Jak mówi, jest jednym z niewielu tak zmarnowanych talentów w Polsce. Czasu, gdy był królem lokalnej branży gastronomiczno-rozrywkowej, też wciąż mu szkoda. – Dzisiaj być może miałbym sieć restauracji, franczyzy – przyznaje. Zaczął nowe życie i od kilku lat z powodzeniem inwestuje w nieruchomości. Z Sebastianem Bruskim, który wraca z biznesem do Złotowa, rozmawia Piotr Steffen
Sport był pierwszym, czym dałeś się zapamiętać mieszkańcom Złotowa. Ile miałeś lat, gdy zacząłeś uprawiać kajakarstwo?
Jakiś epizod był chyba już w wieku przedszkolnym, a nieco na poważniej zaczęło się od drugiej klasy podstawówki. Z połowy lat 80-tych, kiedy miałem 8-9 lat, mam pierwsze dyplomy z zawodów wojewódzkich w Wałczu.
Nie cała kariera przebiegała w Złotowie.
Zacząłem w Sparcie, gdzie prowadził nas pochodzący z Wałcza śp. Krzysztof Procyszyn. To był bardzo dobry trener, pracował z nami do 1991 roku. Sekcję kajakarską zlikwidowano w Sparcie z powodu braku finansów. Wiadomo, że pierwsze leciały te dyscypliny, które były mniej widowiskowe. Tylko mi udało się kontynuować karierę w innym klubie.
Ilu Was trenowało w najlepszym czasie?
Pamiętam jak na zgrupowania z panem Kostkowskim, ówczesnym kierowcą czerwonego „ogórka”, jeździł cały autobus. W pewnym momencie to było 30-40 osób, m.in. ja, Adam Wojtkowiak, Adam Lewandowski, Piotr Welsandt, Adam Łapot, Rafał Michaś, Maciej Sobczyk, Rafał Barczak, Zachariasz Stanisławski, Andrzej Adler, Daniel Szczerbiak, Mariusz Kwaśniewski czy Paweł Dopierała – mój partner z dwójki. Było też kilka dziewcząt, m.in. Urszula Dopierała, siostra Pawła, Aldona Adler. Sporo osób dojeżdżało z okolicznych wiosek.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 95% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie chciało się uczyć ,oj nie chciało.Życie po lekku brać.Na starośc torba i kij.
Jak ten biznes będzie szedł tak jak ta przebudowa tego kościoła to plajta murowana.
I to jest to. Pan Bruski trafił w sedno,, na dalsze prowadzenie sekcji kajakarskie zabrakło pieniędzy. Pozostaje pytanie na co nie zabrakło. Znam tych wymienionych i wcześniejszych kajakarzy którzy w swojej młodość liczyli że z ich pracy coś będzie. Szanse były jednak się rozmyły, powód znamy. On jest podobny do tego dzisiejszego gdzie ponownie samorząd zły na dobre pomysły odtworzenia ośrodka na Zaciszu mówi że nie ma pieniędzy na współpracę z obecnym właścicielem tego miejsca. Na co mają wszyscy wiedzą i dziwią się, kim jest i jakie zadania miał człowiek do zadań specjalnych oraz osoby które pomimo że podpisały taką a nie inną umowę o pracę, otrzymały wysokie nagrody pieniężne za jej wykonywanie. Cóż, jednym no stąd nie z owad się udaje innym tak jak panu Bruskiemu nie zawsze. Mając to na uwadze trzeba tylko mu życzyć aby to nowe co zaczął było tym z czego jeśli ludzie to i on będzie w pełni zadowolony.
Sebastiana uczyłam w podstawówce. Wspaniały chłopak, charakterny - wytrwały i uparty. Często stawiałam go za wzór - pracowitości i dyscypliny. Szkoda, że uczciwość i ciężka praca nie wystarczą,by osiągać sukcesy w sporcie. Ale z przyjemnością przeczytałam artykuł i cieszę się, że Sebastian to nadal mocarz, nietuzinkowy człowiek. Gratuluję.
Remontować to mieszkania uchodźcy z Ukrainy czekają
O tak talent z niego to jest i to niezły na ha ha
Nie chciało się uczyć ,oj nie chciało.Życie po lekku brać.Na starośc torba i kij.
Jak ten biznes będzie szedł tak jak ta przebudowa tego kościoła to plajta murowana.
I to jest to. Pan Bruski trafił w sedno,, na dalsze prowadzenie sekcji kajakarskie zabrakło pieniędzy. Pozostaje pytanie na co nie zabrakło. Znam tych wymienionych i wcześniejszych kajakarzy którzy w swojej młodość liczyli że z ich pracy coś będzie. Szanse były jednak się rozmyły, powód znamy. On jest podobny do tego dzisiejszego gdzie ponownie samorząd zły na dobre pomysły odtworzenia ośrodka na Zaciszu mówi że nie ma pieniędzy na współpracę z obecnym właścicielem tego miejsca. Na co mają wszyscy wiedzą i dziwią się, kim jest i jakie zadania miał człowiek do zadań specjalnych oraz osoby które pomimo że podpisały taką a nie inną umowę o pracę, otrzymały wysokie nagrody pieniężne za jej wykonywanie. Cóż, jednym no stąd nie z owad się udaje innym tak jak panu Bruskiemu nie zawsze. Mając to na uwadze trzeba tylko mu życzyć aby to nowe co zaczął było tym z czego jeśli ludzie to i on będzie w pełni zadowolony.