Reklama

Prezes 1/4 Złotowa. Rozmowa z Wojciechem Buczkiem

07/04/2017 19:00
Z jednej strony Wojciech Buczek mówi o pobiciu byłego prezesa, z drugiej nie wyklucza możliwości zabiegania o fotel burmistrza. Z szefem Spółdzielni Mieszkaniowej Piast, która obchodzi w tym roku 55-lecie działalności - rozmawia Piotr Steffen

Sprawdza się Pan na stanowisku prezesa?

Mam nadzieję, że tak. Dobrze mi się tutaj pracuje. Czuję się potrzebny i wierzę, że poprawnie wykonuję obowiązki. Pierwszego maja miną trzy lata, jak objąłem funkcję. Do procedury konkursowej przystąpiło wtedy trzech kandydatów. Do drugiego etapu zakwalifikowano dwóch i stosunkiem głosów 9:5 rada nadzorcza wybrała mnie.

Czym przekonał Pan wtedy radę nadzorczą?

Uważam, że była to moja koncepcja dalszego funkcjonowania SM „Piast”. Nie bez znaczenia był pewnie również fakt, że członkowie rady nadzorczej mogli poznać zarówno mnie, moją wiedzę, osobowość i kompetencje, które prezentowałem na kolejnych posiedzeniach rady, której członkiem byłem przez sześć lat.

Reklama

Po trzech latach strony nie są sobą choćby trochę rozczarowane?

Sądzę, że nie. W miesiąc po objęciu stanowiska odbyły się wybory do nowej rady nadzorczej, z którą bardzo dobrze mi się pracuje. Dotyczy to głównie poprawy warunków technicznych mieszkańców, szukania oszczędności i racjonalizacji wydatków. Skutkiem współpracy i podjętych działań jest to, że od początku kadencji mieszkańcy nie otrzymują podwyżek, a w wyniku negocjacji cen udaje nam się wykonać więcej prac niż wcześniej było założonych. Zaostrzenie polityki windykacyjnej, czy też wprowadzanie nowych urządzeń pomiarowych ciepłej i zimnej wody użytkowej spowodowały znaczące spadki strat w naszej spółdzielni. W wielu sprawach jesteśmy zgodni, choć oczywiście nie zawsze. Potrafimy wypracować kompromisy, gdyż mamy wspólny cel – dobro spółdzielców.

Startował Pan na prezesa, bo miał Pan zastrzeżenia do pracy poprzedniego?

Powiedzmy, że miałem poczucie, iż można sporo zrobić dla dobra spółdzielców. Czułem się na siłach i miałem pomysł, żeby zmodyfikować pewne rzeczy.

Reklama

Raz na jakiś czas publikujemy na naszych łamach materiały dotyczące spółdzielni. Później trafiają na zlotowskie.pl, a tam, obok pozytywnych komentarzy, nie brakuje też krytyki Pana działań.

Na co dzień te uwagi do mnie nie docierają. Wspomniane komentarze czasami czytam i powiem, że w 99% nie są uzasadnione. Wynikają w większości z niewiedzy o funkcjonowaniu spółdzielni. Na szczęście są komentowane w kolejnych wypowiedziach, uświadamiając fakty, prostując rzeczywistość.

Pan również pisze te wyjaśnienia?

Nie. Nie należę do tego typu osób. Jedne z najczęściej pojawiających się tam zarzutów mówią, że rzekomo sam sobie rządzę, a spółdzielnię traktuję jak mój „prywatny folwark”. Nie jest to prawdą. Wszystkie ważniejsze decyzje podejmowane są w porozumieniu z zarządem i radą nadzorczą. Nawet te, które nie wymagają konsultacji określonych wewnętrznymi przepisami spółdzielni, Jedynie wykonanie powierzane jest zarządowi czy bezpośrednio mojej osobie.

Reklama

Podobno wahał się Pan nad objęciem funkcji. Nie czuł Pan do końca swoich kompetencji, nie wierzył w siebie czy miał poczucie, że zbyt wiele spraw trzeba będzie w spółdzielni naprawić?

Nie wahałem się, jedynie do ostatniej chwili rozważałem decyzję złożenia kandydatury. Wynikało to z braku kompletnej informacji na temat bieżącej sytuacji w spółdzielni. Miałem też rozterki, czy porzucać stabilną pracę dla nowego etapu w życiu. Tym bardziej, że byłem wówczas ojcem rocznej córeczki, dla której należało zapewnić byt. Wiedziałem, że mam wystarczającą wiedzę teoretyczną, ale wyzwanie było ogromne. Po złożeniu dokumentów miałem jednak pewność, że podołam zadaniu. Co do działań poprzedniego zarządu: były odmienne od mojego sposobu zarządzania i wizji rozwoju spółdzielni. Cenię natomiast byłe władze za to co zrobiły, zwłaszcza prezesującego przez dwadzieścia lat pana Antoniego Mikickiego i byłą wiceprezes Annę Mokrzycką. Mogę natomiast stwierdzić, że niektóre z tamtych poczynań po prostu nie były, moim zdaniem, w pełni korzystne dla spółdzielni.

Ma Pan zamiar pobić stażem Antoniego Mikickiego?

Jeśli taka będzie wola spółdzielców, dopisze zdrowie, a ustawodawca pozwoli, jak najbardziej. Jestem siódmym prezesem. U nas nie ma kadencyjności. Prezes pełni obowiązki w ramach normalnego stosunku pracy zawartego z radą nadzorczą, do czasu jego rozwiązania.

Reklama

Jak po dwóch dekadach rządów poprzedniego prezesa przyjęto Pana w biurze spółdzielni?

Dość specyficznie, ale raczej oczekiwałem tego. Początkowy, częściowy sceptycyzm mógł wynikać z bariery wiekowej i przeświadczenia części kadry, że wyznacznikiem kompetencji i wiedzy jest wiek, a nie doświadczenie zawodowe oraz wiedza, jakie posiadałem w dniu objęcia funkcji. Mogło to również wynikać z faktu, że po ukończeniu liceum ekonomicznego w 1999 roku pierwszą pracę, wtedy w formie stażu, jako dziewiętnastolatek wykonywałem właśnie w spółdzielni. Byłem pracownikiem administracyjno-biurowym. Wiadomo, że gdy objąłem funkcję musieliśmy się wybadać. Dla pracowników nie byłem już Wojtkiem jak przed laty. Okazało się, że mam być szefem, prezesem, panem Wojtkiem czy panem Buczkiem, bo pracownicy różnie się do mnie zwracają. To dotarcie nie przyszło z dnia na dzień, tym bardziej, że jest między częścią z nas bariera wiekowa i mógłbym być synem niektórych osób.


To dopiero 40% wywiadu. W dalszej części zadałem m.in. takie pytania:

Ma Pan potrzebę, żeby mówiono do Pana: Panie prezesie?

Reklama

Zdarzyły się personalne konflikty z pracownikami?

Często słyszy Pan, że za dużo kosztujecie spółdzielców – to uzasadnione uwagi?

Jaki jest roczny budżet spółdzielni?

Czy burmistrz powinien obawiać się prezesa w przyszłych wyborach samorządowych?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Ma Pan potrzebę, żeby mówiono do Pana: Panie prezesie?

Broń cię Panie Boże. Wolałbym wręcz abyśmy tworzyli „zespół na Ty”, który próbowałem na początku wprowadzić, lecz który nie zdał egzaminu. Po prosu musieliśmy się dotrzeć. Wcześniej funkcjonowałem w innym systemie pracy, korporacyjnym. W Media Expert pracowałem jako menadżer ds. klientów kluczowych, współpracowałem głównie z firmami z zagranicy. Tam było zupełnie inne tempo i charakter pracy niż w spółdzielni. Było oczywistym, że nie przeniosę tutaj sposobu, rytmu pracy z korporacji. Z drugiej strony nie mogłem i nie potrafiłbym pracować w taki sposób, jak było tutaj wcześniej. Trzeba było to wypośrodkować.

Reklama

Trudno było przestawić pracowników na nowy system pracy?

Te osoby przez wiele lat były zarządzane w zupełnie inny sposób. Posiadają różny poziom wykształcenia, doświadczeń zawodowych i umiejętności. Wiedziałem, że nie będę w stanie zrobić rewolucji, optymalnym rozwiązaniem był kompromis. Uczymy się współpracować. Jest bardzo duży progres, za co dziękuję pracownikom. Spółdzielnia zatrudnia obecnie ponad trzydziestu pracowników, znam ich możliwości i dopasowuję pod wymagania. Atutem wieloletnich pracowników jest ich wiedza na temat naszych mieszkańców, zasobów i wydarzeń historycznych, których na razie nie dogonią żadne programy komputerowe.

Zwolnił Pan kogoś?

W ciągu trzech lat z trzema osobami rozstaliśmy się za porozumieniem stron, a w ramach restrukturyzacji zatrudnienia zlikwidowaliśmy jedną i jedną czwartą etatu. Dwie osoby przeszły też na emeryturę i nie nawiązaliśmy z nimi kolejnego stosunku pracy. To była jedna z praktyk funkcjonujących w spółdzielni: osoby przechodziły na emeryturę na jeden dzień, otrzymywały świadectwo pracy, świadczenie emerytalno-rentowe i następnego dnia były ponownie zatrudniane. Ja raczej nie będę tego praktykował. Zmianie musiały ulec także zapisy wewnętrznych regulaminów gwarantujące wieloletnim pracownikom po 600% podstawy wynagrodzenia co pięć lat.

Reklama

Zdarzyły się personalne konflikty z pracownikami?

Nie, ponieważ nie jestem konfliktowy. Niestety nadal są jednostki, które nie potrafią przyjąć do wiadomości, że od prawie trzech lat jest nowy, młodszy pracodawca i nadal należy wykonywać swoje obowiązki bez względu na to, jaka bariera wiekowa nas dzieli.

W spółdzielni był dotychczas przerost zatrudnienia?

Był to temat poprzednich posiedzeń rad nadzorczych i stąd zeszłoroczna restrukturyzacja, którą być może będziemy kontynuować, co pozytywnie wpłynie na finanse spółdzielni. Zarządzanie spółdzielnią będzie wtedy mniej kosztować mieszkańców.

Często słyszy Pan, że za dużo kosztujecie spółdzielców – to uzasadnione uwagi?

Zdarza się, że w prywatnych rozmowach padają takie wypowiedzi. Stąd działania, żeby robić więcej w tych samych pieniądzach. Cieszę się, że udało nam się zaoszczędzić na niektórych sprawach, co przełożyło się chociażby na rozwinięcie działalności społeczno-kulturalnej czy wspieranie rekreacji wśród spółdzielców. Uwagi pewnie są trochę uzasadnione, choć należy wziąć poprawkę na to, że zawsze była, jest i będzie to dyskusyjna sfera działań.

Reklama

Cały zarząd jest opłacany?

Tak.

Często macie podwyżki?

To zależy od rady nadzorczej, która podejmuje stosowną uchwałę, z reguły na koniec roku. Zdarzyło się, że nie otrzymaliśmy podwyżki, lecz mimo to pracownicy ją otrzymali. Są one na tyle nieznaczące, że nie doprowadzają do podwyżek czynszu.

Zarobki miały znaczenie w Pana decyzji o zmianie miejsca zatrudnienia?

Nie w głównej mierze. Owszem, są wyższe niż w poprzedniej firmie, ale nie są wyższe od dochodów, jakie osiągałem w tamtym czasie. Wtedy bowiem, oprócz pracy w firmie pełniłem również funkcję prezesa w Złotowskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego, prowadziłem biuro pośrednictwa nieruchomości i agenta ubezpieczeniowego. Zgodnie z życzeniem rady nadzorczej, obejmując kierownictwo w Piaście, zakończyłem wszystkie pozostałe działalności.

Reklama

Od kilku tygodni intensywnie remontujecie biuro spółdzielni.

To kolejny wspólny pomysł zarządu i rady nadzorczej. Po to, żeby usprawnić funkcjonalność biura dla mieszkańców i warunki pracy dla pracowników. Dotychczas stanowiska pracy nie były ergonomiczne.

Ile będzie kosztować remont?

Całość zamknie się prawdopodobnie kwotą około 120 tys. zł. Remont wynika również z tego, że 21 marca świętowaliśmy 55-lecie działalności spółdzielni. Po zakończeniu prac planujemy zorganizować coś w rodzaju dnia otwartego. Wydarzenie odbędzie się w jakieś sobotnie przedpołudnie, najprawdopodobniej w pierwszej dekadzie kwietnia lub po świętach. Korzystając z okazji dziękujemy wszystkim spółdzielcom, pracownikom i zarządom, które przez lata sprawowały funkcje za to, że… nadal jesteśmy spółdzielnią.

Reklama

Jaki jest roczny budżet spółdzielni?

Pod względem wysokości przychodów jest to około piętnastu milionów złotych. Proszę nie utożsamiać tego z budżetem samorządu, to inna kategoria zarządzania. W dużej części jedynie pośredniczymy w opłatach za media, jak zimna i ciepła woda z kanalizacją czy też ogrzewanie i podatki. Co nie zmienia faktu, że ponosimy odpowiedzialność za kilkanaście milionów złotych i musimy dbać o płynność finansową przepływów pieniężnych.

Ile jest rocznego „zysku”?

Kilkaset tysięcy złotych, które co roku poddawane są podziałowi na walnym zgromadzeniu członków.

Rozważacie budowę nowych bloków?

W najbliższych latach chcemy rozpocząć takie działania. Decyzję podejmie tegoroczne walne zgromadzenie. Jeśli będzie pozytywna, być może w 2018 roku powstanie pierwsza inwestycja. Mamy kilka swoich nieruchomości, na których mogą powstać budynki. Tereny te jednak stanowią doskonałą formę zabezpieczenia funkcjonowania naszej spółdzielni na przyszłość.

Wasz budżet jest większy niż małych gmin. Porównuję, bo w ostatnim czasie coraz częściej słyszę, że będzie Pan zabiegać o stanowisko burmistrza Złotowa.

Jeżeli padają takie opinie, to chyba komplement dla mnie. Ponad 4,5 tysiąca mieszkańców Złotowa to nasi spółdzielcy. To w przybliżeniu 1/4 złotowian, w sumie to faktycznie mała gmina. Plus ten budżet... Ale mówiąc serio, nie mam takich planów.

Dzisiaj czy w ogóle?

W życiu różnie bywa, niczego nie można wykluczyć. Gdybyśmy rozmawiali cztery, pięć lat temu nie przypuszczałbym, że będę dzisiaj prezesem spółdzielni. Jedno wiem na pewno: nie chciałbym zabiegać o tak poważną funkcję, jak burmistrz miasta, bez poznania zasad funkcjonowania samorządu terytorialnego. Ponadto jest jeszcze wiele do zrobienia w spółdzielni.

Jak wygląda Pana współpraca z burmistrzem?

Jest poprawna.

Pytam, ponieważ za chwilę traficie zapewne do sądu: pan jako prezes spółdzielni, burmistrz jako szef Związku Gmin Krajny. Przypomnijmy, że chodzi o sprawę płatności za śmieci, a przedmiotem sporu jest kwota ponad 600 tysięcy złotych.

Tak, to rozwiązanie jest raczej nieuniknione.

Ta sytuacja zaburzyła Wasze relacje?

Znamy się wyłącznie służbowo. Lubię i doceniam pracę burmistrza, lecz jako prezes będę walczył przede wszystkim o sprawy spółdzielców.

Czy burmistrz powinien obawiać się prezesa w przyszłych wyborach samorządowych?

Na pewno powinien wziąć pod uwagę swoje obecne, niekorzystne działania na rzecz spółdzielców w kontekście przyszłorocznych wyborów.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    czytelnik - niezalogowany 2017-04-28 10:37:19

    Powiem tak. Mieszkanie w spółdzielni to frajerstwo, ale rozumiem co nie których za młodu kasą szastali to później nima na wybudowanie swojego mieszkania. No tak haj lajf był i było się cool a teraz pozostało tylko narzekanie. Pozdro

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zadowolony lokator - niezalogowany 2017-04-10 11:03:38

    Każdy mierzy ludzi własną miarką. Moja miarka jest taka, że za kadencji nowego prezesa, mój blok został ocieplony, założono nowe domofony i naprawiono dach, który przeciekał i zalewał moje mieszkanie na ostatnim piętrze przez 18 (to nie pomyłka - OSIEMNAŚCIE!) lat i mimo kolejnych zgłoszeń, naprawy były robione tak, że nie mijał rok i dach znowu przeciekał. Teraz w końcu został zrobiony porządnie i od dwóch lat mam spokój. Wg mnie jedyne żale do prezesa mogą mieć Ci, których bloki czy osiedla jeszcze nie doczekały się inwestycji, ale wynika to raczej z tego, że osoby takie nie rozumieją, że wszystkich inwestycji nie oda się zrobić jednocześnie i w pierwszej kolejności wykonuje się te najpilniejsze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Weronika - niezalogowany 2017-04-09 23:30:33

    Nic w spółdzielni się nie zmienia, przynajmniej dla mnie jako mieszkańca. Płacę jeszcze większy czynsz, nie mam nic w zamian. Widzę tylko, że biurowiec sobie remontują. Płacimy tylko na nich kupę kasy nie wiem po co, taki relikt PRLu. Moje odczucia są niestety negatywne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama