Grzegorz Maniak z Krajenki z zawodu jest mechanikiem utrzymania ruchu, Rafał Szkoda z Sokolnej prowadzi firmę świadczącą usługi dźwigowe. Prywatnie obaj dokumentują naturę Krajny. Rafał mówi o sobie skromnie: fotograf amator, a o Grzegorzu – mój mentor. Oboje jednak mają w swoich kolekcjach zdjęcia ptactwa Krajny, których nie powstydziłby się najlepszy fotograf.
„Spacer w niedzielę. Pójdziemy poszukać kolejnej sóweczki. Może wybierze się z nami Grzegorz Maniak. Proszę się ubrać w stonowanych kolorach, założyć kalosze lub buty za kostkę i długie spodnie. Wziąć małą butelkę wody. Koniecznie z aparatem” – tak brzmiał SMS, którego odebrałam od fotografa przyrody Rafała Szkody.
Spotykamy się o 8 rano.
– Pogoda jest przednia, aczkolwiek na drapole (dzienne ptaki drapieżne – przyp. red.) słaba. Nie ma wiatru – zaczyna Grzegorz.
– Pięknie było miesiąc temu, kiedy trwała migracja ptactwa. Jak Pękawnica się rozlała, to na Łąkach Sokoleńskich były ich tysiące. Ptaki wodno–błotne, drapole… setki, tysiące. Stąd było słychać śpiew żurawi, łabędzi… Na wiosnę tu jest jeden wielki jazgot – dodaje Rafał. Z kolei Grzegorz zauważa, że ten rok był specyficzny, bo główne jeziora i inne zbiorniki były jeszcze zamarznięte i ptaki wędrowne nie miały, gdzie siadać. Tutaj z kolei było rozlewisko i mnóstwo ptactwa.
– Świstuny, rożeńce, czernice, gągoły, krakwy, cyranki, cyraneczki, bataliony, bekasy kszyki, krwawodziób… – wymienia gatunek za gatunkiem, a my idziemy na Łąki Sokoleńskie. Razem ze mną jest redakcyjna koleżanka, fotograf Agnieszka Wieleba. Już po kilkunastu metrach Grzegorz zatrzymuje się i mówi, że wyczuwa obecność lisa.
– Mój ojciec zajmował się sprawianiem skór dla myśliwych, więc specyficzny zapach lisa znam od dziecka. Żona śmieje się, że mam węch jak wilk. Ja wszystko wyczuję – mówi.
Lisa jednak ostatecznie nie spotykamy na swojej drodze. Mijamy za to zająca, który – jak na zawołanie – zatrzymuje się na moment i pozwala podejść bliżej.
– Teraz mają gody, są trochę rozkojarzone, tracą czujność – tłumaczy.
– To wystarczy. Aparaty idą w ruch. Każdy próbuje złapać kadr, ale Grzegorz podkreśla, że podczas takich wypraw dla nich najważniejsze są ptaki.

Oprócz odpowiedniego stroju, który pozwala wtopić się w otoczenie, i aparatu, panowie obowiązkowo zabierają ze sobą lornetki. Najlepiej sprawdzają się modele o powiększeniu 10x50 lub 12x40 – dają dobry kompromis między zasięgiem a jasnością obrazu. Przydatna jest też...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 83% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ech. Drogi S11 żeby nie było ale żeby była łaka i sóweczki/ nie ? Zobacz w statystyki ile ludzi zginęło juz na wąskiej drodze S11 .Sowy nie muszą miec az tak duzego obszaru,które sie rozmnażaja i nie gina na drogach.A jaki mamy ciasny Złotów,zakopcony od samochodów,gdzie pod oknem rano odpalaja silniki i smród i hałas.Tymi Ludzmi nikt sie nie przejmuje z ich niedogodnością a sowami tak. A kto zapłaci za utrzymanie duzego obszaru łąk nieużytkowych ? oczywiscie Ludzie z zatłoczonego miasta.
Ech. Drogi S11 żeby nie było ale żeby była łaka i sóweczki/ nie ? Zobacz w statystyki ile ludzi zginęło juz na wąskiej drodze S11 .Sowy nie muszą miec az tak duzego obszaru,które sie rozmnażaja i nie gina na drogach.A jaki mamy ciasny Złotów,zakopcony od samochodów,gdzie pod oknem rano odpalaja silniki i smród i hałas.Tymi Ludzmi nikt sie nie przejmuje z ich niedogodnością a sowami tak. A kto zapłaci za utrzymanie duzego obszaru łąk nieużytkowych ? oczywiscie Ludzie z zatłoczonego miasta.