Reklama

Amator nie ma szans

19/10/2012 14:29
Mariusz Pudzianowski czasami przekraczał próg bólu

Środki dopingujące są dla ludzi?
Są. Na świecie jest jedna wielka ściema. Wszyscy biorą, w każdym sporcie. Chodzi o to, żeby nie dać się złapać - taka jest smutna prawda. Nie może być tak, że Jamajczycy w 9:40 sekundy biegają na 100 metrów, a inni są daleko, daleko z tyłu.

Czy sport może obyć się bez takich środków?
Środki dopingujące są zakazane. Każdy ma swój rozum i wie, co robi. Każdy musi się liczyć z konsekwencjami zdrowotnymi i sportowymi.

Rozumiem, że wystarczy wziąć środki osłonowe i można śmiało brać…
Wiesz, to jest temat ciężki, powiedziałbym: to temat tabu i tyle... Ja się na tym nie znam.

Więc zmieniam temat: Podobasz się kobietom?
Ja sam sobie się nie podobam (śmiech). I trzeba byłoby się zapytać kobiet, czy strongmeni im się podobają.

Zdarzały się sytuacje w Twoim życiu kiedy trzeba było użyć siły, tak aby wstrząsnąć natrętnym człowiekiem?
Wiesz, bywały śmieszne historie, najczęściej na zawodach lub pokazach w jakichś klubach, ludzie chcieli siłować się na rękę. Zakładałem się wówczas np. o 10 piw. Nie ma możliwości, żeby przeciętny człowiek wygrał ze strongmenem, który waży 130 kg. Organizmy nasze są wyćwiczone, więc taki amator szans nie ma.

Co musiałeś poświęcić w swoim życiu, żeby być strongmenem?
Patrzę na to inaczej. To wszystko co robię jest moją wielką pasją. Organizowanie imprez dla strongmenów, to mnie nakręca. Ja żyję z tego, to moja robota, z której bardzo się cieszę i jestem dumny. Organizowałem naprawdę duże imprezy sportowe pokazywane na kanale niemieckim, sportowym DSF, Eurosporcie. W każdym mieście, gdzie występuję, organizuję galę, podpisuję umowę z burmistrzem bądź prezydentem miasta, niczego nie muszę się wstydzić. Są ludzie na imprezach, co mnie dodatkowo bardzo motywuje, a wyrzeczenia są zawsze i jestem tego świadomy, ale nie żałuję.

Jak wygląda Twoja praca?
Jak każda praca menadżerska. Trzeba iść do miasta, przedstawić projekt, udowodnić, że ta impreza będzie dobra. To jest zupełnie jak koncert. Trzeba pozyskać sponsorów. Wszystko jest proste do obliczenia: ile zarobi zawodnik, jakie są koszta dj, nagłośnienie.

Były sytuacje w życiu, w których mogłeś pójść w stronę półświatka?
Nie, nie było takiej sytuacji...

Obiło mi się o uszy, że ludzie z takimi gabarytami, predyspozycjami są łatwym kąskiem dla tego świata.
Może gdzieś są takie przypadki, u mnie nie ma na to przyzwolenia. Ja pracuję w show biznesie, grałem do tej pory w trzech filmach, „Nie ma takiego numeru”, „Święta wojna”, a obecnie „Antyterapia” Bartka Brzeskota, który będzie grany w kinie w 2013 roku. Półświatek mnie nie interesuje, bo to życie krótkie, małe.

Jednym słowem szkoda czasu?
Mam 43 lata, strongmenem zacząłem być kiedy miałem 28, trochę późno. Zawsze miałem żal, że ten czas za szybko leci, gdzieś pędzi i gna do przodu, a mi go strasznie brakuje. Jeżdżę na Słowację do kolegi na zawody w różnych miejscowościach i zawsze mówię, że mam 29 lat. Mój przyjaciel z Bratysławy w końcu rzekł: „Gregor, co ty mówisz, jeździsz tutaj 15 lat i masz ciągle 29”, mówię: Oj, przepraszam, 43 wybiło już na karku (śmiech).

Kto zrobił na Tobie wrażenie w tym całym świecie siłaczy?
Mariusz Pudzianowski, który osiągnął wręcz kosmiczne wyniki i nie wiem, czy doczekamy się kiedyś kogoś takiego.

Na czym polegał jego fenomen?
Myślę, że siła wrodzona, dynamika i wytrzymałość, ale, co należy podkreślić, jest niesamowicie zdeterminowany. Czasami przekracza próg bólu.

Płakałeś kiedyś?
Pewnie.

Strongmen nie boi się łez?
Normalny człowiek nie boi się łez. Każdy w końcu ma uczucia. Czegoś pragnie, czegoś chce, na filmach się wzruszam szczególnie.

Najlepsze wspomnienia z kariery, coś, co wryło się szczególnie w pamięć?
Wiele jest takich rzeczy, musiałbym pogrzebać troszkę w głowie. Śmialiśmy się ostatnio z Irkiem Kurasiem. Jechaliśmy za granicę, strażnik wziął paszport i doskonale mnie rozpoznał, a takie sytuacje bywają często. Popularność zresztą bywa pomocna.

Czy miałeś jakiegoś idola przez te wszystkie lata?
Każdy niemal młody człowiek ma idoli. Jak uprawiałem lekkoatletykę moim wzorem był Marian Woronin, teraz mam swój wiek, jestem zwyrodniałym facetem, więc wiesz, było - minęło. Pamiętam jak Ben Johnson (kanadyjski sprinter) został złapany na dopingu, też był moim idolem, był największy albo pierwszy mistrz strongmenów Bill Kazmaier czy Arnold Schwarzcenegger, oj, było tego trochę.

Dla kogo to wszystko robisz?
Dla siebie przede wszystkim. Byłem teraz na mistrzostwach świata w Irlandii, drużynowo zajęliśmy 5 miejsce. Nieważne, co o mnie napiszą, mówią, robię to dla siebie, zaspokajam swój głód.

Postawiłeś sobie jakiś cel do osiągnięcia czy to już czysta zabawa?
Sportowiec zawsze musi mieć cel, a za takiego się uważam. Bez niego lepiej zostawać w domu. Wiadomo, chciałem być mistrzem świata, Europy, ale kariera trwa zaledwie 8-10 lat i nieliczni mają taki zaszczyt i możliwość. Podchodzę do swoich obowiązków sumiennie i wyznaczam sobie mniejsze cele.

Ile ton żelastwa trzeba przerzucić, aby dojść do zadawalających wyników, żeby liczyć się w świecie, Europie, Polsce?
Jak to mówią, bez pracy nie ma kołaczy. Pewnie, że trzeba przerzucić tony, ale bez uwarunkowań genetycznych bardzo ciężko dojść do poziomu najlepszych. Na przykład żaden człowiek biały nie pobiegnie 9 sekund na 100 metrów. Żaden czarny człowiek nie podniesie tyle kilogramów ile człowiek o przeciwnej karnacji. Trzeba trafić w swój sport, sam trening to za mało, musi być coś więcej.

Twoim głównym zajęciem jest organizacja i prowadzenie imprez strongmenów. Trzeba przyznać, że niezły z Ciebie showman. Jakie do tej pory przeprowadzałeś imprezy, gdzie bywałeś?
Wiesz, byłem na mistrzostwach świata, Europy, pucharze świata etc. Dzięki tej dyscyplinie sportu znam dwa języki: rosyjski i angielski. Mam dużo przyjaciół w całej Europie, gdyby np. popsuł mi się samochód, żaden nie odmówiłby mi pomocy. Obecnie organizuję dużo imprez, bo takie firmy jak moja są bodajże trzy w Polsce. Muszę pochwalić się, że mam dobre recenzje. Zresztą sam widziałeś w Złotowie wielu zadowolonych kibiców. Ludzie dzwonią i mówią: Grzesiu, było pięknie. Mam w swojej drużynie 15 chłopaków – stałych wyjadaczy, grupa zawodowa, pełen profesjonalizm.
Występami, promocją zajmuje się specjalista od kreowania wizerunku i kontaktu z mediami Przemysław Książczyk. My jesteśmy otwarci na współpracę z każdym podmiotem, który wykazuje chęć i zainteresowanie do współpracy.

Koszty wynajęcia takiej imprezy to…?
O pieniądzach nie chciałbym rozmawiać. Są to kwestie, które ustalam z burmistrzami, stawka z góry jest ustalona. Wiadomo przecież, nikt z zagranicy nie przyjedzie za darmo. Trzeba zapłacić za hotele, samochód. Są to pieniądze porównywalne z wynajęciem przeciętnej polskiej kapeli.

Gdyby cofnąć się w czasie, to droga, którą wybrałeś, była właściwa? Nie żałujesz?
Trudne pytanie. Sam do końca nie wiem. Zawodnicy w sportach siłowych, ciężarach, sportach walki wykonują naprawdę ciężką pracę, dostając za to marne pieniądze. Boli mnie taka sytuacja jak w piłce nożnej, gdzie przeciętny kopacz dostaje taką kasę, o jakiej inni mogą sobie pomarzyć i to jest dla mnie chore.

Jak długo zamierzasz dźwigać, wiadomo stawy, ścięgna szybko się zużywają.
Jak najdłużej do 60 roku życia chcę udowodnić, że można..
Rozmawiał Karol Zabel
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama