Reklama

Amerykański sen Martyny

10/12/2016 19:00
Czy w USA jest jak w filmach? Martyna Wróbel sprawdzała to przez rok. Jako Au Pair. I choć dzieci chciały jej skakać z okien, to pobyt za wielką wodą uważa za przygodę życia

Ulotka może zmienić wszystko. Martynie wystarcza jedno zdanie – Witaj w Ameryce. Jest rok 2010, a ona uczy się w pierwszej klasie „Ogólniaka” w Złotowie. Ofertę wyjazdu do kraju wielkich możliwości znajduje na szkolnym korytarzu.

Byłam zafascynowana Stanami. Te filmy, piosenki, wszystko pokazywało inny świat. Kolorowy, pełny życia. Chciałam się przekonać czy rzeczywiście jest tam tak pięknie

– Martyna Wróbel nigdy dotąd nie była za granicą Polski. Podróże odbywała na mapie i w głowie. Ale marzyła o wyjeździe. Dlatego wybrała kierunek lingwistyczny z geografią.

Reklama

Dobra, napisze maturę, zdam i wyjadę

– stwierdza. To samo mówi mamie, a ta przytakuje. Dzieci mają w końcu szalone pomysły. Taki wiek. Samo przejdzie. Na „nieszczęście” w liceum Martyna jedzie na wycieczkę. Paryż – Wenecja – Barcelona. Już wie, że chce być obywatelką świata. A gdzie może się spotkać z tym wielkim światem? W USA.

Gdy będąc w 3 klasie, załatwiałam wizę i wyjazd stawał się realny mama zapytała: dziecko, ty naprawdę tam jedziesz? No jadę

– Martyna ma już dowód ze swoim zdjęciem. Okrągła buzia, lekki uśmiech, niepewny wzrok.

Reklama

Rodzice byli w szoku, ale zawsze mnie wspierali i teraz też stanęli za mną. Tacy rodzice to skarb

– podkreśla dziś 22–letnia mieszkanka Kleszczyny.

Do teraz słyszę, że ten wyjazd był szaleństwem. Dla mnie jednak to było najlepsze, co w życiu wymyśliłam!

Brooklyn Bridge NYC (Martyna druga od lewej)

Kliknij sobie rodzinę

Z Martyną Wróbel poznajemy się w „Ogólniaku”. Jest piątek, ostatni uczniowie szurają po korytarzach, ale na spotkanie nikt nie zagląda.

Szkoda, bo to ciekawa opcja dla dziewczyn

– mówi w progu pracownica Au Pair in America. To organizacja będąca częścią Amerykańskiego Instytutu Studiów Zagranicznych (AIFS). Z jej inicjatywy w 1986 roku powstał pierwszy program wymiany kulturalnej pod nazwą „Au Pair”. Skorzystać z niego mogą kobiety w wieku od 18 do 27 lat. Absolwentka liceum w Złotowie do USA pojechała we wrześniu 2013 roku. Miała 19 lat.

Reklama

Wcześniej wybrałam sobie rodzinę. To do mnie należała ta decyzja w 100%. Wybrałam tę, a nie inną, bo była bardzo usportowiona, jak ja

– wyjaśnia studentka Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Ludzi, z którymi miała zamieszkać na rok poznała przez internet.

Tworzy się swój profil z informacjami, czy ma się prawo jazdy, czym się interesuje, robi się film promujący. Rodziny ze Stanów to przeglądają i jeśli któraś dziewczyna im się spodoba, to nawiązują z nią kontakt mailowy lub telefoniczny

– opowiada o zasadach programu. Przed wyjazdem trzeba omówić szczegóły, jak choćby płatność za benzynę w „służbowym” aucie.

Reklama

Z mamą bardzo dobrze mi się rozmawiało. Tata także był w porządku. Polubiliśmy się, coś kliknęło

– M. Wróbel wyjaśnia, dlaczego wybrała rodzinę z Bostonu. Czy mogła przeczuwać kłopoty, jakie ją tam spotkają?

Czas badania

O co chodzi w tym baseballu? Dzień po przyjeździe do Bostonu (wcześniej przez kilka dni uczestniczki programu szkoliły się pod Nowym Yorkiem) Martyna trafia na lokalne święto – mecz czerwonych skarpet (Boston Red Sox). Pani domu, do którego trafia, pracuje w Banku Narodowym Ameryki, w sekcji marketingowej i ma wejściówki na najważniejsze wydarzenia sportowe. Spotkanie trwa kilka godzin, a Polka nie ma pojęcia, o co w nim chodzi.

Reklama

Zasad do dzisiaj nie do końca rozumiem, choć dzieci wielokrotnie próbowały mi je wyjaśnić. Mecz baseball’u to duże wydarzenie sportowe, ale Amerykanie przychodzą na stadion także po to, żeby ze sobą porozmawiać, spędzić czas

– wspomina pierwsze zderzenie z obcą kulturą. Najtrudniej jest jej przełamać chęć zbliżenia się.

Red Sox vs. New York Yankees game Boston

Wszystkich i wszędzie. Amerykanie przytulają i całuję Martynę na potęgę.

Miałam odruch „gdzie z tymi rękami”

– twierdzi. Walczy z nim kilka tygodni. Kulminację przeżywa podczas święta dziękczynienia.

Reklama

Zjechali się krewni mojej rodziny i wszyscy chcieli mnie ściskać i całować. I rozmawiać o moim życiu, rodzinie. A potem przy stole pełnym Amerykanów musiałam mówić, za co komu jestem wdzięczna...

Czy wspomina o nowych doświadczeniach z wielką hondą, na szybie której podczas pierwszej jazdy niemal nie rozbiła sobie nosa? Wszystko przez automatyczną skrzynię biegów. A może o pierwszym zaskoczeniu na skrzyżowaniu?

Reguły są proste. Pierwszy jedzie ten, który do krzyżówki dojechał i się zatrzymał. Wszędzie są światła, nie ma wielkich rond, przepuszczania. O wiele lepiej się tam jeździ niż w Polsce

Reklama

– zapewnia.

Na pewno nie mówi o dzieciach. O skakaniu z okien i innych próbach, którym ją poddają.

Bardzo długo mnie sprawdzały, na jak wiele mogą sobie pozwolić. Musiały zobaczyć, jak zareaguję

– Martyna Wróbel wzięła pod opiekę troje dzieci: dwunastoletnie bliźniaczki i ich czternastoletniego brata.

Z pierwszego dnia niewiele pamiętam

– mówi szczerze, że było trudno. I to mimo że przez tydzień wszędzie jeździł z nią tata dzieci. Zadaniem opiekunki (miała zapewnione jedzenie, nocleg i około 200 dolarów kieszonkowego) było wożenie dzieci do szkoły i na zajęcia pozalekcyjne. Tenis, piłka nożna, baseball, futbol.

Reklama

Dużo tego było. Pomagałam w odrabianiu lekcji, a potem zaczynało się rozwożenie. Zajęcia trwały często do 21, także w tygodniu te dzieci niewiele czasu spędzały w domu

– opowiada auperka, jak nazywa się uczestniczki programu.

Bezpiecznie pod helikopterem

15 kwietnia 2013 roku ok. godz. 14:49 czasu lokalnego (20:49 czasu polskiego), w czasie trwania maratonu w Bostonie, doszło do wybuchu dwóch bomb. Zginęły 3 osoby, a 264 zostały ranne. Martyna trafia tam rok później. Nad głową ma helikoptery, a na każdym rogu witają ją uzbrojeni funkcjonariusze. Do centrum miasta nie sposób wnieść torby, do której wcześniej nie zajrzał policjant. Mimo to 19–latka z Polski czuje się tam bezpiecznie.

Reklama

Wiem, że są to ludzie, którzy w razie czego mi pomogą

– utrzymuje. Może to przez miłość? Martyna zakochuje się w Bostonie. Przez rok spędzony w USA utwierdza się w przekonaniu, że to wspaniały kraj. Mimo wad, które dostrzega. Dlatego zamierza tam wrócić.

Boston - miasto, które pokochała

Na Au Pair im America mogę pojechać ponownie po dwóch latach od poprzedniej wizyty. Ten czas właśnie minął, ale odkładam decyzję. Po pierwsze chcę skończyć studia. Po drugie chcę, żeby to było dla mnie specjalne wydarzenie

Reklama

– mówi, zbierając różowe ulotki zachęcające do wzięcia udziału w programie. I choć twierdzi, że pokochała USA, to jednak nie mogłaby tam zostać na zawsze.

Odwiedziłam wiele krajów, ale to wracając do Polski czuję się jak u siebie. Moje serce jest tutaj.

Ciekawe, czy tak samo powiedzą jej siostry – bliźniaczki, które od trzech miesięcy pracują w Londynie. Nad Tamizę wyjechały także dzięki programowi Au Pair.

Poszły poniekąd moim śladem i są zadowolone

– twierdzi Martyna Wróbel. Dlatego zachęca dziewczyny do wyjazdu:

Podszkolicie język, zdobędziecie doświadczenie, zobaczycie kawałek świata i zdobędziecie kredyty (odpowiednik ilości godzin spędzonych w college’u). To przygoda życia!

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    emilia - niezalogowany 2016-12-11 22:25:45

    po co hejt, co ci z tego? chcieli to napisali o niej xd o tobie nic nie słychać czyli ty gówno widziałaś iza xd

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Weronika - niezalogowany 2016-12-11 22:25:39

    Co za bzdury! Co za spostrzeżenia! Aupair to nie praca 24h!! Zaledwie kilka godzin w dniu, a weekendy wolne by rozmawiać po angielsku, zwiedzać i poznawać ludzi ale rozumieją to tylko ludzie z pasją, a nie ludzie... hmmm bez pasji!!! Ta dziewczyna zapewne była szczęśliwa, dziś ma co opowiadać!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zyta - niezalogowany 2016-12-11 22:20:50

    To prawda!!! Widziałam jej instagram. Dziewczyna zwiedziła kawał świata, nie tylko USA!! Zapewne dziewczyna miała dużo siły i odwagi wyrwać się z małej Kleszczyny!!!!!! Podziw!!!!! Powinniśmy być dumni, że są tacy ludzie w naszym powiecie!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama