Proszę, by coś napisał. Dobór liter należy do niego. Chwilę się waha, a potem na skrawku bodajże jakiegoś rachunku kreśli pięć słów. Pismo ma lekko pochylone, ale litery stawia pełne, łatwe do odczytania. Co mówią o Krzysztofie Kulasku? Nie mam pojęcia ani ja, ani on.
- Nie jestem specjalistą – mówi złotowianin, sięgając do papierowej torby ze znakiem firmy kurierskiej. Właśnie otrzymał przesyłkę od znajomej. Co jakiś czas zasila ona jego kolekcję nowymi długopisami. Bo Krzysztof Kulasek od dwudziestu lat ma pozytywnego hopla. Na punkcie długopisów właśnie.
Gdy dwie dekady temu młody pracownik Bedexu siedział nad szufladą pełną długopisów i zastanawiał się, co z nimi zrobić, pewnie nie znał historii narzędzia, które niespostrzeżenie zawładnęło jego wyobraźnią. Nie wiedział, że długopis w 1938 roku wynalazł jego „bratanek” – Węgier Làszló Biró. Ten artysta i dziennikarz w czasie II wojny światowej uciekł z Europy do Argentyny. W Ameryce Południowej z pomocą brata chemika udoskonalił swoje dzieło. W 1944 sprzedał udziały w firmie akcjonariuszowi, który zaczął masową produkcję długopisów. Ich pierwszymi odbiorcami byli alianccy piloci. Długopisem można było bowiem pisać bez względu na zmiany ciśnienia. Krzysztofa Kulaska nic nie goni. Nie marzy o konkretnym długopisie, nie śledzi aukcji i nie wydaje na swoje hobby pieniędzy. A mimo to pisze historię. - Kiedyś przy sprzątaniu u brata znalazłem długopis z Polmo zakład nr 7 w Złotowie. Płaski, z końcówką zabezpieczoną zatyczką. „Łamało” się go, końcówkę na drucie przekładało się do góry (coś jak przy butelce na kapsle) i można było pisać. Na koniec długopis się zamykało, a ten drucik chował się w wycięciu z boku – takich perełek radny Rady Miejskiej Złotowa ma więcej. Wylicza, że w kolekcji liczącej ponad 4 tys. unikalnych wzorów ma długopisy co najmniej 20 nieistniejących już złotowskich firm. Niegdyś niewiele warte, dziś mogą coś powiedzieć o historii miasta.
Trudno wyjaśnić, w jaki sposób człowiek łapie bakcyla. Czasem jest to jak gwałt na głowie, innym razem powolne zakochiwanie się. Krzysztofowi Kulaskowi po prostu było żal wyrzucać długopisy. Gdy było ich coraz więcej, a żona suszyła mu głowę, by posprzątał, wpadł na pomysł włożenia ich do gabloty. Pierwsze miały przesuwane szyby i były łatwo dostępne. - Jak ktoś nie miał długopisu, to sobie stamtąd pożyczał. Odsuwał szybę i długopis już najczęściej nie wracał – mówi właściciel sklepu spożywczego. Teraz szyba do gablot wkładana jest od góry. Konstrukcja jest autorstwa pana Krzysztofa. - Zwykle robiłem je sam, ale ostatnio poszedłem na łatwiznę i rowki zamówiłem u kolegi w stolarni. Reszta – zbijanie, malowanie to moja robota. Tło wykonuję z pościeli kupionych na wyprzedaży w lumpeksie. Do niego zszywaczem przypinam gumkę od majtek i już – śmieje się radny.
Najwięcej radości dają mu jednak prezenty. - Jurek Kołodziejczyk był w Jerozolimie, to mi przywiózł długopis. Inny znajomy z hotelu w Meksyku przywiózł mi długopis ze sprasowanego papieru. Syn przywiózł mi kilka egzemplarzy z Nowej Zelandii. Z Euro Eco Meetingu mam długopisy z niemal wszystkich edycji. W niektórych latach po 2-3 wzory były. W tym roku nie udało mi się go dostać... – K. Kulasek zdradza, w jaki sposób zdobywa wyjątkowe egzemplarze do swojej kolekcji. Po jego wizycie w Teleexpresie z naręczami długopisów przychodzili do niego klienci sklepu. - Wiele było takich, które już mam, ale trafiły się też perełki. Złotowianie mają rodziny na całym świecie i przynoszą takie długopisy, których nie mam szans zdobyć – mężczyzna przyznaje, że telewizja ma swoją magię. Podarunek to najczęstszy sposób zdobycia czegoś do kolekcji, ale Krzysztof Kulasek ma i inne. - Zawsze jak jestem u znajomych czy w gościach, to przeglądam, co stoi na biurku i pytam, czy mógłbym dostać egzemplarz, który mi się spodobał. Jest też możliwość wymiany, bo zawsze mam kilka długopisów przy sobie – mówi dwukrotny reprezentant Złotowa w „Galerii ludzi pozytywnie zakręconych”. - Raczej staram się pytać, czy mógłbym coś dostać. Rzadko zdarza mi się coś buchnąć. Czasem jednak coś podpiszę i tak odruchowo, ale może i z premedytacją, chowam długopis do kieszeni – przyznaje nieco skruszony.
Na pytanie, który długopis jest dla niego najcenniejszy, bez wahania odpowiada, że ten od Krysi Jagodzińskiej. Sportsmenka ze Złotowa reprezentowała Polskę na paraolimpiadzie. - Długopis przywieziony przez nią z Sydney jest wyjątkowy, bo zrobiono go na specjalną okazję. To może się już nie powtórzyć – emocjonuje się hobbista.
Krzysztof Kulasek chwalił się już swoją kolekcją – miał m.in. wystawę w domu kultury, ale to mu nie wystarcza. - Długopisów przybywa, więc chciałbym się tym podzielić z ludźmi. Już pytałem i wiem, że mogę je bezpiecznie wywiesić w sklepie obok produktów spożywczych – zapowiada pasjonat. Będzie to bodajże pierwsza wystawa sklepowa, z której nic nie będzie na sprzedaż.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze