W Wersku i Złotowie dzieje się coś, co kiedyś nazwaliby „babską magią”, a dziś — rozwojem duchowym, terapeutyczną energią i zwyczajnym ludzkim wsparciem. Kobiety siadają w kręgu, odkładają maski, gaszą pośpiech i robią to, czego współczesny świat boi się najbardziej: mówią prawdę o sobie. Czasem szeptem, czasem przez łzy, czasem ze śmiechem. Rytuały, zioła, ustawienia hellingerowskie, taniec przy ogniu, medytacje — dla jednych „wiedźmiństwo”, dla innych najkrótsza droga do powrotu do siebie. A przede wszystkim: do innych kobiet. Bo tu siostrzeństwo nie jest hasłem z Instagrama, tylko praktyką. Z krwi, kości i życiowych historii

Kobiece Kręgi i ustawienia Hellingera– Kobiece Kręgi chodziły za mną od dawna – opowiada Joanna Noculak.
– Uczestniczyłam kiedyś w takim spotkaniu pod Warszawą. Formuła jest prosta: kobiety siadają razem w kręgu, na równych zasadach, bez hierarchii. Jedna z uczestniczek otrzymuje tzw. przedmiot mocy (najczęściej kryształ, pióro, kamień lub muszlę – przedmioty neutralne, symboliczne i kojące w dotyku – przyp. red.) i wypowiada się na wybrany temat.
– Spodobało mi się to, chciałam coś podobnego robić u nas. Najpierw uaktywniłam istniejące już w Wersku Koło Gospodyń Wiejskich, ale to nie było to samo. Zaczęłyśmy się spotykać w moim domu. Zapraszałam do siebie panie, które chciały się rozwijać duchowo. Obchodziłyśmy razem wszystkie słowiańskie święta. Święto Bogini Mokosz (15.08), Światła (21/22.12), zrównanie dnia z nocą… – wymienia. Rozpisałyśmy Słowiańskie Koło Roku, które ukazuje roczny cykl Słowian wraz z dawnymi nazwami miesięcy i bóstwami – wylicza. Potem pojawiły się nasze małe rytuały – palenie świec z intencjami, taniec wokół ogniska, tworzenie map marzeń, praca z roślinami i ziołami.
Uczestniczyłyśmy także w tzw. ustawieniach hellingerowskich prowadzonych przez osobę kompetentną i profesjonalnie przygotowaną. Bazują one na teorii tak zwanego pola wiedzącego, według której „obcy człowiek postawiony symbolicznie na miejscu kogoś z rodziny pacjenta ma takie same odczucia jak osoba, którą reprezentuje, chociaż prawie nic o niej nie wie” (Wikipedia). Ustawienia mają pomóc dotrzeć do trudnych doświadczeń z historii rodzinnej i zmierzyć się z emocjami. Osoba, dla której odbywa się ustawienie, podaje temat. Reprezentanci wcielają się z kolei w rolę osób z rodziny, kręgu znajomych albo nawet samą osobę ustawianą. Są też inne role dotyczące np. finansów, bólu, związków, miłości. Każdy z reprezentantów staje w polu i intuicyjnie mówi o tym, co czuje. – Wtedy dzieje się magia. Przez ciało przechodzą różne emocje. Dla osoby, która mówi, słowa mogą wydawać się zwyczajne, ale dla tej, która je słyszy – niosą głęboki sens – tłumaczy Joanna. Ważne żeby uczestniczyć w spotkaniach prowadzonych nie przez przypadkową osobę, która chce na nas zarobić, ale z profesjonalnie przygotowaną w zakresie psychologii, traumatologii, doświadczoną i wrażliwą – dodaje uczestniczka spotkań Ula Grubich.
Pół żartem, pół serio „wiedźmińskie” praktyki, pomagają nam lepiej poznawać siebie, swoją intuicję i kobiecą moc. A żeby było jeszcze przyjemniej, siadamy wspólnie przy naparze z ziół, które wcześniej same zbieramy lub robimy ceremonię kakao.

▲ Zaczęłyśmy się spotykać w moim domu. Zapraszałam do siebie panie, które chciały się rozwijać duchowo – wspomina Joanna Noculak
Regularne spotkania odbywają się od dwóch lat, w każdy pierwszy wtorek miesiąca. Zwykle przychodzi kilkanaście kobiet.
– Nasze spotkania mają różny charakter i przebieg – są czasami trudne i bardzo emocjonalne, podejmujące ważne, osobiste sprawy, z którymi przychodzi się nam zmierzyć. Możemy liczyć na wzajemne wsparcie i zrozumienie. Spotykamy się w atmosferze wzajemnego szacunku, ciepła i otwartości. Nie stronimy od radości tworzenia i przebywania ze sobą. Zdobywamy wiedzę w zakresie ziół, medycyny chińskiej, słowiańskich obyczajów. Korzystamy z wiedzy zapraszanych na te spotkania profesjonalistów i własnych zasobów. Często są to spotkania przy kawie, ciastach upieczonych przez nasze dziewczyny, przy tworzeniu czegoś, co nas interesuje, a czego możemy same nauczyć się wzajemnie – świece intuicyjne z wenzy, motanki, makramy itp. Niemal każda z uczestniczek ma jakąś pasję i umie o niej opowiedzieć, podzielić się nią. Dzięki temu jest między nami energetyczna wymiana. Zasad jest kilka: nie oceniamy, a wszystko, co dzieje się w kręgu, zostaje w kręgu. To buduje zaufanie – mówi J. Noculak.
Dodatkowo, raz w roku w Wersku odbywa się festiwal. Do tej pory zorganizowano dwie edycje. Pierwszą nazwano Zlotem Czarownic, choć – jak przyznają organizatorki – trafniejsze byłoby określenie Zlot Wiedźm. Według dawnych wierzeń ludowych wiedźma to kobieta, która dzięki zdobytej wiedzy tajemnej potrafi wywoływać zjawiska nadprzyrodzone oraz robić rzeczy nieosiągalne dla innych. W energii żeńskiej wróciłyśmy do świata magii: ziół, roślin, kryształów. Chodziło nam o wiedźmy w znaczeniu „wszystkowiedzące”, o kobiecą mądrość i intuicję. W myśl zasady: rodzisz się niewiastą, a umierasz wiedźmą – tłumaczy Asia. Nazwa „Zlot Czarownic” brzmiała jednak bardziej przystępnie, dlatego została wybrana jako oficjalna.
Druga edycja odbyła się pod hasłem „Jestem Cudem – leśny krąg”.
– Każda z nas jest cudem, tylko czasem trzeba sobie o tym przypomnieć. Albo potrzebujemy, by przypomniała nam o tym inna kobieta. Życie przynosi różne etapy: chandrę, depresję… Jesteśmy dla siebie wsparciem – mówi Ula.

▲ Medytacja przy handpanie to coś niesamowitego. Pierwotny rytm, taniec boso na trawie… Jeśli człowiek się otworzy, to przeżycie nie do opisania – mówi Ula Grubich z Werska
Na wydarzenie z okazji Nocy Kupały przyjechało ok. 50 kobiet z całej Polski i z zagranicy – z Warszawy, Łodzi, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego, Wieliczki, a nawet grupa ze Szwajcarii.
– Chodzi o to, by każda, która tu przyjeżdża, znalazła swoją cząstkę – dodaje.
Jest to czas na rozwój. Do tej pory na spotkaniach dziewczyny poznawały hipnoterapię (metoda psychoterapeutyczna oparta na wykorzystaniu transu i hipnoz), totalną biologię (choroby autoimmunologiczne jako wynik braku akceptacji siebie), medycynę alternatywną, biodanzę (taniec intuicyjny) i gimnastykę słowiańską. Było też spotkanie poświęcone zielarstwu i właściwościom leczniczym grzybów. Była medytacja przy gongach i handpanie.
– Dzięki temu każda może spróbować czegoś nowego, doświadczyć tego, co w duszy gra – wyjaśnia Joanna.
– Ja np. ostatnio odkryłam bębny i nawiązaliśmy kontakt z kręgami bębniarskimi z Djembe Planet z Piły – opowiada Ula.
– Medytacja przy handpanie to coś niesamowitego. Pierwotny rytm, taniec boso na trawie… Jeśli człowiek się otworzy, to przeżycie nie do opisania – dodaje.
– Panowie – mężowie, partnerzy, synowie – zaakceptowali nasze spotkania, wspierają nas w organizacji, a nawet często sami chcą w nich uczestniczyć. To nie jest tak, że my chcemy tworzyć jakąś „seksmisję” czy przejmować rządy kobiet – tłumaczy Ula.
– Chodzi o coś zupełnie innego: chcemy, żeby mężczyźni zrozumieli, że świat buduje się nie za pomocą szabelki, ale dobrym słowem, uważnością i mądrym działaniem.
Podobne, kobiece inicjatywy od jakiegoś czasu odbywają się w Złotowie.
– Latem organizowałam „Leśne SPA”. Przyszło 5 kobiet. Spotkałyśmy się wtedy na polanie, w okolicach amfiteatru. Medytowałyśmy, chodziłyśmy boso po trawie, przytulałyśmy się do drzew… – wspomina Justyna Gokiert–Skrentna, złotowianka, jeszcze nie tak dawno pracująca na etacie księgowa, a od jakiegoś czasu mentorka, przewodniczka po Mapie Myśli.
W listopadzie z kolei odbył się pierwszy Krąg Kobiet – wyjątkowe spotkanie w kobiecym gronie.
– Tu nie musisz niczego udowadniać. Nie musisz być ogarnięta, silna ani perfekcyjna. Tu możesz po prostu być sobą. (…) Nie doradzamy. Nie oceniamy. Nie naprawiamy. Po prostu jesteśmy – razem. To przestrzeń, w której odkrywamy, że każda z nas przeżywa podobne emocje, że wszystkie czasem się gubimy, wątpimy, tęsknimy za spokojem. A jednocześnie – że każda z nas nosi w sobie ogromną moc, mądrość i światło – tuż przed wydarzeniem zapowiadały organizatorki.
– Chciałyśmy pokazać, że kobieta może być z kobietą, że możemy razem usiąść w kręgu. Na luzie, bez spiny, oczekiwań, bez oceniania się. Pokazać, że jesteśmy takie same. Mamy podobne problemy, pełnimy w życiu podobne role – tłumaczy J. Gokiert–Skrentna.
– Na co dzień często się od siebie izolujemy. Jak się nastawimy inaczej – to się może zmienić – dodaje. Pojawi się myślenie, że można zaufać drugiej kobiecie. Chcemy stworzyć siostrzeństwo – głęboką więź między kobietami, opartą na wspólnym wsparciu, zaufaniu i solidarności.

▲ Kobiety, stojące za spotkaniami w Złotowie to (od lewej) Ala Mańkowska, Agnieszka Jęsiek Barabasz, Dagmara Boniecka i Justyna Gokiert–Skrentna
Kobiety, stojące za spotkaniami w Złotowie – Justyna Gokiert Skrentna, Dagmara Boniecka, Ala Mańkowska i Agnieszka Jęsiek Barabasz, planują dzielić się z uczestniczkami swoimi doświadczeniami i pasjami.
– Ja np. prowadzę grę Satori, to gra duchowa. Wyjście z pozycji ofiary do osoby, która wybacza. Osoba, która chce grać, losuje zadanie – problem, z którym będzie grać – tłumaczy Justyna. Gra bazuje na bazie koncepcji Radykalnego Wybaczania, czyli metody pracy nad traumą, emocjami, relacjami i wewnętrznym uzdrowieniem. To narzędzie do świadomego przepracowania trudnych emocji, zrozumienia wzorców, blokad i mechanizmów w relacjach albo w życiu, a następnie podjęcia próby ich transformacji.
Z kolei Agnieszka czyta Kroniki Akaszy – to czytanie z księgi Dusz. Co mamy w planach, co nasi duchowi przewodnicy mają do przekazania – wymienia Justyna i zaznacza, że to nie jest wróżenie. Według starożytnych wierzeń kroniki Akaszy odczytać może ten, kto nabierze odpowiedniego nastawienia i potraktuje Kroniki z należytym szacunkiem i skupieniem.
– Myślę, że jest dużo takich kobiet, które chcą się rozwijać duchowo, tylko one o sobie nawzajem nie wiedzą. Byłam kilka dni temu na morsowaniu. Jedna z pań, stojąc w wodzie, uziemiała się. Czerpała energię. Uśmiechnęłam się do siebie i pomyślałam, że jesteśmy takimi samymi czarownicami.
– „Czarownica” to fajne słowo, oznacza kogoś, kto może czarować. Chociaż w naszym przypadku bardziej właściwe jest określenie „Wiedźma”. W końcu to ta, która wie. Tak jak my.
Martyna Janiak

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proszę nie wprowadzać w błąd czytelników, gdyż gra satori nie jest metodą pracy nad trauma tym bardziej naukowo udowodnioną. Bazuje ona na ewentualnym poszerzeniu świadomości siebie o emocje własne, pracę nad porzuceniem urazy i ukierunkowanie na wybaczanie. Z kolei kroniki Akaszy mogą prowadzić do ucieczki od realnych problemów i sprawczego radzenia sobie z nimi oraz pogłębiania sugestywności oraz podatności na wplyw innych, gdyż osoba prowadząca może świadomie lub nieświadomie projektować swoje przekonania na drugą osobę co może zmienić decyzję lub osłabić poczucie autonomii. W skrajnych przypadkach prowadzić może do manipulacji, zależności i unikania odpowiedzialności. Może również pogłębiać wewnętrzny chaos, poczucie zagubienia i odrealnienia.
Ojejku ile kompleksów... A krzyczą i tupią nóżkami. Tak zwane wojowniczki. A w życiu raczej... Do gazetki zdjątko ????
...życie to jest przedstawienie,a ja nie mam maski...-FUKAJ.
To zdjęcie z sprzed 20 lat. I co ? jaka zaś moc ? Bzdury jakies.I ta A.J.znowu będzie bajdużyć.
Hipisiarski poganizm wraca ze zdwojoną mocą. To wszystko już było w latach 70. Z reguły wszystkie te rytuały kończą się kupowaniem książek, szkoleń, webinarów, magicznych kryształów, magicznych ziół, ciuchów, etc. To zwykły lejek sprzedażowy, a nie żadne duchowe przeżycia.
Proszę nie wprowadzać w błąd czytelników, gdyż gra satori nie jest metodą pracy nad trauma tym bardziej naukowo udowodnioną. Bazuje ona na ewentualnym poszerzeniu świadomości siebie o emocje własne, pracę nad porzuceniem urazy i ukierunkowanie na wybaczanie. Z kolei kroniki Akaszy mogą prowadzić do ucieczki od realnych problemów i sprawczego radzenia sobie z nimi oraz pogłębiania sugestywności oraz podatności na wplyw innych, gdyż osoba prowadząca może świadomie lub nieświadomie projektować swoje przekonania na drugą osobę co może zmienić decyzję lub osłabić poczucie autonomii. W skrajnych przypadkach prowadzić może do manipulacji, zależności i unikania odpowiedzialności. Może również pogłębiać wewnętrzny chaos, poczucie zagubienia i odrealnienia.
Ojejku ile kompleksów... A krzyczą i tupią nóżkami. Tak zwane wojowniczki. A w życiu raczej... Do gazetki zdjątko ????
...życie to jest przedstawienie,a ja nie mam maski...-FUKAJ.