Reklama

Święte ptaki

26/08/2012 00:00
Już od Józefa zadzierają głowy w górę i wypatrują bocianów. Liczą na to, że którejś wiosny wreszcie zjawi się wyratowany przez nich od śmierci Kubuś. Wychowany na białym salcesonie ptak, którego Janusz Rospłoch nauczył latać

Gdyby nie spostrzegawczość pana Janusza, Kubuś zginąłby marnie w dziobach piskląt ze swojego gniazda, bowiem bocianica, chcąc ratować od głodu swój przychówek, wyniosła najsłabsze w pole i dziobiąc, przygotowywała posiłek dla gromadki, którą chciała utrzymać przy życiu. – Widziałem, jak bocian sfruwa z gniazda i ma coś białego przy szyi. Myślałem, że zaplątał się w reklamówkę – o wydarzeniach sprzed trzech lat opowiada J. Rospłoch. Nasz rozmówca, nie chcąc, by ptak męczył się z folią, zainteresował się nim. Podszedł i zobaczył zakrwawione pisklę. Odgonił bociana, a malucha zabrał do domu. – W jednej garści go przyniosłem – pan Janusz pokazuje dłoń – taki był malutki. Bocian w mig wyzdrowiał i rósł jak na drożdżach. Nic dziwnego, w końcu i pan Janusz, i jego małżonka Maria, serwowali mu najlepsze smakołyki: m.in. biały salceson, który uwielbiał, jajka i porcje rosołowe, które najpierw trzeba było drobno pociąć sekatorem. A żaby? – Żab bocian nie lubi – ze śmiechem wyjaśnia nasz rozmówca – musi być naprawdę głodny, żeby je zjeść.

Między swymi

Bociek miał u państwa Rospłochów jak u Pana Boga za piecem. Nie dbając o pokarm, całymi dniami przechadzał się po podwórku, zażywał kąpieli w przeznaczonej dla gołębi wanience, bratał się z kurami. Ze swoimi dobroczyńcami zaprzyjaźnił się tak bardzo, że zaczął reagować na imię. – Jak był w polu, krzyknąłem: „Kubuś, Kubuś” i przychodził od razu. Pod pachą go do domu niosłem – z uśmiechem opowiada pan Janusz. Bociek umiał się odwdzięczyć – pilnował domu jak pies, nie wahał się pogonić intruzów, o czym przekonał się kolega naszego rozmówcy. Czasami stał w bezruchu tak długo, że gościom trudno było uwierzyć, że to żywy ptak, a nie ogrodowa figurka. Zwłaszcza, że pozostały inwentarz lubującego się w ptactwie pana Janusza nieustannie tworzył rozgardiasz. Gołębie, trzepocząc skrzydłami, raz po raz wzbijały się w niebo, kury gdakały, przepiórki robiły zamieszanie – bocian stał. Stał i przyciągał odwiedzających. Państwo Rospłochowie gościli u siebie ciekawe Kubusia 6-latki ze Świętej, 3-latki, za małe na wycieczkę, przyjmowały ptaka u siebie. – Dawaj bociana w klatkę i pojechaliśmy – na tę opowieść kąciki ust J. Rospłocha znowu wędrują w górę.
[[reklama]]
Sztuka latania

Kubuś, jak inne bociany, był rzecz jasna kierującym się instynktem ptakiem, a nie żywą maskotką, więc kiedy pan Janusz zauważył, że rozpościera skrzydła i próbuje latać, postanowił mu w nauce dopomóc. – Stawiałem go na pryzmę kiszonki i tyle, na ile mogłem, biegałem wkoło i machałem rękoma. Sąsiedzi pewnie myśleli, że zbzikowałem – na to wspomnienie twarz naszego rozmówcy znów się rozjaśnia. – Bocian startuje jak samolot, pod wiatr – wyjaśnia J. Rospłoch, dodając, że nie od razu wiedział o bocianach wszystko, musiał przeczytać sporo publikacji. Podejścia do zwierząt nie sposób jednak wyczytać w żadnej z książek – po prostu trzeba je w sobie mieć. - To wielka uciecha i wielka frajda, jak się takie coś wychowa, człowiek jeszcze raz jest taki duży – przyznaje pan Janusz. – To wielka rzecz – kończy opowieść o Kubusiu.
[[nowa_strona]]
Adios!

Wkrótce bocian odleciał do Afryki, zainteresowanie ptactwem jednak pozostało. I kiedy już wydawało się, że z bocianami będzie spokój, pod dach państwa Rospłochów trafił Kajtek – dorosły ptak, którego poraził prąd. Oczywiście młodym osobnikiem o wiele łatwiej jest się zajmować, jednak pan Janusz postanowił podjąć wyzwanie i spróbować wykurować kolejnego nieszczęśnika. Efekt? Bardzo pozytywny. Po rekonwalescencji ptak wrócił do swoich. Bociany ewidentnie skradły serce naszego rozmówcy. – Gdziekolwiek jadę, patrzę, czy jakiś nie kuleje, czy przypadkiem nie trzeba któremuś pomóc – zdradza pan Janusz. Trzeba jednak wiedzieć, że nie tylko te ptaki mogą liczyć na jego opiekę. W domu naszych rozmówców kiedyś pojawił się też poturbowany dzięcioł. Niestety, nie udało się go uratować. Nie udało się też uratować bocianów, które dwa tygodnie temu rażone prądem spadły z transformatora w Nowinach. Jeden z nich był w fatalnej kondycji, pan Janusz wiedział, że nie da się go wykurować, natomiast drugi dawał spore nadzieje. – Myślałem, że z tego wyjdzie – opowiada nasz rozmówca, dodając, że zranione skrzydło goiło się szybko. Jak mówi, prześwietlenie nie wykazało żadnych złamań, to obrażenia wewnętrzne musiały być na tyle duże, że organizm ptaka w końcu skapitulował. - Jak ja to przeżywałem… Rodzina przyjeżdżała i mówiła: „nie przejmuj się, bo zawału dostaniesz” – opowiada. – Bociany to dla mnie tak jakby święte ptaki.

Będą jaja?

- Podejrzewam, że to jeszcze nie koniec bocianów – mówi Pan Janusz. Do myślenia dają mu ptaki, siedzące w gnieździe na zmianę. – Może jaja wysiadują? – zastanawiają się Rospłochowie. Jeśli ich przewidywania się sprawdzą, nie będzie wyjścia: z pomocą zięcia trzeba będzie zabrać jaja i dać je pod kurę. W końcu jesień tuż tuż, bociany na pewno nie zdążą ich wysiedzieć, a tym bardziej wychować młodych. – Będą jeszcze z tego cyrki – śmieje się pan Janusz.
[[reklama]]
Głowa do góry

Pomaganie oznacza olbrzymią satysfakcję, ale i wiele pracy, której przy obecnym inwentarzu i tak nie brakuje. Pan Janusz niczego nie rozpatruje jednak ani w kwestii nadmiaru obowiązków, ani w kwestii pieniędzy. Bociany to po prostu coś na kształt hobby. – Przyjdzie marzec to już ich wypatrujemy – opowiada – cztery, pięć dni po Józefie zazwyczaj są. - Kiedyś przyleciały dopiero na początku kwietnia, już myśleliśmy, że coś im się stało – o los ptasiej rodziny troszczy się również pani Maria.

- Przynajmniej mam zajęcie – całą rozmowę kwituje chorujący na stwardnienie rozsiane pan Janusz. – Gdybym nie miał nic, to bym tylko w domu siedział, a tak – trzeba wstać, wyjść, zabrać się do pracy – z twarzy mężczyzny nie schodzi uśmiech.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama