Reklama

Ostatni wywiad z księdzem Tadeuszem Kolonem

04/01/2021 09:15

Wczoraj dotarła do nas bardzo smutna informacja. Nad ranem, w swoim domu parafialnym, w wieku 63 lat zmarł ksiądz Tadeusz Kolon, od 30 lat proboszcz parafii w Wielkim Buczku.

W ostatnim numerze Aktualności Lokalnych ukazał się wywiad z księdzem Tadeuszem Kolonem, jak się okazało, jego ostatni... Z buczkowskim duchownym rozmawiała Julita Milczyńska.

"Do bólu można się przyzwyczaić"

- Chciwość nie popłaca – mówi ksiądz Tadeusz Kolon, proboszcz buczkowskiej parafii – opłaca się natomiast być sobą! – dodaje, a z Jego twarzy nie schodzi uśmiech

Dziękuję, że mimo choroby i bólu zgodził się Ksiądz na rozmowę. 28 sierpnia minęło Księdzu 30 lat pracy w Wielkim Buczku. Da Ksiądz wiarę?

Reklama

Tak, dam, choć czas ten minął nieubłaganie szybko. Do tego mam już 36 lat posługi kapłańskiej, bo księdzem zostałem, gdy miałem 27 lat, a mam ich już 63…

Skąd Ksiądz pochodzi?

Z Górnego Śląska, z Mysłowic koło Katowic.

Kiedy ksiądz poczuł powołanie, poczuł, że właśnie tą a nie inną drogą chce iść przez życie?

To przyszło do mnie samo. Po prostu. Żadnych wizji ani objawień. Tamtego roku do seminarium wybrała się ze mną zresztą jeszcze dwójka kolegów, jednak każdy do innego, do innej części Polski. Ja przyszedłem na północ Polski.

Reklama

Dlaczego?

Była po prostu taka potrzeba. Nie było tutaj księży. Ale wtedy nie było jeszcze seminarium w Koszalinie, klerycy byli w Poznaniu lub w Paradyżu, a ja się dostałem do Pelplina.

Jak Ksiądz trafił z Pelplina do Wielkiego Buczka?

Trochę to trwało. Najpierw były święcenia, w 1984 rok w Lęborku, później dwa lata byłem w Ustroniu Morskim, dwa lata w Ugoszczy koło Bytowa, potem w Człopie koło Wałcza i stamtąd już wprost do Wielkiego Buczka. I tak tutaj jestem już 30 lat i zostanę do końca.

Właśnie, podobno na emeryturze Ksiądz chce się tu osiedlić. To decyzja kurii czy Księdza?

Reklama

Moja, kupiłem sobie tutaj pokoik w byłej szkole, będę miał tam małe mieszkanie i będę tutaj sobie żył. Bo gdzie pójdę? Rodzice nie żyją, rodzina ma swoje sprawy. Zresztą nie jestem niezależny [wskazuje na wózek inwalidzki]. A tutaj mi dobrze!

Nic dziwnego, cieszy się Ksiądz ogromnym szacunkiem i sympatią. Ludzie mówią, że jest Ksiądz „lekarzem ich dusz”.

Miło mi to słyszeć. Dziękuję. Cóż mogę więcej powiedzieć?

Mówi się, że w Wielkim Buczku są „Krajniacy” [zespół folklorystyczny] i ksiądz Kolon. Jest już Ksiądz integralną częścią tej społeczności. Jak sobie Ksiądz wyobraża tutaj życie na emeryturze? Co dalej z parafią?

Reklama

Jeśli będzie tu jakiś nowy ksiądz, co stoi pod znakiem zapytania, bo z księżmi jest coraz większa bieda i ich po prostu jest coraz mniej, to, jak tylko będę mógł, oczywiście mu pomogę.

Zatem istnieje ryzyko likwidacji parafii?

Niektóre parafie już są łączone. Coraz częściej jeden proboszcz ogarnia dwie parafie. Tak jest na przykład w Niemczech, gdzie powstały wspólnoty parafialne. Wielokrotnie, lata wstecz, jeździłem tam na zastępstwo w czasie wakacji i widziałem, w jakim kierunku podąża tam kościół. Teraz widzę to samo u nas.

Reklama

Na zastępstwo?

Tak, bo chciałem i musiałem sobie dorobić. Jak każdy człowiek, miałem swoje potrzeby. Za zarobione tam pieniądze mogłem na przykład opłacić auto, było na węgiel, elektryczność i tak dalej. Dorabiałem tak 20 lat. W tym czasie wykupiłem też mieszkanie.

Czyli parafianie z Wielkiego Buczka mogliby być jedną parafią na przykład z Lipką?

Tak, moim zdaniem mogłoby i tak być. Ale tego nie wiemy, to tylko moje głośne myśli.

Zahaczył Ksiądz o pieniądze. Podobno często Ksiądz mówi, że „innym pieniądze przydadzą się bardziej”. Jednym słowem, że nie jest Ksiądz chciwy.

Reklama

Chciwość nie popłaca, bo na niej się tylko traci. Tutaj bywa i tak, że ludzie nie mają czasami pieniędzy, a mimo to chcą się nimi dzielić. Wtedy odmawiam ich przyjęcia. Nie ukrywam, że przez lata posługi wróciłem z terenu z… kaczką, kurą, miodem, jajkami. Ludzie z sympatii dawali, co mieli. To było dla mnie zawsze miłe i po prostu fajne. Taka podzielność i gościnność to cnota. Aż w końcu zrobił się ze mnie gospodarz [śmiech]. W sumie dobrze: w końcu jestem na wsi. Tylko przy wyjazdach musiałem zawsze kogoś prosić, żeby mi zwierzęta pokarmił. Teraz już nic nie hoduję.

Z poprzednim proboszczem nie żyło się tutaj parafianom najlepiej. Nie lubili go, cytuję: „na tacę mu wrzucali śrubki, a jakby mogli, to by wywieźli na taczce…” Jak to jest przyjść w takie miejsce i ukraść serca ludzi? Nie miał Ksiądz obaw?

Reklama

Nie myślałem o tym, ja uważam po prostu, że zawsze należy być sobą! Ja przede wszystkim zawsze omawiałem z ludźmi sprawy kościoła. Od samego początku. Osobiście nigdy nie zbierałem pieniędzy na kościół, od tego była rada parafialna i zawsze to ona dysponowała pieniędzmi. Dzięki temu ja miałem komfort psychiczny, a oni czuli się gospodarzami, bo przecież parafia nie należy do księdza, ale do wszystkich parafian. Niektóre pieniądze niektórych ludzi później gryzą, więc ja się od nich odseparowałem. Jak były potrzebne pieniądze na remont, to ogłaszałem taką potrzebę radzie i sytuacja była czysta. Oni dalej działali. Kiedyś robiliśmy nową instalację elektryczną do kościoła. To wyniosło około 30.000 złotych. Dla mnie to ogromna kwota. De facto, jest to remont, którego nie widać gołym okiem. Na pytania: „gdzie te pieniądze?” odpowiadała rada, która trzymała nad tym pieczę: miała wgląd do projektów, miała wszystkie rachunki. I problem sam się rozwiązał. Jak potem zbieraliśmy na ogrzewanie, to nie spodziewałem się, że się uda, ale się udało. Czyli ludzie zaufali! I to były te wspólne pozytywne początki. Przełom w naszych wzajemnych relacjach.

Jako młody chłopak, a później dojrzały mężczyzna, lubił podobno Ksiądz grać w piłkę nożną?

Reklama

Oj bardzo! To była dla mnie odskocznia, forma przekazywania dobrej energii, sport, bo od zawsze byłem mocny [śmiech] i musiałam, a także bardzo lubiłem się poruszać fizycznie. Cieszyłem się, gdy parafianie brali mnie do okolicznościowego składu czy potem do sędziowania. Teraz pozostaje mi to oglądać w telewizji. Jak jest piłka, to wszystko oglądam!

To jak Ksiądz myśli, jak nasza reprezentacja się teraz popisze?

Nie ukrywam, że jestem pełen obaw [śmiech]. Ale zamierzam oglądać wszystkie mecze naszej reprezentacji i później. A jak będzie tym razem z naszymi? Pożyjemy – zobaczymy.

Reklama

W czasie posługi udało się też Księdzu wybudować kościółek w Czyżkowie - ponoć nie było to łatwe.

Tak, Czyżkowo wyskoczyło tak nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki. Myśmy odprawiali tam msze w takim zaadaptowanym ku temu prywatnym miejscu, ale wkrótce okazało się, że wymaga ono gruntownego remontu. Należało na przykład szybko wymienić okna. Rodzina, która tam mieszka, musiałaby pokryć połowę inwestycji. Ostatecznie, zamiast tego, postanowiliśmy wybudować kościół. Zaczęliśmy zbierać pieniądze. Uzbieraliśmy chyba 30.000 złotych, chwaliłem się, że ruszamy z budową, a każdy tylko w głowę się stukał, że z taką kasą porywam się na budowę kościoła. Mówili mi, że zgłupiałem. Okazało się jednak, że wokół nas było tak dużo dobrych ludzi, nie tylko parafian, że udało się. I, co ważne – nigdy nie byliśmy w długach. Budowa trwała trzy lata.

Reklama

Jest Ksiądz bardzo nowoczesny. Mam na myśli tutaj media społecznościowe, internet. Z parafinami jest Ksiądz na stałych łączach przez facebooka, whats upa, messengera, lubi Ksiądz podobno dobre memy. Uważa Ksiądz, że trzeba iść z duchem czasu? Że nie ma wyjścia i nie ma co protestować?

Pewnie, że tak. W internecie jest dużo fajnych i dobrych rzeczy, tylko należy oddzielić ziarno od plew. Wiadomo, że niektóre mnie mocno denerwują, martwią, smucą ale później mi przechodzi.

Które?

Niektóre wypowiedzi niektórych osób. Denerwuje mnie też pisanie z błędami. Nie lubię tego. Ludzie myślą, że jak ich nie widać, to mogą wszystko i na każdego powiedzieć. A tak nie jest… Facebook dużo mi pomógł, bo gdy byłem w szpitalu to miałem kontakt z ludźmi, a gdy wróciłem ze szpitala, to w prosty sposób mogłem się komunikować z parafianami, co dalej.

Pomógł także w czasie pandemii.

Tak. Jak się zaczęła pandemia, to ludzie mniej chodzili do kościoła. A później, jak był zakaz, to praktycznie wcale. Robiliśmy wtedy msze polowe, na które umawialiśmy się na faceebooku i poprzez udostępnienia. Ludzie pozostawali w swoich autach, każdy był od każdego odizolowany, ale mógł uczestniczyć we mszy świętej. Pod kościołem było tłoczno. Przyjeżdżali ludzie nawet z Debrzna czy Sępólna. Gdyby nie było facebooka, to by było trudniej to szybko zorganizować.

Hitem parafii jest też kolęda. Od lat to wierni przychodzą do Księdza, a nie Ksiądz do nich.

Tak, wynika to z mojej choroby. Parafianie przychodzą wioskami do kościoła jednego dnia, na z góry ustaloną godzinę. Siadają w ławkach, najpierw oprawiana jest msza święta w ich intencji, a potem i zaczynamy rozmawiać. Co kogo boli, komu trzeba pomóc, jakie remonty nas czekają. Jak ludzie zostawiają koperty, to radzie parafialnej, ja już przyjmuję wtedy intencje mszalne.

Podobnie będzie w tym roku, ale mniejszymi grupami. Jeśli jednak ktoś chce mnie zaprosić do domu, nie ma problemu.

Jak Ksiądz na co dzień radzi sobie z tą trudną sytuacją, w jakiej znalazł się polski kościół? Często wszystkich kapłanów wsadza się do jednego worka. Mówię o pedofilii.

Pozostaję po prostu sobą. Nie wchodzę zbyt głęboko w to wszystko. Ale są to sytuacje, które mnie martwią i sprawiają, że czuję się fatalnie. Modlę się żarliwie, ale nic na to sam jeden nie poradzę. Żałuję, że także w gronie księży znajdują się źli ludzie. To dla mnie bardzo przykre.

Parafianie mówią, że jest Ksiądz daleki od polityki.

Tak, mówię zawsze, że ambona nie jest od polityki. Ludzie nie po to przychodzą do kościoła, żeby słuchać moich wynurzeń o polityce. Czasem coś trzeba przypomnieć, czasem wytłumaczyć. Kościół uczy jednego, a rzeczywistość jest inna, ale podczas moich krótkich kazań wolę zająć się Bogiem niż politykami.

A jaki, według Księdza, powinien być współczesny kościół?

Najważniejszym przykazaniem w kościele jest przykazanie miłości. Jak my będziemy się szanowali, jak my będziemy żyli w prawdzie, to da to dobre efekty. Jeśli tutaj będziemy się oszukiwać, to przede wszystkim oszukujemy siebie. Tu, „na dole”, trzeba robić swoje, patrzeć na to, czego Bóg ode mnie oczekuje i realizować te zadania.

Wracając do zdrowia: jak się Ksiądz obecnie czuje?

Lepiej, ale boli. Sporo czasu ostatnio spędziłem w szpitalu. Myślę, że do bólu można się przyzwyczaić. Choruję na owrzodzenia podudzi, mam otwarte rany. To mi bardzo doskwiera na co dzień, zwłaszcza jak są zmiany pogody, ciśnienia. Wtedy boli. Dlatego czasami muszę prosić o pomoc.

Ludzie Księdza chętnie odwiedzają i pomagają.

Tak, przynoszą mi wszystko, czego potrzebuję. A wiele tego nie musi być. Nie jestem w każdym razie głodny, zresztą widać [śmiech].

Co Ksiądz lubi robić poza „pracą”?

I tutaj zaskoczę!

???

Gram sobie na gitarze, akordeonie, uczę się obecnie gry na klarnecie.

O?! Tak po prostu?

Na akordeonie grałem już gdy byłem w przedszkolu. Pamiętam, że pierwszy raz grałem hymn górniczy. Zagrałem jedną zwrotkę i uciekłem ze sceny. Później chodziłem przez dwa lata na prywatne lekcje. Grałem też na organach, pianinie i na perkusji.

Skąd u Księdza taki talent muzyczny?

A tak sam z siebie, chyba. [śmiech]. Ale w mojej rodzinie dominowała gitara no i trochę klawisze, na których grali tata i brat. Ale do tej nauki potrzeba było samozaparcia. Z tym było gorzej. To nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Mówił mi kiedyś ktoś, że „grał na pianinie, dopóki było całe, a jak je pocięli na klawisze, to przestał grać”. To tak jak ja [śmiech].

Jakie ma Ksiądz plany na święta?

Święta spędzę oczywiście na miejscu. Nie ma jak i nie ma dokąd wyjechać. Z resztą obecna sytuacja wymaga pozostania na miejscu, a święta dla księdza, który sam jest na parafii to zawsze pozostawanie na miejscu, bo o zastępstwo trudno.

A jak do Księdza się zwracają?

Raczej „ksiądz” lub „proboszcz”, ale jak ktoś powie po imieniu, Tadek, to też się nie obrażam.

 

Julita Milczyńska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zona - niezalogowany 2021-01-04 10:44:17

    Smutne. Teraz widać jak ułomne jest nasze życie. Dzisiaj jesteś , planujesz a chwilę po tym zapadasz w nicość. Świeć Panie nad jego duszą ....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wolf - niezalogowany 2021-01-09 20:52:07

    Mieliście wspaniałego proboszcza. Dobry człowiek.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Maria - niezalogowany 2026-01-03 21:14:58

    W życiu spotykam bardzo dużo ludzi, jakos tak umiem wyczuć, kto ma jaką aurę. Ksiądz Tadeusz był bardzo serdeczny, pozytywny i autentyczny. Po prostu dobro... W rozmowie z nim, mozna było poczuc się, jak najważniejszy człowiek na świecie, chociaż nie było się z tych "dobrych rodzin".

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama