Panią Alicję można spotkać niemal na każdej imprezie organizowanej na terenie Jastrowia i gminy. I nie chodzi tu zabawę. To jest jej praca. Z mikrofonem na scenie z szacunkiem wita publiczność, przedstawia artystów, zapowiada kolejne punkty programu. Być może jako konferansjer jest najbardziej rozpoznawalna, ale gdy schodzi ze sceny wciąż pozostaje równie promienna i pełna pozytywnej energii, którą stara się przekazywać m.in. w Specjalnym Ośrodku Szkolno–Wychowawczym, gdzie uczy języka polskiego i prowadzi bibliotekę.
Chociaż nigdy nie marzyła o byciu aktorką, to pociąg do sceny miała już od dzieciństwa. Uczyła się w szkole w Trzciance, gdzie autorytetem była dla niej Wiesława Szczygieł. M.in. dzięki niej z powodzeniem brała udział w konkursach recytatorskich. W 1979 wygrała nawet etap wojewódzki i wystartowała na jeszcze wyższym szczeblu, ale tam została pokonana przez tremę. Stres związany z wystąpieniami publicznymi będzie towarzyszyć jej zawsze, ale z czasem zacznie sobie z nim radzić.
Zawsze jest trema, ale ona jest budująca, bo mobilizuje i każe mi się skupić
– opowiada. Jej występy na gminnych scenach w roli konferansjera zaczęły się w latach 90.
Wyobraża sobie pan, że jak robiliśmy pierwsze Dni Jastrowia, to były lata 90., to chcieliśmy mieć tylko 500 zł. I mieliśmy te 500 zł, i zrobiliśmy te Dni Jastrowia. Był teatr uliczny we współpracy z Pilskim Domem Kultury, mieliśmy orkiestrę ze szkoły naftowej w Pile, technikum zrobiło nam sztalugi, uczestnicy malowali fragmenty miasta, była wystawa, koncerty w amfiteatrze – w tamtych czasach pracowało się w zupełnie innych warunkach, ale przy dobrej organizacji i chęciach można było sporo zdziałać. Od tamtego czasu stała się niemalże etatową prowadzącą imprezy. Koncerty, przeglądy artystyczne, konkursy szkolne, dożynki, rajdy rowerowe czy nawet pokazy fitness
Reklama
– pani Alicja zawsze pojawia się na scenie i wita publiczność.[[pay]]
Każda impreza wymaga od niej przygotowań. W pierwszej kolejności trzeba opracować scenariusz, nie raz należy brać pod uwagę różnego rodzaju ceremoniały i tradycje, związane np. z dożynkami. Trzeba wiedzieć, w jakiej kolejności witać gości itd. Ważny jest także wygląd, odpowiedni makijaż i strój adekwatny do rodzaju wydarzenia. Z artystami, których ma zapowiadać stara się zaprzyjaźnić na backstage’u, porozmawiać i w miarę możliwości ich poznać. Szczególnie miło wspomina wizyty prof. Bralczyka i Marii Czubaszek, którą zapowiedziała jako Alicję, bo tak śp. pani Maria miała na drugie i jako imienniczki postanowiły spłatać takiego psikusa publiczności. Zdarzają się też sytuacje nieplanowane, ale doświadczona prowadząca zapewnia, że dzięki obyciu scenicznemu potrafi z nich wybrnąć.
Zdarzyło się raz, że zapomniałam nazwiska artysty i tak ogródkami kluczyłam, że w końcu ten artysta sam mi się przedstawił
– przeważnie takie sytuacje są potem obracane w żart.
Jeśli chodzi o scenę, to Alicja Awłasewicz uwielbia także teatr. Od początku swojej pracy w szkole stara się przekonywać do tej formy sztuki swoich uczniów. Nie tylko zabiera ich na różne spektakle, ale zdarzało się, że sama z nimi je przygotowywała. Wcześniej w jastrowskiej „Jedynce”, a potem w SOSW z gimnazjalistami, którzy w trakcie kolejnego etapu nauki realizują projekt edukacyjny i tutaj postawiła na teatr właśnie.
Wybraliśmy temat „Czy łatwo być aktorem?”. Z całą swoją klasą, z moimi koleżankami i kolegami przygotowaliśmy (cały rok nad tym pracowaliśmy) „Kopciuszka”. Wspaniale zagrali
– nie boi się przy tym stawiać na nowoczesne aranżacje. Według niej takie projekty pozwalają rozwijać osobowość i pracować nad sobą.
To daje młodym ludziom możliwość wyrażania swoich emocji za pomocą innych postaci
– podczas gdy poza sceną niektórzy mogą mieć z tym problem.
Także podczas nauczania języka polskiego w Specjalnym Ośrodku Szkolno–Wychowawczym skupia się często na emocjach. Wraz z uczniami analizuje teksty literackie i ich ekranizacje w poszukiwaniu bohaterów, z którymi uczniowie mogą się utożsamiać lub odnaleźć w historii postaci chociaż cząstkę siebie. Zresztą niedawno ukończyła biblioterapię, dzięki której zyskała dalsze umiejętności służące pomocy uczniom poprzez literaturę.
To co robiłam w innych szkołach robię też tutaj, ale większą uwagę zwracam na wychowanie. Na pracę nad sobą, nad własnym charakterem, moim także
– opowiada o specyfice swojej pracy w ośrodku i podkreśla, że język polski daje szerokie możliwości.
Jeśli już mowa o polszczyźnie to pani Alicja jest pod tym względem lokalnym ekspertem. Od 18 lat bierze udział w organizacji dyktanda powiatowego, do którego sama przygotowuje teksty. Robi to na ostatni moment, aby zminimalizować ryzyko, że nieopatrznie zdradzi komuś trudne wyrazy, które znajdują się w tekście.
Uczestnicy narzekają, że moje dyktanda są bardzo trudne, więc w tym roku spróbuję łatwiejsze ułożyć
– tegoroczna edycja już 29 listopada. Po latach organizacji i sprawdzania dyktand ocenia, że znajomość ortografii wśród ludzi jest na porównywalnym poziomie. Zmienia się natomiast cały czas sam język polski i to w kierunku, który nie zadowala Alicji Awłasewicz. Nie spodobało jej się np. gdy niedawno na konferencji dowiedziała się od prof. Markowskiego, że zwroty takie jak „pójść na stołówkę, na aulę, na świetlicę” są dopuszczalne, choć co do zasady powinno się mówić „do stołówki, do auli i do świetlicy”. Wszystko zmierza niestety w kierunku dowolności.
Podobno „poszłem” też wejdzie. Proszę pana! Jestem przerażona
– polonistka zauważa, że coraz mniej zwracamy uwagi także na akcentowanie. Sama się zresztą na tym łapie. Niemniej podkreśla, że jej zdaniem pewne uwarunkowania lokalne działają na korzyść naszego sposobu wysławiania się.
My tutaj, na tym Dzikim Zachodzie, na tych naszych ziemiach odzyskanych mówimy najczystszą polszczyzną. Gwara na pewno jest cenna, ale jaką my tu możemy mieć gwarę, skoro Jastrowie zrzesza ludność, która przyjechała z różnych stron?
Reklama
Język polski najlepiej poznawać i ćwiczyć poprzez kontakt z książkami. Pani Alicja uwielbia polską literaturę, w której namiętnie się zaczytuje. Z pasją opowiada o pozycjach, które ostatnio przeczytała, a że zdarza się jej czytać kilka książek równocześnie i gdy się zainteresuje, to potrafi skończyć jedną w jeden dzień, to jest o czym mówić. Lubi m.in. książki obyczajowe i uważa, że gdyby wysłuchać historii ludzi, którzy jako pierwsi przybyli do Jastrowia po wojnie, to byłby z tego niezwykle ciekawy materiał na książkę. Zafascynowana krajowymi autorami z niesmakiem odebrała decyzję o objęciu dekomunizacją ul. Kruczkowskiego.
Ja się z tym nie zgadzam. Przecież tu nie chodzi o to, że miał lewackie poglądy, ale o to, że napisał dramat „Pierwszy dzień wolności”. My myślimy o nim jako pisarzu, a nie komuniście
Reklama
– protestuje. Miłośniczka książek oprócz czytania ma nawyk ich kupowania. Lubi mieć własne i pierwsza je przeczytać. Już jako dziecko lubiła bawić się w szkołę i bibliotekę. Swoje książki, najczęściej szkolne nagrody, pieczętowała i numerowała. Pokazuje zresztą jedną pamiątkę, która zachowała się z tamtej dziecięcej biblioteczki. Teraz brakuje jej takiego podejścia organizacyjnego i nie zawsze potrafi się odnaleźć w znacznie większym księgozbiorze, który zgromadziła.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Napiszę krótko dzięki pani Alicji skończyłem szkołę szkoda że nie mam kontaktu by ponownie podziękować
Napiszę krótko dzięki pani Alicji skończyłem szkołę szkoda że nie mam kontaktu by ponownie podziękować
Nie to nie ten. On był w POLICJI. Czysta patologia. Tamten to był alkoholik i milicjant. W mundurze w rowie spał koło Samborska tak się spił podczas nocnego dyżuru.
Nie chodzi czasem o tego co przed pójściem w szeregi Milicji pasał w PGR Byszki świnie i na emeryturze rżnął detektywa Rutkowskiego nagrywając byłego burmistrza Sikorę?
Mowmy po imieniu "rambo" policjant byly , dewiant z Podgaja. Mature zdawal na zapleczu. Minister mial racje czysta patologia. Ile jeszcze takich dewiantow jest w szeregach Policji? Nie wiadomo. W Jastrowiu jest jeszcze dwoch. Od jednego sie dziewczyna wyprowadzila tylko czemu tak pozno. To jest szok co sie z tymi ludzmi dzieje. Czy nie maja oni psychologa w Policji? Powinien im jakos pomoc.
Jedna z aktywniejszych osób w Jastrowiu. Cieszę się , że mogłam być jej uczennicą. Dzięki niej zdałam maturę na pięć.
Kolego ten Rambo co później był cięciem na żwirowni,o tego ci chodzi
Rambo z a Podgaj też u niej maturę PISAŁ , tylko jego klasa go na oczy nie widziała.
Obgaduje
a ile matur ma na sumieniu ,to tylko rudy wie ale nie powie
Napiszę krótko dzięki pani Alicji skończyłem szkołę szkoda że nie mam kontaktu by ponownie podziękować
Napiszę krótko dzięki pani Alicji skończyłem szkołę szkoda że nie mam kontaktu by ponownie podziękować
Nie to nie ten. On był w POLICJI. Czysta patologia. Tamten to był alkoholik i milicjant. W mundurze w rowie spał koło Samborska tak się spił podczas nocnego dyżuru.