Gaujard od kilku lat przygotowywali się do tej inwestycji
Wokół inwestycji budzi się zainteresowanie. Coraz więcej lokalnych rolników odwiedza zakład, pyta, jak uprawiać konopie, jaką odmianę wybrać, czy to się opłaca.
– To świetna alternatywa dla małych gospodarstw – przekonuje Benoit Gaujard.
– Nie trzeba mieć ogromnych areałów. Wystarczy kilka hektarów i odrobina wiedzy, którą można zdobyć w dwa–trzy lata.
Ministerstwo Rolnictwa pracuje nad specjalną mapą upraw – systemem gromadzącym dane o areałach, warunkach pogodowych, plonach. Ma to pomóc nowym plantatorom dobrać najlepsze odmiany do lokalnych warunków.
Konopie kosi się przy samej ziemi. Potem zostawia się je na polu – deszcz, słońce i mikroorganizmy robią swoje, oddzielając włókno od paździerza. Zebraną słomę można przetwarzać przez cały rok. Wcześniej zanurzano ją w wodzie, dziś – dzięki specjalnym maszynom – wystarczy proces „trzepania”.
Problem? Cena. Maszyny do trzepania są bardzo drogie. Dlatego rolnicy we Francji zrzeszają się w spółdzielnie, by wspólnie inwestować. W Polsce może być podobnie.
– W konopi nie ma odpadu. Wszystko można sprzedać, wszystko się wykorzystuje – podkreśla Benoit Gaujard, a na dowód Beata Pająk pokazuje kubek wykonany z konopi. Na pierwszy rzut oka wygląda niczym plastikowy. Nie ma w nim grama tworzywa sztucznego.
To nie jest eksperyment. Firma Libeco, do której należy przędzalnia w Okonku, już stworzyła specjalną linię tkanin z konopi. Kolekcja promuje czystość upraw i zrównoważoną produkcję – jeszcze bardziej ekologiczną niż w przypadku lnu.
Konopie trafiają do Okonka głównie z Francji – kraju, który ma największe doświadczenie w ich uprawie. Ale to Polska może być następną potęgą – dzięki glebie, klimatowi i rosnącej świadomości.
Choć centrum artykułu stanowi przyszłość zakładu, nie sposób pominąć jego historii. Przędzalnię w Okonku przez lata prowadziła rodzina Lambrecht. W 2019 roku sprzedano ją belgijskiemu Libeco. Nowi właściciele nie zmienili nazwy – za to zaczęli inwestować.
– Najważniejsi byli i są dla nas ludzie – mówi Benoit Gaujard.
– To dawni pracownicy Państwa Lambrecht uczą dziś nowe pokolenie.
Dziś z przędzy w Okonku nie robi się odzieży – tylko wysokiej klasy tekstylia domowe: obrusy, zasłony, pościel. Produkcja jest bezodpadowa. Nawet odpady trafiają do rolników jako kaloryczny kompost.
Nowa hala i nowy surowiec to nie tylko krok naprzód – to pełnoprawna rewolucja. I nie chodzi o modę, tylko o realną zmianę modelu gospodarki.
– Nie możemy stać w miejscu – mówi Benoit Gaujard.
– Okonek może być centrum przetwórstwa konopi w Polsce, rośliny której uprawa jest całkowicie neutralna dla klimatu i środowiska, a na dodatek bardzo intratna.
Mariusz Leszczyński

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zielonej Rewolucji to my już mamy po dziurki w nosie. A zaraz wejdzie ETS 2 bo Rafał nie sprzeciwi się. Niech robią dobrze tylko bez jakiejkolwiek rewolucji. Ta francuska i radziecka do dziś sie czkawka odbija.
Przyszłość w której poszkodowani będą pracownicy, którzy dostają marne grosze, a dorobi się kapitał zagraniczny.
Xd śmieszne to a jednak takie prawdziwe
Nowe hale, inwestycje a ludzie z produkcji pracują dwa razy więcej za najniższą krajową... "Ludzie byli i są najważniejsi " oczywiście Panowie pracujący tam...tak.. dostając co roku podwyżki. Bo pracownice produkcji nie mają ani grosza więcej
Zielonej Rewolucji to my już mamy po dziurki w nosie. A zaraz wejdzie ETS 2 bo Rafał nie sprzeciwi się. Niech robią dobrze tylko bez jakiejkolwiek rewolucji. Ta francuska i radziecka do dziś sie czkawka odbija.
Przyszłość w której poszkodowani będą pracownicy, którzy dostają marne grosze, a dorobi się kapitał zagraniczny.
Xd śmieszne to a jednak takie prawdziwe