– Będę jak Święty Piotr – mówi rolnik Paweł Brożek żartując, że będzie posiadał swój własny klucz do kolejowego szlabanu.
W minionym roku kilkukrotnie pisaliśmy o przejeździe kolejowym, położonym na trasie biegnącej z Tczewa do Kostrzyna przez Zakrzewo, podlegającej pod zarząd PKP. W artykule pod tytułem „Przejazd zamykany na klucz” opisywaliśmy sytuację zakrzewskiej grupy kilkunastu rolników, korzystających z przejazdu położonego tuż przy ich polach, który miał zostać zlikwidowany lub zamknięty – jak zapewnia PKP, wyłącznie ze względów bezpieczeństwa.
Przypomnijmy pokrótce. PKP, na podstawie rozporządzenia Ministra Infrastruktury i Rozwoju, od dwóch lat likwiduje w całej Polsce otwarte przejazdy kolejowe. Zlikwidowano ich już około pięciuset. W gminie Zakrzewo są takie dwa. O ile jeden z nich (do Nowego Głomska) nie jest problematyczne, bo należy do innej kategorii i likwidacja go nie obejmuje, o tyle przyszłość drugiego, leżącego przy drodze wewnętrznej z Zakrzewa, prowadzącej na rolnicze pola, stanęła pod znakiem zapytania i stała się kością nieporozumienia pomiędzy rolnikami, PKP i gminą Zakrzewo, która nie była w stanie przejąć na swoje mienie przejazdu. Zarówno według rolników, jak i urzędników, zamknięcie przejazdu spowodowałoby poważne utrudnienia w komunikacji i po prostu znacznie skomplikowałoby codzienne życie rolników.
Gmina, nie chcąc zatem dopuścić do jego zamknięcia, podjęła interwencję w PKP. Po obszernej wymianie korespondencji i rozmowach telefonicznych okazało się, że jedynym rozwiązaniem, by uratować przejazd jest dopuszczenie go do użytku niepublicznego. Przejazd musi być stale zamkniętymi rogatkami, otwieranymi w razie potrzeby przez użytkownika. Przejazd musi być zabezpieczony szlabanem zamykanym na klucz przez opiekuna.
– Korzystanie ze szlabanu – mówił nam wówczas rzecznik PKP Radosław Śledziński – będzie możliwe na podstawie umowy zawartej pomiędzy PKP a użytkownikiem przejazdu, a opłata roczna za korzystanie z niego będzie ustalona indywidualnie.
Pod koniec grudnia okazało się, że tylko jedna osoba spośród kilkunastu protestujących w ubiegłym roku rolników pisemnie potwierdziła chęć użytkowania przejazdu.
– Ja po prostu muszę korzystać z tego przejazdu – mówi Paweł Brożek, rolnik.
– Ciekawy jestem, jak to ma teraz wyglądać, skoro jestem sam… – mówi zaskoczony, bo na spotkaniu z wójtem w ubiegłym roku było więcej osób, a swój sprzeciw wyraziło wówczas kilkunastu rolników.
– Kiedy są żniwa i koszenie kukurydzy – mówi pan Paweł – to kilkadziesiąt przyczep jeździ ode mnie tędy praktycznie non stop. Jeśli miałbym zamknięty ten przejazd, to musiałbym za każdym razem nadrabiać po kilka kilometrów. Jak się to ma do ekologii, zużycia paliwa, niszczenia dróg publicznych i w końcu straconego czasu? Na tych, którzy to wymyślili – mówi pan Paweł – to ja suchej nitki bym nie zostawił. Przejazd ten służy ludziom od 100 lat i teraz nagle komuś przeszkadza! Będę teraz jak Święty Piotr na tym przejedzie – mówi pół żartem, ale dodaje już bardzo serio:
– Będzie to dla mnie bardzo uciążliwe, ale chyba nie mam już wyjścia…
Julita Milczyńska, fot. A. Ławniczak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tylko dlaczego znaki STOP są po lewej stronie?! Powinny być po prawej!
ponadto wysokość na jakiej umieszczone są znaki pozostawia wiele do życzenia
Bo kiera po prawej
w stawnicy mi juz rok temu zabrali przejazd przy szosie
To straszne.a ile tam wyciągałas
Tylko dlaczego znaki STOP są po lewej stronie?! Powinny być po prawej!
ponadto wysokość na jakiej umieszczone są znaki pozostawia wiele do życzenia
Bo kiera po prawej