Zaczęło się chyba w 2002 roku, byliśmy zafascynowani grupą Stomp, która grała na wszystkim. Łukasz Milewski był na reżyserii dźwięku w Poznaniu, Tomasz Cebo na Akademii Sztuk Pięknych, a ja zacząłem pisać muzykę do spektakli. Wtedy też trafiłem pod skrzydła Bartosza Dziedzica. To jest topowy producent w Polsce, który ostatnio zrobił płytę Artura Rojka. Pomógł mi w tym brat Tomek, który szepnął, że ja się tym zajmuję. Tak wtargnąłem w świat dźwięku.
To były różne graty ze złomowiska: wanny, piły tarczowe, garnki, beczki. Pamiętam, że podczas koncertu w sali kina (starego) cała scena była nimi zawalona. Jeszcze dziś zdarza się, że ktoś mnie zaczepi i powie, że pamięta nasze występy.
Reklama
Początkowo graliśmy w byłym przedszkolu, gdzie potem był klub Galeria, a następnie mieszkania. Dlaczego nie dom kultury? Bo nie podobały nam się określone godziny pracy i ta sterylność. Byliśmy tak hałaśliwi, że musieliśmy być odseparowani. Gdy dołączył do nas Łukasz Piosik przenieśliśmy się do „Kanciapy”, którą policja nazywała klubem studenckim. Tworzyliśmy muzykę industrialną, opartą na dźwiękach perkusyjnych.
Jeździłem na różne warsztaty, na których ludzie mówili mi, bym poszedł w dźwięk. Potrafię grać na wielu instrumentach, ale na żadnym nie jestem wirtuozem. Gdy wymyślę jakąś partię to często i tak wolę poprosić kogoś, kto mi to zagra lepiej, a ja zajmę się realizacją/produkcją. Na studiach wiedziałem, że nigdy nie będę dyrygować chórem czy prowadzić jakiegoś zespołu. Byłem pewny, że chcę siedzieć w studio i realizować muzykę w inny sposób. Zwłaszcza, że mam dryg do nowych technologii.
Reklama
Moja pasja jest moją pracą.
Ma to też słabą stronę, bo kiedy pracuję nad płytą danego zespołu, to siedzę w jego muzyce i nie mam czasu na robienie czegoś swojego. Co prawda zdarza mi się pisać muzykę dla Teatru Polskiego, jednak jest ona zawsze integralną częścią przedstawienia i po prostu jej nie publikuję. Mam dużo rozpoczętych utworów, których nie mam kiedy skończyć. A chciałbym.
W końcu powiedziałem: kurczę, skończę ten kawałek, wrzucę go do sieci i zobaczę, co będzie. Niedawno poznałem Tomka Organka (zresztą przez Łukasza Milewskiego), wysłałem mu utwór, który mu się spodobał i tak się zaczęło. Mój brat Tomek wymyślił, by w teledysku zagrały dzieci.
Reklama
Tak, potem Tomek wymyślił, by w teledysku odtworzyć sytuację codzienną, domową, monotonię, która spotyka każdego z nas. Nieporadność dzieci w klipie ukazuje, że i dorośli gubią się w codzienności. Jest w tym materiale wiele znaczeń, które można odkrywać. To jest ogromna zasługa mojego brata.
Łapaliśmy sytuacje, które się wydarzyły na planie i liczyliśmy na interakcję dzieciaków. Czasem dzieciaki śmiały się wtedy, gdy nie miały, bywało, że się rozpłakały. Dlatego montaż materiału zajął nam mnóstwo czasu. Więcej niż samo nagranie.
Reklama
Tak, projektem oraz budową scenerii zajęli się wykształceni plastycznie Agnieszka Kucharczyk, mój brat Kuba oraz jego dziewczyna. Technicznie nie byłoby to możliwe bez udziału Karola Kucharczyka. To jest dla mnie ważne, by mieć wokół siebie ludzi ciekawych, kreatywnych, którzy dużo od siebie dają. Tak samo było z moim przyjacielem Michałem Jagiełło, który sfilmował dzieciaki. To jest gość, który robi teledyski Grubsona, Donatana, Luxtorpedy itd.
Mimo wszystko pracowaliśmy bez wielkiego ciśnienia. Jeśli by nie wyszło, to najwyżej mielibyśmy super pamiątkę dla nas i dzieci. Zresztą nadal do tego tak podchodzę.
Nie jestem specjalistą od mediów społecznościowych, nie promuję go. Po prostu wrzuciłem ten klip i niech się dzieje. Choć dobrą robotę robi to, że Organek zamieścił ten materiał na swojej stronie. Jak na tydzień ma dużo wyświetleń. To jest trochę alternatywne, więc liczba wyświetleń jest adekwatna do targetu.
Reklama
Nie lubię linków sponsorowanych, więc wyłączyłem opcję reklam. Jeżeli ten materiał będzie miał kilka milionów odsłon (śmiech), to na tym stracę. Nie myślę materialnie o tym projekcie. Ja nie zarobię na tym utworze. Tak samo jak nie zarobiłbym na wydaniu płyty.
Artyści to są moi dobrzy znajomi i wiem, z czego mają pieniądze. Z koncertów, z zaiksów. A płyta jest elementem promocyjnym, po którym robi się trasę koncertową. To razem napędza ten biznes.
Będzie, w innej konwencji, bardziej elektroniczny, ale też z ciekawą osobą. Jeżeli będzie to dobrze zrobione, to przyciągnie uwagę. Bracia, jeśli będą mogli, to na pewno mi pomogą.
Reklama
Dla mnie sukcesem jest to, że łączę pracę z pasją. Pamiętam, że gdy w liceum mówiłem o swoich zainteresowaniach, to nikt tego nie brał na poważnie. Jestem producentem i cieszę się, że mogę żyć z dźwięku. Tomek gra i reżyseruje. Robi m.in. seriale dla Polsatu. Kuba na co dzień mieszka w Edynburgu i świetnie sobie radzi - polecam projekt, który tworzą razem z dziewczyną www.coupleofideas.co.uk.
I tak powinno być, to przecież artysta przychodzi z pomysłem do mnie, ja mu tylko pomagam zmaterializować jego wizje. Jednak to prawda, że przeciętny odbiorca nie zastanawia się, ilu ludzi stoi za daną płytą. Wszystkie laury zbiera artysta. Nie chodzi o to, że mam jakiś żal, bo to jest dla mnie praca idealna. Moim sukcesem jest to, że jestem znany wśród artystów, ale moim marzeniem jest pogodzenie pracy z robieniem swojej muzyki.
Reklama
Przykładowo: przychodzi do mnie zespół z utworem, ja go słucham i mówię: to zrobimy tak, bębny nagramy w ten sposób, ty w ogóle nie zagrasz na tym instrumencie, a w tym miejscu dodamy chór. Miksuję całość i daję zespołowi do posłuchania. I oni mówią: Wow. Przyznaję, to niesamowite uczucie.
Pracowałem z nim przy Plamach na Słońcu. Brałem udział w realizacji i miksowaniu tego materiału. Wygląda to tak: Kazik z zespołem gra, a na koniec pyta: I jak Łukasz? Nooo... Ok, to jeszcze raz (śmiech).
To nie jest tak, że ja im coś narzucam. Mówię, żeby rozważyli moje propozycje. Nie muszą mnie słuchać. Teraz pracuję z zespołem Bibobit, który grał na Orange Warsaw Festiwal, współpracował z Urszulą Dudziak, Michałem Urbaniakiem i wieloma innymi. Powierzyli mi wszystko. „Łukasz, miel to przez swoje sito jak tylko uważasz”.Reklama
Tak to jest. Zanim ktoś usłyszy dany utwór, on jest mielony wiele razy. To wcale nie krzywdzi sztuki. To jej pomaga. Często artysta przychodzący do nas do studia nie ma pojęcia o naszych możliwościach. Dlatego producent taki jak ja pomaga mu wyciągnąć pewne pomysły z głowy.
Jestem w stanie to ukryć, choć rzadko spotykam się z artystami, którzy fałszują. Kiedyś było tak, że osoby występujące na scenie musiały umieć śpiewać, a dziś czasem wystarczy, że wyglądają. Bywa jednak, że ktoś ma ciekawą barwę głosu lub potrafi czymś zahipnotyzować bez dużej techniki i ludziom się to podoba. Dzisiaj można wyć do księżyca i zrobić z tego dobrze sprzedającą się sztukę.
Reklama
Cały czas staram się być na bieżąco, ale występuje u mnie zmęczenie dźwiękiem. Czasem siedzę nad płytą trzy tygodnie po 12-14 godzin dziennie. Tak było ostatnio z kolędami Ani Wyszkoni (co roku nagrywam kolędy latem). Po pracy raczej włączę głupi film niż pójdę słuchać muzyki.
Dobrze odda to dowcip. Spotka się dwóch realizatorów muzycznych. Jeden jest z dzieckiem. Drugi pyta: To twoje? Tak, moje. Ja bym to zrobił inaczej...
Na szczęście mam do swojej pracy zdrowy dystans. Konsola, na której pracuję warta jest prawie milion złotych (w Polsce są takie dwie) i niektórzy, jak mogą jej dotknąć, to mają orgazm. A dla mnie to narzędzie pracy. Nawet na jakimś spotkaniu ludzi z branży wolę pogadać o snowboardzie...Reklama
Często jestem o to pytany, ale nie jestem w stanie się do tego odnieść. Zwłaszcza, że szczerym za bardzo być nie mogę (śmiech). Ale bardzo doceniam rzeczy, które tu powstają. Zawsze kibicuję przedsięwzięciu „10 Kolęd dla przyjaciół” Łukasza Piosika.
Rozmawiam z Igorem Herbutem z zespołu Lemon, który jest moim dobrym kolegą i jego dziewczyna Gosia (producentka programu Must be The Music) mówi, że zna tego i tego ze Złotowa, bo tyle osób przewinęło się przez program.
Zgadzam się z Tomkiem. Zwykle w takich małych miasteczkach jest dużo zawiści, a tu jest jej jakby mniej i to pomaga rozwinąć skrzydła. Czasem słyszę o ludziach ze Złotowa, że robią coś fajnego i to, że ten Złotów jest jakiś magiczny. A mówią to ludzie zupełnie ze Złotowem niezwiązani. To jest bardzo miłe.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Zapraszamy do obejrzenia teledysku: Ojej ft. Tomasz Organek - Feel Low:
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze