Niech umrze jedna kobieta, jedno dziecko

04/04/2023 17:05

Wtedy się zacznie. Wtedy ktoś będzie pociągnięty do odpowiedzialności – Ewa Bojda przestrzega przed zamykaniem oddziału położniczo-ginekologicznego w złotowskim szpitalu. Z położną środowiskową rozmawia Piotr Steffen

Od pewnego czasu mówi się o przyszłości oddziału położniczo-ginekologicznego złotowskiego szpitala. Chyba nikt nie da gwarancji, co się z nim stanie za kilka czy kilkanaście miesięcy. Dlaczego włączyła się Pani w inicjatywę walki o to, aby go nie zamykano? Bo sporo wskazuje, że taki scenariusz też musimy brać pod uwagę.

Przez obawy moich pacjentek, które oczekują narodzin dzieci. Prosiły o zaangażowanie, bo niektóre nie wiedzą, gdzie będą rodzić. Część tych osób zdecydowanie myślała o porodzie w Złotowie. Boją się, że jeśli oddział zostanie zamknięty, do innego szpitala mogą nie zdążyć. Pytają o to, co może im się stać. Najbliższy szpital, w Pile, jest oddalony o 40 km od Złotowa.

Mało tego – kiedy pacjentki rodzą w naszym szpitalu, są bezpośrednio przyjmowane na oddział położniczo-ginekologiczny. W Pile natomiast trzeba przejść przez SOR, poczekać, dopiero dalej jest wejście na oddział, tam trwa to dłużej.

Może dojść do sytuacji, a bywało tak w covidzie, gdy szpitale były ograniczone, że jakaś kobieta nie będzie przyjęta. Wiem o takiej sytuacji – kobieta, która była w już trakcie porodu, niezbadana, musiała szukać sobie miejsca do narodzin dziecka.

Jest możliwość, że szpital nie przyjmie kobiety, która za chwilę ma rodzić?

Tak było. Nikt jej nie zbadał, powiedzieli, że jak ma bóle co 8-10 minut, nie musi to świadczyć o porodzie, nie mają miejsc. To są oczywiście skrajne sytuacje, ale, jak pokazuje życie, jednak się zdarzają.

Ostatnio inna moja pacjentka, gdy był jeszcze otwarty nasz oddział w Złotowie, musiała jechać do Piły, tam skierował ją lekarz, bo rodziła bliźniaki. W pilskim szpitalu usłyszała pod swoim adresem: to przez panią zamyka się oddział w Złotowie. Tak lekarz powiedział jej bezpośrednio na oddziale. No bo powinna rodzić w Złotowie, a przez takie kobiety jak ona, zamyka się złotowski oddział. Przyjechała tam też wtedy pacjentka z Więcborka, pod jej adresem miał paść podobny przytyk.

Te obawy kobiet, że mogą nie zdążyć, są zasadne?

Powiat złotowski jest duży, to prawie 70 tysięcy ludzi. Sama mam na kwiecień dwadzieścia dziewczyn do porodu. I teraz, z powodu remontu oddziału, muszą sobie znaleźć miejsce.

Nie ma jednolitej teorii o tym, jak szybko postępuje poród. Każdy przypadek jest indywidualny. Miałam pacjentkę, która w covidzie prawie urodziła na rondzie w Pile. Ledwo zdążyła dojechać do szpitala. Dziecko było urodzone prawie w izbie przyjęć, główka dziecka była już w kroczu.

Bywa też, że kobieta ma bóle co 5-10 minut, przyjeżdża, ale okazuje się, że to nie poród.

Sytuacje mogą być jednak różne, a najgroźniejsze są nagłe. Dla kobiet z samego Złotowa, gdyby doszło do zamknięcia oddziału, sytuacja nie byłaby aż tak dramatyczna, bo w razie czego mogą w miarę szybko dostać się na SOR, a w nim zawsze jakoś pomogą. Mamy jednak przecież okolice Złotowa i doskonale wiemy, jaka jest dostępność opieki medycznej jeśli chodzi o bezpłatną służbę zdrowia na wioskach. Szczególnie dla kobiet. Gdzie kobiety będą miały się udać? W konstytucji jest zapewnione prawo do bezpłatnej, dostępnej opieki zdrowotnej najbliżej miejsca zamieszkania. Nie wyobrażam sobie, żeby miało być zlikwidowane coś, co jest bezpieczeństwem, ochroną życia i zdrowia kobiet oraz dzieci.

Dlatego dziewczyny mają tak ogromne obawy w świetle niepewnej sytuacji, jaka wytworzyła się wokół przyszłości oddziału położniczego w Złotowie. Bo w nagłych sytuacjach czasu na uratowanie płodu jest naprawdę niewiele. Jest oczywiście możliwość wezwania karetki, ale droga też niejednokrotnie jest daleka.

Od lat mówi się zresztą, że w powiecie jest za mało karetek, choć służby wojewody mają odmienne zdanie.

Dokładnie, i tego też pewnie nie przeskoczymy.

Jakie mogą się zdarzyć nagłe sytuacje, gdy trzeba natychmiast ratować życie dziecka czy matki?

Może dojść do nagłego krwotoku z dróg rodnych, co wymaga natychmiastowej pomocy. Z macicy leje się wtedy ogromna ilość krwi. Wystarczy, że położnica wróci do domu, a okaże się, że przed wyjściem ze szpitala nie była odpowiednio zdiagnozowana. Chodzi tu o pozostawienie w macicy fragmentów łożyska po porodzie. Wtedy krwotoki też są gwałtowne i nagłe.

Albo wtedy, kiedy w ciąży wystąpi przedwczesne oddzielenie łożyska. Niebezpieczny jest też stan, gdy dochodzi do tzw. rzucawki – kiedy zagrożone jest życie matki i dziecka. Inne zagrożenia to np. przedwczesne gwałtowne odpłynięcie wód płodowych, wskutek którego może dojść do wypadnięcia pępowiny i w związku z tym stanu zagrożenia życia płodu.

Czy choćby sytuacje, gdy nagle kobieta przestaje czuć ruchy dziecka i jest niepewna jego stanu zdrowia w macicy. W takich przypadkach może dojść do obumarcia płodu. Do reakcji powinno dojść w przeciągu góra dziesięciu minut.

Gdzie uzyska pomoc, jeśli nie będzie oddziału? Będziemy wieźć kobiety 45 minut czy godzinę do Piły bądź dalej?

Mówi Pani, że dużo kobiet chce rodzić w Złotowie. To co się w takim razie stało, że z poziomu 600-700 porodów rocznie, w szybkim tempie, zaledwie kilku lat, zeszliśmy do tak dramatycznie niskich statystyk w złotowskim szpitalu? Ostatni rok - 173 urodzone dzieci, był oczywiście konsekwencją wyjątkowej sytuacji – doszło do awarii, działalność oddziału była istotnie ograniczona, a przez jakiś czas na oddziale funkcjonowały też covidowe łóżka… Ale nawet bez tego, gdyby było to powiedzmy 250 porodów, to i tak byłby wciąż kolosalny spadek.

Myślę, że to kwestia ogromnego spadku dzietności w kraju. Od czasów drugiej wojny światowej, ubiegły rok miał w Polsce najniższą ilość urodzeń.

Dziwi się Pani, że samorządowcy mogą za chwilę zacząć odnosić się do kwestii rentowności? Czuć pismo nosem, że jest to przynajmniej kwestią dywagowania, a za chwilę pewnie dyskusji, skoro starosta stwierdził podczas ostatniego posiedzenia Rady Społecznej Szpitala, że dyskusje dotyczące przyszłości będą miały miejsce po remoncie oddziału. Ewidentnie wygląda na to, że w powiecie liczą pieniądze.

Co jest nadrzędną wartością człowieka? Pieniądz. Zdrowie człowieka jest niestety na drugim miejscu. Nawet jeśli mówimy o małej ilości porodów, kwestia pieniądza ma decydować o bezpieczeństwie kobiet? Nie powinno tak być, dla mnie to jest kwestia bezdyskusyjna.

Nie przekonują Pani ekonomiczne argumenty?

Pracowałam w szpitalu, kiedy było w nim nawet nie 600-700, a 1000 porodów rocznie. Tak było, gdy przyszłam do pracy w szpitalu 30 lat temu. Kobiety leżały nawet na korytarzach. Wie pan, co wtedy mówiono? Zaorzemy ten szpital, dlatego, że położnictwo nie przynosi dochodów. Bo wtedy koszty były rzekomo większe, gdyż używano więcej leków, materiałów medycznych czy higienicznych, więcej było sterylizacji, więcej szło jedzenia…

Jak zrobiło się mniej porodów, znowu padają ekonomiczne argumenty, tylko że teraz o tym, że przy małej liczbie porodów personel stanowi za duży koszt utrzymania. Dużo - źle, mało - źle! Oddział położniczy zawsze był pod kreską, był niedochodowy i to prawdopodobnie nigdy się nie zmieni.

Uważam, że w kategorii położnictwa, ginekologii nie ma co liczyć pieniędzy. Zwłaszcza, jeśli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo, więcej dzieci.

Gdzie, Pani zdaniem, jest „próg opłacalności”? Trudno przecież wyobrazić sobie, żeby oddział funkcjonował, jeżeli dzieci w ogóle by się nie rodziły. Ile więc to minimum – jaka ilość obliguje do tego, że oddział powinien działać?

Myślę, że około 300 porodów rocznie. I gdyby nie ubiegłoroczne trudności funkcjonowania oddziału z powodu covidu i awarii, tyle mniej więcej by ich było.

Czyli szpital powinien jakieś dwa-trzy lata powalczyć o przywrócenie większej rodności?

Oczywiście. Dajmy czas na powrót do normalności, na ile oczywiście uda się to w czasach, gdy rodzi się mniej dzieci. Promujmy ten szpital, mówimy o nim. Teraz jest za to wylewany hejt, ale, co ciekawe, szczególnie przez osoby, które tutaj nie rodziły. Bo coś od kogoś słyszały bądź miały jakieś niekorzystne przeżycia, np. poronienie, a taki szpital nigdy nie będzie się kobiecie kojarzył dobrze, gdy spotkało ją w nim wielkie nieszczęście. Taki szpital zawsze będzie się takiej kobiecie wiązał z bólem.

Część hejtu bierze się też stąd, że w obecnych czasach kobiety mają wygórowane wymagania.

Mamy czasy, kiedy rządzą media społecznościowe. Kiedyś ludzie nie mieli takiej swobody publicznego wypowiadania. Sądzi Pani, że ludzie, zarówno kobiety jak i mężczyźni z naszego powiatu, przyłożyli rękę do obecnej sytuacji – w takim sensie, że przesadzali z krytycznymi, niesłusznymi opiniami o tym oddziale?

Zdecydowanie. Mówię to kategorycznie. Jedno zdanie, jedno słowo potrafi zabić w człowieku chęć pracy, współpracy, pokazania serducha. Z pracą w szpitalu jest bardzo podobnie.

To, co czasami czytam w mediach społecznościowych na temat personelu oddziału położniczo-ginekologicznego, woła o pomstę. A najciekawsze, jak często te opinie są sprzeczne. Jedna kobieta przeciwko drugiej, która wręcz wychwala oddział. Gdzie tu jest prawda i o co tutaj chodzi?

Pewnie gdzieś pośrodku – środkiem jest pewnie jakaś normalność, codzienność.

Kobiety teraz oczekują od szpitali nie wiadomo czego, warunków prawie luksusowego hotelu, minimum czterogwiazdkowego. Czy o to chodzi? Kiedyś, jeszcze 20-30 lat temu, człowiek naprawdę bał się iść do szpitala. Taka była prawda, bo takie było podejście do pacjentek. Można powiedzieć – hurtowe, skoro w ciągu roku rodziło się nawet tysiąc dzieci. Teraz natomiast, im więcej daje się kobietom w tej pracy, tym więcej dostaje się po głowie. Nie mówię, że zawsze, ale często.

Szpital ma być przede wszystkim miejscem bezpiecznym, w którym uzyska się pomoc.

Wspomniała Pani o personelu – co najmniej od kilku lat mówi się, że byłoby trochę inaczej na tym oddziale, gdyby zmieniono przynajmniej niektóre osoby… Świeża krew, szczególnie lekarska, mogłaby odmienić sytuację?

Pewnie miałoby to jakiś wpływ, ale uważam, że kompetencje, doświadczenie zawodowe, staż personelu, który pracuje z danymi osobami, też jest bardzo ważny. Takie zmiany musiałyby się odbyć przy zachowaniu proporcji. Musi być ktoś nadrzędny, który robi dobrą robotę. I nie musi być cudowny, nie musi głaskać, całować panie po policzkach na przywitanie, ale ma być po prostu dobry w swoim fachu. Gdy pracowałam w naszym szpitalu, czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że jak coś dzieje się u pacjentki, to mogłam liczyć na osobę nadzorującą z kierownictwa, z lekarskiej kadry. To jest niezmiernie ważne.

Rozmawia Pani z setkami kobiet rocznie?

Tak, miesięcznie mam ich pod swoją opieką około 80.

Nie pytam o hejt, bezzasadne uwagi, ale o ich merytoryczne, rzeczowe opinie – co najbardziej im przeszkadza na oddziale złotowskiego szpitala? O czym otwarcie mówią?

Myślę, że większość opinii jest zdecydowanie dobra. Jeżeli chodzi o sam oddział, o kwestie czystości, zagospodarowania, ogólne sprawy, pretensji raczej nie ma. Zarówno większość pacjentek, jak i ja, uważamy, że to dobry oddział. Pacjentki, którymi zajmuję się po opuszczeniu oddziału, są dopilnowane, zaopiekowane. Noworodki również. Opinie o opiece nad nimi, pielęgniarskiej i położniczej, są bardzo dobre.

Pod jakimi względami obsada naszego oddziału powinna się jednak uderzyć we własne piersi?

Jeśli już są zastrzeżenia do personelu, to do kwestii empatii. Są osoby, które od czasu do czasu podpadną pod tym względem, bo powiedzą o kimś: za gruba, za chuda. Takich słów nie powinno być, zalecałabym trochę mniej komentarzy o pacjentkach, a więcej informacji dla nich, związanych ze stanem zdrowia.

Zauważam jednak, że niestety najpierw większość krytykujących powołuje się na zewnętrzne opinie, o których wiarygodności nie mają żadnej wiedzy. Nie będąc w ogóle na oddziale, a jedynie słysząc gdzieś o czymś. Niektóre takie opinie mnie samą denerwują, wybrzmiewa z nich nie tylko niewiedza, ale też czysty egoizm. W jednym miejscu ta sama osoba potrafi napisać w mediach społecznościowych: zamknąć położnictwo, za chwilę czytam u tej samej osoby – zamknąć SOR, a dalej, że panie na wewnętrznym też są niefajne, też trzeba go zamknąć. Coś tutaj nie pasuje.

Dopiero bezpośredni kontakt z oddziałem czy personelem przekonuje zdecydowaną większość tych kobiet, że na oddziale większość kwestii jest w porządku. Jeśli chodzi o moje pacjentki, 85% tych opinii jest pozytywna, zaledwie 15% to negatywne zdania.

To szczere opinie czy może kobiety boją się powiedzieć, co myślą?

Boją się? Mnie?! Mamy pełne zaufanie, poza tym wiedzą, że od lat nie pracuję w szpitalu. To są informacje wyłącznie dla mnie. Muszę wiedzieć, czy panie są zadowolone, czy nie, bo mi, jako środowiskowej położnej, zależy na psychicznym zdrowiu pacjentek i na tym, żeby oddział jak najlepiej funkcjonował. Gdyby były same złe opinie, nie polecałabym kobietom szpitala w Złotowie, nawet jeśli tutaj pracowałam. Jeżeli 85% opinii jest pozytywnych, dlaczego nie mam polecać oddziału?

Ten systematyczny spadek urodzin był jednak widoczny – niezależnie od tego, że tamten rok był wyjątkowy. To bardziej problem oddziału w Złotowie czy tego, że te dane wpisują się w krajowe statystyki?

Tego, że wpisują się w statystyki.

Tyle że nie tak dawno pisaliśmy o tym, że w tej ogólnej tendencji zaledwie dwa szpitale w Wielkopolsce mają tak drastyczne spadki – w tym Złotów.

Trudno mi się do tego odnieść. Sądzę, że jednak mogło to być związane z covidem. Trzeba też zwrócić uwagę na inną kwestię. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby w Złotowie rzeczywiście zadziało się coś złego, żeby popełniono jakiś naprawdę poważny błąd. Pracuję na naszym terenie od 34 lat i w tym czasie nie zmarła żadna kobieta. W innych szpitalach było inaczej, prawie w każdym szpitalu w regionie zmarła jakaś pacjentka, choćby w Poznaniu, gdzie zmarły dwie moje pacjentki. Oczywiście mówię o okresie wielu lat.

Mówimy cały czas o oddziale, ale oddział to przecież personel. Ewentualne zamknięcie oddziału spowodowałoby pozbycie się przynajmniej części personelu, a tego powinniśmy uniknąć. Kto bowiem odpowiednio zareaguje na potencjalne, nagłe przypadki, jakie mogą mieć miejsce na SOR, jeśli większość personelu położniczo-ginekologicznego pójdzie do pracy w innych miejscach?

Na oddziale położniczo-ginekologicznym pracuje ponad dwadzieścia pań. Trzy już ponoć odchodzą, dwie kolejne mają poważnie to rozważać. Sądzi Pani, że jest realny scenariusz, że ten personel się posypie?

Tak. Mam wrażenie, że to, co teraz się dzieje, jest na wyciszenie. Jak później, po remoncie, chcemy otwierać oddział, jeśli nie będzie komu pracować? Jak wtedy otworzymy taki oddział?

Dziwi mnie, że w dobie, gdy są takie braki z personelem medycznym, tak łatwo pozbywamy się osób z dużym doświadczeniem w pracy nad kobietami, nad noworodkami. To są cudowne kobiety, niektóre z maluszkami pracują od 30-40 lat. Mamy pozwolić im odejść? Nie rozumiem tego. To przecież zgrany, solidny zespół. Nie dziwię się jednak, że zaczynają odchodzić, skoro w kontekście niepewnej przyszłości oddziału są pod znakiem zapytania. Władza nie mówi im, co dalej z oddziałem.

Pojawiają się też informacje, że być może w Złotowie mogłaby funkcjonować jedynie ginekologia.

To byłoby połowiczne rozwiązanie A co z nagłymi przypadkami? I tak na takim oddziale prawdopodobnie będą musieli utworzyć coś na wzór ginekologicznego SOR-u. Lepiej, żeby personel, który miałby tam pracować, był w pełni wykorzystany.

Zresztą, skoro tyle mówimy o pieniądzach, trzeba wprost powiedzieć, że operacje ginekologiczne kosztują więcej niż porody.

Co się stanie, jeśli oddział położniczo-ginekologiczny zniknie za kilka czy kilkanaście miesięcy?

Trudno mi w ogóle wyobrazić sobie taki scenariusz. Straci na tym powiat złotowski. Mając szpital powiatowy nie potrafimy stworzyć bezpiecznego miejsca dla naszych kobiet? Ginekologów pracujących bezpłatnie, na NFZ, jest w powiecie garstka. A też nie są w stanie przyjąć wszystkich kobiet. W tej sytuacji miałaby jeszcze zniknąć placówka szpitalna, która w każdej chwili może udzielić pomocy?

Niech umrze jedna kobieta, jedno dziecko. Wtedy się zacznie. Wtedy ktoś będzie pociągnięty do odpowiedzialności.

Na koniec proszę jeszcze o porównanie. Część kobiet na miejsce narodzin swoich dzieci wybiera inne oddziały w regionie – są lepsze niż złotowski, skoro tak twierdzą te kobiety?

Ludzie mówią, że tam jadą, bo jest lepiej. Ale jak wracają, to jest różnie. Moim zdaniem to tylko ludzkie, błędne wyobrażenie. Budowane głównie na bazie cudzych opinii. Kobiety wracają z różnych miejsc i bywa różnie. Niejednokrotnie wracają z oddziału, który był gloryfikowany, a nagle okazuje się, że muszą iść po pomoc do Złotowa, bo w poprzednim szpitalu np. zostawili w środku krwiak czy kawałek łożyska. I trzeba zrobić zabieg. A bywało tak nie raz.

Pod wieloma względami, moim zdaniem, Złotów wręcz wiedzie prym. A mam pacjentki z: Piły, Wałcza, Trzcianki, a także z Poznania i Bydgoszczy. W Złotowie, z typowo medycznych błędów, z niedopilnowania, takich komplikacji prawie nie ma. W sferze zdrowia kobiet jest bardzo bezpiecznie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/12/2024 10:24

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    WW - niezalogowany 2023-04-04 17:36:24

    Nikt nie będzie poniesiony do odpowiedzialności :) Wszystkim będzie przykro, a później sprawa ucichnie ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • do powyżej - niezalogowany 2023-04-04 20:48:59

    Nowy dyrektor podobno z ekstra rekomendacjami i z ekstra wynagrodzeniem, podobno szerokim strumieniem płyną pochwały dla szpitala z każdej strony, szefostwo (Starostwo) chwali dyrektora na lewo i prawo, a szpital .... się zwija. Ktoś tu najwyraźniej rżnie głupa. PS - wygląda na to że już czyjś wujek nie czaka na SOR kilkadziesiąt minut, ale SOR przyjeżdża do jego miejsca zamieszkania.

    • Zgłoś wpis
  • Stefan - niezalogowany 2023-04-07 11:26:37

    Jak to w zlotowskich szpitalu wszyscy wini tylko nie oni z obsługi szpitala oni tak pomagają jak policja przysięgę składają ale tylko by ręce wyciągać po pieniądze bo ciągle im mało jest...Zamknąć ten szpital wyburzyć go a działki sprzedać dewelopera na bloki bo to nie szpital tylko trupiarnia ludzie umierają pod szpitalem bo nikt nie potrafi z tej smies,nej pseudo opieki lekarskiej jak i pielęgniarskiej pomóc komuś wstyd w takiej.instytucji pracować Lekarze i pielęgniarki tylko by się nadawali na ukraińskim froncie by uśmiercać rannych bo nawet nie potrafią udzielić pomocy nikomu pigóły

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.