Przed dwoma tygodniami to właśnie on kierował ciągnikiem, którym wjechał pod rozpędzony szynobus relacji Piła - Chojnice. Arkadiusz Tomke wie, że dostał od losu drugie życie
Od kilkunastu dni wciąż znajduje się pod działaniem leków przeciwbólowych, a w takim stanie na pewno trudniej o głębsze przemyślenia. Ale młody rolnik z Osowa jest świadomy i głęboko przekonany, że tylko dzięki opatrzności cudem przeżył tak dramatyczny wypadek. Szynobus uderzył w prowadzony przez niego ciągnik z prędkością ponad 90 km na godzinę. Traktor rozerwało na części, a Arek (rolnik i radny Rady Powiatu Złotowskiego) pozostał w kabinie maszyny odrzuconej do rowu przy nasypie kolejowym. Paradoksalnie dzień wcześniej, na posiedzeniu swojej komisji przy radzie powiatu, wnioskował o to, żeby ten kurs pociągu przełożyć na nieco późniejszą godzinę. Tak aby ze Złotowa w kierunku Chojnic mogła wracać szynobusem większa liczba pasażerów. Ten przejazd zna doskonale, przejeżdżał nim wielokrotnie, mimo to tym razem doszło do dramatycznego zdarzenia, które o mały włos a skończyłoby się tragedią. Dlaczego?
Nie potrafię wyjaśnić
– Nie mam pojęcia. Nic nie pamiętam – wspomina feralny dzień. Wie, że jechał z Osowa do Nowych Potulic, żeby rodzinie Kutzmannów pożyczyć ciągnięty za traktorem paszowóz. Pamięta nawet, jak jechał już tą drogą, ale kolejne obrazy zapisane w pamięci dotyczą dopiero momentu z dwóch dni po wypadku, kiedy karetką przewożono go z powrotem ze szpitala w Pile (gdzie przechodził badania) do szpitala w Złotowie. – Ponoć po wypadku cały czas byłem przytomny. Gdy wieźli mnie ambulansem miałem podobno opowiadać dowcipy sanitariuszom, ale nic z tego nie zostało w mojej pamięci – przyznaje. Arek opowiada, że pełna świadomość wróciła dopiero w okolicach weekendu, kilka dni po zdarzeniu. Przez długi czas nie pamiętał nawet, dlaczego trafił do szpitala. Nie wie, czy kiedykolwiek przypomni sobie dramatyczne sekundy, które poprzedziły zderzenie z szynobusem. Jeśli nie, możliwe, że przyczyny wypadku na zawsze pozostaną tajemnicą, bo usłyszane przez nas tuż po wypadku wypowiedzi maszynisty także nie wyjaśniały precyzyjnie tego, co zaszło na przejeździe kolejowym przed Nowymi Potulicami. – Jestem bardzo zaskoczony tym, że w ogóle wtargnąłem na ten przejazd. Nie potrafię wytłumaczyć, co się wydarzyło.
Na granicy
– Szczęściarz, wygrał z pociągiem – Arek cytuje słowa, jakimi lekarze witają go na porannych wizytacjach. Jak na tak poważny wypadek jego obrażenia trzeba uznać za nieznaczne. Złamana kość ręki, naderwana łopatka, naruszone kręgi oraz szyta głowa, w której badanie tomografem wykazało najpoważniejsze skutki wypadku, czyli dwa krwiaki. – Z tego co mówią lekarze wynika, że te guzy się wchłaniają – mówi Arkadiusz, zapowiadając, że w najbliższych dniach czeka go jeszcze operacja okaleczonej ręki. Ma nadzieję, że niedługo po tym będzie mógł wrócić do domu i jak najszybciej zabrać się do pracy w rodzinnym gospodarstwie, a także obowiązków radnego. Nie ma psychicznych oporów i nie czuje lęku, deklaruje, że pojedzie zobaczyć miejsce swojego wypadku. Może tam wrócą wspomnienia dotyczące wydarzeń sprzed kilkunastu dni? – Wiem, że byłem na granicy, że centymetry mogły o wszystkim zaważyć – przyznaje w zamyśleniu.
Piotr Steffen
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze