– Musimy być przygotowani nawet na to, co nieprzewidywalne – mówi kapitan Krzysztof Olczak, nowy szef złotowskiej jednostki ratowniczo–gaśniczej.
Krzysztof Olczak to człowiek–instytucja. Strażak, społecznik, samorządowiec, mąż, ojciec. Doceniony specjalną Nagrodą Powiatu. To w wielkim skrócie. Od 1 grudnia mianowany dowódcą jednostki ratowniczo–gaśniczej w Złotowie, która swoim działaniem obejmuje cały powiat złotowski, a jeśli trzeba, wychodzi nawet poza jego granice. Nominację otrzymał od swojego szefa, st. kpt. Jarosław Kołaka, a mianowanie odebrał z rąk Wielkopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP, bryg. Andrzeja Bartkowiaka. Uroczystość wręczenia decyzji personalnych odbyła się 4 grudnia w siedzibie Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu.
Krzysztof, gratulacje. Jesteś szczęśliwy?
Tak. Kto by nie był?! Nie ukrywam, że długo czekałem na tę nominację. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie i wysoka ocena mojej pracy przez szefa.
Podobno to ważniejsza funkcja niż sam komendant? [uśmiech]
Na pewno nie! Uszczegółowiając: jednostka ratowniczo–gaśnicza to „tylko” jeden z wydziałów komendy. Jest on jednak najbardziej liczny, bo aż 39 etatów. 37 strażaków pełni służbę w systemie zmianowym, a dwa etaty są kierownicze: mój i mojego zastępcy Przemysława Jasiłka.
Na czym polega codzienna praca dowódcy takiej jednostki?
Jest to praca nad bieżącym funkcjonowaniem wydziału, w szczególności nad płynnością poszczególnych zmian służbowych, organizacją doskonalenia zawodowego, stałego szkolenia strażaków i współpracą z jednostkami OSP. Oczywiście to także mój udział w działaniach ratowniczych i nadzorowanie prowadzonych akcji. To ostatnie jest oczywiście priorytetem i na to musimy być zawsze przygotowani. Ja także.
Widzę, że „papierologi” Ci też nie brakuje?
Niestety, tego się nie uniknie. Raportowanie, dokumentacja, to też zajmuje sporo czasu.
Kiedy nie masz służby w Złotowie działasz społecznie w OSP w Lipce?
Tak, ale jest to raczej moje hobby. Choć i tutaj efekt działań, które inicjowałem, jest dostrzegalny. Oczywiście ich ocenę zostawiam jednak mieszkańcom.
Teraz będziesz miał więcej obowiązków?
W zasadzie będę robił to samo, co robiłem od momentu odejścia poprzedniego dowódcy, Jacka Baranowskiego, który z końcem czerwca odszedł na emeryturę.
Jak długo pracujesz w straży?
W PSP jestem zatrudniony od 1 września 1992 roku.
Czy mały Krzyś zawsze chciał być strażakiem?
Chyba tak... To było tak dawno, że musiałbym sobie mocno chcieć przypomnieć [śmiech].
Jak wygląda Twoja praca, gdy jest wezwanie do akcji?
Akcje ratunkowe to nasz priorytet. Jeśli jest zdarzenie, które wymaga mojej obecności, to nie ma dla mnie ważniejszej sprawy! A w praktyce? Każdego dnia jeden ze strażaków pełni funkcję dowódcy zmiany i bezpośrednio nadzoruje kolegów.
Czyli nie jeździsz do wszystkich zdarzeń?
Do wszystkich nie, bo czasem nie ma takiej potrzeby i jest to niemożliwe czasowo. To zależy od wielkości zagrożenia.
To kiedy jeździsz?
Właśnie, i tu już wchodzi często, poza przepisami, intuicja i psychologia. Ciężko na etapie zgłoszenia od razu określić charakter zdarzenia. To, co przekazuje nam zgłaszający, często odbiega od rzeczywistości. Górę biorą emocje i charakter danego człowieka. Czasem jest on spokojny i na zimno opisuje sytuację, umniejszając jej niechcący. Czasem zupełnie na odwrót. W emocjach ludzie robią z igły widły. Często zdarzenia są też bardzo dynamiczne, sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Powiem tak: ruszamy od razu zawsze wtedy, kiedy wiemy, że zagrożone jest życie czy zdrowie ludzkie. Przy dynamicznych pożarach budynków czy w wypadkach drogowych z poszkodowanymi nasza pomoc jest natychmiastowa. Przy zdarzeniach, które nie są obarczone presją czasu, ale związane są na przykład z usuwaniem efektów anomalii pogodowych, poszczególne jednostki realizują to samodzielnie. Istotą jest dobre określenie skali zdarzenia.
Czyli jak jest alarm u was to oznacza, że dzieje się coś „grubszego”.
Tak, zawsze musimy być gotowi do „walki”. Musimy być przygotowani nawet na to, co nieprzewidywalne. Mam „u siebie” jednych z najodważniejszych ludzi w powiecie, wszechstronnie wyszkolonych. Jeśli jednak chodzi o odwagę… oczywiście trzeba pamiętać, że odwaga także musi mieć swoje granice. Nie może tutaj być mowy o brawurze.
Jakie było najtrudniejsze zdarzenie, w jakim brałeś udział? Które zapamiętałeś szczególnie?
Takich zdarzeń jest sporo, wypadki śmiertelne na długo zostają w pamięci. Z czasem oczywiście ulegają zatarciu i tak powinno być. Nie można nimi się obciążać na całe życie, ciągle widzieć najgorsze obrazy. To nikomu nie służy ani w pracy, ani w życiu prywatnym. Pamiętam jedno takie zdarzenie, z którym długo jednak nie mogłem się oswoić. Był to wypadek drogowy na drodze wojewódzkiej numer 188, na trasie Złotów – Zakrzewo, gdzie było kilkanaście osób poszkodowanych, były niestety ofiary śmiertelne. Potrzeba było dużo sił, karetek, śmigłowców… Na nasze warunki lokalne, kiedy mamy kilkanaście poszkodowanych osób, jest to zadanie wymagające dużej i sprawnej koordynacji także pod kątem zawodowym.
Czy z takim opanowaniem, jakie masz w sobie, człowiek się rodzi, czy można to wyćwiczyć?
Nie wiem… Wiem, że przede wszystkim należy zachować dystans. Zaangażować się maksymalnie, ale też mieć dystans. Pewnie przychodzi to też z doświadczeniem i wiekiem. Ten, który koordynuje akcję nie może nadmiernie się ekscytować daną sytuacją, by nie wprowadzać chaosu. Musi twardo stąpać po ziemi, być totalnie opanowanym.
A pojawiają się czasami łzy?
Podczas zdarzenia nie powinny się one pojawić. Nie powinny – podkreślam. Ale czasem później przychodzą takie chwile, kiedy człowiek zaczyna rozpatrywać pewne sytuacje i emocje biorą górę. Najczęściej dzieje się to nawet kilka dni po zdarzeniu. I wtedy uważam, że jest to dobra emocja – nie można tego stresu dusić w sobie. Nikt z nas nie jest ze stali.
Masz jakieś konkretne plany związane teraz ze strażą w związku z pełnioną funkcją i w związku z tym że, jak mniemam, masz teraz też takie możliwości?
Trudne pytanie. I tak, i nie. W systemie związanym z zarządzaniem jednostką pracuję w sumie od 1 maja 2016 roku. Wiele tematów w minionym okresie udało się już zatem zrealizować, również dzięki temu, że mogłem w nich współuczestniczyć. Do większości z nich potrzebne są też środki finansowe.

Wiele udało się już zrobić, wiele przed nim
Co na przykład udało się zrobić?
Organizację pracy, systemem alarmowania, prowadzenie prac remontowych, żeby poprawić jakość pełnienia służby. Wyremontowaliśmy całe zaplecze socjalne, zaplecze garażowe, jesteśmy na etapie modernizacji obiektu z zewnątrz. Pozyskaliśmy też i zakupiliśmy bardzo dużo niezbędnego sprzętu, jak choćby ciężki samochód volvo, dzięki czemu mamy teraz trzy samochody ratowniczo–gaśnicze, by zawsze być w gotowości. Plany z kolei to dalsza rozbudowa komendy, co już się dzieje – powstają nowe garaże i myjnia.
Jak duży masz wpływ na sytuację organizacyjno–personalną w jednostce?
Myślę, że wiele jest spraw, szczególnie tych związanych z przepływem informacji, zarządzaniem, sposobem pełnienia służby, funkcjonowaniem jednostki, które udało mi się już wdrożyć. Miałem szereg własnych doświadczeń, dzięki wieloletniemu pełnieniu służby w systemie zmianowym. Nie jest mi to obce i wiem, ile rzeczy udało się przez lata usprawnić, choćby w zakresie tego, kto za co odpowiada i kiedy ma to być zrobione.
Jesteście teraz na etapie wymiany umundurowania bojowego.
Tak. Związane jest to z kolorystyką ubrań. Będą one teraz w kolorze piaskowym, co wynika z zarządzeniem komendanta głównego. Określony jest krój i kolor nowego stroju.
A czemu ma służyć ta zmiana?
Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo strażaków. Mundury w tym kolorze są bardziej widoczne. Ale nie tylko. Wykonano też badania, które jasno mówią o tym, że znaczny odsetek strażaków, po odejściu ze służby, choruje np. na nowotwory.
Jakie znaczenie ma tutaj kolor munduru?
Już wyjaśniam. Wszystko co robi strażak w strefie działań oddziałuje na niego bezpośrednio: smog, spaliny, pył, dym, plamy z wycieków, sadza... Wszystkie czynniki zewnętrzne akcji zostają później na ubraniu. Na jasnym mundurze jest to bardziej widoczne i od razu możemy się tego pozbyć – wyczyścić. Nie nosimy tego na sobie.
Ile kosztuje takie ubranie?
Ubranie to składa się z trzech elementów: spodni i dwóch kurtek, jedna przeznaczona do działań w okresie wiosenno–letnim, a druga, tak zwana ciężka, wzbogacona jest o dodatkowe warstwy i pozwala na działania w okresie zimowym. Jedno ubranie to koszt 4500 – 5000 złotych.
A jeśli chodzi o zasoby – nie brakuje chętnych do pracy w straży?
W naborach organizowanych przez nas do tej pory raczej nigdy nie brakowało chętnych. Wręcz jest ich więcej niż wolnych miejsc. Udaje się nam zachować ciągłość służby. Mamy wystarczającą liczbę strażaków. A i nie każdy, kto chce nim zostać, strażakiem zostaje.
Co trzeba umieć, żeby zostać strażakiem?
Motywację, ale to tylko jeden z głównych elementów. Na dzień dzisiejszy nabór do nas to siedem etapów: po złożeniu dokumentów odbywają się testy sprawności fizycznej (bieg po kopercie, próba wydolnościowa, podciąganie na drążku), sprawdzenie braku lęku wysokości, uwzględniamy także umiejętność pływania (pokonanie np. 50 metrów w czasie do 60 sekund), potem już „tylko” rozmowa kwalifikacyjna przed komisją i na końcu komisja lekarska, czyli ustalenie zdolności fizycznej i psychicznej.
W waszej jednostce są kobiety?
W obecnej chwili nie ma. Pamiętam jednak, że były na naborach, ale niestety nie przeszły dalszych etapów.
Macie dużo ćwiczeń?
Tak, ćwiczeń jest relatywnie sporo. Organizujemy je ze wszystkimi jednostkami OSP z terenu powiatu. Staramy się, by strażacy nie tylko się szkolili, ale też poznali, co ułatwia im późniejszą pracę. Raz do roku staramy się też organizować ćwiczenia w kompanii pożarniczej z udziałem przynajmniej kilkunastu jednostek. Na przestrzeni trzech lat udało się zorganizować takie ćwiczenia z powiatem wałeckim, szczecineckim oraz sępoleńskim i człuchowskim.
Strażak to prestiżowy zawód. Odczuwasz to na co dzień?
Wiele statystyk to potwierdza, to prawda. Tak, odczuwam to na co dzień. Wydaje mi się, że mam spory szacunek społeczny.
Krzysztof, zawsze jesteś taki poważny czy czasami „luzujesz”?
Jestem jak każdy, raz poważny, raz wyluzowany. Różne są przecież w naszym życiu chwile i emocje, no i różne mamy zdania. Co do reszty to należałoby zapytać moich najbliższych albo strażaków, z którymi współpracuję już długi czas. Oni wiedzą, jaki jestem, w jakich momentach. Myślę, że powściągliwość, o której mówisz, to raczej kwestia wychowania. Jestem przede wszystkim wymagający, ale także od siebie. Wymagając od innych trzeba jednocześnie tyle samo, a nawet i więcej wymagać od samego siebie.
Czego od siebie wymagasz?
Tego, żeby podejmować dobre decyzje, mimo że nie zawsze jest dosyć czasu na ich analizowanie. Myślę jednak, że najgorsze są decyzje… niepodjęte.
Ufasz swojej intuicji?
Nie intuicja kieruje akcją, ale coś w tym jest. Po zgłoszeniu mam już jakiś, choćby bardzo wstępny, pogląd na to, co może się dziać. Trzymam się tej zasady, że proces myślenia o decyzjach i wariantach akcji zaczyna się już na etapie zgłoszenia. A że znamy nasz teren i mamy już „kilka” trudnych sytuacji za sobą, udaje nam się czasami przewidywać scenariusze… Jednak musimy być przygotowani nawet na to, co nieprzewidywalne.
Jesteś laureatem tegorocznej Nagrody Powiatu. To było dla Ciebie istotne?
Wyróżnienie Nagrodą Powiatu jest z pewnością powodem do dużej satysfakcji. Było dla mnie dużym wyróżnieniem, ale, jak już podkreśliłem podczas tej gali, sam w akcji nie masz szans! Strażacka służba to działanie zespołowe i każdy z nas jest tylko niewielkim elementem działań na rzecz bezpieczeństwa ogółu.
Na pewno wiesz, że także my, media, doceniamy Cię. Często występujesz na naszych nagraniach wideo, a akcje relacjonujesz praktycznie od razu. Masz do tego smykałkę czy się szkoliłeś?
Byłem na szkoleniu w zakresie dowodzenia taktycznego. Organizowane było w Szkole Aspirantów. Zwrócono nam tam uwagę i wskazano wiele praktycznych rozwiązań w zakresie współpracy z mediami. Jeden z rzeczników wcielił się w rolę dziennikarza, podzielono nas na grupy, gdzie każda grupa to był sztab większej akcji ratunkowej. Trzeba było współpracować z „reporterem”, zadającym różne pytania. To było dobre doświadczenie, bo oprócz pytań i odpowiedzi całość była nagrywana. Później analizowaliśmy te wystąpienia i dochodziliśmy do tego, jak można na przykład mimiką twarzy, jakąś konsternacją zepsuć całą wypowiedź, chociaż wydawać by się mogło podczas mówienia, że wszystko jest w porządku. My, strażacy, mamy też tendencję do używania zbyt wielu zwrotów o charakterze zawodowym, a te są dla postronnej osoby niezrozumiałe.
Na przykład?
Na przykład często używamy określeń „siły i środki”, a nie każdy wie, że „siły” to dostępni nam ludzie, a „środki” to sprzęt, jakim dysponujemy. Tak samo często używamy określenia, że pożar został „zlokalizowany”. Postronnej osobie lokalizacja kojarzy się z namierzeniem miejsca pożaru, a u nas oznacza to, że pożar już się nie rozprzestrzenia. Dla nas to jedno i to samo, ale dla kogoś, kto nie zna tych wewnętrznych określeń, zupełnie zmienia się sens wypowiedzi.
Co jest Twoim największym osiągnięciem życiowym?
Największym osiągnięciem prywatnym jest dla mnie moja rodzina, bo mając w niej oparcie mogę angażować się w szereg inicjatyw zawodowych i społecznych, które z całą pewnością absorbują bardzo wiele mojego czasu i energii.
A sukcesem zawodowym?
To z pewnością uzyskanie stopnia oficerskiego w Państwowej Straży Pożarnej jako uwieńczenie ponad dwóch dekad mojej służby na różnych stanowiskach. No i oczywiście ostatnia nominacja. Ale sodówka mi do głowy nie uderza! [śmiech]. Moim sukcesem jest z pewnością to, że, uwzględniając wszystko, co udało mi się dotychczas zrobić, czyli zrealizować wiele własnych inicjatyw i pomysłów, zachowałem równowagę: we współdziałaniu i zrozumieniu się z innymi ludźmi, bo ich lubię i cenię.
A jakie masz marzenia?
Jestem raczej realistą i staram się twardo stąpać po ziemi.
Rozmawiała Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To nie powinno byc PSP tylko PSR panstwowa straz remontowa dca dumny ze jego odwazni strazacy skupiaja sie na remomtowaniu dla siebie kibli a pozniej zmeczeni murarska robota jada ratowac ludzkie zycie tak trzymsc dowodco
Zaplać strazakom dobre pieniadze za ich prace skoro juz tak sie chwalisz....
Bardzo fajny i pozytywny człowiek, pozdrawiam ;)
oho piszą strażacy z PSP wyżej odnośnie kasy i remontów "kibli" :) hahahaa
Najodwaznieszi uciekli z tego Powiatu Już dawno
To nie powinno byc PSP tylko PSR panstwowa straz remontowa dca dumny ze jego odwazni strazacy skupiaja sie na remomtowaniu dla siebie kibli a pozniej zmeczeni murarska robota jada ratowac ludzkie zycie tak trzymsc dowodco
Zaplać strazakom dobre pieniadze za ich prace skoro juz tak sie chwalisz....
Bardzo fajny i pozytywny człowiek, pozdrawiam ;)