Reklama

Pozytywne uzależnienie

17/11/2014 00:00
Od czternastu lat trenuje karate Na koncie ma wiele tytułów i czarny pas. Przygoda Dawida Chmury z karate zaczęła się w 2000 roku. Wtedy to pierwszy raz piętnastoletni wówczas jastrowianin poszedł na trening do senseia Mariusza Gawlika

Zainteresowanie tym sportem zawdzięcza siostrze, która ćwiczyła karate i opowiadała w domu, jak wygląda ten sport - Poszedłem, zobaczyłem i tak zostałem do dzisiaj - opowiada Dawid, który wcześniej nie lubił sportu i zajęć wychowania fizycznego. - Na wuef nie nosiłem stroju. Nie chciało mi się chodzić i ćwiczyć. Byłem nastawiony anty do sportu – wspomina chłopak.


Na wariackich papierach


Na początku trenował dwa razy w tygodniu, z czasem zwiększała się dawka. Gdy Mariusz Gawlik zaczął organizować treningi w Krajence, nasz rozmówca trenował już cztery razy w tygodniu. To sporo jak na chłopaka, który poza treningami ma na głowie naukę. Niejednemu byłoby to ciężko pogodzić, ale jemu się udało. - Często było tak, że po szkole biegłem do domu zostawić plecak, zabrać karategi i biegłem dalej pod czerwony kościół w Jastrowiu, aby zabrać się z Mariuszem na trening – wspomina, dodając: - Wszystko było w biegu, ale ani trochę nie żałuję. Nie ma czego żałować, bo zdał maturę, jest na studiach i na koncie ma wiele sukcesów, a gdy rozmawiamy opowiada o swojej przygodzie z karate z wypiekami na twarzy.
Nasz rozmówca ma niezliczoną ilość dyplomów, wyróżnień i medali. Za największy sukces uznaje brązowy medal Mistrzostw Europy z 2012 roku w drużynowym kumite. Od 2006 roku z każdych Mistrzostw Polski przywozi co najmniej jeden krążek.


Karate to same miłe wspomnienia


Przez czternaście lat treningów Dawid nie ma złych wspomnień i każde zawody oraz wyjazdy wspomina z uśmiechem na twarzy. - Poznałem tutaj wspaniałych ludzi, z którymi spędziłem miłe chwile. Każdy wyjazd przynosił wiele przygód.
Tylko rodzice Dawida mówili, że karate to zło, bo przyjeżdża z kontuzjami. Na szczęście większe urazy go omijały. Najpoważniejszy uraz to ten sprzed kilku tygodni z Mistrzostw Świata SKDUN w Dąbrowie Górniczej, gdy wrócił z mocno podbitym okiem. Podczas rozmowy widać jeszcze mocno zaczerwienione białko Dawida. - Do wesela się zagoi - śmieje się chłopak i dodaje: - Kontuzje zdarzają się przecież w każdym sporcie.


Następcy mile widziani


Od kilku lat jastrowianin posiada tytuł instruktora sportu w karate. Dzięki temu może prowadzić treningi. I prowadzi - aktualnie sekcję karate w Złotowie i w Okonku, w którym zajmuje się dziećmi razem z Olą Koguciuk. - Kursy na instruktora były dużym obciążeniem finansowym, ale warto było - opowiada. Na trenowanie najmłodszych namówił go oczywiście M. Gawlik. - Razem z Mariuszem mamy wspólną ideę i chcemy propagować karate. To dzięki niemu otworzyłem sekcję w Złotowie. Nie ma z tego większych profitów, ale daje olbrzymią satysfakcję. - Prowadzenie treningów jest bardziej na zasadzie hobby, a ogromną satysfakcję dają medale uczniów - mówi.


Nie samym karate człowiek żyje, ale…


Dawid studiuje elektrotechnikę w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Pile. Jest na siódmym semestrze. Mimo to karate warunkuje jego plan dnia. - Jak planuję sobie tygodnie to głównymi punktami są treningi, do nich dopasowuję resztę - opowiada. Długoterminowych celów nie posiada, żyje z dnia na dzień. Poza treningami z najmłodszymi adeptami karate Dawid ciągle doskonali siebie i swoje umiejętności, chodząc na treningi w Jastrowiu lub w Krajence. - Dodatkowo zdarza mi się przychodzić na treningi K1 do Przemka Drajera - opisuje Dawid. Jednym słowem wszystko zaczyna i kończy się na karate.


Być jak mistrz


Mariusz Gawlik jest nie tylko senseiem, trenerem, ale także przyjacielem i mentorem. Mówią o tym wszyscy jego podopieczni. Właśnie dzięki takiemu podejściu udało mu się zgromadzić taką grupę osób wokół siebie. - Mariusz jest człowiekiem do rany przyłóż. Zawsze pomoże, nigdy nie usłyszałem od niego, że nie ma czasu - opowiada o swoim mistrzu Dawid. - To Mariusz zaszczepił we mnie pasję do karate. Jastrowianin jest pierwszym uczniem Gawlika z czarnym pasem. Można powiedzieć, że zbliża się do mistrza, jednak nie jest to dla Dawida najważniejsze. - Dla mnie najważniejszy jest mój rozwój. Chcę być lepszy sam dla siebie. Od dwóch lat Dawid ma drugi dan, ale z pewnością to nie koniec samodoskonalenia się i zdobywania kolejnych poziomów. Czy podejdzie do egzaminu na kolejne dany? - Jeszcze się nie zastanawiałem nad tym. Może poczekam aż zasugeruje mi to Mariusz? Tak też było z drugim danem, kiedy to usłyszałem od niego: Dawid, już czas - kończy Dawid Chmura.



Maciej Brzeziński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama