O pasji, szkoleniu najmłodszych, marzeniach i szachowych wartościach, które sprawdzają się w codziennym życiu, z Bolesławem Wadychem rozmawia Karol Zabel
Kiedy zaczęła się Pańska przygoda z szachami?
Urodziłem się w 1935 roku w Kiełpinach. Tak naprawdę pierwszy raz zetknąłem się z szachami dość późno, bo w Liceum Pedagogicznym w Chełmnie, bodajże w pierwszej klasie. Do tego stopnia zainteresowały mnie, że dwa lata później zostałem mistrzem szkoły, detronizując ówczesnego championa, który, można powiedzieć, wprowadził mnie w świat szachów. Kończąc liceum podjąłem pracę w Nowym nad Wisłą jako nauczyciel. Po odbyciu służby wojskowej uczyłem w szkole w Golubiu Dobrzyniu. Następnie cztery lata pracowałem w mojej rodzinnej miejscowości, gdzie prowadziłem zespół Mandolinistów, występując w różnych konkursach muzycznych, grając m.in. na skrzypcach. W 1961 roku przeszedłem do Zespołu Szkół Zawodowych w Wąbrzeźnie, gdzie uczyłem matematyki. Studiowałem w tym czasie na WSP w Gdańsku, gdzie uzyskałem tytuł mgr matematyki. I wtedy też zacząłem organizować zawody szachowe o mistrzostwo klasy, szkoły. Dodatkowo w Domu Kultury prowadziłem zajęcia szachowe, gdzie powstał klub o nazwie „Spójnia Wąbrzeźnia. Startowaliśmy w mistrzostwach województwa bydgoskiego, później toruńskiego. W tym czasie ukończyłem kurs instruktora i sędziego szachowego, był to rok 1968. Do Złotowa przyszedłem w 1980 roku. W Zespole Szkół Medycznych i Ekonomicznych uczyłem matematyki. Wtedy to w mistrzostwach Złotowa zdobyłem pierwsze miejsce i klub Ziemowit Złotów, prowadzony przez pana Nafalskiego, trafił w moje ręce. Pracowałem również w Ognisku Pracy Pozaszkolnej, gdzie uczyłem grać w szachy młodzież szkolną i przedszkolną. Oprócz szachów uczestniczyłem w zajęciach Chóru Nauczycielskiego, a później Chóru Św. Cecyli. [[reklama]] Już w tym okresie zaczęły się pierwsze sukcesy trenerskie?
Tak. Wspomnieć trzeba Międzynarodowy Turniej w Rybniku z 1984 roku, gdzie moja córka Lucyna zajęła pierwsze miejsce w kategorii do lat dziesięciu. Kolejny sukces na tym samym turnieju osiągnęła potem Mariola Brzezińska, dziesięciolatka. Następne sukcesy to 1992 rok i Mistrzostwa Polski juniorów, w którym wspomniana Mariola zdobyła 3 miejsce. W kategoriach seniorskich wymienię tutaj Mieczysława Czecha, wielokrotnego mistrza Polski niepełnosprawnych, który wielokrotnie uczestniczył w mistrzostwach świata i Europy. Muszę przyznać, że wychowałem również wielu finalistów mistrzostw Polski juniorów, jak choćby moją córkę Lucynę, Radosława Kilara, Martę Wellnę, Damiana Kołodziejskiego, Karolinę Tyborską, Miłosza Żuchowicza, Bartosza Glinieckiego, Oliwię Pająk czy Stanisława Leszczyńskiego. Czołowym zawodnikiem jest kandydat na mistrza Dariusz Szopieraj, który w turniejach lokalnych zajmuje zwykle czołowe miejsca. Przez wiele lat mojej pracy uzbierało się trochę odznaczeń, ale nie chciałbym się chwalić, przypomnę tylko Złoty Krzyż Zasługi, Złotą Odznakę Polskiego Związku Szachowego, Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski, Odznakę Przyjaciela Dziecka, oprócz tego dostałem Złotą Odznakę Polskiego Związku Chóru i Orkiestr w dziedzinie śpiewu. W tym okresie zostałem również sędzią klasy państwowej.
Co sprawia, że przez tyle lat z taką pasją opowiada Pan o szachach?
Decyduje o tym praca z dziećmi, które wielokrotnie zadziwiały mnie swoimi umiejętnościami. Często opowiadam im o historii, wprowadzam ich w świat szachów, przedstawiając np. hetmana jako generała dowodzącego. Pokazując im pierwsze szybkie maty, jak w ogóle poruszają się poszczególne figury, zadaję im proste zadania, jak w jednym ruchu, dwóch można dać mata.
Sam wielokrotnie dziwię się, jak szybko młodzi ludzie potrafią rozwiązywać zadania, które im zadaje. Uczę w tej chwili ponad 70. przedszkolaków i z tych dzieciaków wybieram najlepszych i zapraszam do UKS „Ziemowit” w Złotowie. Często zdarzało się, że przedszkolaki ogrywają 10-11-latków. Najpoważniejszym błędem wśród tych najmłodszych jest brak cierpliwości, a szachy niewątpliwie uczą, jak zdobyć tę cechę. Z dumą przyznam, że w najmłodszych kategoriach należymy do krajowej czołówki.
Jak wygląda trening?
Spotykamy się dwa razy w tygodniu, a przed ważniejszymi zawodami pan Szopieraj czy Mieczysław Czech dodatkowo pomagają i wtedy tych godzin jest więcej. Żeby się rozwijać, teoria musi być poparta literaturą i jak największą ilością turniejów. Oprócz tego sam indywidualnie staram się pracować z zawodnikami.
Jakie więc stawiacie sobie cele w klubie?
Organizację okolicznościowych turniejów, dzięki którym przygotowujemy się do mistrzostw powiatu, województwa czy nawet mistrzostw Polski.
Kto tak naprawdę ma szanse na odniesienie sukcesu w szachach?
Dużą rolę odgrywa talent, tzw. iskra Boża, ale poparta ogromem pracy.
Czy wzoruje się Pan na kimś, podziwia kogoś i naśladuje ten wzór w swojej pracy?
Jeśli chodzi o trenerski wzór muszę wymienić tutaj Michaiła Botwinika, wielokrotnego mistrza świata. Kolejni to Tall lub nawet sam Kasparow.
Co takiego jest w szachach, że tak wielu pasjonuje się nimi? Dlaczego warto grać w szachy?
Szachy to w gruncie rzeczy gra, gdzie zawsze dzieje się coś ciekawego. Duża możliwość kombinacji. Rozwijają myślenie, uczą cierpliwości, logicznego myślenia, nie tylko na szachownicy, ale również w życiu.
Jaki ma Pan stopień zaawansowania szachowego?
Posiadam drugą kategorię. Coraz rzadziej jednak uczestniczę w turniejach, skupiam się głównie na trenerce. Staram się wyłapywać błędy, by wspólnie z podopiecznymi analizować je i poprawiać.
Wszystko kosztuje. Jak sobie radzicie?
Turnieje to koszty, więc składam wnioski o dotacje do urzędu miasta, starostwa powiatowego, Spółdzielni Mieszkaniowej. Poza tym zawsze możemy liczyć na pomoc rodziców. Kiedy w 2004 roku zostaliśmy uczniowskim klubem sportowym, ze względu na zmieniające się przepisy mogliśmy brać udział w zawodach wyższej rangi niż tylko w naszym powiecie. Dlatego czynnik finansowy jest ważny. Obecnie skupiamy około 40. zawodników klubie.
Czy widzi Pan swojego następcę?
Widzę w tej roli Radka Kilara bądź Andrzeja Belkę, którzy mogliby być moim dobrymi następcami, ale czy tak się stanie… Zobaczymy.
Czy możliwe są duże sukcesy w UKS Ziemowit?
Ci najbardziej uzdolnieni gracze potrzebują jeszcze silniejszego mistrza niż ja i pod opiekę takiego trenera powinni trafić, jeśli chcą swoją przyszłość wiązać z szachami. Takie ośrodki są w Poznaniu bądź Chojnicach.
Czy grywa Pan z żoną?
Ruchy żona zna, ale raczej nie grywamy razem. Jest jednak pozytywnie nastawiona do mojej pasji życiowej.
Jakie inne sporty Pana interesują?
Lubię siatkówkę, piłkę nożną, zresztą w szachach można odnaleźć wiele dziedzin sportu.
Jakie jest Pana niespełnione dotychczas szachowe marzenie?
Wciąż mam nadzieję na wychowanie mistrza Polski.
Można żyć z szachów?
Tak, ale mogą na to liczyć tylko ludzie z najwyższej półki światowej, gdzie za sam przyjazd na turniej jest się sowicie wynagradzanym. W rozgrywkach krajowych czołówka może otrzymać jednorazowy ekwiwalent pieniężny, z którego jednak trudno się utrzymać.
Kogo ze znanych trenerów miał Pan okazję osobiście poznać?
Trenera Kasparowa, Michaiła Kissłowa, który przeprowadził się do Polski i prowadzi obecnie czołówkę polskich szachistów. Udało mi się wielokrotnie z nim spotkać.
Kto był lepszy, Kasparow czy Karpow?
Jednak Kasparow, mający, w mojej opinii, większy talent.
Jak z Pana zdrowiem, bo wiem, że były pewne komplikacje?
W porządku, jakoś się trzymam. Jestem po ciężkiej operacji, ale wróciłem do formy i, odpukać, nie mogę narzekać.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze