Reklama

Nowy rozdział

03/11/2018 07:36

Tomasz Guhs osiągnął wiele na krajowej arenie tenisa stołowego. Choć nie powiedział w tym sporcie ostatniego słowa, postanowił być nie tylko zawodnikiem, ale i trenerem, zakładając Gminny Klub Tenisa Stołowego „Krajna”

Miałeś na ścianie w pokoju plakat Andrzeja Grubby albo Lucjana Błaszczyka?
Niestety nie, ale dobrze orientuję się w ich sukcesach. Z zaciekawieniem śledziłem newsy ich dotyczące. Jeżeli była taka możliwość, bo turnieje tenisa stołowego są bardzo rzadko transmitowane w telewizji, obserwowałem także ich grę, chcąc się nauczyć czegoś jeszcze.

Te sławy zainspirowały Cię, by zainteresować się tym sportem?
Sławy odkryłem później. Zaczęło się od stołów do tenisa, które stały na korytarzu Szkoły Podstawowej w Sławianowie. Każda przerwa była okazją do mini turnieju. Ja przy tych stołach spędzałem nieco więcej czasu. W szkole pracowali moi rodzice, stąd gdy np. mieli zajęcia dłużej ode mnie albo zostawali na radzie pedagogicznej, wykorzystywałem te momenty, by pograć. Inspiracją był też Wiktor Murach, mój kuzyn. On przygodę z tym sportem zaczął przede mną.

Reklama

Ile miałeś lat, gdy na poważnie wziąłeś się za tenis stołowy?
W sekcji tenisowej Sparty Złotów zaczynałem w wieku ośmiu lat. Z perspektywy dwudziestu lat te początki nie wyglądają jednak tak różowo. Nie byłem pewien, czy tenis to jest to. Pamiętam, że po kilku miesiącach treningów się zniechęciłem i na pewien czas ich zaniechałem. Jednak po jakimś czasie brakowało mi tego. Wróciłem i od tamtego momentu przygoda z tenisem trwała już nieprzerwanie.

Mówisz, że wahałeś się, czy tenis to najlepszy dla Ciebie sport. Próbowałeś też sił w innych dyscyplinach?
Naturalnie jako chłopak uwielbiałem grać w piłkę nożną. Grałem w juniorach Krajny Sławianowo, gdzie walczyliśmy w A-klasie i braliśmy udział w barażach do ligi wojewódzkiej. Bardzo miło wspominam nasze mecze, ale były one jedynie dodatkiem, a tenis stołowy stał zawsze na pierwszym miejscu. Zresztą trenerowi naszej sekcji tenisowej nie podobało się to, że poświęcam się jeszcze innej dyscyplinie. Rzecz w tym, że piłka nożna to sport, gdzie łatwo nabawić się kontuzji. Co więcej, te kontuzje mogłyby przekreślić całą przyszłość w tenisie, bo łamiąc rękę czy nogę nie wróci się już do pełnej kondycji, techniki czy szybkości.

Reklama

Kontuzje z boiska Cię ominęły, za to zaczęły się pojawiać sukcesy w tenisie stołowym.
Pierwszy duży turniej o randze mistrzostw województwa, na który pojechałem, odbywał się w Pleszewie. Miałem wtedy 10, może 11 lat. Pamiętam, że trener nie mógł tam jechać z nami. Szło mi bardzo dobrze, na pewno dużo lepiej niż sądziłem, oceniając swoje szanse. Dotarłem do półfinału. Wtedy zaczęła się gorąca linia telefoniczna z trenerem. Jego znajomy, który był na miejscu, pomógł mi się przygotować do tego pojedynku, zakończonego sukcesem. Nerwy mnie wtedy nie zjadły. Od tego się zaczęło, a potem z większych rzeczy było też zdobycie brązowego medalu Mistrzostw Polski Polskiego Komitetu Olimpijskiego czy wygrana w Drużynowych Mistrzostwach Polski w Tenisie Stołowym. Grałem wtedy w zespole z Pawłem Fertikowskim – obecnie reprezentantem kraju w tenisie stołowym. „Ferdas” należał wtedy do ścisłej czołówki kraju i przywiózł z mistrzostw worek medali, ale w rywalizacji drużynowej to ja nie zaliczyłem porażki i ograłem zawodnika numer 1 w Polsce.

Myślałeś kiedyś o zawodowstwie?
Stawiam sobie to pytanie „co by było gdyby?”... Co bym osiągnął? Jak daleko bym zaszedł? Problem w tym, że jeśli chce się myśleć o zawodowstwie to mając kilka lat powinieneś postawić niemal wszystko na jedną kartę. Jak podejmować tak trudne decyzje w tak młodym wieku? Ja miałem dużo zainteresowań. Dobrze szło mi w szkole. Rodzice też wskazywali, że to co robię w sporcie to dobry dodatek, ale czy można go przyjąć za pewną kartę na przyszłość?

Reklama

Niemniej jednak dużo czasu, który Twoi rówieśnicy mieli wolny, Ty poświęcałeś na treningi.
Wbrew pozorom tenis stołowy to bardzo skomplikowany i wymagający sport. Z zewnątrz może się wydawać, że to tylko odbijanie piłeczki rakietką. Liczy się jednak szybkość w podejmowaniu decyzji, minimalny czas reakcji, technika, taktyka, kondycja... składowych jest wiele. Przygotowując się do ważnych zawodów potrafiłem trenować nawet dwa razy dziennie. Tak jak w innych dyscyplinach, chcąc reprezentować wysoki poziom, trzeba było włożyć w to wiele wysiłku.

Denerwuje Cię, gdy ktoś mówi o grze w „ping-ponga”?
Nie. To określenie fajnie oddaje ideę tenisa stołowego. To ping-pong brzmi bardzo swojsko. Wskazuje, że to sport dla każdego. Piękne jest to, że chcąc się w to bawić amatorsko nie potrzeba worka pieniędzy. Stoły są dostępne niemal w każdej szkole. Podstawowe rakietki kosztują od kilkudziesięciu złotych i już można zaczynać. A ten sport bardzo szybko wciąga.

Reklama

Ekipa ze Sławianowa. To między innymi tam odbędą się rozgrywki w ramach Grand Prix o puchar wójta gminy Złotów


Szybko i mocno, bo chociaż odpuściłeś jako zawodnik, postanowiłeś trenować, upowszechniać tenis stołowy.
Od kilku lat wiedziałem, że to będzie następny, nowy rozdział tej historii związanej z tenisem stołowym. Postawiłem sobie cel – tak ułożyć życie zawodowe, by móc poświęcać się temu co lubię. Zrealizowałem go. Gminny Klub Tenisa Stołowego „Krajna” powstał wiosną tego roku. Treningi prowadzę w Sławianowie i Kleszczynie a zamierzam także w Świętej. Łącznie trenuje około trzydziestu zawodników, są to zarówno dorośli jak i dzieci. Obiekty są dobrze przygotowane. Przydałoby się jeszcze trochę stołów, ale będziemy jako klub o to zabiegać. Co do upowszechniania, to zależy mi na tym, by stworzyć szanse podobne do tych, które miałem ja. Wiadomo, im wcześniej się zacznie, tym większe prawdopodobieństwo, że pojawią się wyniki. Chcę też budować społeczność wokół klubu, organizować rozgrywki amatorskie, turnieje, jeździć z nimi na zawody, wyrobić im licencję sportową. To wszystko wymaga jeszcze trochę czasu. Po treningach, które odbywały się nawet w wakacje widzę, że mam do czynienia z grupą prawdziwych zapaleńców. Jestem też bardzo pozytywnie zaskoczony najmłodszym pokoleniem. Wszędzie się słyszy, że dzieci i młodzież chcą dziś spędzać czas tylko przy komputerze czy tablecie, tymczasem treningi pokazują zupełnie inny obraz. Oni nie mogą się doczekać kolejnych zajęć. Co ciekawe, są to nie tylko chłopcy ale i dziewczyny.

Reklama

A jak zachęciłbyś nieprzekonanych do tego, żeby spróbowali sił w tenisie stołowym?
To sport indywidualny, więc na sukces pracujesz sam, swoim zawzięciem, treningami, umiejętnościami. Nie polegasz na całej drużynie. Rozwijasz koncentrację, kondycję, ale i psychikę, bo trzeba w sobie wyrobić odporność na stres. Kiedy grasz z czołowymi drużynami w kraju nie możesz myśleć, że zawodnik, z którym się mierzysz, jest lepszy od Ciebie, lecz jak go pokonać. To buduje charakter. Poza tym przygoda ze sportem to wiele wspaniałych znajomości i doświadczenie, które potem procentuje w życiu. Nie raz przekonałem się o tym, że sport wiele pomaga, chociażby na studiach.

Rozmawiał Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-11-03 12:15:24

    Czy jest prawdą, że Pana Dziadek Stanisław nazywał si e Guz?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-11-03 20:53:36

    Panie Tomaszu piękna pasja gratuluję wyników. Ale dlaczego zostawił pan dziennikarstwo i związał się z politykierami ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości