Trzeba mieć mocną psychikę, bo oni ocierają się o śmierć
Hans Nielsen - wielka klasa
Pasja występuje wtedy, gdy poświęcasz całą energię na robienie czegoś, co sprawia Ci ogromną frajdę. Jeśli tracisz poczucie czasu przy robieniu czegoś, jeśli jesteś przy tym bardziej kreatywny, jeśli czekasz z niecierpliwością na moment, kiedy to zrobisz, jeśli traktujesz coś jako zabawę, a nie obowiązek - to właśnie jest pasja. Za człowieka z pasją uważa się mieszkaniec Złotowa, sanitariusz Łukasz Starszewski. Jego pasja zaczęła się w 1995 roku, od szkoły podstawowej i trwa do dziś.
– Znajomi i brat zabrali mnie do Piły. W 1990 roku Piła zdobyła mistrza Polski i wtedy połknąłem bakcyla. Potem klub upadł, żużel w grodzie Staszica zniknął z mapy Polski, aby znów się odrodzić. Obecnie znów Polonia upadała, ale reaktywowała się jako Victoria.
Chcieliśmy z grupką znajomych zrobić coś dla Piły, dla speedway, potem m.in. zaczęliśmy organizować imprezy żużlowe dla Złotowa, które cieszyły się dużym powodzeniem. Jestem w kontakcie z trenerem Piotrem Szymko, chciałem także w tym roku coś zrobić i wierzę, że jeszcze będzie taka możliwość. Pokazać motory, generalnie czarny sport od kuchni.
Oprócz Polonii (teraz Victorii) Piła kibicuję także innym klubom. Bydgoszcz, Toruń, Leszno, jeśli jest okazja staram się być w tych rejonach, gdzie jest również Grand Prix. To jest naprawdę wielkie ściganie. Dlaczego zajmuję się organizacją imprez związanych z żużlem? To miłość, pasja mojego życia, która każdego dnia pomaga, daje dobry zastrzyk energii, bez niej trudno żyć. Została ta młodzieńcza miłość i nie chce mnie opuszczać. Cały czas we mnie tkwi.
Na najbliższe zawody jedziemy 20 maja, potem 3 czerwca. Mamy swoją ekipę, szaliki w dłoń. W żużlu nie ma przemocy na stadionach, to zupełnie inna kultura kibicowania niż w piłce nożnej. Człowiek może wypić jedno piwko i spokojnie pogadać z drugim kibicem. Nawet jeśli jego ekipa przegrała, podziękujemy sobie po meczu, podamy ręce i tyle. Kibicujemy swoim drużynom. Na meczach Polski są kibice z Gdańska, Leszna, ale wszyscy kibicują Polsce i o to chodzi, to dobry przykład dla innych dyscyplin. Na piłkę nożną człowiek chciałby pójść, ale się boi, bo bywa różnie.
Środowisko żużlowe to normalni i fajni ludzie. Są otwarci. Mam doskonały kontakt z Plechem, Gapińskim. Jeśli mam pomysł, coś potrzebujemy, problemów żadnych nie ma. Bez żadnych kosztów potrafią przyjechać, pogadać i pokazać jazdę na żużlu.
Nie robię imprez dla chęci zysku tylko wyłącznie z pasji i w tym pomagają mi liczni sponsorzy, którzy reklamują się przy okazji takich pokazów.
Moje marzenia? Mam jedno: mieć własny motor, nawet za minimalną kwotę (5 – 10 tys. zł) i nie zawodowo, ale amatorsko pojeździć. Są kluby amatorskie bez licencji. Idzie się do takiego klubu i prosi o udostępnienie toru na sparing. Razem z Victorią Piła mógłbym jeździć - rozszerzają się źrenice pasjonata.
Najlepsza impreza na jakiej byłem, to mistrzostwa świata w Lesznie. Ponad 20 tys. ludzi, wrzawa, widać, że jest jedność Polaków, niesamowita adrenalina, to trzeba przeżyć. Ale kibicowanie w latach 90. było inne niż teraz. Obecnie wypiją piwka, pokrzyczą, odpalą racę… To nie tak powinno wyglądać.
Kiedy ludzie myślą, że żużlowcy przewracają się celowo, to krew mnie zalewa - nikt nie przewróci się specjalnie. A co decyduje o sukcesie? Myślę, że talent, odwaga i sprzęt - 50/50. Musisz myśleć na torze, jak złożyć się w łuk, jak pojedzie przeciwnik, nie tylko motor decyduje. Spotkałem się z tym, że ktoś miał za silny motor i nie potrafił go utrzymać. To sport bardzo ryzykowny i mocno igra się ze śmiercią. Dobrze, że są bandy dmuchane. Aleksiej Charczenko, kiedy uderzył placami w bandę całym impetem, po kilku minutach oprzytomniał, wsiadł na motor i jechał - niesamowite. Żużlowcy mają mocną psychikę - to trzeba kochać, oni balastują na krawędzi życia.
Mój tydzień z życia? W poniedziałek liga angielska, we wtorek szwedzka, w weekend zaczyna się polska i jadę na mecz ekstraligowy lub do Piły. Co daje ta pasja? Powiew życia, pozwala mi łatwiej żyć, nie tylko życiem codziennym, życie smakuje lepiej. Ktoś pomyśli: żużel to 4 facetów jeżdżących w kółko. To nie tak. Od początku do końca są prawdziwe emocje. Nigdy nie wiadomo jaki jest tor, w jakiej formie są zawodnicy, motor może nie jechać, żużlowcy nie trafią w przełożenia… To dlatego tak kocham żużel.
W tej chwili najlepsza jest polska liga, potem szwedzka, angielska. Na ten moment najlepszy jest tegoroczny mistrz świata Greg Hancock, ale dla mnie wzorem zostanie zawsze Hans Nielsen, wielka klasa. Najbardziej szkoda, że na I ligę czekamy w Pile już 10 lat i przyjdzie czekać nam dalej. Ale cóż, wierzę, że się doczekam... Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze