Reklama

Problemy weszły mi w krew

14/11/2017 07:00
Mieczysław Gniot mówi o upadkach firm, w których pracował, reklamacjach obecnych klientów i... tańcu. - Staram się żyć z ludźmi w zgodzie - twierdzi

Blisko dwa lata temu kupił Pan ze wspólnikiem ok. 1,5 ha ziemi za dawną bazą GSu. Chcecie tam postawić domki na sprzedaż. Skąd ten pomysł?

To nie pomysł, to była okazja. Trafił się człowiek, który sprzedawał to w korzystnej cenie. Kupiliśmy i postanowiliśmy zbudować tam osiedle domków jednorodzinnych.

Pierwsze stanąć miały w ubiegłym roku, a tu nic.

Okazało się, że choć działki były wydzielone, grunt nie został odrolniony. Trzeba też było zmienić plan zagospodarowania przestrzennego, co znacznie opóźniło nasze zamiary. Najpierw zamierzamy tam postawić dwa domki wzorcowe, tak aby można je było zobaczyć na żywo. Choć taka wieś jak Zakrzewo nie jest najatrakcyjniejszym terenem.

Z Romualdem Zdrenką myślicie o budowie domów parterowych, po 100-130 m kw, w części pasywnych.

Większych nie ma sensu budować. Wyznacznikiem metrażu jest koszt utrzymania domu. My, starsi, mamy domy po 200 m kw i więcej, dzieci wyfrunęły, a my je musimy utrzymać. Jeśli ktoś ma firmę, to da sobie radę, ale emeryt?

Reklama

Macie zamiar budować za pieniądze klientów czy sami je wyłożycie?[[pay]]

Zbudujemy i będziemy sprzedawać, ale musimy mieć zgłoszenia chętnych. Podpiszemy wstępną umowę i działamy. Naszej firmy nie stać na to, by zamrozić milion czy dwa miliony złotych.

Gmina zbuduje drogę do tego osiedla.

Musi to zrobić, bo przecież nie będziemy budować domów w polu.

Pan na budowaniu się zna, jest absolwentem technikum budowlano–drogowego w Pile.

Po szkole trafiłem na staż do miejscowego Rejonowego Zakładu Budownictwa Wiejskiego. Przejście od stażysty do dyrektora zajęło mi 8 lat. Zająłem miejsce Zdzisława Pietrasa, który otworzył swój zakład ślusarski w Złotowie. Jako 28–letni chłopak miałem pod sobą kilkadziesiąt osób.

Reklama

Jak na taką nominację zareagowali starsi od Pana pracownicy?

Nie mieli z tym problemów. To jest kwestia podejścia do ludzi. Uśmiech, psychologia. Dobrze spojrzę i już wiem, kiedy kogo ukarać, a kiedy pochwalić. To działa.

Po blisko czterech latach upadła komuna, a wraz z nią z rynku zniknął RZBW. Długo więc dyrektorem Pan nie był.

Ale nie zginąłem. Zakład od spółdzielni przejęła spółka Rolbud, razem z majątkiem i ludźmi. Dyrektorem został pan Hajduk (wcześniej był kierownikiem ekipy budowlanej w SKR-ze), a ja jego zastępcą.

Za komuny zlecenia przychodziły odgórnie, a teraz trzeba było samemu szukać klientów.

Spółdzielnia nastawiona była na PGR-y i SKR-y, trochę na rolników. Po przemianach na tym rynku nie było już pracy. Na początku lat 90-tych rynek budowlany upadł. Odsetki kilkadziesiąt procent miesięcznie dusiły firmy momentalnie. Nikt nie budował, nie było inwestycji. Dlatego spółka Rolbud podziałała dwa czy trzy lata i upadła.

Reklama

Rządzący nawoływali „bierzcie sprawy w swoje ręce”, a tu szok.

Wie pan, żeby być dobrym, to trzeba ze dwa razy upaść. Nic tak nie hartuje człowieka jak życie. Pomagałem syndykowi masy upadłościowej likwidować tę spółkę.

To był pierwszy upadek. A drugi?

Majątek ten kupiła spółka Plast–Korn, czyli mój szwagier Romuald Zdrenka z Krzysztofem Czarnottą. Współdziałałem z nimi, ale krótko, bo ich spółka też upadła.

Można było się załamać...

W biznesie nie ma próżni. Majątek ten odkupił pan Arys, który założył tutaj szwalnię. A ja ze szwagrem dzierżawiliśmy od niego działkę i budynki pod naszą firmę. Nastawiliśmy się na program ogrodowy oraz wtryskarki do plastików. Tę ostatnią działalność wziął Krzysiu Czarnotta, który kupił majątek po spółdzielni rolniczej w Czernicach. Firma była na mnie, póki Roman nie uregulował swoich zobowiązań w Plast–Kornie.

Reklama

Firma niemal od początku stała na dwóch nogach – stolarce i budowlance.

Z czegoś trzeba było żyć. Mieliśmy jedną brygadę budowlaną, 5-6 osób, dla której zawsze była praca. Jakiś remoncik, budowa domku, robiliśmy np. pocztę w Zakrzewie, pieniądze z tego były, szło wyżyć. Z czasem dochodzili ludzie, firma się rozwijała.

Dziś macie dział budowlany, centrum handlowo–ogrodnicze, brykieciarnię i stolarnię. Sporo tego jak na jedną firmę.

Gdy ma się jeden dział i coś w nim pójdzie źle, to firma znika. A gdy ma się działów kilka, to w trudnych chwilach jeden drugi wesprze. Nie upadamy, to przetrenowaliśmy już w latach młodzieńczych.

Stare porzekadło głosi, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego…

Dlatego Roman zajmuje się tym, na czym się zna, czyli pracą w drewnie, a ja budowlanką. A handel jest prosty – inwestujesz, zatrudniasz odpowiednich ludzi i jedziesz.

Reklama

Być może, ale z budowlanką tak łatwo nie jest. W ostatnich latach wykonywaliście kilka głośnych inwestycji. Głośnych w tym sensie, że oskarżano Was o niedociągnięcia: sala Sparty w Złotowie, sala wiejska w Starej Wiśniewce.

Na Sparcie podłoga była źle wyszlifowana. Lakier był drogi, taki jak trzeba, ale drewno źle przygotowaliśmy. Musieliśmy wycyklinować podłogę ponownie. To kosztowało około 10 tys. złotych.

No i strata.

Oczywiście, ale to trzeba tak biznes prowadzić, żeby takiej straty nie odczuć. A co do Starej Wiśniewki, to w specyfikacji  nie było jasno określone, jak gruba ma być deska podłogowa. Jej grubość może być od 22 mm do ponad 50 mm. My położyliśmy bodajże 28 mm. Wszyscy o tym wiedzieli, łącznie z inspektorem nadzoru. Ale znalazł się pan, który stwierdził, że deska jest zbyt cienka. A że to było robione z pieniędzy z UE i gdyby była awantura, to gmina mogłaby stracić dotację, to dałem na tę podłogę gwarancję. Poza zużyciem mechanicznym. Lakier na podłodze w sali wiejskiej to jest pomyłka. Zwłaszcza na desce sosnowej, miękkiej, na której odbija się każda „szpilka”.

Reklama

Kiedy do Pana zadzwoniłem stwierdził Pan, że nie będzie poprawiać, tylko zrobi całą podłogę. Zaimponował mi Pan. Tyle że mieszkańcy Starej Wiśniewki znowu mają do Pana pretensje.

Skoro obiecałem o to dbać, to muszę być konsekwentny. Upór na „nie” dałby mi złą opinię. Starła się warstwa lakieru, więc położyłem tam panele, na całości. A że oni się teraz obudzili, że zbyt cienkie? Mogłem położyć panele od C1 do C5, położyłem C4. Tak było uzgodnione ze wszystkimi świętymi: wójtem, panem Antonim Łososiem i tak zrobiłem. Gdy wydałem na to moje pieniądze, ktoś się obudził, że lepsze byłyby C5. Pewnie, że tak, ale już za późno.

Spokojnie podchodzi Pan do tych reklamacji.

Całe życie staram się żyć z ludźmi w zgodzie. Nie zawsze się to udaje. Mnie się w życiu powiodło, żyję na poziomie (choć ludzie nie wiedzą, ile to kosztowało i kosztuje pracy). Pewnie, że te negatywne opinie mnie denerwują, w końcu mam swój honor, ale staram się nie denerwować rzeczami, na które nie mam wpływu. Poza tym budowa to nie piekarnia, nawet najlepszy fachowiec może popełnić błąd. I zawsze znajdzie się klient, który powie, że jest to fuszerka. Mała niedoróbka powoduje, że ktoś ocenia, że cała robota jest do niczego. Gdybyśmy jednak robili same fuszerki, to już nikt by nas nie zatrudniał. Poza tym nie znam firmy, która w okresie gwarancyjnym nie wykonywałaby poprawek. Klienci wręcz wykorzystują jak mogą ten czas, by wyciągnąć od firmy jak najwięcej.

Reklama

Pana atutem jest cena – zwykle najniższa – a to ona w głównej mierze decyduje o wyborze firmy.

Nie chwaląc się mam dobre opinie w samorządach, dla których pracuję: Krajenka, Sępólno, Wyrzysk, Jastrowie, Lipka, Złotów itd. A co do ceny, to są też firmy, które proponują niższe, o czym świadczą przegrane przez nas przetargi.

Podobno na tę konkurencyjność Pana firmy wpływa to, że mało Pan płaci swoim pracownikom.

Bzdura. Dzisiaj jeśli za mało się płaci ludziom, to jutro się ich nie ma. Zapotrzebowanie na budowlańców jest bardzo duże.

Pamiętam jednak, że firmę odwiedzały kontrole Państwowej Inspekcji Pracy. Zarzucano Panu, że zatrudnia ludzi na czarno.

Były kontrole, ale żyjemy, prawda? Gdyby te zarzuty się potwierdziły i kontrola złapała pracujących bez umowy, to by nas już nie było. Kary za nielegalne zatrudnienie są okrutne.

Reklama

Warto mieć w dzisiejszych czasach własny biznes?

A pisać warto? Coś trzeba robić. Ja tę pracę lubię. A że są w niej problemy, które trzeba rozwiązywać? One są codziennie, ale po latach ich załatwianie tak mi weszło w krew, że już nie zwracam na nie uwagi.

Pana zdaniem klienci powinni zatrudniać lokalne firmy?

Miejscowe i z dorobkiem. Nie jakieś meteory, którą pojawią się i znikną. Bo po co wtedy np. 10-letnia gwarancja (a takie wymóg stawiany jest coraz częściej), skoro tej firmy już nie ma.

Do emerytury brakuje Panu pięć lat. Myśli Pan o niej?

W ogóle. Póki się człowiek rusza, jest dobrze, a jak już usiądzie, to dziadzieje. Mam siły, więc mogę pracować.

Reklama

Pana hobby jest śpiewanie. Od ponad trzydziestu lat jest Pan członkiem chóru „Tęcza”.

Śpiewać zacząłem w szkole podstawowej, u Józefa Jastra, który prowadził chór. Potem trafiłem do „Tęczy”, na chwilę zrezygnowałem, ale znowu jestem. Śpiewa w nim też mój brat, siostra, szwagierka. Co ciekawe, w domu nie było tradycji śpiewaczych.

Może taneczne były. Tu też był Pan aktywny.

Gdy miałem kilkanaście lat pan Jerzy Banaś, ówczesny dyrektor Domu Polskiego, założył młodzieżowy zespół taneczny. Wywijałem tam mazury, polonezy aż do czasów pójścia do wojska. Po latach zespół reaktywowała Basia Szopińska. Działałem w nim przez jakieś dziesięć lat, potem znowu miałem przerwę, aż do powołania seniorskiego zespołu „Rodlan”. Już byliśmy pod sześćdziesiątkę, a wciąż nam się chciało.

Reklama

Dlaczego?

To w człowieku siedzi. Nie wiem dlaczego, ale siedzi głęboko. Chętnie tańczyłem, choćby po to, by trochę tłuszczyku spalić.

Dziś na hołubce nie pozwala Panu zdrowie.

Niedawno lekarze wykryli u mnie poszerzenie aorty przechodzące w tętniaka. Nie mogę za długo skakać, bo się wykończę. Dwugodzinna próba mogłaby być dla mnie zabójcza. Choć, muszę się pochwalić, że gdy u lekarza wzięli mnie na „ścieżkę zdrowia”, to miałem super wyniki – 150% normy. A wie pan, jak mi tę chorobę wykryto? Stało się to po tym, jak spadłem z drabiny. W domu. Fachowiec, murarz taką ma odwagę, że idzie tam, gdzie nie powinien.

Rozmawiał Łukasz Opłatek [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dutch - niezalogowany 2017-11-14 09:38:04

    ciekawe, może by tak małe domki 70-120 m2 na wzór holenderskich domków szeregowych a za nimi szopa, garaż i ogródek ,a przed domem, miejsce postojowe

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama