Reklama

Widziałeś film Twój Vincent? Przeczytaj rozmowę z A. Kluzą, współautorką dzieła

12/12/2017 17:30
Anna Kluza współtworzyła nagradzany film „Twój Vincent”. Teraz świat filmu stoi przed nią otworem

Trudno w to uwierzyć, że z tak małego przecież Nowego Buczka można zajść tak daleko. Szansa na Oscara…

Nie pomyślałabym, że tak mogą potoczyć się moje losy. Czuję się wyróżniona i dumna.

Pasja do sztuki była w Pani od zawsze, prawda?

Od najmłodszych lat uwielbiałam podglądać naturę i przenosić widziany obraz na papier. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjęłam naukę w liceum plastycznym w Bydgoszczy, gdzie otrzymałam bardzo dobre wykształcenie w zakresie rysunku i malarstwa. Ambitne podejście do obranej przeze mnie ścieżki życiowej i pracowitość zaowocowały.

W Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku wybrała Pani jednak rzeźbę.

Miałam potrzebę poznania nowej dziedziny sztuki, gdzie nauczę się kształtować formę przestrzenną.

Reklama

Jak trafiła Pani do produkcji filmu „Twój Vincent”?

Przypadkowo natknęłam się na kanale youtube na koncepcyjny trailer filmu.  Od razu wiedziałam, że muszę w tym projekcie uczestniczyć. Ten szalony pomysł, by przenieść niemal dosłownie twórczość malarza na ekran, jak i proces jego powstawania, zaintrygowały mnie, dlatego wysłałam swoje portfolio na adres firmy Breakthrufilms. Zostałam zaproszona na trzydniowe testy z animacji malarskiej. Było to dla mnie duże wyzwanie, ponieważ malarstwem nie zajmowałam się od 6 lat.

Co Pani poczuła, gdy zakwalifikowała się do zespołu?

Od dawna szukałam tak oryginalnego projektu, byłam zachwycona.

Reklama

Musiała Pani jeszcze przejść sześciotygodniowe szkolenie.

To było szkolenie z animacji malarskiej i kopiowania stylu van Gogha. Bardzo szybko pochłonął mnie świat animacji, którą wyczułam intuicyjnie, zrozumiałam ruch i jego problematykę. Połączenie dziedzin, które znałam jak malarstwo i wyobraźnia 3D, której nauczyły mnie studia, dały mi łatwość zrozumienia animacji. Miałam to szczęście, że byłam w pierwszej grupie osób przyjętych na szkolenie, mogłam szybko dowieść swoich umiejętności i zostać wyróżnioną na tle pozostałych artystów. Kolejne testy i szkolenia malarzy były już moją działką.


Pozostało jeszcze 76% tekstu[[pay]]

Jak technicznie wyglądała praca nad filmem?

Na potrzeby filmu studio Breakthru Film zaprojektowało i opatentowało specjalne miejsce pracy animatora, które było wyposażone w zestaw łączący aparat i rzutnik z komputerem oraz monitorem. Na stelażu naszego stanowiska montowaliśmy płótno, a na nie rzucaliśmy obraz z rzutnika. Do pracy wykorzystywaliśmy live action footage - malowaliśmy żywych aktorów. Cały proces polega na malowaniu 12 faz ruchu (12 klatek na sekundę), z których każda fotografowana jest dwa razy. W zależności od trudności ujęcia, ilość przemalowywanego obrazu się różniła. Najtrudniejsze ujęcia to te z ruchem kamery, bo po namalowaniu klatki trzeba było prawie całą farbę z obrazu „ściągnąć”, przesunąć kontury z rzutnika i zacząć na nowo.

Reklama

Producenci podają, że nad filmem pracowało 125 malarzy.

- Początkowo mieliśmy w planie zatrudnić malarzy tylko z Polski, około 40 osób, później projekt rozrósł się i dołączyli do nas malarze z 15 różnych krajów. Nad filmem ostatecznie pracowało 125 malarzy w 3 studiach. W największym studio w Gdańsku pracowało około 85 osób, mniejsze mieściły się we Wrocławiu i w Atenach. Jako supervisor miałam okazję odwiedzić studia, by sprawdzić jak sobie radzą i podzielić się swoim doświadczeniem z malarzami.

To znaczy, że przypadła Pani ważna funkcja.

Zostałam wybrana na supervisora odpowiedzialnego za prowadzenie testów i szkolenia malarzy. Pomagałam im oswoić się ze stanowiskiem, programem, techniką. Przeprowadzałam korekty, prowadziłam powstawanie pierwszych klatek do ujęć filmu. Byłam pośrednikiem pomiędzy malarzem a reżyserką. Dopilnowywałam spójności malarzy i ujęć w poszczególnych grupach. Jedną z ważniejszych rzeczy w animacji jest zrozumienie ruchu, ale także przekazywanie emocji. Moją rolą było dopilnować i nauczyć malarzy, by potrafili oddać te same emocje, co aktorzy. Jako że korzystaliśmy z materiałów live action, ważne było, by animatorzy rozumieli scenę i emocje zagrane przez aktorów, aby w pełni mogli oddać te emocje w animacji.

Reklama

Od początku miała Pani poczucie, że robi coś ważnego?

Tak, poczułam, że jestem we właściwym miejscu. Choć nie wiedziałam, że ten projekt aż tak się rozrośnie i zdobędzie sławę na całym świecie (zawsze jest ryzyko, że pomysł nie chwyci). Jest to pierwsza pełnometrażowa animacja malarska na świecie z innowacyjnym podejściem, która została bardzo dobrze przyjęta i doceniona.

Artysta podczas pracy potrzebuje spokoju. Jak pracowało się w tak dużej grupie?

Każdy z nas miał swoje stanowisko o wymiarach 2 na 3 m, taki mały pokoik, który był mu przydzielony na okres trwania produkcji czyli około 24 miesiące.  Nie słyszeliśmy się nawzajem, mieliśmy duży komfort pracy. Trudnością było  przyzwyczajenie się do sztucznego oświetlenia, bo zwykle malarze malują przy jak najlepszym świetle dziennym. Dodatkowo nieistotne było, jaki kolor wymiesza malarz na palecie, tylko jak ten kolor będzie wyglądał w zapisie cyfrowym, po zrobieniu zdjęcia i porównaniu z kolorem referencyjnym z obrazu. Czasami robiliśmy setki zdjęć zanim znaleźliśmy właściwy kolor. Ważny był dobór odpowiednich narzędzi. Np. pędzel - liczyła się wielkość, kształt, grubość, sztywność włosia. W przypadku malowania ujęć z zawartym w nich oryginalnym obrazem Vincenta van Gogha, poprzeczka była stawiana wysoko. Poprawne kopiowanie stylu i koloru wymagało odpowiedniego mieszania farby, tak by zachować jej odpowiednią gęstość. Następnie trzeba było nałożyć ją na płótno w odpowiedniej kolejności i z odpowiednim naciskiem na pędzlu.

Reklama

W filmie wykorzystaliście Państwo 94 oryginalne obrazy, a 40 przeprojektowaliście. Dlaczego?

Musieliśmy zadbać o spójność pomiędzy obrazami, gdyż Vincent malował na blejtramach różnych rozmiarów, a format na ekranie musi być taki sam. Zmieniliśmy też kolorystykę niektórych dzieł, gdyż akcja filmu dzieje się w upalne lato 1890 roku, a nie wszystkie obrazy miały odpowiednią kolorystykę. Ta praca wymagała wielkiego doświadczenia, wiedzy na temat techniki malarstwa van Gogha i kreatywności. Była to moja kolejna funkcja przy tworzeniu filmu, myślę że najważniejsza. Malowanie keyframe - obrazów koncepcyjnych, tzw. klatek kluczowych była bardzo ważna, gdyż na nich wzorowała się reszta malarzy - animatorów. Do tego zadania musiałam poczuć się van Goghiem, zacząć myśleć jak on, widzieć świat jego oczami. Dla spójności ujęć w filmie stworzenie keyframe było bardzo ważne, gdyż na takim obrazie określałam ilości kolorów, kolejności kładzenia farby, kierunki pociągnięcia pędzla, by reszta animatorów dokładnie wiedziała,  jak się do pracy zabrać. Po namalowaniu keyframe’a miałam pokazać, jak się bezbłędnie animuje daną postać lub ujęcie i dać animatorowi próbkę animacji do referencji.

Plakat promujący film także jest Pani dziełem, prawda?

Podczas 26 miesięcy mojej pracy przy filmie namalowałam około 1500 klatek, w czym mieściło się około 20 ujęć oraz 17 keframe’ów, np. keframe Listonosza, doktora Gatcheta czy Margaret. Mój keyframe przedstawiający Vincenta jest również na plakacie promującym film. Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że mój obraz będzie pokazywany na całym świecie i to na wielkich bilbordach, to bym nie uwierzyła. A jednak marzenia się spełniają.

Reklama

Anna Kluza (pierwsza z lewej) jako członkini najbliższej grupy współprcowników reżyserki jeździ z filmem na festiwale

Miała Pani stały kontakt z reżyserką. Jak współpracowało się z Dorotą Kobielą i Hugh Welchmanem?

Z Dorotą miałyśmy dobre relacje. Jestem jej wdzięczna, że dała mi dużą swobodę działania. Miała do mnie zaufanie, w tym co robiłam, a to dało mi dużą pewność siebie w tworzeniu. Pozwalała mi współtworzyć ten film.

Co Pani czuła, gdy produkcja dobiegała końca?

Ostatnie tygodnie były bardzo intensywne – pracowałam sześć dni w tygodniu po wiele godzin, bo mieliśmy poczucie, że robimy coś ważnego. Zeszłego roku w listopadzie o północy skończyłam ostatnie ujęcie do filmu, ujęcie otwierające i kończące film są przeze mnie namalowane.

Reklama

Premierę „Twój Vincent” miał podczas prestiżowego festiwalu animacji w Annency. Pani też tam była.

Podczas premiery w Annecy w czerwcu tego roku była taka cudowna energia, jakiej się nie spodziewałam, a dziesięciominutowa owacja na stojąco tysięcznej publiczności wynagrodziła wszelkie trudy pracy, rozwiała wszelkie wątpliwości. Efekt na dużym ekranie z przepiękna muzyką Clinta Mansela, z taką publicznością przerósł moje oczekiwania. Zdobyliśmy nagrodę publiczności. Niedługo potem zdobyliśmy nagrodę za najlepszą animację na festiwalu w Szanghaju, a kilka dni temu nagrodę publiczności  na festiwalu w San Paulo, więc jest to dla mnie ogromna radość i powód do dumy.

Najważniejsze przed Panią - „Twój Vincent” ma szansę na nominację do Oscara.

Niedawno dowiedzieliśmy się, że jesteśmy kandydatami do nominacji do Oskarów. Ogłoszenie jest 23 stycznia, więc proszę trzymać kciuki za nominacje i za Oskara :)

Reklama

Taki film w portfolio pewnie otworzy Pani wszystkie drzwi.

Myślę, że już otworzył. Jako gość specjalny jestem zapraszana na festiwale filmowe w kraju i za granicą. Poznałam wielu wspaniałych ludzi i artystów, zdobyłam wiele ważnych kontaktów ze świata sztuki, także myślę że to zaowocuje.

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

W tym momencie przygotowuję się do dwóch wystaw, 5 grudnia zaprezentuje popiersie Vincenta van Gogha na wystawie „Twój Vincent” w Gdańsku, gdzie będzie można również obejrzeć prace malarskie powstałe podczas produkcji filmu. Pod koniec grudnia moje prace rzeźbiarskie będzie można zobaczyć na wystawie podczas Salonu Pilskiego Art 2017. A poza tym w niedalekiej przyszłości planujemy ze studiem Breakthru Film kontynuować współpracę nad nowym projektem w technice animacji malarskiej. Z nieco wyżej podniesioną poprzeczką.

Reklama

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    motylarnia - niezalogowany 2017-12-12 18:33:58

    Wspaniale! Aż serce się raduje, kiedy słyszy się o ludziach "stąd", którzy odnieśli sukces, spełniają się w swej dziedzinie realizując jednocześnie pasje i marzenia. Brawo!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama