Zapomnijcie o datach, i tak je pomylicie. Głupoty tylko z tego wyjdą – swoim uczniom mówił słynny, nieżyjący już nauczyciel historii ze Złotowa. Co z tego, że bohater Krajenki urodził się 17 września 1782 roku w Inowrocławiu? Cóż, że jako trzynastolatek działał w polskiej organizacji „Sokół”? Kto zostawi w głowie te cyfry? Pamięć jest takim lecącym do nas światłem dawno zgasłej gwiazdy*. Zobaczmy lepiej, co zostało po Wacławie i czy przyciąga dziś ludzi własnym światłem.
Jest stolik z miedzianej blachy, wykonany artystycznie. Wielu chciało go kupić, ale pamiątek nie wymienia się na pieniądze. Jest też krucyfiks z tajemną mocą (podobno przekazywany z pokolenia na pokolenie). Są elementarze do nauki języka polskiego i modlitewniki. Na początku XX wieku dzieci uczyły się czytać głównie z pisma świętego. Jest też singer – amerykańska maszyna, która zszyła kawał materiału oplatającego nasz świat. W papierach znajdziemy dowód jej zakupu przez Marię Byczek, przed ślubem z Wacławem, z datą 11 marca 1899 roku (prawie okrągła data, może komuś zostanie w pamięci). A to fortepian, na którym grała Maria Łucja, córka bohatera Krajenki. Są meble, biżuteria i eksponaty związane z pracą drogerzysty.
To tak zwany niski parter. Tutaj, w szkole podstawowej w Krajence, światło dzienne ponownie ujrzeć mają eksponaty związane z bohaterem Krajenki. Przez lata gromadził je Henryk Brodziak, długoletni prezes Towarzystwa Miłośników Krajenki. Wcześniej obejrzeć je można było w szkole przemysłu spożywczego. Dziś na izbę muzealną adaptowane jest pomieszczenie w szkole, którą kieruje Andrzej Pietrzak.
Jest już nowa instalacja, wymieniona zostanie podłoga. Po feriach ruszymy z pracami zaawansowanymi
– dyrektor mówi o pomieszczeniu wielkości około 70 m².
Córka pana Brodziaka sprawdziła, czy są wszystkie zebrane przez niego eksponaty
– dodaje. Jego zdaniem podwoje dla odwiedzających izba mogłaby otworzyć jeszcze przed wakacjami.
Nie liczę, że to będzie miejsce tak licznie odwiedzane jak Wawel czy Muzeum Narodowe, ale na pewno wzbogaci wiedzę naszych mieszkańców, dzieci w szkole podstawowej i ich rodziców na temat osób, które tu żyły
– w mediach o izbie mówił burmistrz Stefan Kitela. Dostępna ma być ona nie tylko dla miejscowych, lecz dla wszystkich, którzy chcieliby poznać bohaterów Krajenki. Nie tylko Wacława.
Warto uchronić od zapomnienia postaci, które wpisały się w obronę polskości i odzyskanie niepodległości
– kontynuował włodarz.
Część ekspozycji będzie dotyczyć osób żyjących w Krajence przed i po II wojnie światowej. Osób znanych z działalności społecznej i zawodowej. Nie wszyscy wiedzą, że to byli bohaterowie wojen.
W przygotowaniu ekspozycji pomóc mają lokalni pasjonaci historii. W planach jest też przygotowanie pokazu multimedialnego, do oglądania w internecie.
Jeśli ktoś z Państwa dysponuje materiałami lub eksponatami dotyczącymi historii Krajenki i chciałby się nimi podzielić, to w izbie znajdzie się dla nich miejsce.

A oto i państwo Frankowscy - piękne zdjęcie w oryginalnej ramce
Tak o Wacławie Frankowskim mówi burmistrz Kitela. Wacław to zapomniany bohater Krajenki, jak twierdził Henryk Brodziak. Podobnie jak postać z „Lalki” Bolesława Prusa wiele pracy poświęcił na rzecz będącej pod zaborami ojczyzny. Do Krajenki trafił w 1910 roku. Mieszkał tu z żoną i dwiema córkami – Łucją Marią i Heleną Władysławą oraz synem Lubomirem Romanem.
Przy Rynku nr 3 kupił duży dom (w tym miejscu stoi Krajeński Ośrodek Kultury). Założył drogerię i sklep spożywczo–kolonialny „Merkur”. W Krajence dostrzegł potrzebę ratowania resztek świadomości narodowej polskiej mniejszości. Kupił polski księgozbiór i założył Czytelnię Ludową. Zorganizował też Towarzystwo Śpiewu „Halka” i Towarzystwo Sceniczne. Założył Bank Ludowy, którego został dyrektorem, a także Katolickie Towarzystwo Robotników Polskich (o charakterze związku zawodowego). Wacław zyskał przydomek opiekuna wdów i sierot, na rzecz których organizował pomoc charytatywną.
W czasie wojny Frankowski organizował szycie flag, sprowadzał z Chodzieży drobną ceramikę z polskimi symbolami narodowymi, a ze Śląska i terenu Wielkopolski polskie gazety, elementarze i ulotki patriotyczne. W domu Frankowskich głośno mówiono o walce o polskość.
Po przegranym plebiscycie o przyłączenie tych ziem do Polski, Niemcy wzmogli nacisk ekonomiczny na Bank Ludowy. W lipcu 1923 roku nastąpiła inflacja marki niemieckiej. Wypłacone rolnikom kredyty wróciły w wartości wielokrotnie zdewaluowanej albo nie powróciły w ogóle. Bank upadł, a W. Frankowski otrzymał nakaz opuszczenia granic Rzeszy – najpierw w ciągu trzech dni, potem trzech miesięcy. Za bezcen sprzedał dom, opróżnił pomieszczenia handlowe i mieszkalne i rozpoczął tułaczą wędrówkę. W końcu osiadł w Runowie Krajeńskim, w „Starym Dworze”, na skraju parku, obok magnackiego pałacu Orzelskich. Zapomniany przez władze, opuszczony przez przyjaciół i dręczony długotrwałą chorobą Wacław Frankowski zmarł 14 listopada 1936 roku. W Runowie Krajeńskim znajduje się jego grób.
Historię zapomnianego bohatera Krajenki poznać będzie można w powstającej izbie pamięci. Wystarczy ją odwiedzić, by lepiej zrozumieć, czym jest mała ojczyzna.
Korzystałem ze wspomnień o W. Frankowskim na podstawie opracowania H. Brodziaka
*Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli”
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W ówczesnej Polsce ceny gospodarstw rolnych, gruntów, domów i innych dóbr były dziesięciokrotnie niższe jak w Niemczech.
Pan Frankowski mógł przyjąć obywatelstwo niemieckie i dalej tu pozostać. Służąc Polakom.
Udokumentowanie dokonań W. Frankowskiego jednym źródłem jest niewystarczające. Dla Polaków w powiecie złotowskim i ich garstki w Krajence czasem bohaterskiej próby były lata 1932-1945, przy których Republika Weimarska była sielanką.
W ówczesnej Polsce ceny gospodarstw rolnych, gruntów, domów i innych dóbr były dziesięciokrotnie niższe jak w Niemczech.
Pan Frankowski mógł przyjąć obywatelstwo niemieckie i dalej tu pozostać. Służąc Polakom.
Udokumentowanie dokonań W. Frankowskiego jednym źródłem jest niewystarczające. Dla Polaków w powiecie złotowskim i ich garstki w Krajence czasem bohaterskiej próby były lata 1932-1945, przy których Republika Weimarska była sielanką.