Niewiele brakowało, aby na tegorocznych dożynkach w Bartoszkowie zabrakło najważniejszych osób - starostów dożynkowych
Trzy tygodnie przed dożynkami gminnymi, które w tym roku odbędą się w Bartoszkowie, organizatorzy nadal nie mieli rolników chętnych do pełnienia roli starostów dożynkowych. Zgodnie z dożynkową tradycją osoby te przewodniczą ceremoniałowi związanemu z przekazywaniem dożynkowego chleba, symbolu zbiorów. Wójt gminy Ireneusz Baran podczas komisji, na której spotkali się wszyscy radni Rady Gminy w Tarnówce powiedział, że jeśli niebawem nie znajdą się chętni na starostów dożynkowych, święto plonów się nie odbędzie. – Dla kogo organizować dożynki, skoro nie ma chętnych do pełnienia roli starostów dożynkowych? – pytał radnych. [[reklama]]
Wójt czterokrotnie spotkał się z odmową ze strony mieszkańców. – Czterokrotnie niecelnie trafiałem. Fakt, że wcześniej taka sytuacja się nie zdarzała – mówi wójt Baran, który zazwyczaj wybiera starostów dożynkowych. Za każdym razem sytuacja wyglądała podobnie. - Najpierw proponowane przez mnie osoby na starostów dożynkowych zgadzały się, po czym następnego dnia otrzymywałem telefon z odmową – mówi wójt Baran. Jakie były wyjaśnienia? Różne, ale najczęściej powtarzał się argument innych planów rodzinnych lub względy osobiste. – Nigdy wcześniej, przez piętnaście lat zarządzania przeze mnie gminą, do takiej sytuacji nie doszło. Ja sposobu zarządzania gminą nie zmieniłem, dlatego nie wiem, skąd takie podejście.
Organizator dożynek w Bartoszkowie również potwierdza, że był problem ze znalezieniem starostów. – Wśród naszych mieszkańców nie ma rolników, więc nawet nie wiem, kogo mógłbym zaproponować, ale gdyby mnie taką rolę zaproponowano, z przyjemnością zgodziłbym się – mówi Eugeniusz Palimąka, który niestety nie jest rolnikiem, ma tylko niewielką działkę. Tegoroczne dożynki uratowali Dorota Kwaśniewska i Marek Stawiszyński, którzy bez specjalnego przekonywania zgodzili się przyjąć rolę starostów. Oboje będą debiutowali w tej roli, ale jak mówi pani Dorota, sołtysowa Sokolnej, nie ma się czego bać. – Jedynym naszym obowiązkiem będzie podanie dożynkowego chleba – mówi mieszkanka Sokolnej, która wraz ze swoim partnerem gospodaruje na ponad dwudziestu hektarach ziemi obsianych zbożami. – Plany były trochę inne, ponieważ panią Dorotę widziałbym jako starościnę w przyszłym roku, gdy w Sokolnej będą organizowane dożynki – powiedział wójt. – Ale uważam, że i w tym roku pani Dorota i pan Marek doskonale wywiążą się z tej roli. [[reklama]]
Przy okazji takich sytuacji na usta ciśnie się pytanie, czy bycie starostą dożynkowym to zaszczyt czy ujma, a może wszystko zależy od tego, komu chleb trzeba podczas dożynek podać? W co by rękę nie włożyć, zawsze swoją dolę dołoży polityka.
A. Głyżewska
Foto:www.sxc.hu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze