– Myślałem o tej śmierci, ale mnie to nie zablokowało – Krzysztof Wesołowski do dzisiaj ma w pamięci obrazy, gdy mężczyzna rzucił się pod pociąg. – Nałożyłem rękawiczki i ściągałem szczątki ciała, jakie zostały na lokomotywie – wspomina maszynista
Przed kilkoma dniami informowaliśmy o śmierci mężczyzny, który zginął pod kołami pociągu między Złotowem a Krajenką.
– To jest wpisane w ryzyko naszego zawodu – mówi Krzysztof Wesołowski, jak sam przyznaje, prawdopodobnie jedyny maszynista w naszym powiecie. Opowiada nam o tym, jak wygląda życie z perspektywy prowadzącego pociąg, za którego plecami jedzie nawet kilkaset dusz. I kilkaset ton potężnych maszyn, pod kołami których czasami tragicznie giną ludzie.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 96% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!