Tyle ile było krzeseł na świetlicy, tyle mogło być członkiń. Ani jednej osoby więcej. - Dlaczego tak wiele osób chciało należeć do sławianowskiego Koła Gospodyń Wiejskich? Chodziło o pisklęta – wspomina Jadwiga Budnick, która kilkadziesiąt lat swego życia poświeciła sławianowskiemu Kołu.
Ze Sławianowem jest związana od najmłodszych lat. Stąd wspomnienia o tym, jak we wsi prężnie działał ośrodek wczasowy nad jeziorem i jak w sezonie letnim, co dwa tygodnie, zmieniały się w nim turnusy turystów.
– Byli to głównie pracownicy złotowskich przedsiębiorstw z rodzinami. Jako mieszkańcy wsi także uczestniczyliśmy w życiu ośrodka. To były czasy!...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 91% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!