Reklama

Stoi za kotem Filemonem

14/08/2012 00:00
Stworzył około sześćdziesięciu filmów rysunkowych. Kreślił Kota Filemona, Wróbla Ćwirka i bajkę "Zaczarowany ołówek". Nie lubi komputerów i cyfrowych bajek. Andrzej Gromek, animator filmów rysunkowych, od wielu lat odwiedza Płytnicę, do Łodzi wraca tylko na zimę

Zdecydowaną większość czasu emerytowany animator filmów rysunkowych Andrzej Gromek spędza w Płytnicy (gmina Tarnówka), choć na stałe mieszka w Łodzi. Gdy tylko pozwala mu na to czas, nawet na pół roku zaszywa się w swoim domku letniskowym, położonym wśród drzew, w pobliżu rzeki Płytnicy i tworzy. Ale już nie rysunki do "Przygód Kota Filemona", Wróbla Ćwirka czy innych niezwykle popularnych w latach 80-tych bajek, lecz rzeźbi, maluje otaczającą go przyrodę, fotografuje - robi to, na co przyjdzie mu ochota i czego zapragnie jego artystyczna dusza. W niewielkim warsztacie w Płytnicy ma wszystko co potrzebne jest rzeźbiarzowi do pracy. Przed wejściem stoją kolejne kloce gruszy. Czekają na nowy kształt i nową historię. Tutaj Andrzej Gromek czuje się jak ryba w wodzie. Zamyka drzwi warsztatu i otwiera wciąż nie spożytkowane źródła wyobraźni.

Z miejsca się zakochałem

- Płytnicę znalazłem w przewodniku kajakarskim. To były lata 70-te - wspomina Andrzej Gromek. - Niemal wszyscy, którzy trafili tutaj z Łodzi, przyjechali za moją namową - chwali się sędziwy już mężczyzna przed osiemdziesiątką. Do Płytnicy przyjechał jak większość wczasowiczów, za rybami. - Jeździłem na Mazury, nad Wisłę, Narew, Wartę, ale gdy znalazłem Płytnicę z miejsca się w niej zakochałem, a szczególnie w rzece, która charakteryzuje się niespotykanymi w okolicy wodami górskimi. Zauroczyło mnie to, że w jej nurtach jest pstrąg, lipień. W naszym rejonie takich ryb nie było.



Po raz pierwszy przyjechał tu z kolegą dużym, ruskim motocyklem o nazwie Iż. - Pierwszym człowiekiem, którego spotkaliśmy, był wędkarz. Skierował nas do ludzi, którzy nazywali się Podgałowie. Bardzo miło nas przyjęli, a my zarezerwowaliśmy sobie u nich miejsce na lipiec. Do Płytnicy wróciliśmy z rodzinami. Pierwsza wizyta okazała się zapowiedzią dłuższych i częstszych pobytów. Odtąd Andrzej Gromek każdego roku wracał do Płytnicy. Przez pierwszych dziesięć lat animator filmów rysunkowych wynajmował pokój u miejscowych, przez jakiś czas mieszkał w leśniczówce u Martenki. - Za każdym razem, gdy tu wracałem, oglądałem działeczkę, na której dzisiaj stoi mój domek. Kurcze, jak fajnie byłoby tu mieszkać - marzyłem po cichu. Marzenie ziściło się. - To były zupełnie inne czasy, nie można było mieć nic własnego, ale mi się udało. Pod koniec lat 80-tych bez wahania odkupiłem od Stasi działkę. Na początku lat dziewięćdziesiątych stał już domek w stanie surowym. Wykończeniem artysta zajął się sam. Od drewnianych schodów, przez meble w pokoju gościnnym, w kuchni, wykończenie tarasu. Razem z żoną powoli urządzali się. Projektowali działkę wokół. - Z drewnem miałem już do czynienia na początku pracy zawodowej, dlatego łatwo mi to przychodziło, ale płytki tutaj nauczyłem się kłaść - zdradza A. Gromek. Na ścianach zawisły obrazy jego autorstwa i portret żony. Na parapecie odlew z podobizną jednej z mieszkanek wsi, a w pokoju gościnnym portret Andrzeja Pukackiego, który wciąż czeka na nabywcę. Gdy stan zdrowia zmusił Andrzej Gromka do przejścia na wcześniejszą emeryturę, nadmiar czasu lokował w Płytnicy.
[[nowa_strona]]
Zaczynał w przyszłym Se-Ma-Forze

Płytnicę Andrzej Gromek odwiedzał już z dużym bagażem doświadczeń zawodowych. To był czas, gdy  dzieci zasiadały przed telewizorami, by oglądać przygody Kota Filemona albo Wróbla Ćwirka. - Animator to taki zawód niemal jak aktor - zdradza rysownik. - Radziłem sobie z różnymi scenami.

W szkole podstawowej był słabym uczniem. - Z biedą ją skończyłem. Nigdy nie byłem wybitny w dziedzinie nauki, ale jakoś mnie przepchnęli. Moja nauczycielka opowiedziała mi o szkole plastycznej i za jej namową poszedłem do Państwowego Technikum Sztuk Plastycznych w Łodzi na kierunek filmowy. Dopiero tam poznałem się trochę na plastyce - opowiada Andrzej Gromek. Zaraz po szkole w 1957 roku trafił do Wytwórni Filmów Lalkowych (tak nazywał się przyszły Se-Ma-For) w Tuszynie. Tam zaczynał od malowania makietek do scenografii, a potem rzeźbienia główek lalek. - Wiele się tam nauczyłem. Tworzyłem miniaturowe miasta, wioski, domki w odpowiednich proporcjach do lalki. Wszystko budowało się od podstaw. To była fajna sprawa, ale nie dawała mi pełnej satysfakcji twórczej. Kiedy przy ,,Se-Ma-Forze” powstał łódzki oddział filmów rysunkowych, Andrzej Gromek przeniósł się do niego i aż do emerytury pracował jako animator filmów i seriali.



Współtworzył m. in. ,,Zaczarowany ołówek”, ,,Przygody kota Filemona” i ,,Przygód kilka wróbla Ćwirka”. - Pamiętam jedną scenę z kota Filemona, z której jestem dumny. Babcia robiła sweterek z wełenki. Nitka z kłębka barankami szła do rączek babuni, a ona każdego przerabiała na sweterek. To ujęcie wielu pamięta. Nie było to proste, trzeba było zgrać czynności manualne babci i idące barany. Do tej sceny pozowała mi żona, podpatrywałem, jak się wtedy układają ręce. Za swoje twórcze osiągnięcia Gromek otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich.

Poza pracą zawodową łodzianin interesuje się innymi dziedzinami plastyki: grafiką, malarstwem, rzeźbą, metaloplastyką, po amatorsku. Pod koniec kwietnia tego roku w Galerii Pospieszna Poleskiego Ośrodka Sztuki w Łodzi odbył się wernisaż malarstwa, grafiki i rzeźby Andrzeja Gromka.

A. Głyżewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama