To nie pomysł, to była okazja. Trafił się człowiek, który sprzedawał to w korzystnej cenie. Kupiliśmy i postanowiliśmy zbudować tam osiedle domków jednorodzinnych.
Okazało się, że choć działki były wydzielone, grunt nie został odrolniony. Trzeba też było zmienić plan zagospodarowania przestrzennego, co znacznie opóźniło nasze zamiary. Najpierw zamierzamy tam postawić dwa domki wzorcowe, tak aby można je było zobaczyć na żywo. Choć taka wieś jak Zakrzewo nie jest najatrakcyjniejszym terenem.
Większych nie ma sensu budować. Wyznacznikiem metrażu jest koszt utrzymania domu. My, starsi, mamy domy po 200 m kw i więcej, dzieci wyfrunęły, a my je musimy utrzymać. Jeśli ktoś ma firmę, to da sobie radę, ale emeryt?
Reklama
Zbudujemy i będziemy sprzedawać, ale musimy mieć zgłoszenia chętnych. Podpiszemy wstępną umowę i działamy. Naszej firmy nie stać na to, by zamrozić milion czy dwa miliony złotych.
Musi to zrobić, bo przecież nie będziemy budować domów w polu.
Po szkole trafiłem na staż do miejscowego Rejonowego Zakładu Budownictwa Wiejskiego. Przejście od stażysty do dyrektora zajęło mi 8 lat. Zająłem miejsce Zdzisława Pietrasa, który otworzył swój zakład ślusarski w Złotowie. Jako 28–letni chłopak miałem pod sobą kilkadziesiąt osób.
Reklama
Nie mieli z tym problemów. To jest kwestia podejścia do ludzi. Uśmiech, psychologia. Dobrze spojrzę i już wiem, kiedy kogo ukarać, a kiedy pochwalić. To działa.
Ale nie zginąłem. Zakład od spółdzielni przejęła spółka Rolbud, razem z majątkiem i ludźmi. Dyrektorem został pan Hajduk (wcześniej był kierownikiem ekipy budowlanej w SKR-ze), a ja jego zastępcą.
Spółdzielnia nastawiona była na PGR-y i SKR-y, trochę na rolników. Po przemianach na tym rynku nie było już pracy. Na początku lat 90-tych rynek budowlany upadł. Odsetki kilkadziesiąt procent miesięcznie dusiły firmy momentalnie. Nikt nie budował, nie było inwestycji. Dlatego spółka Rolbud podziałała dwa czy trzy lata i upadła.
Reklama
Wie pan, żeby być dobrym, to trzeba ze dwa razy upaść. Nic tak nie hartuje człowieka jak życie. Pomagałem syndykowi masy upadłościowej likwidować tę spółkę.
Majątek ten kupiła spółka Plast–Korn, czyli mój szwagier Romuald Zdrenka z Krzysztofem Czarnottą. Współdziałałem z nimi, ale krótko, bo ich spółka też upadła.
W biznesie nie ma próżni. Majątek ten odkupił pan Arys, który założył tutaj szwalnię. A ja ze szwagrem dzierżawiliśmy od niego działkę i budynki pod naszą firmę. Nastawiliśmy się na program ogrodowy oraz wtryskarki do plastików. Tę ostatnią działalność wziął Krzysiu Czarnotta, który kupił majątek po spółdzielni rolniczej w Czernicach. Firma była na mnie, póki Roman nie uregulował swoich zobowiązań w Plast–Kornie.
Reklama
Z czegoś trzeba było żyć. Mieliśmy jedną brygadę budowlaną, 5-6 osób, dla której zawsze była praca. Jakiś remoncik, budowa domku, robiliśmy np. pocztę w Zakrzewie, pieniądze z tego były, szło wyżyć. Z czasem dochodzili ludzie, firma się rozwijała.
Gdy ma się jeden dział i coś w nim pójdzie źle, to firma znika. A gdy ma się działów kilka, to w trudnych chwilach jeden drugi wesprze. Nie upadamy, to przetrenowaliśmy już w latach młodzieńczych.
Dlatego Roman zajmuje się tym, na czym się zna, czyli pracą w drewnie, a ja budowlanką. A handel jest prosty – inwestujesz, zatrudniasz odpowiednich ludzi i jedziesz.
Reklama
Na Sparcie podłoga była źle wyszlifowana. Lakier był drogi, taki jak trzeba, ale drewno źle przygotowaliśmy. Musieliśmy wycyklinować podłogę ponownie. To kosztowało około 10 tys. złotych.
Oczywiście, ale to trzeba tak biznes prowadzić, żeby takiej straty nie odczuć. A co do Starej Wiśniewki, to w specyfikacji nie było jasno określone, jak gruba ma być deska podłogowa. Jej grubość może być od 22 mm do ponad 50 mm. My położyliśmy bodajże 28 mm. Wszyscy o tym wiedzieli, łącznie z inspektorem nadzoru. Ale znalazł się pan, który stwierdził, że deska jest zbyt cienka. A że to było robione z pieniędzy z UE i gdyby była awantura, to gmina mogłaby stracić dotację, to dałem na tę podłogę gwarancję. Poza zużyciem mechanicznym. Lakier na podłodze w sali wiejskiej to jest pomyłka. Zwłaszcza na desce sosnowej, miękkiej, na której odbija się każda „szpilka”.
Reklama
Skoro obiecałem o to dbać, to muszę być konsekwentny. Upór na „nie” dałby mi złą opinię. Starła się warstwa lakieru, więc położyłem tam panele, na całości. A że oni się teraz obudzili, że zbyt cienkie? Mogłem położyć panele od C1 do C5, położyłem C4. Tak było uzgodnione ze wszystkimi świętymi: wójtem, panem Antonim Łososiem i tak zrobiłem. Gdy wydałem na to moje pieniądze, ktoś się obudził, że lepsze byłyby C5. Pewnie, że tak, ale już za późno.
Całe życie staram się żyć z ludźmi w zgodzie. Nie zawsze się to udaje. Mnie się w życiu powiodło, żyję na poziomie (choć ludzie nie wiedzą, ile to kosztowało i kosztuje pracy). Pewnie, że te negatywne opinie mnie denerwują, w końcu mam swój honor, ale staram się nie denerwować rzeczami, na które nie mam wpływu. Poza tym budowa to nie piekarnia, nawet najlepszy fachowiec może popełnić błąd. I zawsze znajdzie się klient, który powie, że jest to fuszerka. Mała niedoróbka powoduje, że ktoś ocenia, że cała robota jest do niczego. Gdybyśmy jednak robili same fuszerki, to już nikt by nas nie zatrudniał. Poza tym nie znam firmy, która w okresie gwarancyjnym nie wykonywałaby poprawek. Klienci wręcz wykorzystują jak mogą ten czas, by wyciągnąć od firmy jak najwięcej.
Reklama
Nie chwaląc się mam dobre opinie w samorządach, dla których pracuję: Krajenka, Sępólno, Wyrzysk, Jastrowie, Lipka, Złotów itd. A co do ceny, to są też firmy, które proponują niższe, o czym świadczą przegrane przez nas przetargi.
Bzdura. Dzisiaj jeśli za mało się płaci ludziom, to jutro się ich nie ma. Zapotrzebowanie na budowlańców jest bardzo duże.
Były kontrole, ale żyjemy, prawda? Gdyby te zarzuty się potwierdziły i kontrola złapała pracujących bez umowy, to by nas już nie było. Kary za nielegalne zatrudnienie są okrutne.
Reklama
A pisać warto? Coś trzeba robić. Ja tę pracę lubię. A że są w niej problemy, które trzeba rozwiązywać? One są codziennie, ale po latach ich załatwianie tak mi weszło w krew, że już nie zwracam na nie uwagi.
Miejscowe i z dorobkiem. Nie jakieś meteory, którą pojawią się i znikną. Bo po co wtedy np. 10-letnia gwarancja (a takie wymóg stawiany jest coraz częściej), skoro tej firmy już nie ma.
W ogóle. Póki się człowiek rusza, jest dobrze, a jak już usiądzie, to dziadzieje. Mam siły, więc mogę pracować.
Reklama
Śpiewać zacząłem w szkole podstawowej, u Józefa Jastra, który prowadził chór. Potem trafiłem do „Tęczy”, na chwilę zrezygnowałem, ale znowu jestem. Śpiewa w nim też mój brat, siostra, szwagierka. Co ciekawe, w domu nie było tradycji śpiewaczych.
Gdy miałem kilkanaście lat pan Jerzy Banaś, ówczesny dyrektor Domu Polskiego, założył młodzieżowy zespół taneczny. Wywijałem tam mazury, polonezy aż do czasów pójścia do wojska. Po latach zespół reaktywowała Basia Szopińska. Działałem w nim przez jakieś dziesięć lat, potem znowu miałem przerwę, aż do powołania seniorskiego zespołu „Rodlan”. Już byliśmy pod sześćdziesiątkę, a wciąż nam się chciało.
Reklama
To w człowieku siedzi. Nie wiem dlaczego, ale siedzi głęboko. Chętnie tańczyłem, choćby po to, by trochę tłuszczyku spalić.
Niedawno lekarze wykryli u mnie poszerzenie aorty przechodzące w tętniaka. Nie mogę za długo skakać, bo się wykończę. Dwugodzinna próba mogłaby być dla mnie zabójcza. Choć, muszę się pochwalić, że gdy u lekarza wzięli mnie na „ścieżkę zdrowia”, to miałem super wyniki – 150% normy. A wie pan, jak mi tę chorobę wykryto? Stało się to po tym, jak spadłem z drabiny. W domu. Fachowiec, murarz taką ma odwagę, że idzie tam, gdzie nie powinien.
Rozmawiał Łukasz Opłatek [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
ciekawe, może by tak małe domki 70-120 m2 na wzór holenderskich domków szeregowych a za nimi szopa, garaż i ogródek ,a przed domem, miejsce postojowe
ciekawe, może by tak małe domki 70-120 m2 na wzór holenderskich domków szeregowych a za nimi szopa, garaż i ogródek ,a przed domem, miejsce postojowe