Ulotka może zmienić wszystko. Martynie wystarcza jedno zdanie – Witaj w Ameryce. Jest rok 2010, a ona uczy się w pierwszej klasie „Ogólniaka” w Złotowie. Ofertę wyjazdu do kraju wielkich możliwości znajduje na szkolnym korytarzu.
Byłam zafascynowana Stanami. Te filmy, piosenki, wszystko pokazywało inny świat. Kolorowy, pełny życia. Chciałam się przekonać czy rzeczywiście jest tam tak pięknie
– Martyna Wróbel nigdy dotąd nie była za granicą Polski. Podróże odbywała na mapie i w głowie. Ale marzyła o wyjeździe. Dlatego wybrała kierunek lingwistyczny z geografią.
Dobra, napisze maturę, zdam i wyjadę
– stwierdza. To samo mówi mamie, a ta przytakuje. Dzieci mają w końcu szalone pomysły. Taki wiek. Samo przejdzie. Na „nieszczęście” w liceum Martyna jedzie na wycieczkę. Paryż – Wenecja – Barcelona. Już wie, że chce być obywatelką świata. A gdzie może się spotkać z tym wielkim światem? W USA.
Gdy będąc w 3 klasie, załatwiałam wizę i wyjazd stawał się realny mama zapytała: dziecko, ty naprawdę tam jedziesz? No jadę
– Martyna ma już dowód ze swoim zdjęciem. Okrągła buzia, lekki uśmiech, niepewny wzrok.
Rodzice byli w szoku, ale zawsze mnie wspierali i teraz też stanęli za mną. Tacy rodzice to skarb
– podkreśla dziś 22–letnia mieszkanka Kleszczyny.
Do teraz słyszę, że ten wyjazd był szaleństwem. Dla mnie jednak to było najlepsze, co w życiu wymyśliłam!

Brooklyn Bridge NYC (Martyna druga od lewej)
Z Martyną Wróbel poznajemy się w „Ogólniaku”. Jest piątek, ostatni uczniowie szurają po korytarzach, ale na spotkanie nikt nie zagląda.
Szkoda, bo to ciekawa opcja dla dziewczyn
– mówi w progu pracownica Au Pair in America. To organizacja będąca częścią Amerykańskiego Instytutu Studiów Zagranicznych (AIFS). Z jej inicjatywy w 1986 roku powstał pierwszy program wymiany kulturalnej pod nazwą „Au Pair”. Skorzystać z niego mogą kobiety w wieku od 18 do 27 lat. Absolwentka liceum w Złotowie do USA pojechała we wrześniu 2013 roku. Miała 19 lat.
Wcześniej wybrałam sobie rodzinę. To do mnie należała ta decyzja w 100%. Wybrałam tę, a nie inną, bo była bardzo usportowiona, jak ja
– wyjaśnia studentka Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Ludzi, z którymi miała zamieszkać na rok poznała przez internet.
Tworzy się swój profil z informacjami, czy ma się prawo jazdy, czym się interesuje, robi się film promujący. Rodziny ze Stanów to przeglądają i jeśli któraś dziewczyna im się spodoba, to nawiązują z nią kontakt mailowy lub telefoniczny
– opowiada o zasadach programu. Przed wyjazdem trzeba omówić szczegóły, jak choćby płatność za benzynę w „służbowym” aucie.
Z mamą bardzo dobrze mi się rozmawiało. Tata także był w porządku. Polubiliśmy się, coś kliknęło
– M. Wróbel wyjaśnia, dlaczego wybrała rodzinę z Bostonu. Czy mogła przeczuwać kłopoty, jakie ją tam spotkają?
O co chodzi w tym baseballu? Dzień po przyjeździe do Bostonu (wcześniej przez kilka dni uczestniczki programu szkoliły się pod Nowym Yorkiem) Martyna trafia na lokalne święto – mecz czerwonych skarpet (Boston Red Sox). Pani domu, do którego trafia, pracuje w Banku Narodowym Ameryki, w sekcji marketingowej i ma wejściówki na najważniejsze wydarzenia sportowe. Spotkanie trwa kilka godzin, a Polka nie ma pojęcia, o co w nim chodzi.
Zasad do dzisiaj nie do końca rozumiem, choć dzieci wielokrotnie próbowały mi je wyjaśnić. Mecz baseball’u to duże wydarzenie sportowe, ale Amerykanie przychodzą na stadion także po to, żeby ze sobą porozmawiać, spędzić czas
– wspomina pierwsze zderzenie z obcą kulturą. Najtrudniej jest jej przełamać chęć zbliżenia się.

Red Sox vs. New York Yankees game Boston
Wszystkich i wszędzie. Amerykanie przytulają i całuję Martynę na potęgę.
Miałam odruch „gdzie z tymi rękami”
– twierdzi. Walczy z nim kilka tygodni. Kulminację przeżywa podczas święta dziękczynienia.
Zjechali się krewni mojej rodziny i wszyscy chcieli mnie ściskać i całować. I rozmawiać o moim życiu, rodzinie. A potem przy stole pełnym Amerykanów musiałam mówić, za co komu jestem wdzięczna...
Czy wspomina o nowych doświadczeniach z wielką hondą, na szybie której podczas pierwszej jazdy niemal nie rozbiła sobie nosa? Wszystko przez automatyczną skrzynię biegów. A może o pierwszym zaskoczeniu na skrzyżowaniu?
Reguły są proste. Pierwszy jedzie ten, który do krzyżówki dojechał i się zatrzymał. Wszędzie są światła, nie ma wielkich rond, przepuszczania. O wiele lepiej się tam jeździ niż w Polsce
Reklama
– zapewnia.
Na pewno nie mówi o dzieciach. O skakaniu z okien i innych próbach, którym ją poddają.
Bardzo długo mnie sprawdzały, na jak wiele mogą sobie pozwolić. Musiały zobaczyć, jak zareaguję
– Martyna Wróbel wzięła pod opiekę troje dzieci: dwunastoletnie bliźniaczki i ich czternastoletniego brata.
Z pierwszego dnia niewiele pamiętam
– mówi szczerze, że było trudno. I to mimo że przez tydzień wszędzie jeździł z nią tata dzieci. Zadaniem opiekunki (miała zapewnione jedzenie, nocleg i około 200 dolarów kieszonkowego) było wożenie dzieci do szkoły i na zajęcia pozalekcyjne. Tenis, piłka nożna, baseball, futbol.
Dużo tego było. Pomagałam w odrabianiu lekcji, a potem zaczynało się rozwożenie. Zajęcia trwały często do 21, także w tygodniu te dzieci niewiele czasu spędzały w domu
– opowiada auperka, jak nazywa się uczestniczki programu.
15 kwietnia 2013 roku ok. godz. 14:49 czasu lokalnego (20:49 czasu polskiego), w czasie trwania maratonu w Bostonie, doszło do wybuchu dwóch bomb. Zginęły 3 osoby, a 264 zostały ranne. Martyna trafia tam rok później. Nad głową ma helikoptery, a na każdym rogu witają ją uzbrojeni funkcjonariusze. Do centrum miasta nie sposób wnieść torby, do której wcześniej nie zajrzał policjant. Mimo to 19–latka z Polski czuje się tam bezpiecznie.
Wiem, że są to ludzie, którzy w razie czego mi pomogą
– utrzymuje. Może to przez miłość? Martyna zakochuje się w Bostonie. Przez rok spędzony w USA utwierdza się w przekonaniu, że to wspaniały kraj. Mimo wad, które dostrzega. Dlatego zamierza tam wrócić.

Boston - miasto, które pokochała
Na Au Pair im America mogę pojechać ponownie po dwóch latach od poprzedniej wizyty. Ten czas właśnie minął, ale odkładam decyzję. Po pierwsze chcę skończyć studia. Po drugie chcę, żeby to było dla mnie specjalne wydarzenie
Reklama
– mówi, zbierając różowe ulotki zachęcające do wzięcia udziału w programie. I choć twierdzi, że pokochała USA, to jednak nie mogłaby tam zostać na zawsze.
Odwiedziłam wiele krajów, ale to wracając do Polski czuję się jak u siebie. Moje serce jest tutaj.
Ciekawe, czy tak samo powiedzą jej siostry – bliźniaczki, które od trzech miesięcy pracują w Londynie. Nad Tamizę wyjechały także dzięki programowi Au Pair.
Poszły poniekąd moim śladem i są zadowolone
– twierdzi Martyna Wróbel. Dlatego zachęca dziewczyny do wyjazdu:
Podszkolicie język, zdobędziecie doświadczenie, zobaczycie kawałek świata i zdobędziecie kredyty (odpowiednik ilości godzin spędzonych w college’u). To przygoda życia!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
po co hejt, co ci z tego? chcieli to napisali o niej xd o tobie nic nie słychać czyli ty gówno widziałaś iza xd
Co za bzdury! Co za spostrzeżenia! Aupair to nie praca 24h!! Zaledwie kilka godzin w dniu, a weekendy wolne by rozmawiać po angielsku, zwiedzać i poznawać ludzi ale rozumieją to tylko ludzie z pasją, a nie ludzie... hmmm bez pasji!!! Ta dziewczyna zapewne była szczęśliwa, dziś ma co opowiadać!
To prawda!!! Widziałam jej instagram. Dziewczyna zwiedziła kawał świata, nie tylko USA!! Zapewne dziewczyna miała dużo siły i odwagi wyrwać się z małej Kleszczyny!!!!!! Podziw!!!!! Powinniśmy być dumni, że są tacy ludzie w naszym powiecie!!!!!
zobacz jej instagram. nic o niej nie wiesz. Czytam artykuł i widac, że przygoda życia!
do Weroniki.Jesteś głupsza niż Ustawa przewiduje.W doopie byłaś i góoowno widziałaś. Niańka dla zagranicznych,obcych dzieci.Ha,ha,ha.
Cudze dzieci bawić-tez mi zawód dla 19-latki.Ale jak nigdy nie była nigdzie zagranicą wcześniej poza swoją wsią Kleszczyną to dlatego taki zachwyt,jak na zdjęciu wysokimi wieżowcami-biurowcami.Jak pojeździ w inne miejsca to się zdziwi,że sa piękniejsze miejsca.
"Ameryko, Ameryko co masz w sobie takiego, Ze kazden dotknunc fce cycuska twojego"
I tak ludzie piszą głupie komentarze jak nic nie wiedzą! Harowa? Pewnie! Lepiej leżeć na kanapie lub pracować w sklepie spożywczym mając 19lat! Nie mając perspektyw, a w głowie żadnego innego języka! Co za idiotyczny komentarz tam na dole (pierwszy)!!!! Gratuluję wiedzy, a przede wszystkim ambicji, a raczej hmmm .... brak.
dzieci do 21 na zajęciach, czyli miała duuużo wolnego! c"mon people xd Niemcy Niemcy Niemcy Niemcy Niemcy.. nie ma innego kraju?! xd
No to miałaś dobrą szkołę aby opiekować się 13-letnimi małotatami,którym wszystko wolno i aż do 21-dzieci na zajęciach? A potem dzieci przywieźć.Współczuję. Harówa nie tak jak w Polsce.To teraz widzisz jak Amerykanie pracują dlatego sa bogaci. W Niemczech więcej byś zarobiła i bliżej do domu.
po co hejt, co ci z tego? chcieli to napisali o niej xd o tobie nic nie słychać czyli ty gówno widziałaś iza xd
Co za bzdury! Co za spostrzeżenia! Aupair to nie praca 24h!! Zaledwie kilka godzin w dniu, a weekendy wolne by rozmawiać po angielsku, zwiedzać i poznawać ludzi ale rozumieją to tylko ludzie z pasją, a nie ludzie... hmmm bez pasji!!! Ta dziewczyna zapewne była szczęśliwa, dziś ma co opowiadać!
To prawda!!! Widziałam jej instagram. Dziewczyna zwiedziła kawał świata, nie tylko USA!! Zapewne dziewczyna miała dużo siły i odwagi wyrwać się z małej Kleszczyny!!!!!! Podziw!!!!! Powinniśmy być dumni, że są tacy ludzie w naszym powiecie!!!!!