- W życiu nie można być pokornym i zawsze trzeba czegoś od siebie wymagać, dlatego nigdy nie powiem, że szklanka jest w połowie pełna. Jeśli siądziesz w fotelu i stwierdzisz, że wszystko zrobiłeś dobrze, to po co masz wstawać? - pyta retorycznie Piotr Milczyński, instruktor ze Złotowskiego Klubu Aikido
Jak to się stało, że w maleńkim Złotowie mamy jeden z najprężniej działających klubów aikido w naszym kraju?
Złotowski Klub Aikido istnieje już ponad 40 lat, co zawdzięczamy fascynacji Mariana Wiśniewskiego, który rozpoczął współpracę z kilkoma instruktorami z Polski, m.in. z nieżyjącym już Jerzym Sapielą. Te początki obrosły już trochę legendą, bo oni uczyli się wtedy aikido z kaset wideo, z książek. Żeby wziąć udział w treningu z instruktorem z 4 kyu potrafili przejechać pół Polski. Teraz ciężko to sobie wyobrazić, mamy szybką komunikację, smartfony, wszystko pod nosem.
Sekcję dziecięcą przejąłeś na prośbę shihana Mariana? Czułeś się wtedy na to gotowy?
Marian wraz z kolejnymi obowiązkami powoli przestawał mieć na to czas. Siłą rzeczy musiał kogoś znaleźć na to miejsce. Znaliśmy się już dość długo, przyglądał mi się, zastanawiał i bodajże w 2011 roku zaproponował mi uczenie dzieci. Poczułem się bardzo doceniony, ale miałem też sporo wątpliwości. Oficjalnie sekcję przejąłem w październiku 2013 roku. Wychowankowie Mariana wyrośli albo przeszli dalej, więc całą strukturę musiałem rozkręcić własnymi silami. Jak zostawałem instruktorem, miałem już pełne wykształcenie pedagogiczne. Karierę w szkole zakończyłem na poziomie nauczyciela mianowanego, ale te doświadczenia bardzo mi się przydały w pracy z młodymi adeptami aikido.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 91% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zapewne pan Marian Wiśniewski pamięta swe poczatki kiedy to jego współpracownik z nadleśnictwa śp. Zdzichu Jaskólski zrobił mu miecz z którym pojechał na swój pierwszy egzamin a my cała reszta życzyliśmy mu by nie stracił głowy jak obleje swoją pierwszą próbę .Nikt z nas nie słyszał o jakimś Ajkido. Ech stare czasy....
Pamiętam jak Piotrek jeździł z Kujania rowerem na pierwsze treningi ;) Super że może robić to co jest jego pasją. Gratuluję i powodzenia życzę!
Zapewne pan Marian Wiśniewski pamięta swe poczatki kiedy to jego współpracownik z nadleśnictwa śp. Zdzichu Jaskólski zrobił mu miecz z którym pojechał na swój pierwszy egzamin a my cała reszta życzyliśmy mu by nie stracił głowy jak obleje swoją pierwszą próbę .Nikt z nas nie słyszał o jakimś Ajkido. Ech stare czasy....
Pamiętam jak Piotrek jeździł z Kujania rowerem na pierwsze treningi ;) Super że może robić to co jest jego pasją. Gratuluję i powodzenia życzę!