Ciepła, subtelna płyta o miłości, o kobiecie życia i wspaniałych wspomnieniach. Idealna muzyka by bez skrupułów rozpłynąć się w łagodnych nutach i inteligentnym tekście
Po raz kolejny odgrzebałam coś, co ma już przeszło 5 lat. Tomek Makowiecki nie gości często na moich uszach, ale akurat ta płyta zasługuje na moment uwagi. Czy pamiętacie recenzję Nory Jones ?"Ostatnie wspólne zdjęcie" jest płytą o podobnym przesłaniu. Nie da się słuchać jako tła, nie da się potraktować tych kawałków jako wypełniacza czasu – to tak jak w jednym z utworów "Głosy przyjaciół", "(...)potrzeba czasu by trochę zrozumieć, potrzeba wielu lat...".
"Ostatnie wspólne chwile" T.Makowieckiego – druga po "Chciałbym umrzeć z miłości" Myslovitz najpiękniejsza ballada o uczuciu łączącym dwoje ludzi. I niech mi ktoś zarzuci, że sentymentalna, że nieodkrywcza, bo i gitarka delikatna i właściwie aranż podobny do tysiąca innych piosenek, nie zgodzę się. Polska muzyka potrzebuje takich artystów jak Tomek, prostych, dlatego dotykających dna ludzkich serc.
Innym utworem, przez który wstrzymałam oddech jest "Hotel małych łez". Pozornie banalny rytm, zachęca do lekkiego tańca, może we dwoje ? Tekst nieskomplikowany, ale z jasnym przekazem, to ważne kiedy trafia się do szerokiej gamy słuchaczy. Najlepsze jest jednak to, że pod koniec utwór diametralnie się zmienia i właśnie to przyprawiło mnie o wielkie zdziwienie. Oprócz trąbki słyszymy flety o absolutnie rewelacyjnej linii melodycznej. W dodatku dochodzi doorsowski klimat klawiszy. Totalne zaskoczenie ! Mój faworyt. Spodobał mi się również kawałek "Nie boję się". Czego nie boi się już Tomek Makowiecki ? Życia i... marzeń. Łagodny i na całkiem spokojny czas, polecam, ukołysze wszelkie nerwy. "Jak dobrze, że jesteś" to chyba również ballada, ale tutaj nagle wkradają nam się niezwykłe elementy jazzu i swingu, bo i perkusja delikatnie połamana i solo na trąbce przeszywające całe ciało. Na płycie więcej takich niespodzianek, nie zdradzę ich więcej, a jedynie zachęcę do poznania ich głębiej. Może dodatkowym atutem będzie fakt, że na płycie słychać gościnnie Anię Dąbrowską.
Szczerze polecam płytę. Z pewnością bardziej urzeknie kobiety, dziewczyny – przecież to my mamy głównie skłonności do słuchania muzyki z pozoru smutnej i wyłącznie o miłości. A jednak... mężczyźni – te melancholijne, piękny teksty śpiewa facet, młody, przystojny, wrażliwy, to właśnie nas pociąga. Gdybym była jednym z was, nauczyłabym się grać na gitarze i tak zdobywałabym piękne kobiety.
Agnieszka Piec
Pierwszy utwór z płyty :
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze