Reklama

Ale babki! Olibabki to kobiety do tańca i do różańca

25/02/2016 18:30
Dojeżdżają stopem, śpiewają non stop i nikt ich nie zatrzyma. „Olibabkom” stuknęło 5 lat. - Czego nie dośpiewamy, to dowyglądamy – żartują same z siebie

Ona to jest tirówka...

- Barbara Kulengowska pokazuje koleżankę.

I wcale się nie obraża, no bo czym przyjeżdża na próby? Tirem

– Olibabki wybuchają śmiechem. Krystyna Drozdek także. Fioletowa arafatka w czarną pepitkę drga nieregularnie.

Nieraz zatrzymuje się tir, a my mamy krótkie spódniczki i musimy panu podziękować, bo ja się nie potrafię tak wysoko wtarabanić

– mówi pani Krystyna.

Ja ciebie wciągam

– poprawia ją Ewa Warjarz. Jedenaście „Olibabek” siedzących za stołem w Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej znowu wybucha.

Reklama

Raz zabrali mnie na stopa policjanci z Jastrowia. Pytałam ich, czy w dobrym miejscu stałam. Odpowiedzieli, że nie, dlatego mnie zabrali, bo w niebezpiecznym miejscu stoję

– pani Krystyna jest emerytowaną nauczycielką muzyki. Ryzykuje dojazdami na próby do Złotowa, bo kocha śpiewać.

W dzieciństwie do szkoły miałam 2 km i w każdą stronę śpiewałam. Należałam do chóru w podstawówce. Gdy nauczałam, wszystkie moje klasy były bardzo rozśpiewane. Na emeryturze bardzo brakowało mi śpiewania. Modliłam się o jakiś chór albo zespół

Reklama

– Olibabką pani Krystyna została cztery lata temu.

Zachwyciłam się nimi podczas jednego z występów. Porwał mnie bliski mi repertuar oraz spontaniczne zachowanie się pań na scenie. Wiedziałam, że to jest to, czego szukam. Zamiast się starzeć, myślę, jakby tu krótszą spódniczkę ubrać

– żartuje.

Zespół z kordonka

„Olibabki” powstały pięć lat temu. Podczas haftowania. Świętej pamięci Marianna Żukowska uczyła panie rękodzieła, gdy Aleksandra Wawrzeńczyk dopadła do fortepianu. [[pay]]

Dla żartu zagrałam „U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki, przędą sobie przędą jedwabne niteczki”

Reklama

- wspomina szefowa grupy.

Dziewczyny na mnie popatrzyły (a ja byłam taką zahukaną wiejską dziewczyną, a koleżanki wyfiokowane, ubrane) i zaczęły się dołączać. Z wielką nieśmiałością

– mówi A. Wawrzeńczyk.

Robiłyśmy zajączka z kordonka i śpiewałyśmy

– wtrąca Barbara Kulengowska, kronikarka grupy.

Coraz ładniej to brzmiało, na głosy się rozchodziłyśmy. Tak zostawić tego nie było można

– twierdzi była członkini Chóru Nauczycielskiego. Rzuciła go, bo dwóm panom służyć nie lubi.

18 lat jako sopran występowałam, a to był głos wiodący. Komu nie szło, to soprany musiały robić za podłoże. Do domu przychodziłam i dziób w ciup...

Reklama

- pani Basia składa usta i puszcza oko. Od razu widać, że jest duszą towarzystwa.

„Olibabki” to zespół dwugłosowy, mniej nas było, szybciej się zgrywałyśmy. I repertuar mniej ambitny

– na emeryturze chce się zwolnić obroty, przyznaje emerytowana nauczycielka, a zarazem autorka nazwy zespołu.

B. Kulengowska:

Miała być burza mózgów... Cisza. To zadanie domowe... Znowu cisza.

O. Wawrzeńczyk:

Miało być wrzosy, jaśminy, chryzantemy. Ale miałyśmy sporo piosenek Filipinek, skocznych i to jakoś nie pasowało.

B. K.:

Reklama

I cisza. A mnie nosiło. Już nie mogłam wytrzymać. „Olibabki”!

Goniąc Kormorany

Łódź, jezioro i muzyka płynąca z ośrodka. Alinie Stasiak przypomina się pierwsza miłość. Pąsy na twarzy i kormorany śpiewane przez Piotra Szczepanika.

Alina ciągle naciska, żebyśmy miały „Goniąc kormorany” w repertuarze

– mówi Ola Wawrzeńczyk, która odpowiada za aranżacje piosenek śpiewanych przez „Olibabki”.

Pracowałam w internacie, a tam są otrzęsiny. Któregoś razu kazali mi zaśpiewać „Pszczółkę Maję”. Stres był ogromny. A teraz gdy spotykam się z koleżankami na zjazdach, to mówią, że widzą mnie w telewizji jak śpiewam

Reklama

– pani Alina jest dumna z przynależności do zespołu wchodzącego w skład Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Mówię im, że jednak na starość wychodzą te talenty. Nauczyłam się teraz pływać, prawo jazdy zrobiłam...

- wylicza złotowianka.

Panie zgodnie podkreślają, że bycie częścią zespołu mobilizuje do ćwiczenia szarych komórek.

Musimy pamiętać gdzie i kiedy próba

– śmieje się A. Wawrzeńczyk. Teraz panie uczą się piosenek.

Czasami koleżanki rzucają pomysły utworów z młodości. W domu włączam komputer i szukam tekstów i nut. Mamy też w repertuarze kilka piosenek Abby po polsku. Córka siedzi w Anglii przy komputerze przy tej samej piosence i każdy wers mi tłumaczy. Może to jest profanacja tych utworów, ale ja je dostosowuję do języka polskiego

Reklama

– pani Ola jest muzycznym mózgiem zespołu. Ale do dyktatury w „Olibabkach” daleko.

Ola mówi, że ma słowa, już plumkała i że to będzie ładne na dwa głosy... A my próbujemy i nam to jakoś nie idzie. I w ogóle dla nas to nie jest takie ładne jak szefowa mówi

– B. Kulengowska do wypowiedzi zrywa się z krzesła niczym prymuska.

U nas nie jest jak u Putina. Jeżeli Ola mówi, że to jest ambitne, to my, że może kiedy indziej... Ale to rzadko.

„Olibabki” to jest gra zespołowa. Owszem, musi być lider, ale sam niczego by nie zdziałał

Reklama

– zaznacza szefowa grupy.

W repertuarze zespołu są piosenki biesiadne, patriotyczne, przedwojenne, marynistyczne, lata 60-70, kowery operetkowe, pastorałki.

Przygotowujemy światowe przeboje po polsku. Będzie Presley, Armstrong, Robbie Williams

– zapowiadają panie z UTW.

Pół kilo sukienki

Jakież one piękne! Jakie odważne! Co za swoboda na scenie! Ochom i achom nie ma końca.

Widząc je podczas występów wpadłam w taki podziw, że powiedziałam do koleżanki: zazdroszczę im, ale nie wiem, czy bym się odważyła

– Genowefa Melcer nie kryje zachwytu nad „Olibabkami”. Od dwóch lat jest jedną z nich. Krystyna Drozdek także nie kryje spóźnionych uwielbień:

Reklama

Gdy wchodzę do sali przed występem, nieco spóźniona, bo autobus właśnie przyjechał, to podziwiam koleżanki, jak pięknie i młodo wyglądają.

Trudno się sobą nie zachwycić, gdy ma się próby przy lustrze

– puentuje pani Basia, która jest jedną z królowych lumpeksów, jak mówią o sobie „Olibabki”. To wśród odzieży używanej panie znajdują perełki do stylizacji, np. na diwy z lat 20-tych.

Jak wchodzę do jednego sklepu, to taka młoda sympatyczna pani mnie wita: o, lata 20-te, lata 30-te...

- kierowniczka grupy przerzuca zdjęcia z występów. Zatrzymuje się na kreacji operetkowej.

Reklama

Po występie zaczepiła mnie znajoma: Basia, jak wy byłyście ładnie ubrane, każda inaczej. A ty miałaś taką powłóczystą suknię... Tak, bo mnie stać na pół kilograma sukienki

– Barbara Kulengowska jest skarbnicą powiedzonek.

Bo czego nie dośpiewamy, to dowyglądamy

– pozuje niczym do zdjęcia.

Życie mniej boli

Jest wtorek. „Olibabki” siedzą za stołem przy kawie i cieście pani Basi (co tydzień piec musi inna z pań, według alfabetycznej listy) i rozmawiają. O śpiewaniu, pasji i życiu. Na chorowanie jest szlaban.

Mieszkamy same, nie mamy z kim porozmawiać, więc wyjście na próbę dwa razy w tygodniu jest sposobem na życie

– Genowefa Melcer w zespole przełamuje nieśmiałość.

„Olibabki” to przedłużenie młodości. A dzieci są z nas dumne

– dodaje.

Bo mama nie siedzi w domu i nie myśli, co ją jutro zaboli

– B. Kulengowska zawsze trafnie wtrąca swoje trzy grosze.

Miałam udar. Doktor logopeda kazała mi śpiewać. Dwa lata temu zapisałam się na uniwersytet, a potem do zespołu

– opowiada Ewa Warjarz.

Może nie jestem artystką, ale kocham śpiewać. To rodzaj terapii.

Nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu. A my go nie mamy

– zauważa jej koleżanka.

Krystyna Drozdek:

Dzieci są dorosłe, mąż pracuje do późna... Dzięki zespołowi szybciej i radośniej leci mi czas. Jestem pozytywnie naładowana. Do domu wracam wyśpiewana i najedzona. A mężowi śpiewam: gdy mi ciebie zabraknie...

A. Wawrzeńczyk:

My jesteśmy kobietami 50-60-70 plus, ale my jesteśmy babki i do tańca, i do różańca. Jak trzeba, to na potańcówkę pójdziemy, na ślubie zaśpiewamy i na pogrzebie też.

Zapraszamy na schody

Na scenie Olibabki zawsze mają wszystko dopracowane kropka w kropkę

20 lutego o godzinie 18:00 w Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej odbędzie się 5-lecie zespołu wokalnego „Olibabki”. Panie pokażą się w trzech odsłonach.

Naszym marzeniem jest, żeby ludzie na schodach siedzieli

– A. Wawrzeńczyk zaprasza na jubileusz. A pani Basia nie byłaby sobą, gdyby nie miała na to rady:

Na pół widowni zrobi się kartki „rezerwacja”, to ludzie nie będą mieli wyjścia i na schodach siądą...

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama