Reklama

To wszystko jest chore

08/09/2011 13:00
Mąż oskarża byłą żonę, że doprowadziła go do bankructwa. Ona z kolei twierdzi, że to jego wina. - Sam wybrał, to niech teraz nie narzeka - twierdzi

Pięć lat temu Stanisław K. z Okonka rozwiódł się, żonie i dzieciom zostawił dom, on natomiast ze swoją partnerką kupił mieszkanie w miejscowości obok. Ponieważ żona nie chciała podpisać zgody na rozwód, całą winę za rozpad małżeństwa wziął na siebie.

– Nie wiedziałem, że praktycznie podpisałem na siebie wyrok i że takie będą tego konsekwencje. Sąd orzekł płacenie niepracującej żonie renty alimentacyjnej w wysokości 700 złotych miesięcznie. Płaciłem do momentu, kiedy miałem własną firmę, było mnie na to stać. Dzisiaj jestem bezrobotny, więc nie płacę. Dowiedziałem się też, że z tamtego domu zostałem bez mojej zgody wymeldowany. Podobno był to nakaz administracyjny, bo fizycznie w nim nie mieszkałem – tłumaczy. Jednak bywał tam niemal codziennie, tam miał gołębniki, mały warsztat mechaniczny. Poza tym oprócz żony mieszkały w nim jego dzieci, z którymi miał, luźny bo luźny, ale jednak kontakt.

Po jakimś czasie zaczęły się problemy z dostaniem się do domu i na podwórko. – Podzieliłem dom na dwie części: dół i górę, z myślą, że dół dam jednej z córek, żeby sobie spokojnie mieszkała. Ponieważ miałem trochę zaległości w stosunku do żony, to ona zaproponowała, żebym to mieszkanie przepisał córce. Wycofałem też z tego powodu pozew z sądu o podział majątku, bo skoro miałem go dać córce, nie było sensu o to walczyć. Ale żona z mężem drugiej córki włamali się tam i pozmieniali zamki. Zawiadomiłem policję o włamaniu. Przyjechałem, przeciąłem kłódkę, założyłem swoją, po jakimś czasie sytuacja się powtórzyła. Jak się tam pojawiam, to zięć mi grozi, że mnie pogoni z nożem – mówi.

Nie ma takiego prawa

Firma przewozowa powoli chyliła się ku upadkowi, bo pana Stanisława nie było stać na mechaników. Do momentu kiedy sam naprawiał samochody, jakoś wychodził na swoje. Poza tym żona pochowała przed nim wszystkie narzędzia. Wreszcie musiał firmę zlikwidować.
Niedawno otrzymał wezwanie z gminy do zapłaty za dzierżawę działki, na której stoi dom; przypomnijmy: dom, z którego został przecież administracyjnie wymeldowany.

- Radziłem się adwokatów i każdy z nich mówił, że nie ma takiego prawa, żeby mnie wymeldować z własnego domu, to nie był lokal socjalny czy czynszowy tylko własność. Przecież ja tam byłem codziennie, tyle że nie mieszkałem – skarży się pan Kazimierz. – Zameldować mnie tam nie chcą, bo nie mieszkam, nie mieszkam, bo nie chcą mnie zameldować – dodaje.
Miesiąc temu wziął ze swoją partnerką ślub, ale usłyszał, że nie powinien go dostać, bo dowody osobiste ma nieważne. Dlaczego? Bo w dowodzie ma wpisane, że jest zameldowany… w swoim starym domu!

Od decyzji Sądu Rejonowego w Złotowie o płaceniu żonie alimentów Stanisław K. odwołał się do Sądu Okręgowego w Poznaniu. 13 września ma się odbyć rozprawa. – Zgodnie z wyrokiem mąż bez prawa do zasiłku ma nadal płacić byłej żonie alimenty. Sąd uznał, że jest bogaty, bo ma drugie mieszkanie. Mieszkanie to kupiliśmy, jak firma prosperowała i było nas na to stać. Poza tym, zdaniem sędziego, mąż ma dom, współwłasność z byłą żoną – dodaje Krystyna K. Pan Stanisław twierdzi, że była żona zgłosiła wniosek na policję, żeby nie mógł zbliżać się do ich domu. – A ona w tym czasie w samochodzie, który sprowadziłem z Niemiec, przebiła wszystkie opony i pocięła kable. Wziąłem całą winę za rozpad małżeństwa na siebie, bo miałem już dość takiego życia. Ja przeżyłem ponad pięćdziesiąt lat i nigdy do tej pory nie miałem problemów z policją – żali się.

Niech da nam święty spokój


- Jestem zszokowana tym, co mówi mój były mąż. To znaczy, że jak on mnie zdradzał z młodszą, potem odszedł do niej, to ja miałam jeszcze winę wziąć na siebie? On prowadził firmę przez 25 lat, ja wychowywałam dzieci. To przecież sąd nakazał płacić mi rentę alimentacyjną – mówi pani Jadwiga. – Mieszkam z córkami i zięciami i nie dochodzi między nami do większych kłótni. Problemy są jak mój były mąż tu przyjedzie. Wyzywa mnie, że nawet wstyd zacytować, w jaki sposób. Krzyczy na córki i zięciów, kiedyś wybił okno ze złości. Zachowuje się jak szalony. Nikt tu mu nie zabrania przychodzić – dodaje.

Twierdzi, że nigdy nie przebiła opon w jakimkolwiek samochodzie ani nie poprzecinała kabli. Nie chowała przed nim żadnych narzędzi, ponoć sam je stamtąd zabrał. Kilka dni temu napisała pismo do burmistrza, bowiem były mąż odciął jej centralne ogrzewanie, a zima zbliża się wielkimi krokami. - To wszystko jest jakieś chore, nawet nie chce mi się na ten temat gadać. Dałby nam wreszcie święty spokój – mówi rozgoryczona.

Pracownik Urzędu Miejskiego w Okonku mówi, że Stanisław K. został wymeldowany ze swojego domu zgodnie z prawem. – Przecież on o wszystkim wiedział, na wszystko się zgadzał, nie rozumiem, o co ma teraz pretensje. Była nawet wizja lokalna, na której on przecież uczestniczył. O wymeldowanie wniosła była żona, bo faktycznie on tam nie mieszkał. A że miał gołębie czy warsztat, to nie to samo co zamieszkiwanie. To nie oznacza, że ten dom nie jest nadal jego współwłasnością, tyle że nie jest tam zameldowany – tłumaczy.

Dodaje, że przecież od decyzji o wymeldowaniu Stanisław K. ma możliwość odwołania się. Dlaczego z tego prawa nie skorzystał, tego pracownik urzędu nie wie.
Ktoś kiedyś powiedział, że nieznajomość prawa szkodzi. Warto więc, zanim podejmie się jakiekolwiek decyzje, zasięgnąć porady u ludzi znających się na nim.

Ryszard Mikietyński
*Dane osób występujących w artykule zostały zmienione
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama