Chora na serce 72-letnia Bernarda Niedźwiecka i jej bratanek Jura 9 listopada wybrali się w podróż życia. Wiele godzin spędzając w samochodzie przybyli do Radawnicy aż z Białorusi, by po blisko 70-latach od zakończenia wojny odwiedzić grób ojca i dziadka, który przed laty zaginął bez wieści
Jak pisaliśmy w poprzednim numerze, radawnicka szkoła podstawowa nie tylko opiekuje się pomnikiem poświęconym pamięci żołnierzy poległych w walce o przełamanie Wału Pomorskiego i zdobycie mostu na Gwdzie, ale i postanowiła odszukać rodziny zmarłych. Udało się. W ogłoszeniu zamieszczonym w gazecie „Głos nad Niemnem” Bernarda Niedźwiecka wraz z siostrą Marią przeczytały, że na znajdującym się w Grudnej pomniku widnieje nazwisko ich ojca. Radości i wzruszeniu nie było końca, obie panie straciły już bowiem nadzieję, że kiedykolwiek dowiedzą się, jaki los spotkał ich tatę. Od tego czasu minął ponad rok i aż trudno uwierzyć, że marzenie o tym, by móc pomodlić się na jego grobie i zapalić znicz, udało się spełnić. [[reklama]] Wyjątkowa gościna
Podróż minęła bez przeszkód, przekroczenie białoruskiej granicy – pomimo obaw – zajęło zaledwie parę chwil. Być może Bernardzie i Jurze szczęście przyniósł ksiądz z Wołkowyska, który tuż przed wyjazdem pobłogosławił ich samochód na tak daleki wyjazd.
Goście z Białorusi do Radawnicy dotarli w środę pod wieczór, zatrzymali się u dyrektor SP, Małgorzaty Wojtkiewicz. Przyjeżdżając do Polski zapewne spodziewali się ogromnych emocji, jednak odwiedziny miejsc pamięci, które rozpoczęli następnego dnia, wstrząsnęły nimi bardziej niż można to sobie wyobrazić. Ale zacznijmy od początku.
Pierwszym punktem w planie było złożenie wizyty w podstawówce. Bernarda i Jura zobaczyli szkolną wystawę poświęconą pamięci poległych żołnierzy, krzyż, który wszyscy mogliśmy oglądać podczas uroczystości nadania szkole i Nadleśnictwu Lipka Złotych Medali Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej, a także obejrzeli wszystkie filmy i prezentacje przygotowane na tamtą okazję. Jak wspomina nauczycielka z radawnickiej SP Mariola Gliniecka, Niedźwieccy bardzo to wszystko przeżyli, wylano morze łez. A był to zaledwie przedsmak tego, co miało ich czekać w czwartek. Kolejnym punktem było spotkanie z uczniami, podczas którego Bernarda opowiadała o tym, jak ciężko było jej matce po wojnie, gdzie szukała wiadomości o ojcu i jak wielką radość oraz ulgę przyniosło jej odczytanie odnalezionej w prasie informacji.
Kolejnym punktem programu było odwiedzenie pomnika w Grudnej. Tam Bernarda i Jura w towarzystwie Małgorzaty Wojtkiewicz, Marioli Glinieckiej, wójta gminy Złotów Piotra Lacha i nadleśniczego Nadleśnictwa Lipka Janusza Grabowskiego przeszli przez most i wysłuchali historii o tym, jak prawdopodobnie toczyły się tutaj walki. Znów były łzy, rozpacz i modlitwa. B. Niedźwiecka całowała tablicę z nazwiskiem ojca, dziękowała Panu Bogu, że udało jej się tutaj dotrzeć i przepraszała tatę, że nastąpiło to tak późno. Podobne emocje towarzyszyły jej na złotowskim cmentarzu wojennym. Na klęczkach całowała tablicę, przywiozła ojcu ziemię z grobu matki i zabrała tę ze złotowskiego cmentarza, by rozsypać ją przy grobie mamy. Ogromny żal i wzruszenie udzieliło się chyba wszystkim, którzy towarzyszyli jej i jej bratankowi tego dnia.
Gratulujemy radawnickiej szkole podstawowej inicjatywy, na którą nie każdy by się zdobył. Wiele godzin społecznej pracy uczniów i nauczycieli opłaciło się. Dzięki nim jedna z rodzin cierpiących po stracie kogoś bliskiego odzyskała spokój ducha.
- To wielki sukces – mówił Piotr Lach, który wszystkie działania szkoły śledził od początku. - Jestem pełen podziwu nie tylko dla szkoły, ale i dla samej pani dyrektor, która w organizację przyjazdu zaangażowała się również prywatnie i przyjęła gości do swojego domu.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze