- Uwierzyłam, że gmina taki rozkaz dała - Gertruda Żądkowska opowiada o mężczyznach, którzy rzekomo z polecenia urzędu przyszli wymienić jej kuchenkę gazową. Oszuści wymusili na 96-Llatce oddanie 500 zł, potem ukradli jeszcze 400 zł
Mieszkanka Kleszczyny bez obaw wpuściła do domu dwóch mężczyzn, którzy zjawili się u niej 14 marca ok. godziny 11.30. Jej ufność wzbudziły zapewnienia oszustów, jakoby ci działali z upoważnienia Urzędu Gminy Złotów. Mieli wymienić jej starą, dwupalnikową kuchenkę gazową na nową. Kobieta nie miała powodów podejrzewać złej woli, wszak mężczyźni rzeczywiście przynieśli ze sobą taki sprzęt.
Rozpoczęli pracę – jeden z nich wziął się za wymianę kuchenki, drugi rozpoczął spisywanie stosownego protokołu. Jak się okazało, by dopełnić formalności niezbędne było okazanie dowodu osobistego staruszki oraz odcinka od emerytury – kobieta udostępniła oba dokumenty.
Potem okazało się, że za usługę trzeba zapłacić. Oszuści początkowo zażądali 3.500 zł, a potem, z uwagi na wiek pani Gertrudy, „jedynie” 1.500 zł. Niestety dla nich, a na szczęście dla siebie kobieta nie miała w domu takiej sumy. Jedyne środki jakie odłożyła to 1.000 zł na zakup węgla. Wyczuwając złą wolę „gości”, roztrzęsiona nie zamierzała jednak oddać im oszczędności.
- Płakałam, że nie mam pieniędzy – opowiada 96-latka. To ich rozzłościło. Jak opowiada nasza rozmówczyni, mężczyzna spisujący protokół zacząć krzyczeć: „Co?! Pani nie ma”! Tyle emerytury na odcinku, a Pani nie ma!”. Ostatecznie zażądał 500 zł i poinformował, że resztę trzeba będzie spłacić w racie.
[[reklama]]
Pani Gertruda, mimo początkowego oporu, wystraszona, w końcu uległa. Oddała wspomnianą kwotę, ale, jak się później okazało, nie tylko 500 zł straciła tego dnia. W czasie gdy przyglądała się montażowi kuchenki, mężczyzna spisujący protokół wszedł do jednego z pokoi i zabrał z jej torebki jeszcze 400 zł. 100 zł zostawił.
Po całej akcji oszuści odjechali mercedesem vito koloru butelkowej zieleni (rejestracja rozpoczynająca się literami OKL), w którym przez cały czas „w pogotowiu” siedział trzeci mężczyzna.
Jak dowiedzieliśmy się od mieszkańców Kleszczyny, zielony bus kręcił się w Kleszczynie już od 11.00. Mężczyźni najwyraźniej musieli wiedzieć, że panią Gertrudę odwiedzają mieszkanki wsi i chcieli być pewni, że żadnej z nich w domu swojej ofiary nie zastaną. Zaskakujący jest również fakt, że wiedzieli, z jakiej kuchenki korzysta staruszka – tych dwupalnikowych używa się dziś w rzadko którym domu.
Nie ma takiej sprawy
Policję zawiadomiła jedna z sąsiadek pani Gertrudy, której ta opowiedziała o zdarzeniu. Chcąc dowiedzieć się, jakie są ustalenia funkcjonariuszy, zadzwoniliśmy do rzecznika KPP Macieja Zająca. Okazało się, że interwencja z Kleszczyny, z niewiadomych względów, nie została odnotowana.
Po nakreśleniu sytuacji zastępcy naczelnika Wydziału Kryminalnego Tadeuszowi Glapie szybko otrzymaliśmy jednak zapewnienie, że policjanci sprawą się zajmą. Faktycznie następnego dnia ponownie zjawili się oni w Kleszczynie – tym razem spisano protokół, przepytano sąsiadów. - Prowadzimy czynności w sprawie oszustwa – poinformował nas M. Zając.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze