Mija miesiąc od kiedy życie Tomka Zamorskiego i jego rodziny wywróciło się do góry nogami. 33-letni mężczyzna uległ poważnemu wypadkowi. Jego kręgosłup został zmiażdżony
W środę, 10 kwietnia, mieszkaniec Złotowa Tomasz Zamroski uległ nieszczęśliwemu wypadkowi wysokościowemu, do którego doszło na budowie w Wałczu. Kiedy przebywał na wysokości około 7-8 metrów, nastąpiła tragedia. Młody mężczyzna spadł z rusztowania, a przed upadkiem na ziemie, najprawdopodobniej uderzał jeszcze o elementy konstrukcji.
- Nie wiemy, dlaczego tak się stało. Brat za dużo z tego dnia nie pamięta, długo był w śpiączce. Pamięć wraca mu stopniowo – mówi siostra Tomka, Aneta Widawska. Dokładnym wyjaśnieniem tej sprawy zajmuje się prokuratura w Wałczu.
Tomasz fach ma w rękach. Wiele lat przepracował na budowach. Wstąpił do dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej, gdzie odbył podstawowe szkolenie w jednostce wojskowej zakończone przysięgą. Później przystąpił do szkolenia specjalistycznego, które w trakcie trwania postanowił przerwać i wrócić do zawodu, z którym był obeznany.
Jak przyznaje A. Widawska, Tomek kilka dni przed wypadkiem wypowiadał się na temat tamtejszych rusztowań.
– Mówił, że jest tam dosyć niebezpiecznie. I to się sprawdziło – przyznaje i dodaje, że jej brat był tak doświadczony, że wręcz „latał” po rusztowaniach, dlatego nie może uwierzyć w to, że mógł tak po prostu spaść.
Po upadku Tomek trafił do szpitala w Wałczu, jednak z uwagi na rozległe obrażenia szybko został przetransportowany do Piły, gdzie przeszedł operację ratującą nie tyle zdrowie, co życie.
– Miał krwotoki wewnętrzne do klatki piersiowej i jamy brzusznej, uszkodzone ramię, uszkodzone płuca i - pomimo kasku - pękniętą czaszkę – wylicza siostra Aneta.

– Lekarze powiedzieli nam, że starają się uratować mu życie – mówi Aneta, która musi mierzyć się z myślą, że jej brat będzie teraz sparaliżowany od pasa w dół, ponieważ okazało się, że uderzenie spowodowało pęknięcie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym i zmiażdżenie rdzenia kręgowego. Tomek przeszedł operację wstawienia specjalnej szyny, która ma spiąć jego kręgosłup na nowo.
- Na zdjęciach widzieliśmy, że brat kręgosłup miał w dwóch częściach – dodaje ze łzami w oczach Aneta. - Lekarz tłumaczył nam, że to jest potrzebne, aby Tomek mógł trzymać pion – mówi.
Po tych dwóch operacjach złotowianin przez tydzień był w śpiączce, a dwa tygodnie spędził na oddziale intensywnej terapii.
Jego stan zaczął się poprawiać i można go było wybudzić. Jak wspomina Aneta, jej brat na początku nie był do końca świadomy sytuacji, w jakiej się znalazł.
– Pewnie było to spowodowane silnymi lekami, podawanymi w szpitalu, one też go trochę tłumiły. Powtarzał, że trochę odpocznie, wstanie
i pójdzie. Teraz jest już w pełni świadomy, zna swoją sytuację i nie ma zamiaru się poddawać. Będzie walczył – mówi.
Jego stan w końcu poprawił się na tyle, że rodzina może myśleć o przeniesieniu go na oddział rehabilitacyjny Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Choszcznie.
Szpitale mają jednak swoje limity i w perspektywie czasu Tomek i jego rodzina będą musieli zmierzyć się z kosztowną rehabilitacją już we własnym zakresie. Dlatego z pomocą przyszła im Fundacja „Złotowianka”, która na swojej stronie internetowej uruchomiła zbiórkę pieniędzy na ten cel. Do czasu zamknięcia tekstu udało się zebrać niecałe 25 tys. zł. Tyle starczy na zaledwie dwa – trzy tygodnie płatnej rehabilitacji. Aby Tomek mógł w ogóle myśleć o pierwszym kroku w powrocie do sprawności, będzie potrzebnych co najmniej 200 tys. zł: na zakup sprzętu rehabilitacyjnego czy wózka inwalidzkiego.
Zbiórka zyskała szeroki odzew wśród złotowian. Szybko zareagowało m.in. Studio Rekreacji HM czy Gym & Fitness Factory, których stałym bywalcem był Tomek. Młody chłopak ćwiczył od kilkunastu lat. Jak przyznaje siostra Aneta, jej brat wiele czasu poświęcił na kształtowanie swojej sylwetki, był bardzo sprawny. Przywoził medale z wielu turniejów, a w ostatnim czasie mocniej postawił na kulturystykę.

Pozytywnie o Tomku wypowiada się m.in. Mirosław Gryta, właściciel siłowni Gym & Fitness Factory.
- Bardzo miły chłopak, koleżeński. Nigdy nie było z nim problemów. Jest dobrze wyćwiczony, zna się na sztuce kulturystycznej, pomagał młodym właściwie wykonywać ćwiczenia – mówi.
Aneta wraz z mężem postarali się także o to, aby informacja o zbiórce trafiła do celebrytów, którzy mogliby rozszerzyć jej zasięg. I tak na ich apel w mediach społecznościowych odpowiedzieli m.in. Caroline Derpieński, Hanna Iluszczenko czy kulturysta Damian „Saiyan” Kuffel.
- Bardzo pomógł nam Artur Ciesielski z Zabajki 2. Tak naprawdę to dzięki niemu wiemy wszystko to, co wiemy. Doradza nam na każdym kroku, przed czym się strzec, a gdzie uderzać – dodaje Aneta.

Rodzice Tomka i Anety już teraz na własny koszt zaczęli prace remontowe swojego domu. Chcą przystosować go do nowej rzeczywistości, a więc zbudować podjazd do drzwi, poszerzyć futryny, aby Tomek mógł swobodnie poruszać się na wózku, czy modernizują łazienkę w taki sposób, aby sam mógł z niej korzystać.
- Chcemy, żeby po powrocie do domu miał już takie miejsce, gdzie może czuć się samodzielny. Żeby mógł sobie sam nawet kawę zrobić, wyjść z domu, nie być uziemiony i uzależniony od kogoś – mówi Aneta.
- Na szczęście jego ręce są w stu procentach sprawne i to one będą teraz stanowić o jego sile – dodaje Aneta.
Czy Tomek ma szansę na to, że będzie chodził? Żaden lekarz nie chce dawać ani jemu, ani jego rodzinie jednoznacznej odpowiedzi. Jak dodaje Aneta, wierzy, że istnieje szansa na to, że jej brat będzie mógł stanąć jeszcze na nogach o własnych siłach. Wie również, że Tomek nigdy się nie podda, jest zdeterminowany.
- Cały wolny czas poświęcamy tej sprawie, dowiadujemy się, dzwonimy. Będziemy rozsyłać dokumentację medyczną do innych szpitali, żeby zaczerpnąć kolejnych opinii – mówi.
***
Tomka Zamorskiego można wesprzeć, wchodząc na stronę www.zlotowiankahelp.pl
Hubert Nowak
fot. arch. prywatne rodziny Tomka
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!