Reklama

Są małżeństwem i biją się niemal codziennie

06/11/2017 10:30
Bojowe małżeństwo – ona go kopie, on zdzieli ją ręką, a mimo to kochają się i twierdzą, że się nie kłócą

Z Krzysztofem i Katarzyną Skwierawskimi spotykam się na dworcu PKP w Jastrowiu. To tutaj, w obskurnej sali po dawnej świetlicy, ćwiczą karate. We dwójkę. Zamiłowanie do tej wschodniej sztuki walki to pasja, która ich łączy. Bosi, w kimonach, zapraszają do świata karate, który jest zdecydowanie bardziej głęboki i złożony niż zdaje się laikowi.

Styl rodzinny

Starają się trenować codziennie, a przynajmniej trzy razy w tygodniu. Podczas ćwiczeń powtarzają razem różne układy ruchów. W ten sposób nabierają automatyzmu i uczą się poszczególnych technik. Jastrowianin opowiada, że ruchy i układy można potem w praktyce interpretować na wiele sposób. Pokazuje więc, jak tym samym ruchem ręki można zablokować cios przeciwnika lub przeprowadzić niebezpieczny atak na jego kręgi szyjne. Krzysztof prezentuje także, jak uderza w deskę pięściami. Tłumaczy, że w ten sposób utwardza ciało i podobnie dba o twardość piszczeli. W parze także nie ćwiczą tylko „na sucho”, bo praktykują też bardziej kontaktowe elementy. Jestem świadkiem, jak Katarzyna chwyta oburącz tarczę obitą materiałem, w którą uderza jej mąż. Najwyraźniej nie stosuje taryfy ulgowej, gdyż znacznie niższa od niego partnerka nie jest w stanie ustać w miejscu i po każdym ciosie cofa się pół kroku. Od czasu do czasu jej twarz wykrzywi nieznaczny grymas, ale nie pęka. Po chwili dostaje szansę rewanżu i atakuje męża kopnięciami. Co ciekawe, Krzysztof też po niektórych uderzeniach przesuwa się pod wpływem ich siły. Pytam, czy podczas takich treningów nie zdarza im się złościć lub obrażać na siebie, np. że ktoś przesadził czy może traktują to jako swego rodzaju terapię – sposób na wyładowanie się i pozbycie negatywnych emocji. Ani jedno, ani drugie. Krzysztof tłumaczy, że trening to trening i chodzi w nim przede wszystkim o karate i samodoskonalenie się. Na sali panują pewne zasady.

Reklama

Przede wszystkim na treningu obowiązuje etykieta. Tutaj nie ma mąż – żona, to zostawiamy za drzwiami. Tu jest instruktor, do którego zgłasza się po tytule sensei albo shihan

– tłumaczy Krzysztof.

Bo o miłość ciągle trzeba walczyć i zabiegać

Jeśli natomiast ktoś mocno odczuje cios, to znaczy tylko tyle, że niewłaściwie się bronił. Tytuł nauczyciela przysługuje Krzysztofowi z racji większego stażu. Karate trenuje już od 25 lat. Jest rodowitym jastrowianinem, więc wschodnią sztukę walki zgłębiał, jeżdżąc po różnych seminariach do większych miast. Zdarzały się także wyjazdy za granicę. Przez ten czas dorobił się 7 dan i biało–czerwonego pasa, co oznacza wysoki stopień zaawansowania. W tej chwili szykuje się, aby zdobyć kolejny dan, być może niedługo będzie miał okazję podejść do egzaminu. Z kolei Katarzyna przygodę z karate zaczęła dopiero kilka lat temu i to wcale nie za inspiracją męża. Ćwiczyła już wcześniej, w Warszawie, w której pracowała, z tym że był to inny styl, karate tsunami. Ma już 2 dan. W tej chwili trenuje kobudo, a więc sztukę walki z wykorzystaniem różnych broni wywodzących się historycznie od narzędzi do prac polowych. To jej działka, ale razem z mężem poświęcają się głównie karate w stylu okinawskim. Jest to typowy styl rodzinny, gdyż od historycznych czasów był praktykowany jedynie w obrębie danej rodziny z Okinawy.[[pay]]

Reklama

Karate bojowe

W tej chwili mistrzem Krzysztofa jest Maeshiro Morinobu. To on otworzył dla niego niepowtarzalną możliwość trenowania okinawskiego stylu, wprowadzając go do wąskiego kręgu jednej z rodzin z japońskiej wyspy.

Bardzo mała liczba osób może ich styl ćwiczyć. Ja mam ten zaszczyt, że za pomocą mistrza udało mi się ten styl rozwijać

– nazwy rodu jastrowianin nie chce jednak zdradzić, gdyż podobno Japończycy, mimo dopuszczenia ludzi z zewnątrz, chcą zachować anonimowość. Niestety na Okinawie jeszcze nie był. Miał wprawdzie i wciąż ma możliwość udania się tam jako uczeń, ale na przeszkodzie stoją względy finansowe. To co trenuje to tradycyjne bojowe karate okinawskie, oparte na technikach jednej z najstarszych oraz pierwszej usystematyzowanej szkoły Shorin Ryu w odmianie Kaminari–ha. Krzysztof tłumaczy, że jest to bardzo twardy styl, nastawiony na wyeliminowanie przeciwnika możliwie jednym ciosem. Uczy prostej i skutecznej samoobrony. Wyjaśniając różnice pomiędzy karate bojowym a sportowym opowiada swoją krótką przygodę z zawodami. Stając pewnego razu do pojedynku, zapomniał się i widząc, że przeciwnik wyprowadza cios nogą, zadziałał odruchowo, stosując technikę bojową. Blokując cios złamał rywalowi piszczel, za co został zdyskwalifikowany. Na co dzień jednak nie wykorzystuje umiejętności z karate w tak brutalny sposób i jeśli ma okazję dzielić się wiedzą, to poucza, że należy unikać walki, a najlepszym ruchem może się często okazać obrót o 180 stopni na pięcie i ucieczka. Niemniej raz w życiu musiał zastosować karate w praktyce. Parę lat temu został napadnięty w parku przy ul. Roosevelta i skończyło się to wtedy ucieczką napastnika. Jako jedną z licznych zalet praktykowanego przez niego stylu walki podaje, iż, choć nie jest widowiskowy, bo opiera się raczej na krótkich ruchach i stabilnych pozycjach, bez spektakularnych kopnięć, to dzięki temu może być praktykowany w każdym wieku, także w bardzo podeszłym.

Reklama

Mój mistrz dawny, który zmarł dwa lata temu w wieku 95 lat był człowiekiem niepokonanym. Bardzo sprawnie potrafił wyeliminować atak, nawet nie wiem jak szybkiego przeciwnika

– opowiada z pasją. Zresztą jego karate powiązane jest ściśle z naturą. Opowiada więc o uderzeniu tygrysa czy łapie niedźwiedzia.

Katarzyna przyznaje, że treningi z mężem są wymagające i niektóre techniki trudno opanować

Dom żurawia

Ważnym zwierzęciem jest także żuraw. W 2006 r. Krzysztof Skwierawski otrzymał od swojego mistrza pozwolenie na założenie własnej organizacji karate. Nazwał ją Tsurudokan, co w tłumaczeniu na język polski oznacza dom białego żurawia.

Reklama

Nazwa ta odzwierciedla naturę ruchów naszego karate, gdzie poprzez wieloletni trening ciała i umysłu oraz zjednoczenia się z przyrodą osiągamy w swoich ruchach pełną naturalność, poezję i piękno z jednakową siłą i szybkością zadawanych technik na wzór walczącego, atakującego żurawia. Istotą naszego stylu karate jest obserwacja przyrody, poprzez obserwację uczymy się, jak osiągnąć naturalność oraz instynktowne działanie podczas realnej walki

– wyjaśnia jastrowski shihan. Własna organizacja daje mu pewną swobodę rozwoju, niemniej musi trzymać się tradycyjnej drogi. Mimo to do tej pory skupiał się głównie na samodoskonaleniu, choć od czasu do czasu jeździ gościnnie do sekcji z innych miast i bierze udział w przeprowadzaniu egzaminów. Organizował także kilkudniowy survival z karate nad Gwdą. Przyznaje, że dopiero zaczyna dojrzewać do tego, aby dzielić się swoją wiedzą, stąd jest otwarty na przyjmowanie uczniów w Jastrowiu, którzy byliby chętni zgłębiać tajniki karate. [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Koloseum - niezalogowany 2017-11-06 16:02:22

    Miłe i sympatyczne małżeństwo ! Powodzenia życzę

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dociekliwy - niezalogowany 2017-11-06 15:52:33

    Ta dziura w ścianie to on czy ona.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama