Reklama

Mamą być

04/08/2012 00:00
- Kompletna bezsilność, rozdrażnienie, apatia - tak pierwsze tygodnie po porodzie zapamiętała Marta. - Siedziałam i płakałam- wspomina

Czas pędzi. Odmierzany rytmem pracy, popędzany czekającymi nas obowiązkami mija w oka mgnieniu. Sunące po tarczy zegara wskazówki, gdy tylko spuścimy z nich wzrok, ku naszemu zdumieniu w tajemniczy sposób przeskakują parę godzin w przód. Potrafią też ślimaczyć się niemiłosiernie, zatracać czas, gubić sens. Znikać.

Przed szklanym ekranem

Na ekranie telewizora migają scenki. W kuchni programu śniadaniowego przewijają się kolejni gotujący, na kanapach, w nadawanym przez prowadzących iście szatańskim tempie, co rusz zmieniają się goście. Pogoda, wiadomości i porady odmierzają czas. Seriale, programy przyrodnicze wybijają rytm dnia. Zniechęcenie. – Nie byłam w stanie sprzątać, gotować, wszystko mnie drażniło. Mąż robił mi kanapki, inaczej chyba w ogóle bym nie jadła – okres tuż po porodzie wspomina mama dwóch córeczek.

Do domu, do więzienia

- Zawsze chciałam mieć trójkę dzieci – opowiada Marta, która dziś nie wyobraża sobie, by na świecie miało się pojawić jeszcze jedno maleństwo. Nie przerażają jej jednak nadmiar obowiązków czy wydatki. – Z tym człowiek się przecież liczy – wyjaśnia. Paraliżuje ją strach przed depresją, która już dwa razy zburzyła jej życie.

Kiedy urodziła się pierwsza córeczka, świat naszej rozmówczyni stanął na głowie. Wyobrażenie o cudownych chwilach i radości, o której trąbią wszystkie poradniki dla młodych mam, z hukiem rozbiły się o podłogę. Martę dosięgła depresja. – Kiedy byłam w szpitalu, cały czas myślałam o tym, żeby już wrócić do domu – kobieta była pewna, że przygnębienie jest bezpośrednim efektem pobytu w placówce. – Myślałam, że jak mnie wypiszą to wszystko wróci do normy – wspomina. Tak się jednak nie stało – w domu objawy depresji jeszcze się nasiliły. – Nie chciałam nigdzie wychodzić i z nikim rozmawiać. Najchętniej zamknęłabym się w czterech ścianach i siedziała w dresie albo w piżamie. Czułam się kompletnie bezradna – opowiada. Mimo tych przeżyć, kiedy na teście ciążowym po raz drugi pokazały się dwie kreski, Marta była szczęśliwa. - Mówi się, że każda ciąża jest inna, nie spodziewałam się, że drugi raz będzie tak samo – wyjaśnia. Niestety, tym razem sytuacja była jeszcze gorsza. – Druga córka urodziła się malutka. Nie radziłam sobie z karmieniem, więc kiedy mała płakała cały czas myślałam, że jest głodna. To jeszcze bardziej mnie przybijało – opowiada. Apatię pogłębiał fakt, że kobieta nie mogła ruszyć się z domu. –Mała musiała przejść tzw. ochronkę, nigdzie nie mogłam wyjść, czułam się jak w więzieniu – Marta ostrożnie dobiera słowa.
[[nowa_strona]]
Facet nie zrozumie

- Przez prawie 8 tygodni 12 godzin na dobę siedziałam i płakałam – dziś już z lekkim uśmiechem wspomina nasza rozmówczyni, wówczas jednak daleko jej było do optymizmu. – Dziewczynki były czyste, nakarmione, ale np. nie miałam siły z nimi się pobawić. Jeśli o to chodzi, trochę je zaniedbywałam – przyznaje. Z depresji powoli wyciągała ją mama. Leczyła ją rozmową. „Czemu beczysz? Jaki masz powód? Ty musisz się wziąć w garść, Ty musisz dzieci wychować!” – mówiła, przytulając córkę. – Nie pomagała mi tym, ale cieszę się, że była. Chciałam, żeby ktoś ze mną był, żeby mnie głaskał i przytulał. Miałam ogromne pragnienie bliskości – wspomina. Czy mąż był dla niej oparciem? Jak wyjaśnia Marta – wziął sobie na głowę cały dom, pomagał jak mógł, wspierał fizycznie, ale nie duchowo. – Mężczyzna nigdy nie zrozumie, co kobieta w takich chwilach czuje. Mąż chciał pomóc, ale chyba nawet nie wiedział jak – przypuszcza nasza rozmówczyni, dodając jednak, że jego bliskość miała dla niej niebagatelne znaczenie.

Z depresji wyciągnęła ją nie tylko mama, ale i obowiązki. – Nie mogłam dłużej męczyć brata, liczyć, że zawiezie starszą córkę do przedszkola i odbierze ją stamtąd po południu. Musiałam się wziąć w garść – Marta bardzo chciała wrócić do pracy. – Chciałam się wyrwać z domowego kieratu. Moje drugie dziecko było bardzo wymagające, byłam wykończona, a w pracy odpoczywałam – wyjaśnia.

Dwoje, nie więcej

Dziś Marta jest szczęśliwą mamą. Do przykrych chwil już nie wraca, wciąż jednak ma je w pamięci. Dlatego – jak powtarza – dwójka dzieci w zupełności jej wystarczy. – Nie wiem, czy kolejny raz bym przez to wszystko przeszła. Nie wiem, czy bym się nie poddała – przyznaje szczerze.

Patrycja Koplin

Foto:www.sxc.hu
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama