Pochodzący z Krajenki Dariusz Baranowski jest kierownikiem pracowni badania przyczyn pożarów w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Gdy wydarzyło się coś złego, co ma związek z ogniem, dzwonią po niego
Nazwisko, które nosi Dariusz, w Krajence i okolicach jednoznacznie budzi skojarzenia ze strażą pożarną. Stało się tak za sprawą kilku pokoleń Baranowskich, którzy działali i działają w jej strukturach od pierwszej połowy XX wieku. Tak w OSP, jak i później w PSP.
– Pierwszy kontakt ze strażą miałem tak wcześnie, że nie jestem w stanie tego pamiętać. Zachowały się za to zdjęcia, które to dokumentują, gdzie siedzę w wózku dziecięcym na tle krajeńskiej remizy. Do tego dorastałem wśród stryjów Andrzeja i Piotra oraz przede wszystkim taty [Jacka Baranowskiego–przyp. red.]. Wszyscy oni pracowali w straży jako zawodowcy – wspomina D. Baranowski.
Naturalnym było dla niego, że zanim jeszcze skończył 12 lat i mógł zgodnie z przepisami zostać członkiem Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, udzielał się w niej znacznie wcześniej.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 92% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!