Reklama

Wyrzucali mnie drzwiami, to wchodziłam oknem

25/03/2023 16:00

Krystyna Błońska przez dekadę była przewodniczącą jastrowskiego koła Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów. O sytuacji lokalnych emerytów, sukcesach, porażkach i pasjach rozmawia z Hubertem Nowakiem

Po 10 latach pełnienia funkcji przewodniczącej zrezygnowała Pani ze stanowiska. W zarządzie Związku jest Pani o wiele dłużej.

Do Związku wstąpiłam w 2006 r., a już w 2007 r. znalazłam się w zarządzie.

To szybka kariera.

Tego nie można nazwać karierą. Kariera jest wtedy, kiedy ma się awans, a z nim lepsze zarobki. Tutaj jest poświęcenie dla drugiego człowieka. Praca nieoceniona, nie wyceniona, bez limitu czasowego. Bo wszystkiego się nie da załatwić podczas jednego spotkania w tygodniu. Dużo czasu swojego, prywatnego trzeba przeznaczać na sprawy Związku. Ludzie czasami myślą, że zarabia się na tym nie wiadomo ile, a to jest typowo taka praca społeczna. Przewodnicząca ma 20 zł na kwartał. Ale ja zawsze byłam społecznikiem, lubiłam to.

Reklama

Tym niemniej jednego roku Pani przyszła, a drugiego już była w zarządzie.

Zostałam zastępcą przewodniczącej. Jednak pięć lat minęło i ludzie chcieli zmiany. Chcieli, żebym tym kierowała. I tak będąc w zarządzie ciągnęłam praktycznie cały Związek. Załatwiałam sprawy administracyjne i prowadziłam księgowość.

Co Panią podkusiło, żeby w ogóle wstąpić do Związku?

Jeszcze przed emeryturą, z racji swojej funkcji, miałam do czynienia ze Związkiem. Przez 25 lat byłam sekretarzem gminy i miasta Jastrowie, także znałam ich od podszewki. Znałam poprzednie przewodniczące, wiedziałam, jak wyglądała współpraca z urzędem.

Reklama

Umiejętności nabyte w urzędzie wróciły jak bumerang. Ludzie chyba czuli, że wie Pani, za które sznurki można pociągnąć, a które lepiej odpuścić.

Ja zawsze byłam taka, że jak mnie drzwiami wyrzucili, to wchodziłam z powrotem oknem. Byłam natrętna jak mucha. Ale współpraca z obecnym burmistrzem zawsze była dobra. Nie odmawiał nam. Tak samo jak poprzedni burmistrz, pan Sikora, z którym jeszcze w urzędzie pracowałam.

Nie samymi pieniędzmi z urzędu Związek żyje. Żeby realizować swoje plany musieliście też szukać innych sponsorów.

Reklama

No tak i tu też narzekać nie mogę. Kiedyś jednak było łatwiej, bo zakłady pracy mogły być hojniejszymi sponsorami. W pewnym momencie zaczęło się to ucinać i wtedy już musieliśmy naprawdę chodzić i prosić. Zresztą generalnie na początku mojej kadencji o środki finansowe z różnych źródeł było zdecydowanie łatwiej. Udawało się pozyskiwać środki z PEFRONu, chociaż musieliśmy go sobie w końcu odpuścić, bo po trzech odrzuconych wnioskach powiedzieli nam, że na seniorów już pieniędzy nie ma. Teraz znowu zaczęło się to zmieniać. Spore dofinansowania dostajemy też z starostwa powiatowego i PEFRONu w Złotowie właśnie.

Czy jakiś sponsor nie miał w końcu Pani dość? Ktoś zdecydował się zamknąć przed wami drzwi?

Reklama

Drzwi nikt nie zamykał, ale mieliśmy taki przypadek, że naszego pisma o wsparcie nie przyjęto, bo i tak by nic nie dali. Zwykle to ja sama chodziłam po tak zwanej prośbie. Czasami też słyszę, że dlaczego mamy coś dać, skoro emeryci i tak mają za dużo. Jakieś trzynastki czy czternastki. Z jednej strony to prawda, ale z drugiej ludziom i tak brakuje na leki.

Sytuacja emerytów w Jastrowiu jest ciężka?

Jest różna, chociaż osób, które mają taką przeciętną sytuację finansową jest większość. Widać to po imprezach. Jeśli organizujemy coś, co jest zupełnie za darmo, to mamy pełną salę. Jak bierzemy jakieś grosze za jakąś imprezę, to też się decydują. Ale jak trzeba wyłożyć 50 zł, to już te pieniądze obracane są w dłoniach kilka razy, bo ludzie nie wiedzą, czy warto. Jako Związek możemy udzielać zapomogi, ale z czego to mamy robić? Nasza składka wynosi 36 zł rocznie, a z tego 20% idzie wyżej. Nawet jednej imprezy z tego byśmy nie zorganizowali.

Reklama

Przez dekadę w Związku wiele zmieniło się lokalowo.

Tak, na początku mieliśmy takie maleńkie biuro, klitkę wręcz, przy MGOPS w Jastrowiu. Fakt, że wtedy mieliśmy taką umowę, że nie musieliśmy za nic płacić, ale kilka osób tam weszło i już nie było gdzie usiąść. To było na piętrze, później przenieśli nas na parter – biuro trochę większe, zaczynało się robić lepiej. No i przyszła pandemia. Pokój był potrzebny na inne cele, więc my zostaliśmy bez niczego. Po długich negocjacjach z burmistrzem znalazło się dla nas miejsce na ul. Kolejowej. I tu teraz jesteśmy szczęśliwi, tu się urządzamy.

Reklama

Czy pozyskanie siedziby uważa Pani za największy sukces swojej kadencji?

Na pewno jako jeden z sukcesów. Innym jest to, że coraz młodsza grupa emerytów widzi, co się u nas dzieje i coraz więcej się ich zapisuje. A to ważne, bo jesteśmy taką grupą, której grupa członków uszczupla się stale w sposób naturalny.

A za największy minus?

Mieliśmy dwa zespoły śpiewacze, Kalinki i Retro, a teraz nie ma ani jednego. Ci, którzy byli w to najbardziej zaangażowani, zestarzeli się, a nie ma młodszych chętnych do śpiewania. Szkoda tym bardziej, że jest jeszcze osoba, która potrafi pisać teksty i przygotowywać je pod konkretne spotkania.

Reklama

Jakby Pani oceniła samą siebie jako przewodniczącą?

Samej siebie oceniać nie chcę, ale wiem, jak mnie ludzie oceniają. Dziękują mi bardzo. I to mi wystarczy. Nie można kupić tego uczucia, kiedy starsza osoba przychodzi, żeby uściskać i podziękować za to i za tamto.

Czego członkowie głównie oczekują od Związku?

Ja swoich emerytów dzielę na dwie grupy. Pierwsza, czyli ci starsi, to osoby, których głównie interesują wszelkie zajęcia rehabilitacyjne. W drugiej grupie są natomiast młodsi seniorzy, którzy chcą odkrywać życie na nowo przez wycieczki, zwiedzanie.

Reklama

Ostatnia impreza w roli przewodniczącej - Dzień Kobiet


Czy tylko tego ludzie potrzebują tu do szczęścia?

Był taki zamysł, żeby otworzyć u nas Uniwersytet Trzeciego Wieku. Rozmawialiśmy na ten temat, jednak potrzeba było co najmniej 15 osób, które by ciężko nad tym pracowały, nie statystów. Ale jak mamy coś takiego zorganizować i wręcz się ludzi o to prosić, to tak się nie da.

Czy seniorzy z Sypniewa dogadują się z tymi z Jastrowia?

Nie ma żadnego problemu. Przyjęliśmy dosyć dużą grupę z Sypniewa, którzy aktywnie uczestniczą w naszym życiu i nikt tu nie robi podziałów, że coś robimy dla Jastrowia, a coś innego dla Sypniewa. Ja nigdy nie byłam za tym, żeby ludzi dzielić.

Reklama

Seniorzy to chyba charakterna grupa. Jako przewodnicząca musiała się Pani umieć dogadać ze wszystkimi.

Ja tych ludzi po prostu znałam, wiedziałam jak podejść pod każdego. Nawet w takich prostych sprawach, o których nie mogę mówić. Często ktoś mnie pytał, co ja takiego zrobiłam, że ktoś po rozmowie ze mną zachował się zupełnie inaczej, niż przed? A ja umiem po prostu kogoś przeczytać. Wyniosłam to między innymi z pracy z urzędu. Czasami nie dało się załatwić jakiejś sprawy interesanta, ale trzeba było zrobić tak, żeby on wyszedł zadowolony, że w ogóle urzędnik się starał. Również wśród pracowników wiedziałam w jaki sposób przydzielać poszczególnym osobom dodatkowe obowiązki w taki sposób, żeby to po prostu zaakceptowali.

Reklama

Czy jako przewodnicząca Związku można sobie narobić wrogów? Czy to jest taka funkcja, którą każdy traktuje z serdecznością?

Zdecydowanie można. Tak jak wszędzie, bo człowiek jest tylko człowiekiem. Chociaż zawsze się starałam nawiązywać dialog, to nie wszędzie się dało. Wiele kłótni toczyło się między samymi seniorami, czasami o błahe rzeczy, ale zawsze prosiłam, żeby jedno drugiemu nie zaglądało do garnuszka.

K. Błońska zawsze była ceniona przez władze gminy


Chociaż nie jest już Pani przewodniczącą, to jednak dalej pozostaje Pani w zarządzie i przejmuje funkcję wiceprzewodniczącej. Skąd taka decyzja?

To jest duży obowiązek. Na rezygnację miało wpływ kilka czynników, ale chyba najważniejszy, to taki, że mieszkam w Sypniewku, czyli dosyć daleko. Samo dojeżdżanie jest uciążliwe. A to nie była funkcja tylko reprezentatywna. Wiele rzeczy musiałam robić w domu. Całe szczęście, że telefony nie mają już limitu rozmów.

Czy między przewodniczącą a wiceprzewodniczącą jest naprawdę taka różnica?

Tak, a główna to taka, że teraz to moja koleżanka Ula Żmudzińska-Czerwonka będzie o wszystkim decydować. Ja razem z resztą zarządu będziemy ją tylko wspomagać. Co zabawne, niemal cały nowy zarząd ma przeszłość urzędniczą. Super, że mamy w nim osoby z Sypniewa.

Jakiś niedosyt po tej dekadzie pozostał?

Niedosyt został, bo chciałoby się więcej pieniędzy pozyskać, ale skąd? Żeby członkowie płacili jak najmniej, a żeby mogli przychodzić na wszystko. A po pandemii ludzie tego potrzebują. Są spragnieni kontaktu.

Nie można pracować całe życie. Szczególnie na emeryturze wypadałoby mieć jakieś inne zainteresowania. Pani ma swoją odskocznie?

Na emeryturze nie można siedzieć, nie umiem siedzieć spokojnie. Ciągle coś musze dłubać. Wykonuję na przykład ozdoby świąteczne. Na Boże Narodzenie bałwanki z ryżu i skarpety czy bombki, a na Święta Wielkanocne jajka. Kiedy nie ma świąt, to robi się z materiału różnego rodzaju kwiatki, bukiety. Przeważnie z krepiny. Obudziłam się z tym dopiero, jak wstąpiłam do Związku.

Tu dopiero odkryli Pani artystyczną duszę?

Zawdzięczam to pani Joli Dolat, która zajmowała się takimi rzeczami w Związku. Jakoś mnie to zaciekawiło, chciałam się przekonać, czy też tak potrafię. Spodobało mi się, kiedy pewnego razu pani Jola powiedziała o mnie, że jestem jej pilną i pojętną uczennicą. Wtedy już poszło.

Ale w przeszłości podobno udzielała się Pani bardzo mocno w sporcie.

Tak, to prawda. W szkole uwielbiałam lekkoatletykę. Rzut kulą, oszczepem, dyskiem. Udało się dzięki temu trochę Polski zwiedzić. Nawet przełożyło się to na emeryturę. Podczas jednych zawodów sportowych seniorów udało nam się zajmować pierwsze miejsca. Nawet podeszła do mnie jedna pani z komisji sędziowskiej, że oszukujemy, bo ja z pewnością nie jestem emerytką [śmiech]. Teraz z kondycją jest już trochę gorzej, ale wiadomo, wieku się nie oszuka. W każdym razie jestem szczęśliwa, bo w Związku mam oddanych przyjaciół, a w domu kochającą rodzinę. Czego chcieć więcej?

Rozmawiał Hubert Nowak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    nie do wiary - niezalogowany 2023-03-22 18:06:39

    Ja najczęściej oknem wyskakiwałem. Do domu naszego wchodziłem zawsze drzwiami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    z Jastrowia - niezalogowany 2023-03-26 18:04:55

    Sądząc ze zdjęć ze spotkań, to znakomita część tego związku emerytów stanowią byli pracownicy urzędu i jednostek budżetowych gminy. Nie dziwi więc fakt obecności na spotakaniach przedstawiciela organu zatrudniającego (burmistrz i przewodniczący RM), i nie robili oni żadnej łaski udostępniając swoim byłym pracownikom pomieszczenia i obiekty należące do gminy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Basia - niezalogowany 2023-03-26 18:58:01

    A może jednak ?

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama