Czy dom z poprzedniego wieku, wykonany ze słabych jakościowo materiałów warto przerabiać, by zrobić dom tani w eksploatacji i neutralny dla środowiska? Adam Tomaszewski pokazuje, że tak. Przetarł ten szlak samodzielnie, a efekty jakie uzyskał robią wrażenie!
Swojego domu nie budował samodzielnie. Kupił powstałą w latach 80. budowlę. Dom jakich wiele budowało się w tamtych czasach. Budynek był jednak ciekawie położony. Roztaczał się z niego piękny widok jak z obrazka na całą okolicę. To on go urzekł najbardziej. Fakt, iż dom powstawał za czasów PRL sprawił, że można w nim natrafić na „ciekawe” rozwiązania. Dla przykładu ściany na różnych kondygnacjach mają różne grubości - od kilkunastu centymetrów pod dachem do kilkudziesięciu na parterze. W PRL-u budowało się nie z tego z czego się chciało, lecz z tego, co udało się wystać, załatwić, bądź co akurat rzucili na skład GS-u. Jak duże znaczenie miało to dla działań pana Adama napiszemy nieco dalej. Tak czy inaczej mówimy o budynku o powierzchni użytkowej 250 m2 i trzech, a w sumie nawet czterech kondygnacjach, na które składają się piwnica, parter, piętro oraz poddasze nieużytkowe nad piętrem. Było z czym się mierzyć. - Gdybym wtedy wiedział co mnie czeka, wolałbym budować od zera – mówi Adam Tomaszewski.
Zamiast węgla pompa ciepła
Pierwotnie dom pana Adama był wyposażony w piec na węgiel. Nie był to jednak kocioł wykonany w najnowszej technologii z ekologicznymi certyfikatami określającej klasę, z zaawansowanym sterowaniem, maksymalnie wykorzystujący opał. Nic z tych rzeczy. Kocioł nie miał nawet podajnika. Posiadał podstawowy nadmuch i sterownik. - Było przy nim sporo pracy, ładowania węgla, czyszczenia, wynoszenia popiołu. To był brudna, mozolna robota – mówi Adam Tomaszewski. Razem z żoną doszli do wniosku, że piec należy czym prędzej wymienić. - Mam problemy z kręgosłupem. Nie mogę zbytnio dźwigać. Ponadto myśleliśmy o ogrzewaniu także w taki sposób, żeby w razie, gdyby mnie zabrakło, żona mogła obsługiwać ten system bez przerzucania ton węgla, czy innego opału, na przykład ekogroszku bądź pelletu – dodaje. Wcześniejszy kocioł, gdy przychodził sezon zimowy spalał nawet tonę opału na miesiąc przy temperaturze na piecu na poziomie 45 st. C. - Wtedy, przed 2020 rokiem, to był koszt około 1300 zł na miesiąc. Później gdy ceny węgla poszybowały w górę pomyślałem, że nawet jeżeli koszt utrzymania pompy ciepła będzie podobny, ale nie będzie przy tym pracy – wchodzę w to rozwiązanie – wspomina Adam Tomaszewski. Gdy w 2019 roku na terenie gminy Złotów zaczęły się działania wokół wspieranego przez samorząd programu instalacji w domach odnawialnych źródeł energii, mieszkaniec Międzybłocia nie miał wątpliwości, że zdecyduje się wziąć w nim udział. Namawiał także innych. Na jego domu zamontowano fotowoltaikę o mocy 5 kW. Stanęły też kolektory na ciepłą wodę użytkową. Kuszące było dofinansowanie, na poziomie sięgającym grubo ponad 80%. W 2020 roku zamontował pompę ciepła o mocy 15 kW. Kosztowała wówczas 35 tys. złotych. Pan Adam zwraca uwagę na coś jeszcze. - Nie wybrałem pierwszej lepszej pompy. Poszedłem do fachowców, poczytałem w internecie, prześledziłem temat wzdłuż i wszerz, i zdecydowałem się na rozwiązanie, które pochodzi ze Skandynawii. Jeżeli w ich, jeszcze surowszym klimacie się sprawdza, wiedziałem, że u nas też da radę – stwierdza. Pan Adam przestrzega przed pochopnym wyborem urządzenia i zwracaniem uwagi tylko na cenę. - Po tych czterech latach od czasu, kiedy kupowałem pompę, rynek urządzeń rozrósł się niesamowicie. Dominują chińskie rozwiązania. Wiem, że pojawiają się firmy, które przyjeżdżają także do naszej gminy, gdzieś z Polski i nagabują na montaż pomp. Nie szedłbym tą drogą. Warto popytać tych, którzy już użytkują pompy, jakie mają urządzenia, jak to się sprawdza, czy coś się psuje, jaki jest serwis? Z moją pompą mam spokój. Nie dzieje się nic, ale wiem, że nie u wszystkich jest tak różowo. Wiele zależy od urządzenia – mówi Adam Tomaszewski.
To już nie ten sam dom
Fotowoltaika i kolektory na ciepłą wodę na dachu to jedno. Pompa ciepła – drugie. Jednak pan Adam wykonał mnóstwo pracy, by swój dom poprawić pod kątem zużywanej energii. Pisaliśmy o grubości ścian – różnej na różnych kondygnacjach. To spowodowało, że musiał wybierać styropian o różnych grubościach, od kilku do kilkunastu centymetrów, by zaizolować od zewnątrz ściany. Porządnie zaizolował fundamenty styropianem, wkopując się 1,5 m w ziemię, by docieplić najniższą kondygnację. Ponadto wymienić musiał też stolarkę drzwiową i okienną. Tam gdzie było to możliwe, zamontował ogrzewanie podłogowe i montuje je dalej. Ma je na powierzchni 1/3 domu. Pozostałe 2/3 grzeją kaloryfery. - Dół cały rozkułem. Mnóstwo pracy z tym było, ale nie żałuję. Działam sobie z tym powoli i widzę, jakie to daje efekty. Mam kamerę termowizyjną, robię pomiary i zapiski. Każdy dodany element tej układanki o nazwie docieplenie – izolacja domu daje efekt – mówi. Zaizolowany został także strop, bo wcześniej były tylko deski i glina. Uzupełnił poddasze wełną mineralną. Za ogrzewanie pompą ciepła płaci mniej niż gdy grzał węglem. – Owszem, sporo zainwestowałem w termomodernizację domu, ale to i tak wcześniej czy później, trzeba by było zrobić, żeby nie marnować opału. Nowe budownictwo jest już pod tym względem zupełnie inne. W tych projektach myśli się o oszczędzaniu energii. W moim domu z lat 80-tych musiałem to wszystko poprawić samodzielnie. Najważniejsze dla mnie jest też to, że nie muszę chodzić wokół pieca, nie ma tej pracy – mówi Adam Tomaszewski. Choć fotowoltaika nie pokrywa całego zapotrzebowania na prąd w jego domu, zestaw 5 kW obniża rachunki w skali roku o 3-4 tys. zł. Od wiosny do jesieni pompy ciepła nie używa często, tylko w przypadku gdy przez tydzień jest pochmurno. Ciepłą wodę użytkową w zdecydowanej większości zapewniają kolektory. Zdaniem właściciela domu, to rozwiązanie warto posiadać. U siebie rozwiązał ten system jeszcze w taki sposób, że nadmiar niezużytej wody wpuszcza w ogrzewanie podłogowe, do najniższej partii domu.
Trzeba się przestawić
Czy taka eko przebudowa ma tylko zalety? - Jest ich dużo, ale nie wszystko jest na plus. Ci, którzy w starszym domu, użytkując pompę ciepła, lubią mieć zimą 24-25 stopnie Celsjusza, muszą liczyć się z tym, że albo zmniejszą tę temperaturę, albo zapłacą wyższy rachunek – przestrzega Adam Tomaszewski. Każdy stopień w górę ma znaczenie w zużyciu energii. - Mówimy o ogrzewaniu niskotemperaturowym, gdzie woda w układzie centralnego ogrzewania ma około 30-33 st. C. Początki nie były łatwe, ale przywykłem, że w domu mam 22 a nie 24 czy 25 st. C. Z tego co zauważyłem, takie temperatury z jakiegoś powodu w Polsce lubimy. Na Zachodzie, np. w Holandii, ludzie oszczędzają energię, mają właśnie maksymalnie 21-22 st. C. Jeśli jest im chłodniej, zakładają na T-shirt sweter. Też tak robię. Zauważyłem natomiast jedną rzecz. Funkcjonując w temp 22 st. C nie czuję się senny, mam więcej energii – dzieli się swoim doświadczeniem. Wadą mogą być też koszty modernizacji starszego domu. Nie ma co ukrywać, że niemałe. - Niemal wszystko robię sam. Czasem tylko ktoś mi w czymś pomaga, ale też po znajomości. Gdybym to wszystko co zrobiłem chciał zlecić jakiejś firmie, zapłaciłbym ogromną sumę. Owszem, materiały budowlane znacznie podrożały, ale nie tak bardzo jak robocizna. Jednak gdy ktoś pyta mnie, czy bawiłbym się w to wszystko jeszcze raz i montował pompę ciepła, zdecydowanie odpowiadam” tak. Pewnie część rzeczy zrobiłbym inaczej, uniknął wielu błędów, ale podjąłbym się tego ponownie nawet w domu, który ma już swoje lata – stwierdza pan Adam.
Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!