Z okazji mijającego roku przypominamy Wam najlepsze teksty z ostatnich dwunastu miesięcy - tym razem w wersji otwartej!

Małgorzata Wrzeszcz-Modliszewska ma chyba najdłuższe włosy w Złotowie. A przynajmniej osobiście nie zna nikogo w naszym mieście czy jego okolicy, kto miałby równie okazały warkocz. Warkocz, bo pani Małgorzata najczęściej taką właśnie preferuje fryzurę. Jaki jest długi?
– Idąc na nasze spotkanie, mąż zmierzył warkocz. Wychodzi, że 110 cm. Odtąd… – pani Małgorzata pokazuje samą tylko tę część, która zaczyna się na wysokości karku. Do tego dochodzi jeszcze długość włosów od grzywki, stąd szacujemy, że cała długość włosów może wynosić około 130 cm.
– Ja mówię o samym warkoczu, chociaż na konkursach raczej mierzona jest długość od górnej części czoła – wyjaśnia bohaterka artykułu. Zastrzega, że zwolenniczką takich konkursów nie jest, wzięła w nim udział tylko raz, bardziej namówiona niż z własnego przekonania.
– Konkursy nigdy mnie nie interesowały, raczej stronię od pokazywania, od zdjęć. Wtedy to był czysty przypadek – mówi o konkursie sprzed kilku lat w Poznaniu.
– Zaczepił nas jeden z przechodniów. Mówił, że w pobliżu odbywa się konkurs na najdłuższy warkocz i koniecznie muszę wziąć w nim udział. Powiedział, gdzie się odbywa. Nie za bardzo chciałam, ale mąż i znajomi mnie przekonali – wspomina. Złotowianka nie wygrała, zajęła czwarte miejsce. Wtedy warkocz liczył 92 cm.
Od kiedy zapuszcza Pani włosy? - to najczęstsze pytanie, jakie słyszy nasza rozmówczyni.
– Odpowiedź nie jest oczywista. Bo nigdy nie miałam zamysłu, że zaczynam zapuszczać. Samo tak wyszło, po prostu w pewnym momencie zorientowałam się, że są dłuższe. To było prawdopodobnie w okolicach pierwszej klasy szkoły średniej – wtedy jej włosy sięgały ramion.
– Od tego czasu zaczęłam podcinać tylko końcówki, dla wzmocnienia, w zależności od tego, ile za słuszne uznała fryzjerka, najczęściej po 2-3 cm – pani Małgorzata nigdy nie trzymała się stałych długości podcięć.
– Słyszałam, że powinno się podcinać raz na trzy miesiące, ja robię to znacznie rzadziej, jakieś dwa razy w roku – szuka w pamięci. Nigdy nie towarzyszy jej wtedy poczucie żalu.
– Wiem, że za chwilę odrosną, a takie podcięcia zdecydowanie wzmacniają włosy, sprawiają, że wydają się zdrowsze – mówi.
Co innego, gdyby miała teraz drastycznie skrócić włosy, np. do ramion.
– Z jednej strony sama niekiedy myślę, że fajnie byłoby trochę poszaleć, zrobić z fryzurą coś innego, mocniej obciąć włosy. Tym bardziej, że długość, z którą najlepiej się czułam, była do pasa. Z drugiej strony byłoby mi szkoda. Zdaję sobie sprawę, jak długo zapuszczam włosy i że ten warkocz to już jednak taki trochę mój znak rozpoznawczy – przyznaje z uśmiechem.
– Dlatego na razie na poważnie nie myślę o ścięciu – dodaje.

Co z dalszym zapuszczaniem? Jaka długość jest akceptowalna dla pani Małgorzaty?
– Powiedzmy, że do połowy łydki – mówi. Obecnie włosy sięgają w okolice zgięcia kolan.
– Jakaś granica musi być, bo jednak takie włosy to też pewna uciążliwość. Choćby samo mycie nie jest proste. Gdy włosy są namoczone, mają inny ciężar. Dlatego czasami proszę o pomoc męża, żeby wmasował szampon i umył mi włosy. Wtedy przynajmniej swobodniej mogę podeprzeć się na wannie, bo ciężar takich długich, mokrych włosów jest zupełnie inny – przyznaje. Jak często myje się takie włosy?
– Niezbyt często, a już na pewno nie codziennie. Tym bardziej, że nie zawsze uda się zrobić tak, żeby same schły, a ich suszenie sporo trwa. Najczęściej myję je raz w tygodniu, ewentualnie dwa razy. Z reguły szamponu używam dwukrotnie, do tego stosuję odżywki.
Tak długie włosy sprawiają, że często należy się pilnować, żeby uniknąć kłopotliwych sytuacji.
– Staram się wtedy splątać warkocza, żeby nie był taki długi. Nawet chowam pod bluzę, np. na karuzeli. Niebezpiecznych sytuacji na szczęście nie doświadczyłam, ale zdarza się, że np. zahaczę warkoczem o klamkę. Ostatnio przytrzasnęłam go szufladą od szafki w kuchni. Wiadomo, że w domu nic się raczej nie stanie, ale w innych miejscach mam wyrobione poczucie, że należy zachować ostrożność. Na co dzień, gdy robię domowe porządki, czasami spinam włosy w koka. Są już jednak tak długie, że nawet kok bywa kłopotliwy, zwyczajnie jest ciężki. Dlatego zdecydowanie najwygodniejszy jest warkocz – przyznaje.
Jego plecenie wcale nie jest żmudne.
– Zdarza się, że muszę rozpleść go w trakcie czesania, bo czuję, że jakiś włos się zaciąga i to pobolewa. Wtedy zaczynam od nowa, ale to rzadkość. Najczęściej potrafię się z nim uporać maksymalnie do pięciu minut – to czynność, którą złotowianka wykonuje sama, nikt jej w tym nie wyręcza, nawet małżonek.
– Szczerze mówiąc, mąż nigdy nie próbował robić mi warkocza. A mama nawet niedawno się dziwiła, jak ja to robię, że jest taki długi, a tak sprawnie mi to wychodzi…
Bardzo rzadko panią Małgorzatę można zobaczyć w rozpuszczonych włosach. Jeśli już, to przy okazji rodzinnych uroczystości.
– Ale nigdy z prostymi. Zawsze skręcam je wtedy lokówką bądź idę w tym celu do fryzjerki – tak zakręcone włosy sięgają nieco poniżej pasa.
Nasza rozmówczyni przyznaje, że ludzie nierzadko podchodzą do niej, reagują na widok okazałego warkocza. To miłe reakcje, sprawiają przyjemność. Gorzej, gdy obcy niespodziewanie podchodzą i dotykają włosów. Czasami nic nie mówią, a niekiedy też komentują: jakie długie, muszę dotknąć. Takich sytuacji pani Małgorzata nie lubi.
– Oczywiście staram się tego nie okazywać, choć czasami czuję się wtedy zakłopotana – opisuje, przyznając, że podchodzą do niej zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
– Często to starsze osoby. Panie wspominają, że kiedyś też takie miały, a panowie żalą się, że kiedyś takie warkocze były zdecydowanie częściej spotykane, teraz to rzadkość – opisuje reakcje.
Pani Małgorzata nie przypomina sobie, żeby ktokolwiek negatywnie zareagował na widok jej warkocza, powiedział, że jest nieładny bądź że się nie podoba.
– Być może zdarza się, że ktoś tak myśli, ale powiedzieć nikt się jeszcze nie odważył.

Małgorzata Wrzeszcz-Modliszewska jest nauczycielką. Oczywiście dla uczniów to właśnie długie włosy są jej charakterystyczną cechą.
– Naturalnie zaczepiają mnie, zwracają uwagę, bo to jednak taki trochę mój znak rozpoznawczy. Jeden z nauczycieli powiedział mi kiedyś, że dzieci mówią na mnie „Roszpunka” – na delikatnej buzi ponownie pojawia się uśmiech.
W kwestiach pielęgnacji nasza rozmówczyni bardzo zwraca uwagę na to, żeby dobierane przez nią produkty były jak najbardziej naturalne.
– To także wynika z moich zainteresowań. Sama ukończyłam również naturopatię i ziołolecznictwo. Na sobie staram się testować różne płukanki roślinne, zielarskie – wyjaśnia, że powstają na bazie produktów z seryjnej produkcji, ale naturalnego pochodzenia.
– Niektóre z tych płukanek sama robię – podkreśla. Czy rozważa bardziej komercyjną działalność w tym zakresie?
– Być może kiedyś zacznę się tym zajmować bardziej fachowo – nie wyklucza pani Małgorzata. Jedno jest pewne: z takimi włosami sama mogłaby być znakomitą reklamą swoich produktów.
Piotr Steffen

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!