Reklama

U sołtysa, co z metalu rzeźbi

24/04/2022 18:00

Ogródek przed domem Zenona Polachowskiego wyróżnia się w okolicy. Stoi w nim lokomotywa z wagonem, blaszany wędkarz i ptaki z metalowych prętów. Wszystko wykonał sam, w swoim warsztacie kowalskim.

Pan Zenon, choć zgodnie z obowiązującym prawem od dawna mógłby cieszyć się życiem emeryta (jest z rocznika 1947), nie potrafi usiedzieć w miejscu. W jego warsztacie kowalskim, ostatnim we wsi i jednym z ostatnich w gminie Łobżenica, ciągle coś się dzieje. Coś się tworzy. Coś powstaje. Kowalem był już jego dziadek Dominik, później ojciec – Antoni. Metal kuli, m.in. w Złotowie (gdzie dawniej był salon fiata) także wujowie. Fach przeszedł również w ręce pana Zenka. Do kuźni zaglądał od dziecka.

– To było dla mnie dość naturalne, bo tam się zawsze coś działo. Ruch był, że hej, bo kowal to był we wsi poważny i poważany człowiek. Mając kilkanaście lat pomagałem już ojcu z bratem, bo zdarzało się, że gdy przychodził czas wymiany podków czy obręczy na wozach, pracy było tyle, że ustawiała się kolejka, jak dzisiaj w serwisach oponiarskich przed zimą czy na wiosnę – mówi pan Zenon. Zawodu uczył się nie tylko od taty.

Reklama

[paywall]

– Poszedłem do szkoły zawodowej w Nakle nad Notecią, żeby zdać egzamin na czeladnika. To była końcówka lat 60–tych. Najpierw uczyliśmy się teorii, m.in. jak kuć konie. Zaliczenie odbywało się w Bydgoszczy i polegało na tym, że trzeba było z dwóch kawałków płaskownika wykuć podkowę oraz toporek – wyjaśnia Zenon Polachowski. Egzaminacyjna podkowa do dzisiaj wisi na drzwiach jego kuźni i przypomina o początkach kowalskiej przygody. Toporek za to był tak udany, że został w szkole, jako wzór dla następnych roczników.

Reklama

Pan Zenek już szykuje puchary na zlot starych pojazdów, który w Walentynowie odbędzie się 19 czerwca


Koń to przeżytek

To zdanie z filmu „Nie ma mocnych”, czyli odcinka sagi o Kargulach i Pawlakach, potwierdził się w przypadku pracy pana Zenona. Gdy zaczynał, koni w jego okolicy było coraz mniej. Powoli zastępowały je traktory. Jednak wtedy dla kowali pojawiło się nowe wyzwanie. Przerabianie maszyn rolniczych, które wcześniej ciągnęły konie pod traktory. To wymagało sporo własnej kreatywności. Nie było bowiem gotowych planów, rozwiązań. Wszystko trzeba było wymyślić i wykonać od A do Z samodzielnie.

Reklama

– Niektóre z nich są użytkowane do dzisiaj! – wyjaśnia i podkreśla solidność swojej pracy pan Zenon, który z kuźnią na dłużej nie rozstał się nigdy.

Z maski od ursusa będzie barek


– Gdy jakieś 20–30 lat temu pracy kowalskiej zaczęło być coraz mniej, zająłem się tworzeniem ozdób. Głównie na swoje potrzeby, żeby obejście ładniej wyglądało. Robiłem je początkowo z drewna, ale ono okazało się nietrwałe. Gniło już po kilku latach, nawet pomimo konserwacji. Powróciłem więc do pracy z metalem – mówi pan Zenon.

Reklama

Kuźnia cudów

W palenisku kuźni panuje temperatura 1300 st. C. Ugina się pod nią każdy metal. Daje się po podgrzaniu kształtować jak plastelina. Oczywiście we wprawionych rękach. Pan Zenon zwinnie manewruje rozgrzaną do czerwoności stalą i narzędziami do jej obróbki. Niektóre mają nawet kilkadziesiąt lat i pamiętają czasy jego ojca. Można też powiedzieć, że realizuje ideę recyklingu w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie ma dla niego zbędnych, metalowych rzeczy. To co dla jednych jest odpadem, u niego może stać się elementem czegoś wyjątkowego, co sam stworzy. Stary bojler zamienił np. na... lokomotywę. Stoi ona przed jego domem. Blaszany wędkarz ma nogi z wydechów od motocykla wsk, a czapkę z... tarczy hamulcowej. Guziki z zaworów, oczy z końcówek świec zapłonowych. Na święta powstał też zając wielkanocny. Jego korpus to nic innego jak samochodowy tłumik.

Reklama

Oto przykład recyklingu wg. pana Zenona. Stare części samochodowe zamieniły się w psa


– Zbieram te rzeczy od znajomych mechaników. Odkładają je dla mnie. Zawsze coś sobie z tego wybiorę. Jak jestem na wyjeździe, to skupu złomu też nie przepuszczę. Muszę tam zajrzeć. A nóż coś się trafi! Na większości okolicznych złomów już mnie dobrze znają – śmieje się pan Zenek. Tak zbudował np. dzika z baku paliwa. Z wydechu innego z aut powstał jamnik. Kolejny metalowy psiak ma nogi z tłoków. Wykonał też wiejski witacz – postać „stracha na wróble”. Metalowa postać szczerzy zęby i ma na sobie mnóstwo tabliczek informujących, co i gdzie we wsi jest. Trudno więc zgubić drogę do sali wiejskiej czy nad jezioro. Pan Zenon samodzielnie tworzy też puchary na zlot zabytkowych pojazdów, który od kilku lat odbywa się w Walentynowie. To on jest inicjatorem tej imprezy, jako dumny posiadacz m.in. fiata 126p i traktora ursus c328, zwanego „byczkiem”.

Reklama

– Termin tegorocznej edycji tej imprezy to niedziela 19 czerwca. Zaczynamy około godziny 11.00. Nagród szykuję dużo, bo liczę na sporą, co najmniej taką jak w zeszłym roku frekwencję – stwierdza sołtys Walentynowa.

Z bojlera na wodę powstała lokomotywa


Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama