Reklama

Sukces to jest wiara... i właściwi ludzie - Jan Dulat i badminton powracają... w Jastrowiu

14/06/2016 06:00
Jan Dulat to w Złotowie człowiek symbol. Symbol badmintona. Kierowana przez niego sekcja przez 20 lat przynosiła chlubę miastu i jego mieszkańcom. Kiedy trener odszedł ze Sparty, nie było komu kontynuować pięknych tradycji. Badminton w Złotowie umarł… by po latach odrodzić się w Jastrowiu

Sport inny niż wszystkie

Badmintona nie da się porównać z innymi dyscyplinami.

Trzeba być jeszcze raz takim dobrym jak w innych sportach. Proste porównanie: prędkość lotki osiąga do 380 km/h, piłki tenisowej do 200 km/h

– wyjaśnia pokrótce Jan Dulat. Jak wygląda trening badmintonisty?

Oprócz spraw technicznych są to siłownia, biegi, ćwiczenia ogólnorozwojowe. Jest to sport o charakterze szybkościowo–wytrzymałościowym, mile widziane są tu świetna koordynacja i spore zasoby siły. Zawodnik cały czas jest w ruchu: przód, tył, góra, smecz… no i myślenie

Reklama

– podkreśla legendarny szkoleniowiec.

Silna psychika jest niezbędna. W sportach drużynowych zawsze ktoś nam pomoże. Ja staram się dzieciom wpajać badmintona także od tej strony mentalnej, taktycznej. Dlaczego grać krótkim serwem? – żeby przeciwnik podniósł lotkę, a ty żebyś mógł smeczować. Badminton to nauka myślenia i to szybkiego, z czasem staje się to już odruchem u zawodnika. Są tacy, którzy spalają się już przed meczem, inni znów, niczym bokserzy, używają gry psychologicznej. Jeśli człowiek się boi usztywnia się

Reklama

– klaruje podstawy Jan Dulat.

Dzieci czasem się dziwią, że potrafię skrytykować zawodnika, który wygrywa z innymi, a ja wtedy tłumaczę:

Do pewnego momentu można wygrywać będąc „luzakiem”, ale nie długo… On wygrywa, bo gra na luzie, a wy się boicie. Z czasem poczujecie się pewniej i nie będziecie bać się mocniej uderzyć, wtedy zaczniecie go ogrywać

– pan Jan odsłania rąbek trenerskich tajników.

W tej dyscyplinie od lat prym wiodą Azjaci. Europejczycy też osiągają wysokie wyniki na arenie międzynarodowej, choćby Szwedzi. Azjaci grają wszystko w dół, Europejczycy dostosowują styl gry do przeciwnika, do jego słabych stron. Wiele zależy tu właśnie od sposobu gry, od taktyki. Polacy są wyszkoleni tak dobrze jak Azjaci, tylko są o ułamek sekundy wolniejsi

Reklama

– wyjaśnia trener.

W Polsce badminton nie jest popularny, choć jest teraz taki boom na badminton rekreacyjny. W każdym mieście coś w tym kierunku się robi. Będąc w Szkocji pół roku temu wchodzę na halę, a tam boiska w rządku, wszystko przygotowane, kto chce przychodzi i gra…

Był w Złotowie taki czas…

Wychowałem się w Zbąszyniu, to stamtąd wywodzą się pierwsi mistrzowie Polski z roku 1964 w grze mieszanej, Stanisława i Bolesław Suterscy. Sam zacząłem grać 55 lat temu. Nie było jeszcze wtedy Polskiego Związku Badmintona, imprezy organizowały TKKF–y. Byłem gdzieś tam w czubie w woj. poznańskim wtedy, drugi, trzeci… Choć był taki zawodnik z Leszna, z którym nie mogłem wygrać, ale to chyba gdzieś w psychice bardziej siedziało

Reklama

– wspomina pan Jan.

W Złotowie wszystko zaczęło się, kiedy pracowałem w Polmo. Organizowali tam mistrzostwa regionu północnego, będące eliminacją Mistrzostw Polski Związków Zawodowych Metalowców. Poszedłem zobaczyć. Popatrzyłem tak i założyłem się o beczkę piwa, że dam im fory 13:0 i że wygram mecz do 15 punktów. No i wygrałem, choć piwa do dziś nie dostałem… Te mistrzostwa organizował Paweł Wroński. I tak to się zaczęło

– nasz rozmówca opisuje genezę gry w kometkę w Złotowie.

Wygrałem zawody rejonowe, a na Mistrzostwach zająłem III miejsce. W TKKF–ie w Złotowie wspólnie z Waldemarem Rafalskim i Czesławem Trusińskim zaczęliśmy organizować turnieje. Potem badminton pojawił się w szkołach i wreszcie, w 1984 roku, powstała też sekcja badmintona w Sparcie Złotów. Była 10–osobowa grupa seniorów, do tego sporo młodzieży

Reklama

– wspomina trener Dulat.

Naprawdę sporo osób się tam przewinęło, mieliśmy trzy boiska treningowe. Czasem w czterdzieści osób jechało się „ogórkiem” na zawody. Były i sukcesy.

Wywalczyliśmy nawet z klubem prawo do gry w pierwszej lidze, ale ze względów finansowych tam nie zagraliśmy. Wszystko to było możliwe dzięki świetnym ludziom. Swoje cegiełki dołożyli m.in.: śp. Brunon Radowski, Jerzy Janiak i Jerzy Jankowiak. To był czas pogody dla badmintona. Skończyło się, bo pojawiła się inna praca, inne obowiązki. Do tego zarząd nie miał jasno określonej dalszej wizji sekcji

Reklama

– podsumowuje swój „złotowski” okres Jan Dulat.

Sukces to jest wiara

Jedenaście lat minęło zanim o badmintonie znów zrobiło się głośno w naszym powiecie. Jak nietrudno się domyśleć, we wszystkim maczał palce nasz rozmówca. Jak trafił do Jastrowia?

Trochę przypadkowo, za sprawą synowej. Usłyszałem, że coś tam się dzieje.

Stowarzyszenie [Wielkopolskie Stowarzyszenie Społeczno–Gospodarcze – red.] wiele dobrego zrobiło dla jastrowskiego badmintona, dla samej jego popularyzacji. Wiadomo, że nie każdy zostanie zawodowym graczem. I nie trzeba tu zbytecznych wydatków, nie potrzeba rakiet za 300 złotych, wystarczą takie za 40

Reklama

– podkreśla trener Dulat.

Rodzice po jakimś czasie postanowili zrobić oddzielną sekcję badmintona. To właśnie od dołu, od rodziców wszystko się zaczęło, to oni mnie do tego namówili. Założyliśmy UKS „Kometka”, kiedyś nazywaliśmy tak grę w badmintona. Mamy taki plan – dzieci, które są teraz w trzeciej klasie, jak będą w szóstej – żeby zorganizować Mistrzostwa Polski Młodzików w Jastrowiu i zdobyć tam dobre miejsca. W Złotowie w 1991 roku w Szkole Podstawowej nr 3 udało się zorganizować Młodzieżowe Mistrzostwa Polski. [Elwira Milczyńska zdobyła tam brąz w singlu i złoto w deblu – red.].

Reklama

W Jastrowiu z dziećmi grają też ich rodzice.

To był mój warunek

– podkreśla szkoleniowiec.

Rodzice przypilnują, atmosfera jest inna… Badminton w Jastrowiu żyje dzięki rodzicom tych dzieci, dzięki dyrekcji Szkoły Podstawowej, dzięki burmistrzowi, który także nas wspiera. W zajęciach w Jastrowiu pomagają wszyscy, którzy mogą: pani Marzena Głuszek wicedyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno–Wychowawczego, na drugim korcie zajęcia prowadzi Karolina Woźniak wuefistka z gimnazjum w Jastrowiu, pomaga też komendant Policji w Jastrowiu podinsp. Błażej Redzimski. Artykuły, które pięknie pisze pani Joanna Redzimska również służą całemu przedsięwzięciu

Reklama

– trener wylicza autorów boomu na badminton.

Zaczęliśmy w październiku, najpierw był jeden trening tygodniowo. To trochę mało, więc teraz są już trzy. Wszystko tak jak chciałem

– mówi pan Jan.

Za nikim nie muszę biegać, do nikogo nie muszę mieć pretensji. Wyjazdy zapewniają rodzice. Wszyscy są otwarci i pomagają jak mogą. Ja jestem tam tylko trenerem. Moja w tym wszystkim jest jedynie satysfakcja

– mówi nam legenda lokalnego badmintona.

Fajnie byłoby wprowadzić w szkołach choć jedne zajęcia z badmintona dla dzieci z klas 1–3, ale i to da się zrealizować

Reklama

– zaraża optymizmem Jan Dulat.

Teraz w dwóch grupach w Jastrowiu ćwiczy około 20 dzieci: jedna grupa z klas trzecich i zaczynająca przygodę z badmintonem grupa 1–2–klasistów. Praktycznie co tydzień ktoś dochodzi.

W sukces trzeba wierzyć, wtedy on przyjdzie

– zaznacza Jan Dulat, który jest jak oś kręcącego się coraz szybciej koła.

Nie ma tu wizji

W Złotowie przy Szkole Podstawowej nr 2 rozpocznie się wkrótce budowa nowej hali sportowej. Ma tam m.in. powstać centrum squashowe.

Centrum squasha z jednym kortem?

– dziwi się pan Jan.

Dużo lepszym pomysłem tu w Złotowie byłoby stworzenie centrum badmintonowo–squashowego. Właściwie wystarczy wyrysować linie boiskowe, zakupić maty [w chwili obecnej na żadnym obiekcie ZCAS nie ma linii boiskowych do badmintona – red.], przy centrum mogłaby też powstać sekcja dla dzieci. Dzieliłem się tym pomysłem z burmistrzem, wyliczyłem, że są to niewielkie pieniądze. Nie spotkałem się niestety dotąd z żadnym odzewem ze strony władz miejskich

– ubolewa trener Dulat.

Tu trzeba ludzi, którym by się chciało. Kiedy badminton zaczynał się w Złotowie, był dyrektor „Jedynki” Ryszard Szymaniak, dyrektor Teresa Cicha, dyrektor Alicja Andrzejewska z Ogniska Pracy Pozalekcyjnej

– to byli odpowiedni ludzie na odpowiednich miejscach. Z takimi osobami wszystko można było osiągnąć. Teraz to jest problem, ludzie myślą:

Znowu trzeba coś zrobić… To jest ta różnica

– dodaje Jan Dulat.

Tymczasem założenie klubu to tylko koszt zatrudnienia instruktora, do tego sala, 1500 zł na rakietki, lotki za 800 i cały sezon można grać. Nawet gdyby taki pomysł nie wypalił, to pozostanie baza, dzieci będą „zagospodarowane”. Tak czy siak byłaby to wartość dodana. Dla dzieci z klas 1–3 nie ma w mieście oferty sportowej. Akademie sportowe w Złotowie nie sprawiają, że ktoś do nas przyjeżdża. Tu jest tylko wewnętrzna rywalizacja pomiędzy nimi

– martwi się pan Jan.

Wystarczy chcieć to pchnąć do przodu, odbiorcy się znajdą. W Złotowie można by naliczyć z 200 osób związanych w ten czy inny sposób z badmintonem. Przewodniczący Rady Miejskiej Złotowa Krzysztof Żelichowski był przecież jednym z wyróżniających się badmintonistów złotowskich

[on, Elwira Milczyńska, Katarzyna Szala i Wojciech Kaźmierowski zdobyli drużynowo 5. miejsce w Mistrzostwach Polski – przyp. red.].

Nikt by sobie nie przypomniał o Dulacie, gdyby nie badminton w Jastrowiu i gdyby nie artykuły w prasie właśnie. Bo jeśli nie Złotów, to może zrobi to Jastrowie. Mają tam bazę, ponad 200 miejsc noclegowych, jeziora, tereny treningowe… Idealnie by było, gdyby badminton pojawił się również w Złotowie, ale tylko w szkołach

– zaznacza trener Dulat.

Wtedy marzenia o centrum mogłyby mieć realny wymiar

– podkreśla.

Zrobić ośrodek na poziomie krajowym czy nawet europejskim. Da się to zrobić. Po co? Zaczną przyjeżdżać do nas ludzie

– wyjaśnia trener.

Porządny turniej badmintona to około setka ludzi. Muszą gdzieś spać, coś jeść… Miasto trąbi, że Złotów to miasteczko turystyczne, ale nie samą promenadą da się to zagospodarować. Takich promenad w Polsce jest wiele, a takich ośrodków nie ma. Wystarczy taka hala i pewna otoczka, bo ośrodek to nie tylko turnieje, to także obozy treningowe, letnie i zimowe. W mieście brakuje wyobraźni

– konstatuje niepocieszony trener.

Zbudowano stadion, na który nikt nie przyjeżdża, bo nie ma warunków do treningów. Obok jest Zacisze, które narzeka, że nie ma obłożenia. W interesie hotelarzy jest pomoc takim inicjatywom, bo to jest interes wspólny. Nie mój, nie twój, a wspólny… Wiadomo, od samego startu wiele jest problemów organizacyjnych, potrzebna jest współpraca, zaangażowanie różnych podmiotów

– przekonuje zasłużony trener.

Mówi się, że nie mamy sukcesów, bo nie mamy klas sportowych. W takiej klasie z dwadzieściorga dzieci do danej dyscypliny predyspozycje będzie miało sześcioro z nich. Po co to? Żeby było więcej godzin dla prowadzącego i trzeba to głośno powiedzieć. Szkoły sportowe tak, ale średnie. Żeby pojawił się sukces nie może być bylejakości. Mieszkam tu czterdzieści lat i zawsze tak było, potrzeba by zmienić cały system szkolenia, żeby coś się ruszyło. Dzieci kończą szkoły i nie zostaną w Złotowie, żeby grać w piłkę. To takie wieczne mydlenie sobie oczu. Dodatkowo szwankuje współpraca pomiędzy miastem, gminą i powiatem. Nie ma tu wizji.

Z Janem Dulatem rozmawiał Leszek Chełmowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    lidia - niezalogowany 2016-06-14 11:16:03

    Pamiętam lata 60-te z Zbąszynia z Basią i Januszem Dulatem......

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama