- Rodłem broniliśmy się przed indoktrynacją - Wiktor Więcek mówi o czasach radzieckiej okupacji Złotowa. Żałuje pracy w radzie narodowej i wspomina czasy kolejek. - Przed sklepem nie było nikogo, ale coś go tknęło i spojrzał do góry, a tam ludzie na dachu siedzieli - W. Więcek przytacza przeżycia pewnego majora. Złotów- moje miasto, część II
Wypchaj się sianem
Lata 50-te. Wiktor Więcek porzuca kamasze. Kolejny przydział: Lędyczek – najmniejsze miasto w Polsce. Rower młodego nauczyciela codziennie połyka 40 kilometrów. Czasami mężczyzna nie wraca do Złotowa. – Popołudniami miałem zajęcia dodatkowe, prowadziłem drużynę harcerską to i zostawałem tam na noc – wspomina emerytowany dziś pedagog. Chudą dłonią gładzi się po plecach, gdy wspomina szkolny materac: – W Lędyczku było 2-3 rolników, a słomy nie mięli. Musiałem siennik wypchać sianem, to się ugniatało, zwijało tak, że rano wstawałem cały obolały. [[reklama]]
Nocną katorgę tylko trochę wynagradzała współpraca harcerzy z Lędyczka z kolegami z Warszawy. – Udało nam się zorganizować współpracę najmniejszego miasta w Polsce z największym – nawet dziś to powód do dumy.
Rodłem w Niemca
Rodło to Polska, symbol łączności z Macierzą. Rodło ukazuje stylizowany bieg Wisły – kolebki narodu polskiego i Kraków – źródło kultury polskiej. – Rodłem broniliśmy się przed indoktrynacją – twierdzi Wiktor Więcek. W 1959 roku harcmistrz Mieczysław Nowacki - pracownik Prezydium Powiatowej Rady Narodowej proponuje mu pracę w złotowskiej komendzie Hufca Związku Harcerstwa Polskiego. Praca społeczna ma swoje prawa, szkoła daje urlop bezpłatny. Harcerze okupują Dom Polski i organizują akcję „Rodło”. Na pierwszej linii Wiktor Więcek i Jerzy Zalewski. – Władza krzywo na to patrzyła, ale jak się zorientowała, że tu jest bardzo silny ruch rodlacki i jest to korzystne z punktu widzenia uzasadnienia prawa do ziem zachodnich, to pozwolono nam na takie różne akcje – praca w PRL-u musiała mieć podtekst polityczny. Wróg albo swój. Chcesz czy nie.
Pan Wiktor chce założyć rodzinę. Przyszłą żonę poznaje w komendzie hufca. - Jakoś tak się zdarzyło, że harcerze się pobrali – małżonek z 52-letnim stażem głaszcze siwą głowę. [[reklama]]
Szpieg wśród swoich?
Chlubą młodego mężczyzny jest jego siła, a piękno dojrzałego mężczyzny leży w błysku jego srebrnych włosów – mówi przysłowie. Wiktor Więcek osiwiałby prędzej, ale w 1963 roku nie wie dlaczego przewodniczący partii proponuje mu pracę w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej. Ekonomista w komisji planowania gospodarczego brzmi nieźle. - Zapłacili 1600 zł, to wcale niezła pensja była na ten czas. Mnie to urządzało – mówi wprost złotowianin. Chwilę później niedawny nauczyciel pracuje już w Powiatowym Komitecie Narodowym. – Jesteś wykształcony, złotowianin, to się lepiej ze swoimi dogadasz – mówił sekretarz i ja to wziąłem na poważnie, a potem łazili za mną ubowcy: ty masz krewniaków w Berlinie, twój ojciec był w wojsku, a wujek w Wehrmachcie zginął – W. Więcek gubi się w gąszczu oskarżeń. Sytuację młodego urzędnika pogarsza Stanisław Kujda, sekretarz z Koszalina. - To był jeden z trzech, którzy w latach wojny zostali tu zrzuceni z ZSRR do budowy struktur socjalistycznego państwa po wyzwoleniu. I on mnie zabajtlował. Zaczęli mi bruździć. Do dzisiaj chodzi taki jeden po Złotowie – emeryt żwawo przebiera długimi palcami. - Pies go drapał, co było, to było – rzuca z niesmakiem. [[nowa_strona]]
Pan Wiktor skarży się miejscowemu sekretarzowi. Były żołnierz posługuje się przepiękną frontową łaciną. Tłumaczy szefowi Urzędu Bezpieczeństwa, że Więcek jest nie do ruszenia. Pracowników partyjnych inwigilować nie wolno. - Była dyrektywa 00, super tajna – przed czytaniem spalić – żartuje staruszek. [[reklama]]
Dziś żałuje siedmiu lat spędzonych w komitecie. - Sądziłem, że coś będę mógł zrobić. Że będę się konsultował z naszymi, że może będzie nam łatwiej. Wiele nie wskórałem – przyznaje.
Wiktor Więcek jest ekonomistą, ale nie umie liczyć „po nowemu”. Dodaje słupki liczb, sporządza analizy. Dane się zgadzają, ale partia nie. Konsultacje w Złotowie, kontrole w Koszalinie i ciągłe poprawki. Partia ma własny kalkulator. - Stoi przede mną konsultujący kiep, nie wie, o czym mówię i zmienia mi raport. Co jest, do cholery? Nie wytrzymam tego! – złotowianin denerwuje się na samo wspomnienie.
Miasto z gliny
- Mój kolega z Krajenki mówi, że wszystko co miało więcej niż jedno piętro było wrogiem i się to paliło – Wiktor Więcek przytacza obraz Złotowa z 1945 roku. Dwadzieścia pięć lat później mężczyzna odpowiada za stan miejskich obiektów. – Wiele budynków było posadowionych na piasku, bez fundamentów, często z gliny – ich naprawa kosztuje majątek. W. Więcek kłóci się z władzami miasta o pieniądze na remonty.
Gliniany kolos stoi przy ulicy Pasterskiej (dziś jest tam parafia św. Rocha). W środku jadłodajnia. Ciepła, z dobrej gliny. Robotnicy rozbierają ścianę, stropy same podążają jej śladem. Jadłodajnia serwuje teraz glinę. – To był przepiękny materiał na piece. Długo szukałem zduna i w końcu przyjechał z Bydgoszczy. Miał glinę, pieniądze i dwa miesiące na postawienie pieców w złotowskich domach – W. Więcek potrafi być zasadniczy. Piece powstają, ale... ażurowe. Oryginalne, z widokiem na ogień. - Przyszła do mnie pani Neumann z krzykiem, że facet postawił piec bez wyłożenia go szamotami. Siedział chłop za to dwa tygodnie dłużej i wszystkie poprawiał – śmieje się ówczesny spec od gospodarki mieszkaniowej. [[reklama]]
Ale i przy poprawionych piecach nie zagrzewa miejsca na długo. Kończy studia z administracji, tam go ciągnie.
Kolejka na dachu
W 1976 roku Wiktor Więcek zostaje urzędnikiem – pracuje w magistracie. Rozwija miejscową administrację. Czeka na to, co ma nadejść. Coś wisi w powietrzu. Tu poznaje Stanisława Wełniaka. - Powołano w kraju zespoły kontrolne, które jeździły po Polsce i kontrolowały wszystko. Wełniak już tu był i musieliśmy się oganiać od tych wojskowych, którzy nie znali się na tym, jak się gospodarowało w mieście – twierdzi złotowianin. - Oni przygotowywali stan wojenny – dziś pan Wiktor wie to na pewno. [[nowa_strona]]
Gąsienice czołgów wgryzają się w złotowskie drogi. Jeden zatrzymuje się pod mostem. Nawalił. – Tam go naprawiali, a reszta pojechała dalej. Nie wiem dokąd – w Złotowie wojsko nie stacjonuje. Stan wojenny - owszem. Obowiązują przepustki, godzina policyjna po 22. I kartki. – Kiedyś komisarz mówił mi, że obszedł ulicę Westerplatte koło sklepów, bo chciał zobaczyć, czy tam przypadkiem już rano kolejki nie stoją, przed końcem godziny policyjnej. Przed sklepem nie było nikogo, ale coś go tknęło i spojrzał do góry, a tam ludzie na dachu siedzieli. Pilnowali swojej kolejki siedząc na dachu sklepu – wówczas miejsce w kolejce było rzeczą świętą. - Major wygonił ich z tego dachu, chociaż było mu trochę przykro, bo ludzie marzli.
Mój dom
Po przejściach z różnej maści sekretarzami w 1976 roku Wiktor Więcek zostaje sekretarzem Urzędu Miejskiego w Złotowie. - Mnie to odpowiadało, bo znałem miasto z różnych stron – argumentuje urzędnik. Lata 90-te to czas szybkich zmian. Nowe ustawy wyrastają jak grzyby po deszczu, reforma popędza reformę. Sekretarz nadąża. - Jeden z naszych prawników był senatorem i przywoził mi wszystkie najświeższe opracowania uchwalone w Sejmie – chwali się 76-latek. - Mieszkałem niedaleko dworca, więc pilnowałem, kiedy szedł i w locie dawał mi plik papierów. [[reklama]]
Na emeryturę mężczyzna odchodzi w 2002 roku. - Chciałem pracować dłużej, bo szło mi prawie 50 lat pracy, ale miałem w domu remont i potrzebowałem pieniędzy, a odprawa była sześciomiesięczna – tłumaczy były sekretarz.
Przez 10 lat przebywania na emeryturze pan Wiktor przygląda się miastu. Swojemu miastu. - To mi się wszystko tu zaczyna podobać. Wygrała tu piękna cecha dbałości o swoje mienie. Złotów ma szczęście, że tak długo rządzi tu Wełniak – uważa autochton z podwójnym obywatelstwem. Nigdy jednak nie zdecydował się na wyjazd do Niemiec. - Ja się nigdy o to nie starałem, niech tam sobie Niemcy liczą jak chcą – mówi dzisiaj. Zostaje w Złotowie. - Tkwi we mnie rodzinny, nie pisany nakaz, żeby zostać tutaj. To jest moje miasto, nie wyobrażam sobie, żebym mógł być gdzie indziej – zapewnia, składając dłonie.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze