Reklama

– Jeśli wygram wybory, będę miał komfort, że poszedłem swoją drogą – rozmowa z Mirosławem Jaskólskim

11/05/2018 18:00
Idę swoją drogą - mówi kandydat na burmistrza miasta, który kilkanaście dni temu w sensacyjnych okolicznościach wycofał się z klubu „Zadbajmy o Złotów”

W poniedziałek podczas konferencji klubu radnych „Zadbajmy o Złotów” stanął Pan do wspólnego zdjęcia, a na drugi dzień poinformował, że występuje z klubu i zakłada swój komitet wyborczy. Co się stało w ciągu tych kilkunastu godzin?

Przede wszystkim zdecydował o tym program wyborczy. Nie mam nic do kolegów z „Zadbajmy o Złotów”. Wielu z nich to autorytety, mają doświadczenie, swoje osiągnięcia, niektórzy bardzo poważne, ale zaprezentowany program zupełnie mi nie odpowiadał.

Dlaczego refleksja przyszła tak późno?

Z braku czasu nie mogłem brać udziału w tworzeniu programu. Gdy już się z nim zapoznałem, od razu wiedziałem, że brakuje w nim kilku ważnych dla miasta priorytetów. Wizji na miarę XXI wieku. Nie pasowały mi zawarte w nim slogany, ten program nie ma żadnej iskry, zapalnika, który porwałby do działania. Ewidentnym przykładem jest budżet obywatelski, który znalazł się na ostatnim miejscu w dziale spraw administracyjnych w sytuacji, gdy niebawem budżet ten będzie wpisany do ustawy budżetowej z urzędu. Już kandydując cztery lata temu podkreślałem ważność budżetu obywatelskiego, tym bardziej, że cieszy się on dużą popularnością mieszkańców. Nie tylko w miastach, we wioskach również, bo przecież fundusze sołeckie to nic innego jak budżet obywatelski. Ludzie chcą, żeby ich słuchać, być otwartym na ich propozycje, żeby nie powiedzieć: doradztwo. Prawdę powiedziawszy, program klubu sprzed czterech lat niewiele się różnił od tego.

Reklama

Obecny stworzono na zasadzie: kopiuj-wklej?

Nie chcę aż tak ostro tego oceniać, ale trochę jechało to wszystko starymi czasami. Druga kwestia to chociażby komunikacja miejska, o której tyle się mówi, a której oczekuje spora grupa mieszkańców. Na koniec przyszłej kadencji będziemy mieć 2023 rok i dalej będziemy tylko o tym dyskutować? Trzecia sprawa, której zabrakło w programie, odnosi się do tego, że w mieście coraz bardziej zaczynają być widoczne martwe strefy, w których nic się nie dzieje. Przykładem jest część miasta od ulicy Szkolnej, Moniuszki, przez Kujańską w stronę wyjazdów ze Złotowa. Tutaj nic się nie dzieje, to jest wręcz martwa część miasta. To niby przemysłowa strefa, ale w mojej ocenie nie stwarza się warunków do rozwoju przedsiębiorczości. Dla porównania można spojrzeć na gminę Złotów, która pod tym względem otoczyła nas z każdej strony. Tablica Dzierzążenko na Zamkowej stoi już w tej chwili w krzakach między miejską zabudową. Gmina nas oplotła swoimi ramionami i nie pozwala się rozwijać. Dlatego należy podjąć zdecydowane działania, żeby miasto się rozrosło. Chociażby w stronę Świętej. Wioski: Międzybłocie czy Blękwit już dawno powinny być osiedlami Złotowa. Zabrakło mi w programie „Zadbajmy o Złotów” takiej właśnie werwy, która określiłaby te kierunki zdecydowanego działania. Jeśli tego nie zrobimy coraz częściej będzie dochodzić do sytuacji, w których deweloper będzie kłócić się z urzędnikiem, że w budownictwie coś nie wyszło, bo na więcej nie ma w mieście miejsca. Żal tego słuchać.

Nawet jeśli nie miał Pan wpływu na tworzenie propozycji programowych, nie wierzę, że zobaczył Pan program dopiero w poniedziałek wieczorem.


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 87% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Zobaczyłem go zaledwie kilka dni wcześniej. To wszystko działo się bardzo szybko, na pewno moim błędem było, że wcześniej tego nie zauważyłem, że nie przeanalizowałem tego, co w nim zaproponowano. Gdy go przeczytałem poczułem zaniepokojenie. Tym bardziej, że kadencja będzie trwała pięć lat i, jak powiedziałem zresztą w trakcie tej konferencji, nie można tracić takiej perspektywy czasu. Miasto wydaje co roku na inwestycje 7-8 mln zł, przez pięć lat to jakieś 35-40 mln zł. To jest bardzo dużo i te pieniądze trzeba zasadnie wydawać.

Reklama

Jakie znaczenie dla Pana decyzji miał fakt zorganizowania wewnętrznych prawyborów? Obserwując Pana na konferencji miałem wrażenie, że źle Panu z tym. Miał Pan żal, że jako osobę z poważnym dorobkiem, również samorządowym, wrzucono Pana w grono ludzi, którzy nie są w stanie równać się z Pana doświadczeniem w tym zakresie?

To również zaważyło na tej sytuacji, ale nie mam pretensji do nowych kandydatów, przecież ja kiedyś też zaczynałem.

Obawiał się Pan jednak, że może tych prawyborów nie wygrać?

O tym, żeby powołać swój komitet zdecydowały rozmowy z pewnymi osobami, które są blisko mnie i powiedziały mi wprost: Mirek, trzeba pójść samemu, stworzyć swój komitet, przedstawić wizję. I tyle.

Jak na decyzję wpłynął sam przebieg konferencji sprzed kilku dni?

Atmosfera tej konferencji, napisanie programu, który nie jest na te czasy, zamieszanie z oświadczeniem, w którym z udziału w konferencji wykluczono niektóre media – to wszystko wpłynęło na moje stanowisko. Myślę, że uczestnicy tego spotkania również mieli mieszane uczucia w kwestii tego spotkania, w głębi ducha uznali, że to było niepoważne.

Reklama

Kiedy osoby z mediów obecnych na konferencji opuściły już Państwa grono, była okazja szczerze wymienić na ten temat kilka zdań?

To jest chyba tak, że komitet komitetem, ale czasami na niektóre sytuacje i tematy najzwyczajniej nie da się porozmawiać, gdy w grupie jest ten przysłowiowy wódz. Lider, który jak już coś powie, to wszyscy jednak ufają. Sęk w tym, że te czasy chyba minęły. Również uważam, że na ten temat powinna mieć miejsce szczera dyskusja, a jej zabrakło. Mam wrażenie, że uczestnicy konferencji wewnętrznie to czuli, ale chyba nikt nie chciał wstać i otwarcie powiedzieć: nie róbmy więcej w ten sposób.

Zanim we wtorek przekazał Pan nam komunikat o wycofaniu się z klubu „Zadbajmy o Złotów” i założeniu swojego komitetu, konsultował Pan tę decyzję z klubem?

Tak, ale nie była to rozmowa z szerszym gronem osób, a jedynie zadzwoniłem do Alicji Andrzejewskiej. Ona jest przewodniczącą klubu, stąd uznałem, że wystarczy jej przekazać komunikat, a ona przedstawi go pozostałym.

Reklama

Jaka była reakcja przewodniczącej: zaskoczenie, zdegustowanie, rozczarowanie?

Przyjęła to bardzo spokojnie i ze zrozumieniem. Nie pamiętam dokładnie słów, jakie wtedy padły, ale nie wyczułem pretensji. Argumentowałem, że nie mam przekonania do formy z prawyborami, że mogłoby dojść do sytuacji, w której my traktowalibyśmy je poważnie, a wyszłyby niepoważnie. Tak jak Pan zasugerował wcześniej, nie dla mnie już taka zabawa. Powiedziałem Alicji, że jeśli ktoś ma decydować o tym, czy będę burmistrzem, czy nie, niech będą to mieszkańcy, ale już podczas właściwych wyborów, dlatego im chcę przedstawić swój program i kandydatów na radnych z mojego komitetu.

Reklama

- Stanisław mógł spodziewać się mojej decyzji. Myślę, że gdyby go o to zapytać, nie miałby pretensji - uważa Mirosław Jaskólski

W kolejnych dniach miał Pan okazję zamienić na ten temat kilka słów ze Stanisławem Wełniakiem?

Nie. Znamy się jednak dosyć długo i myślę, że Staszek chyba zdawał sobie sprawę, że Mirek trochę inaczej myśli i działa. Mógł się spodziewać takiej sytuacji, tym bardziej, że rozmawialiśmy kilka dni wcześniej. Może nie powiedziałem wtedy wprost, ale byłem zaskoczony tym wewnętrznym plebiscytem. Nawet jeżeli komitet ma kilku potencjalnych kandydatów na dane stanowisko, o takich rzeczach powinno się decydować w grupie.

Reklama

Prawybory – kogo był to pomysł?

Nie wiem, aż tak głęboko nie wchodziłem w te kwestie. Klub „Zadbajmy o Złotów” pracował nad wyborami od pewnego czasu, ja ostatecznie zgłosiłem wolę kandydowania na burmistrza jakieś kilka dni przed konferencją. Gdy się zgłosiłem powiedziano mi, że jest kilku kandydatów, że będą prawybory, ta decyzja zapadła zatem wcześniej. O wycofaniu z klubu ostatecznie przekonało mnie stwierdzenie: „Mirek, coś jest nie tak z tą sondą”. To był jasny sygnał, że nie jestem chyba tym, kogo w rzeczywistości popierają. Prawdę mówiąc już cztery lata temu miałem takie poczucie, że klub nie zaangażował się odpowiednio w to, żeby sukcesem zakończyła się druga tura wyborów na burmistrza. Miałem wrażenie, że gdy kandydaci na radnych zdobyli mandaty, zostałem bez wsparcia. Wyglądało to tak, jakby przyjęto myślenie: wygra to wygra, nie to nie. No i nie wygrałem. Żeby jednak sprawa była jasna: nie mam żalu, pretensji do nikogo z klubu „Zadbajmy o Złotów”.
Podejmując decyzję o założeniu komitetu zaczyna Pan od zera czy jakaś struktura już istnieje?
Nie ukrywam, że przeprowadziłem w ostatnim czasie wiele rozmów. Każdy komitet wyborczy musi mieć opiekuna, skarbnika, przewodniczącego, który wszystkim się zajmie. Trzeba też mieć dobrze rozliczone środki finansowe. Przygotowanie do wyborów to jest naprawdę sporo obowiązków i w tym względzie przyszło mi z pomocą „Porozumienie Samorządowe”, które zadeklarowało, że poprze moją kandydaturę i pomoże w obowiązkach, które odciążą kandydata pozostawiając mu swobodę w doborze kandydatów na listy i w pisaniu programu wyborczego.

Wystartuje Pan z komitetu „Porozumienia Samorządowego” czy stworzy jednak swój z nową nazwą?

„Porozumienie Samorządowe„ jest dużym komitetem wyborczym, a ja przyjąłem  zasadę, że jeżeli ktoś chce mi pomóc i mnie poprzeć, poprzeć mój program, moich kandydatów to nie można odmówić.

Reklama

Nie obawia się Pan, że pójście pod szyldem „Porozumienia Samorządowego” będzie przejściem z deszczu pod rynnę? Chyba można się nad tym zastanawiać, choćby w świetle tego, co dzieje się w ostatnich miesiącach, a zwłaszcza tygodniach w starostwie.

To są dwie zupełnie różne sprawy. To co miało miejsce w starostwie wydarzyło się z powodu braku doświadczenia i rozeznania sytuacji. To nie powinno mieć miejsca, takich rzeczy się nie robi. Natomiast jeżeli ktoś chce mi pomóc, zorganizować, wesprzeć, nie odmówię pomocy. To tak, jakby ktoś chciał mi dzisiaj powiedzieć, że nie mam co liczyć na ludzi z „Zadbajmy o Złotów”. Dlaczego? Jeśli pojawi się taka wola, też to przyjmę. To nie jest tak, że w kontekście zaistniałej sytuacji wychodzę stamtąd i się na siebie obrażamy.

Ma Pan kandydatów na radnych?

Przez ostatnie dni odbyłem kilka rozmów, z niektórymi osobami bardzo poważnych, bo trzeba było wyjaśnić zaistniałą sytuację. Mam już kilka osób, które znajdą się w formułowanym przeze mnie komitecie. Za miesiąc, może półtora postaramy się ich przedstawić. Na pewno będą to znane powszechnie osoby, które mają określone doświadczenie i naprawdę zasługują na zauważenie i uznanie.

Reklama

To będzie pełna obsada na wszystkie okręgi?

Postaram się o nią. Wiem, że nie będzie to łatwe do osiągnięcia, ale nie jest to niemożliwe. Poza tym zawsze byłem zwolennikiem tego, aby zwyciężały programy, a nie ludzie. Dlatego też odszedłem z „Zadbajmy o Złotów”.

Te osoby funkcjonowały wcześniej w samorządzie?

Niektórzy tak, inni nie, ale również są znani za sprawą prowadzonej aktywności, m.in. zawodowej. To ludzie, którzy mają energię i pomysły na rozwój miasta.

Podzielone są zdania na temat opuszczenia przez Pana klubu „Zadbajmy o Złotów”. Jedni są przekonani, że to błąd, w ocenie innych to świetna zagrywka. Obawia się Pan, że ten manewr może być źle odebrany czy jest Pan przekonany, że na tym zyska?

Trudno mi to ocenić. Jedyne co mogę zrobić podczas kampanii to przekonać wyborców do swojej osoby. Wtedy się okaże, czy to było dobre, czy złe posunięcie.

Reklama

Jedni twierdzą, że głosy, które miałby Pan dostać w ramach komitetu „ZoZ” i tak Pan dostanie, może Pan tylko zyskać za odwagę. Inni uważają, że głosy, które tam by Pan otrzymał, byłyby głównie zasługą poparcia dla Stanisława Wełniaka, więc odchodząc z „ZoZ” straci Pan dużą część elektoratu.

To jest matematyka, którą jak najbardziej trzeba brać pod uwagę, ale nie tylko takie rachunki mają znaczenie. Przykładem jest sytuacja sprzed czterech lat, gdzie z poparciem tego komitetu miałem 40% głosów w pierwszej turze i też wielu uznało, ja zresztą również, że w drugiej turze większość wyborców, którzy głosowali na innych kandydatów niż ja i Adam Pulit, zagłosuje na Mirosława Jaskólskiego. Okazało się, że arytmetyczne rachunki nie zawsze przekładają się na życie. Wygrał wtedy kandydat, który zawładnął mediami społecznościowymi i przekonał m.in. młodszych wyborców, że jest młody, ładny, więc jego należy poprzeć, bo Mirek nie jest młody i przystojny. W pewnym sensie to rozumiem, kiedyś również zarzucałem media informacjami, zależało mi na promocji, ale Adam Pulit mnie w tym przerósł. Jasne, że to też jest ważne, apelowałbym jednak do wyborców, aby oceniali przez pryzmat pracy. Bo powiedzmy sobie szczerze, że niejednokrotnie o oddaniu głosu przez wyborców decydują właśnie bardzo prozaiczne przyczyny. Czasami wystarczy powiedzieć nie tak jedno słowo i może ono zdecydować o wyniku wyborów.

O Panu też niejednokrotnie mówiono, że przegrał drugą turę przez dwa-trzy niefortunne zdania.

Wiem o tym. Zdarza się, że człowiek ma gorącą głowę, nie kalkuluje i są efekty. Podsumowując: oczywiście również przyglądam się tej arytmetyce, ona jest istotna, ale nie najważniejsza.

Reklama

Na dzisiaj wiemy, że wystartuje Pan, Adam Pulit i ktoś z czwórki z ramienia „Zadbajmy o Złotów”. Zacznijmy od niej – z kim z tego grona chciałby Pan zmierzyć się w wyborach?

Tak dokładnie nie znam tych osób. Największe doświadczenie samorządowe ma na pewno Mariola Wegner, która w radzie jest od kilku kadencji.

W Pana ocenie to najpoważniejszy kandydat w tym gronie?

Tak czuję też z atmosfery, jaka była na spotkaniu, które poprzedziło ubiegłotygodniową konferencję.

Jeśli to najpoważniejszy kandydat, to chyba najmniej przez Pana oczekiwany?

Odpowiem tak: ewentualnie najładniej będzie z nią przegrać. Co do pozostałej trójki nie chcę się wypowiadać.

Co z burmistrzem – jak planuje Pan przygotować się do starcia z Adamem Pulitem? Sam Pan dzisiaj przyznał: młody, potrafi się sprzedać, umiejętnie operuje mediami społecznościowymi...

Ten czynnik młodości chyba już wypadł. Owszem, młodszy ode mnie, ale już nie taki młody. Czy się czegoś nauczył? Jak dla mnie wielki znak zapytania. Powiedziałbym nawet, że chyba nie. Jest już cztery lata, czy jest jeszcze czas na dalszą naukę? Nie ma. Z jednej strony przez cztery lata można sporo osiągnąć, doktorat można nawet zrobić, ale czy obecny burmistrz przez cztery lata rzeczywiście nauczył się burmistrzowania? Gdybym tak uważał, to bym nie startował. Burmistrz jako człowiek nie jest łatwy. Poza tym, mówiąc wprost, dużo mówi, mało robi. Posługuje się ogólnikami, dla mnie to klasyczny przypadek słomianego zapału. Powiedziałbym tak: chłopie, zrób wreszcie coś konkretnego. Czy jest dobrym gospodarzem? Też bym się mocno zastanawiał. Codziennie jeżdżę po mieście i mówiąc wprost: szału nie ma.

Z jakimi elementami jego polityki najbardziej się Pan nie zgadza?

Z tym, że na inwestycje wydajemy pieniądze bez pozyskiwania zewnętrznych środków, szczególnie europejskich. Nie chcę wprowadzać w błąd, ale zdaje mi się, że przez dotychczasowe lata tej kadencji obecna władza w ogóle nie korzystała z unijnych pieniędzy na twarde inwestycje. Jeśli już to z rządowych źródeł. A dla każdego samorządowca jest to jakieś wyzwanie.

Burmistrz zaraz powie, że to nie jest proste, bo wszyscy nauczyli się już pisać programy i wnioski, jest to coraz trudniejsze, tym bardziej, że pieniędzy do wyciągnięcia coraz mniej.

Dlatego przede wszystkim trzeba mieć dobrą kadrę, która będzie wiedziała, jak te pieniądze pozyskiwać. Nie wolno brać pracowników z łapanki. W starostwie powiatowym czy w Powiatowym Zarządzie Dróg, którym kieruję od kilku lat, pracowników dorabialiśmy się dwadzieścia lat.
Pomysłów burmistrz ma sporo, ale co z tego. Wiele jest niezrealizowanych. Skupmy się na jednym i go zróbmy. Góra Wilhelma dalej zaniedbana, dworzec również, na promenadzie ciasno, dlaczego nie zrobić ścieżki rowerowej wokół amfiteatru? Aż się prosi. Dlaczego wreszcie nie połączyć Złotowa ze Śmiardowem Złotowskim ścieżką rowerową? Ręce opadają, gdy czytam, że ponoć się nie da. Przecież latem w Kujanie odpoczywa wielu ludzi, którzy z chęcią przyjechaliby do Złotowa rowerem. Żeby jednak robić takie rzeczy, trzeba jeździć, rozmawiać, szukać, tymczasem ja widzę, że ta władza ma problem z kontaktem z wojewodą czy z marszałkiem. Nie ma wizyt, nie ma dobrych stosunków z posłami. Są jacy są, ale trzeba do nich pojechać, powiedzieć o oczekiwaniach i czynić starania. U góry trzeba zabiegać o te sprawy. Bo wydawać pieniądze z portmonetki każdy potrafi. W działaniach burmistrza nie są zauważone lokalne firmy. Wypełniając swoje obowiązki mam dobry kontakt z ich właścicielami, prezesami, dyrektorami. Myślę, że znam ich oczekiwania, także liczą na wsparcie ze strony miasta, a obecny burmistrz, z tego co wiem, nie ma z nimi kontaktu. Czy warto? Przykład Jastrowia, które złapało za nogi cudowne dziecko. Złotów nie jest może przy drodze krajowej, ale będąc przy drodze wojewódzkiej, która też jest w pierwszej klasie utrzymania, również mamy pewne możliwości.

Codzienna praca to jedno, co innego to kampania, zwłaszcza debaty – tam trzeba się sprzedać. Wiele osób twierdzi, że nie potrafi Pan tego robić, że ma Pan problem z wystąpieniami, w których ewidentnie brakuje Panu werwy.

Nie jestem człowiekiem, jakim byłem cztery lata temu. To nie był dla mnie łatwy okres: odejście ze starostwa, sprawy zawodowe, w szkole nie było dla mnie miejsca itp. Nie było łatwo jak każdemu, kto stracił pracę, a jakby nie patrzeć, jestem doktorem nauk matematycznych. Jestem więc umysłem ścisłym, a one tym się charakteryzują, że dla nich dwa plus dwa to jest cztery, a nie cztery z plusem czy tym bardziej pięć. Ja za dużo nie mówię, ale swoje robię. Nie mówię o rzeczach, których nie mogę zrealizować, nie deklaruję niemożliwego. Tymczasem obecny burmistrz ma ogromną łatwość wypowiadania wielu słów i składania deklaracji, a ludzie to kupują. Choćby ta ścieżka w koronach drzew. Oczywiście, że znakomity pomysł, ale tak jak piękny, tak mało realny do zrealizowania. I co najważniejsze, czy nam potrzebny? Nie można wiecznie mówić, że coś zrobię, a po czterech latach stwierdzić, że niewiele jest z tego dokonane. Oceniajmy za pracę. Pod tym względem, jakby nie oceniać klubu „Zadbajmy o Złotów”, jego radni wprowadzeni do rady w obecnej kadencji zrealizowali jednak swój program. Po cichu swoje zrobili i wytłumaczą się przed wyborcami. Tylko w tej sytuacji jest inne pytanie: skoro swoje zrobili opozycyjni radni, to co zrobił burmistrz? Sala gimnastyczna przy Szkole Podstawowej nr 2 to też jest efekt poprzedniej kadencji, w tej postawiono jedynie kropkę nad „i”.

To że poszedł Pan w nadchodzące wybory swoją drogą oznacza definitywny, samorządowy rozbrat ze Stanisławem Wełniakiem?

Chyba tak. Stanisław na pewno zdawał sobie sprawę, że to jest pewna granica, że pojawi się ktoś z odmiennym zdaniem na życie w tym mieście. Mógł spodziewać się mojej decyzji. Myślę, że gdyby go o to zapytać, nie miałby pretensji. Sądzę, że jako doświadczony samorządowiec widzi, że wiele spraw w mieście nie gra i trzeba na to świeższego spojrzenia, zwłaszcza w kontekście gospodarczym.

Zostawił Pan klub „ZoZ” bo nie chciał za plecami kogoś, kto będzie wywierał duży wpływ na Pana decyzje?

To także miało znaczenie. Wiem przecież, że Stanisław jest typem człowieka, który owszem, wysłucha, ale na końcu i tak musi wyjść na jego, więc powie i zrobi swoje. Jeśli wygram wybory, będę miał komfort, że poszedłem swoją drogą.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    odp - niezalogowany 2018-05-17 02:52:28

    No właśnie potwierdziłeś, panie zorientowany, że warunki zabudowy muszą być, gdy nie ma planu. Bo tak jest, że samo Studium nie może stanowić podstawy do wydania pozwolenia na budowę. Jeśli natomiast uchwalony jest dodatkowo plan miejscowy, to nie trzeba już występować o decyzję o warunkach zabudowy Nie napisałem niczego, co nie jest zgodne z prawdą, więc skończ już swoje manipulacje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zorientowany - niezalogowany 2018-05-15 14:49:09

    To ty nie ogarniasz i wprowadzasz ludzi w błąd. Jeśli w studium jest przemysłówka, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby budować na podstawie warunków zabudowy. Pan Thomas ma działkę leśną i stąd potrzeba uchwalenia planu. Ale, czy warto uchwalać za 100 tys. zł plan dla jednego inwestora? Tego już nie oceniam, jednak Rada Miejska uznała, że nie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jasiu - niezalogowany 2018-05-15 14:41:08

    Ma tyle pasji, że go w urzędzie ciężko zastać. Pasję to ma tylko w gadaniu, do roboty dwie lewe ręce.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama