To co jest wspaniałego w aikido to to, że nie pyta cię, jakiego jesteś wyznania, każdy może zacząć ćwiczyć. Aikido nie pyta cię, jakiej jesteś narodowości, jaka kultura jest w twoim kraju. Stworzyła nas ta sama siła i to ten etap, kiedy byliśmy razem jest najważniejszy, a nie ten, kiedy już się podzieliliśmy. Mogą nas różnić ideologie, ale kiedy wchodzimy na trening jesteśmy wszyscy razem. To jest najważniejsze: to poczucie wspólnoty i bycia swojego rodzaju rodziną.
To nie do końca tak. Nie przesadzajmy z liczbami, bo nikt tego nigdy dokładnie nie liczył. Jeśli chodzi o te fundamentalne techniki to nie ma ich znowu aż tak wiele i nie są one wyjątkowo skomplikowane. Aby je opanować w bardzo dobrym stopniu wystarczy 3-5 lat treningów. Większe wyzwanie stanowi ujarzmienie swojej mentalności, swojego serca (kokoro). Potrzeba znacznie więcej sił i czasu, żeby się tym należycie zająć, ale bywa, że nigdy się to nie udaje i człowiek odchodzi w pół drogi.
Reklama
Ćwiczenie zakłada, że przeciwnik nie jest tylko rywalem, ale też partnerem, który pomaga nam osiągnąć nasze cele. W Japonii jest to część tradycji - wchodząc do Dojo należy okazać szacunek wobec nauczyciela i senseia, ale też aikidoków wyższego stopnia. Wszystkie te zachowania regulowane są przez etykietę Dojo. Ważnym jest też, aby w Dojo było czysto i nie chodzi tu wcale o estetykę. Sprzątając matę aikidoka ma poczucie, że wymiata różne brudy także z własnej duszy.
W pierwotnych technikach, kiedy partner atakował nas tylko ręką, wystarczyło cios zablokować, nie było potrzeby schodzenia z linii ataku. Kiedy jednak przeciwnik posługuje się jakąś bronią, nożem lub mieczem, wtedy przeciwstawienie się temu atakowi nie byłoby wystarczające, bo wymagałoby zbyt wielkiej siły. Nam chodzi o znalezienie słabości przeciwnika i wykorzystanie jej przeciw niemu. Nawet silny i wielki rywal ma słabe punkty, które mogą posłużyć do jego obezwładnienia. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie one się znajdują i dostosować swoją technikę.
Reklama
Przeciwnik jest człowiekiem, którego coś trapi i który z tego powodu chce nam zrobić coś złego. Nie znaczy to jednak, że mamy się do niego upodabniać?
Bronią w aikido mogą być także słowa?
Przez 11 lat trenował Pan pod okiem twórcy współczesnego aikido O-sensei Ueshiba Morihei. Jak sensei wspomina ten okres?
Słynie sensei nie tylko ze swojej biegłości w aikido, ale też z jasnych i systematycznych metod nauczania. Co daje większą satysfakcję: rozwój własny czy przekazywanie swojej wiedzy innym?
Czym jest „musubi”?
Czy to prawda, że techniki wykonywane przez zaawansowanych praktyków, którzy osiągnęli pewien stopień mistrzostwa, nie pozostawiają po sobie żadnych kontuzji?
Na początku filozofii aikido jest to, żeby nie prowokować, nie wywoływać agresji w drugim człowieku, unikać konfliktowych sytuacji. Kiedy z kimś dyskutujemy, a nasz rozmówca jest czymś pobudzony i skłonny do konfliktu my też „nakręcamy się” razem z nim. Nasze argumenty się kumulują i coraz trudniej jest nam osiągnąć kompromis, co czasami kończy się na – za przeproszeniem – mordobiciu. Jeśli obaj damy z siebie po 80% tej zajadłości skończy się to źle. Kiedy my ograniczymy poziom agresji do 20% znacznie łatwiej będzie nam opanować zaistniałą sytuację. Wiele zależy od naszych emocji. Inaczej sprawa wygląda, kiedy chcemy komunikacji, chcemy rozmawiać, ale mamy do czynienia np. z osobą nieśmiałą. Wtedy my musimy dać z siebie te 80%, aby doszło do porozumienia.
Reklama

Sensei słynie nie tylko ze swojej biegłości w aikido, ale też z jasnych i systematycznych metod nauczania
Słowa są bardzo ważne. Ważne jest to, żeby nasze myśli były dobre i właściwe, ale też w odpowiedni sposób wyrażone.
Aikido nie jest sztuką skostniałą, ale wiele zależy tu od instruktora, który dostosowuje swoje nauki do współczesnych realiów. Pojawiają się nawet techniki, które nie biorą swego początku z tradycji aikido. Zawsze może się znaleźć ktoś, kto wymyśli coś nowego.
W owym czasie aikido nie było jeszcze tak popularne jak dziś. Mój pierwszy dan, którego otrzymałem w 1959 roku, miał numer rejestracyjny 721, teraz te liczby są nieporównywalnie większe. Wtedy nie myślałem jeszcze o tym, że sam będę nauczycielem, to zdecydowało się znacznie później. Do dzisiaj zresztą nie uważam się za nauczyciela aikido. W moim rozumieniu nauczyciel to ktoś, kto poświęca się jedynie temu i jednocześnie jest to dla niego jedyny sposób zarabiania na życie. W moim przypadku tak nie jest.
Reklama
Niektórzy skupiają się bardziej na własnym rozwoju i własnym mistrzostwie, są też urodzeni nauczyciele, którym zależy na posiadaniu własnego Dojo i własnych uczniów. Dla organizacji niewątpliwie bardzo ważne jest, aby nauczyciele wychowywali swoich podopiecznych i promowali ich na coraz wyższe stopnie. Aikido najlepiej rozpowszechniać przysparzając wysokich stopni swojej organizacji. To jedno. Równie ważne jest oczywiście to, jakim człowiekiem jest nauczyciel, jaką prezentuje postawę wobec życia i społeczności. Decydują zdolności i charakter człowieka, pewne inklinacje, które przejawia on w tym kierunku. Pierwsi uczniowie O-senseia, którzy w bardzo młodym wieku szli nauczać w świat mieli w sobie tę pasję i ona im pomagała. Pasję dzielenia się i szerzenia tego aikido, którego sami nauczyli się od założyciela. Na początku to było najistotniejsze.
Ja mam bardzo sprecyzowane podejście. Uważam swoją pracę za rodzaj misji, która polega na propagowaniu tego, co O-sensei (założyciel Dojo) stworzył i czego nauczał, a zwłaszcza jego filozofii - czemu służy aikido i z jakiego powodu właściwie powstało. Moja misja to opowiadanie o tym innym ludziom, zarówno na takich seminariach jak tu, w Złotowie, ale również w swoim „rodzinnym” Dojo.
Reklama
Tak było w istocie, a o zmianach decydowała głównie indywidualność nauczycieli. Jedni skupiali się na sile i skuteczności, inni znów skłaniali się bardziej ku filozofii. Te zmiany często przychodzą z wiekiem i z upływającym czasem. Sam widzę to na własnym przykładzie. W Ibaraki Dojo, czyli tam gdzie ja prowadzę zajęcia, trening w zasadzie nie uległ wielkim zmianom w stosunku do lat minionych. Być może dawniej trening faktycznie był nieco bardziej „szorstki”, ale kiedyś tak się właśnie wszyscy wychowywaliśmy, a Dojo nie było tu wyjątkiem. Tak jak dawało się kiedyś dziecku „wychowawczego” klapsa, tak nowicjusze nie mogli liczyć na macie na zbytnią delikatność. Twarda technika, łzy i siniaki były rzeczą normalną.

Nawet silny i wielki rywal ma słabe punkty, które mogą posłużyć do jego obezwładnienia
Będę chciał ćwiczyć do śmierci. Dlaczego? To bardzo proste: wiem, że jak pójdę na tamten świat i spotkam się tam z O-senseiem, to albo mnie pochwali, albo zgani, a chciałbym jednak, żeby mnie pochwalił za to, że starałem się do samego końca (śmiech). O-sensei pragnął dzięki aikido zbliżyć ludzi do czegoś lepszego, czegoś wyższego. Wierzył, że jeśli nauczą się panować nad swoimi emocjami, nauczą się wyzbywać egoizmu i zrozumieją, że wszyscy są częścią tego samego świata, to pojmą, że nie konflikty i wojny są naszym przeznaczeniem, tylko braterstwo. Celem jest stworzenie lepszego świata, lepszego niż ten który jest. Moja praca jest tylko drobną cząstką całego wysiłku potrzebnego do tego, aby marzenie O-senseia się spełniło. Dlatego nazywam to swoją misją, dlatego jeżdżę po świecie i przekazuję tę wiedzę innym.
Reklama
Uczymy się przewidzieć zagrożenie, ale też ukierunkowujemy swoje myśli na jak najskuteczniejsze rozwiązywanie konfliktów. Człowiek ma naturalną skłonność do myślenia „na przód”. Na przykład budując dom musi wyobrazić sobie, że wybucha pożar i zaplanować sobie drogi ewakuacji, wybierając się w podróż samolotem musi wpierw pomyśleć o swoich obowiązkach zawodowych i rodzinnych w razie katastrofy, niektórzy idą jeszcze dalej, planując nawet swój pochówek. Ja osobiście staram się tak żyć, aby być przygotowanym na wszystko, bo nigdy nie wiemy, kiedy to na nas przyjdzie czas. Powinniśmy być na to zawsze przygotowani, myśląc zawczasu o sprawach duchowych i ziemskich.
Wierzę, że po śmierci nasze ciała zostaną tutaj, ale nasze dusze udadzą się do innego świata, gdzie w zależności od tego, jak wykorzystaliśmy naszą doczesność, czekać już będzie odpowiednia kwatera. Władza i pieniądze mogą znaczyć coś tutaj, ale z pewnością nie tam. Nigdy nie potrzebowałem super samochodu, wielkiego domu i powszechnego uznania. Jedyne co możemy „tam” ze sobą zabrać to nasze uczynki wobec bliźnich. Tego właśnie nauczyło mnie aikido. I jeszcze tego, żeby cieszyć się każdym dniem. Dla mnie to bardzo proste, może dlatego, że nie mam się czym specjalnie martwić.
Reklama
Musubi to inaczej węzeł, związek. W filozofii aikido oznacza więź łączącą moje serce z sercem partnera. Kiedy kogoś nie lubimy, ta druga osoba może to z nas „wyczytać”, nawet jeśli nie dajemy tego po sobie poznać. Widać to w odruchach naszego ciała, które nie ukrywa takich rzeczy, nasz wzrok też nie zawsze jest w stanie ukryć naszych prawdziwych emocji. Kiedy kogoś lubimy, dużo łatwiej jest się „zdradzić”. Przeprowadzono kiedyś eksperyment z kwiatkami w dwóch wazonach. Jednej roślinie ciągle mówiono, że jest beznadziejna, szara i nic nie warta, drugą traktowano z czułością i delikatnością. Wynik eksperymentu był łatwy do przewidzenia. Roślina traktowana źle szybko obumarła, a druga rozkwitła. W amerykańskiej telewizji widziałem kiedyś eksperyment, w którym do kapusty podłączono elektrokardiogram. Kiedy kapusta leżała sobie spokojnie, nic się nie działo. Kiedy zbliżył się do niej człowiek z nożem, na EKG od razu pojawiły się zygzaki. Potem do skoków na amplitudzie wystarczyło, żeby człowiek wszedł do pomieszczenia. W każdym stworzeniu jest zdolność odczuwania, nawet rośliny mają kokoro, czy inaczej damashii. Pierwsze słowo oznacza „serce”, a drugie „duszę”, ale często używa się ich zamiennie. Wyrażają one część niematerialną, nie ulegającą biologicznej degradacji, która zostaje i służy nam do rozpoznawania tego, co nienamacalne, jak np. emocje.
Tradycyjny Japończyk ma w sobie wielki szacunek do wszystkiego, nawet ryżu, który jest naszą narodową potrawą. Kiedy zaczynamy jeść mówimy słowo „itadakimas” [nie mające polskiego odpowiednika – red.] - podziękowanie za to, co się je, ale również temu, co się je. Jest to wyraz szacunku dla tych organizmów, które pozbawiamy życia w celu zaspokojenia własnych potrzeb. Aby żyć muszę się tobą pożywić, ale jestem ci wdzięczny za to, że ty poświęcasz swoje życie. Wcale nie jesteśmy lepsi, nie zabijając zwierząt, bo wszyscy jesteśmy częścią życia, także rośliny. Lepsi stajemy się okazując szacunek dla naszych pokarmów, jakie by one nie były.
Reklama
Czasy się zmieniają i powoli przybywa kobiet-aikidoczek. Z pewnością panie mają wielkie predyspozycje do zgłębiania tajników tej sztuki. Potrzebne są do tego tylko dobre chęci i emocje, a ciało dostosuje się do nich. Ważne jest to, czego sami chcemy się nauczyć, ale też to, czego życie nauczy nas samo. Każdy dzień jest okazją do samodoskonalenia, nie jest ważne, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną.
Dawniej mówiono: Najlepiej, żeby nigdy się tak nie zdarzyło, aby ktoś przez ciebie ucierpiał. I nie chodzi o to, żeby to się nie stało, bo nie mieliśmy takiej okazji - po prostu mieliśmy szczęście i nigdy nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji, kiedy mogliśmy komuś zrobić coś złego. Musimy umieć się obronić. Trzeba być ukierunkowanym na to, żeby najpierw zażegnywać agresję w zarodku, a jeśli to nie pomoże, spacyfikować przeciwnika tak, żeby obyło się bez urazów. Efekt końcowy jest oczywiście mocno uzależniony od poziomu naszego wytrenowania.
Seminaria prowadziłem już w kilkunastu miejscach na świecie, ale najbardziej podoba mi się tu, w Polsce. Czuje się, że ci, którzy to organizują, świetnie ze sobą współpracują. Są zgrani i mają do siebie zaufanie. Bardzo to doceniam. Ich rodziny znają się i wspierają, dobrze się czuję w takiej atmosferze i wiem, że złotowianie mają należyte podejście do aikido. Niesamowita i ujmująca jest także polska gościnność. Nie wiem jak zabiorę się do domu z tymi wszystkimi prezentami.
Rozmawiał Leszek Chełmowski
Tłumaczenie z japońskiego: Alicja Klubek [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze