Między krzykiem gola a zapachem ulicy

22/11/2025 19:00

W Argentynie nawet taksówki krzyczą piłką. Gdy pędziliśmy na lotnisko rozklekotanym fiatem, nie słyszeliśmy własnych myśli — kierowca podkręcił radiową relację z meczu Boca Juniors tak głośno, jakby od tego zależało jego życie. W  Argentynie futbol nie jest sportem — jest wyznaniem, rytuałem, gorączką, która potrafi zatrzymać cały kraj. Emocje Argentyńczycy pokazują na każdym kroku, bez udawania. Oni nie mówią szeptem. Posiłek w ich bezpośrednim sąsiedztwie to jak impreza u cioci na imieninach — wszyscy głośno mówią, nikt się nie hamuje. Żyją!


Gdzie gol trwa pół minuty

Jadąc taksówką przez Saltę w stronę lotniska, nie słyszeliśmy własnego głosu. Właściciel fiata ustawił na maksymalną głośność radiową relację z meczu Boca Juniors z La Platą. Przez dwadzieścia minut słuchaliśmy szaleńczego, pełnego emocji komentarza, który wypowiadał słowa z prędkością karabinu maszynowego. A gdy padały gole, przez kilkadziesiąt sekund darł się wniebogłosy, przedłużając w nieskończoność artykułowanie słowa „gooooooooooooooooooooo…l”. Zawsze myślałem, że oni tak tylko gdy gra reprezentacja. Nie — oni się tak wydzierają nawet wówczas, gdy gra odpowiednik naszej okręgówki. Tydzień później był jeszcze ważniejszy mecz. Odpowiednik derbów Barca – Real. Tym razem naprzeciw siebie stawały drużyny z Buenos Aires — wspomniana Boca i River Plate. Jedni: drużyna robotników. Drudzy: bogatszych dzielnic. Na kilka dni przed meczem w Argentynie niemal wszystko było podporządkowane temu spotkaniu. Tu dziennikarze relacjonują wszystko, nawet to, jakie słuchawki mieli poszczególni zawodnicy. Najlepsze są jednak transmisje piłkarskich spotkań. Mecze ligowe można bowiem oglądać jedynie w płatnej telewizji. Ale inne stacje też mają rozstawione swoje kamery. Te jednak nie mogą pokazywać tego, co się dzieje na boisku. Co pokazują? Wycelowane są w trenerów, ławki rezerwowych, kibiców na trybunach. Ekran telewizora poszatkowany jest na kwadraty niczym szachownica, w każdym kwadraciku co innego. I tak przez cały mecz! Odnotuję tylko, że Boca wygrała z River 2:0. Zdecydowana większość Argentyny wpadła w euforię.

 ▲ Przełęcz kondora w regionie Jujui – 4200 m n.p.m. Nie wszystkim łatwo tu oddychać

 

Na końskim grzbiecie bije drugie serce tego kraju 

Gdy na prowincji zapytałem o to, czy interesują się piłką, w odpowiedzi usłyszałem, że narodowym sportem jest pato. W Argentynie konie są uwielbiane jak chyba nigdzie indziej na świecie. Argentyńczycy wyhodowali nawet swoją rasę argentyńskiego konia criollo. Konie na wsi są wszędzie. Bogaci właściciele ziemscy grają w polo, biedniejsi — w pato. Gra przypomina trochę koszykówkę. Skórzana piłka włożona jest do siatki utworzonej z mocnej liny. Zadaniem zawodników jest przerzucanie piłki do siebie w taki sposób, by ostatecznie ta znalazła się w metalowym okręgu, postawionym w pionie. I wszystko to na koniach. Trzeba nie tylko celnie podawać i pewnie chwytać, trzeba jeszcze mieć odwagę, by przeciąć podanie, blokować. To gra osadników, którzy przybyli tu w poszukiwaniu lepszego życia. Enrique, który gościł nas w swojej estancji, mówił, że to sport prawdziwych Argentyńczyków, pokazując liczne trofea, jakie zdobył. Dziś, z racji swojego wieku, już nie jeździ, za to z dumą mówi, że wszyscy członkowie jego rodziny grają w... rugby. Sport niesamowicie popularny w Argentynie. Argentyńczycy są stworzeni do gier zespołowych. Pełni fantazji, nabuzowani emocjami, z pasją do wygrywania, bycia najlepszym, kochający rywalizację. Tu grają w „coś” wszyscy. Gdy zachodzi słońce i robi się przyjemniej, boiska stają się miejscami spotkań.

 ▲ Konie to  w Argentynie świętość, podobnie jak piłka nożna

 ▲ Wąwóz w Mglistych Górach w okolicy Salty. Konna podróż tu, to fantastyczna przygoda

 

A gdy zapada noc...

Generalnie życie towarzyskie rozpoczyna się tu nie wcześniej niż o 20. Na początku trudno było nam się przyzwyczaić, że o 18 nic specjalnie nie można było zjeść, bo wszystko pozamykane. Potem nauczyliśmy się, że do restauracji wychodzi się nie wcześniej niż o 20. Lokale tak naprawdę zapełniają się dopiero o 22, pozostając otwarte nawet do 3 nad ranem. Restauracje są różne, od tych zwyczajnych, gdzie na stołach leży cerata, po te ekskluzywne, z wielkimi kielichami do czerwonego wina. W tych skromnych wybór ogranicza się do podstawowych dań, w tych drogich steka przyrządzą na kilka sposobów. Argentyńczycy nie jedzą zdrowo, nie jedzą wyszukanych potraw. W ich diecie królują produkty zbożowe, mięso i słodkości na tysiące sposobów. Śniadania w 90 procentach składają z ciastek, placków, słodkich rogalików z ciasta francuskiego. Warzywa to prawdziwa rzadkość.

 ▲ Jadłodajnie na ulicach Tucumy kuszą zapachami. Sztukę browarnictwa do Argentyny przywieźli Niemcy i Włosi. Widać to na każdym kroku

 

Argentyńczycy lubią wino, jednak najbardziej kochają piwo. Mają kilka swoich krajowych browarów. Browarnictwo przywieźli ze swoich krajów osadnicy — z Niemiec, Włoch, Belgii. A że doskonałej górskiej wody tu nie brakuje, robią naprawdę świetne piwo. Na dodatek nie brakuje wielu lokalnych browarów. W Mendozie, która słynie z wina, jednym z najbardziej popularnych piw jest to z patagońskiego browaru o nazwie Berlina. Znakomite. Argentyńczycy kupują piwo w wielkich litrowych butelkach. Kiedy po raz pierwszy przynieśli mi taką butelkę, długo zastanawiałem się, jak z tego pić. Z drugiej strony — dwa razy do lodówki nie trzeba chodzić.

 ▲ Prawdziwe życie rozpoczyna się po 21. W restauracjach słychać muzykę do późnych godzin nocnych

 

Tu życie pachnie ulicą, wolnością – ludźmi

Kierując się na południe Argentyny, zahaczyliśmy o Santiago de Tucumán. Miasto miało największy dworzec autobusowy, jaki w życiu widziałem — prawie 70 stanowisk dla ogromnych autobusów. W Argentynie nie ma zbyt wielu linii kolejowych, żeby nie powiedzieć, że nie ma ich wcale. Pewnie ze względu na ogromne i zazwyczaj górskie przestrzenie. Autobusy są bardzo wygodne, stosunkowo tanie. Raz na kilka godzin zarządzany jest postój w podróży, dla rozprostowania kości. Wtedy do środka wpadają sprzedawcy jedzenia, oferując za niewielkie pieniądze tortille, empanadas, owoce, słodycze. Generalnie Argentyna to kraj ogromnej liczby barów, restauracyjek, przydrożnych miejsc, gdzie dostaniesz jedzenie. W wielu miasteczkach, które odwiedziliśmy, zastanawialiśmy się, jak to możliwe, że wszystkie te miejsca funkcjonują przy tak ogromnej konkurencji. Nie ma tu jednak kas fiskalnych, najlepiej jakbyś płacił gotówką, mimo że praktycznie wszędzie jest bardzo dobry internet. Chcesz zapłacić kartą — możesz, ale często zapłacisz 10 procent drożej.

 ▲ Motocykl Che Guevary w muzeum w jego rodzinnym mieście – Alta Gracia. Che traktowany jest tu jak wielka postać

 

Patrząc po wystroju lokalów na głębokiej prowincji, mało kto przestrzega przepisów sanitarnych czy przeciwpożarowych. Jeśli tylko masz chęć, otwierasz bar, gotujesz, grillujesz… To były nasze ulubione miejsca, w których się stołowaliśmy. Może jedzenie mało wyszukane, za to tanio, miło, inaczej. Santiago de Tucumán było właśnie takim miastem — niespecjalnie odwiedzanym przez turystów, może przez to prawdziwie argentyńskim. To takie spocone miasto, gdzie ludzie pracują, żyją normalnym życiem, za to z niepowtarzalną atmosferą. Przypominało mi Polskę 30 lat temu, kiedy cały handel opierał się na straganach, sklepikach ze wszystkim, kiedy mieszkańcy prowincji przyjeżdżali do większych miast na zakupy, kiedy panował dziki kapitalizm, a każdy, kto miał pomysł, miał szansę zrobić biznes życia. Świetnie się tu czuliśmy, w tym tłumie ludzi, tak rzadko widzianym już w polskich miastach.

Oprócz fantastycznej przyrody tego najbardziej im zazdrościłem. Wychodząc na ulice, widać było dzieci i młodzież idącą do lub ze szkoły. Całe grupy — i to bez względu na to, czy było to większe miasto, czy miasteczko. Śmiech, gwar, gorące dyskusje. Bo Argentyńczycy nie mówią szeptem. Posiłek w bezpośrednim sąsiedztwie to jak impreza u cioci na urodzinach — wszyscy głośno mówią, nikt się nie hamuje. Niczym ten komentator sportowy, który oddawał słuchaczom całego siebie.

Mariusz Leszczyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/11/2025 19:55

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wino i śpiew - niezalogowany 2025-11-19 07:52:16

    A najtrudniej się wraca do "szarej rzeczywistości".Ciało już jest obecne ale dusza jeszcze w podrózy.I tęskni i przerabia wszystkie doświadczenia.I tak w koło,codziennie,aż nadejdzie myśl i ochota do nowej wyprawy...I ten przypływ adrenaliny- co mnie czeka,czego tym razem doświadczę?...Żyje się raz,potem drugi i trzeci i znów...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Daś - niezalogowany 2025-11-23 08:53:24

    Die with memories not dreams.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.