61-latka zabiła jego pasja. Wyszedł na ryby i już nie wrócił
9:40, poniedziałek. Strażacy ze Złotowa i Osówki zbierają się przed wiejską remizą. Mają łódź, kapoki i liny. I płetwonurków ze straży w Pile do pomocy. Szukają pana Andrzeja, mieszkańca Pomiarek. - To dusza człowiek – mówią mi dwie kobiety spotkane po drodze. Policja obawia się, że nurkowie znajdą już tylko ciało.
Jedziemy polną drogą nad Gwdę. Chwilę wcześniej mieszkanka Osówki mówi, że tam się nie dojedzie – wszystko zalane. Nad rzeką jesteśmy po około dziesięciu minutach: samochód dowodzenia, wóz bojowy, służbówka komendanta policji z Krajenki, łódź.
Ochotnicy z Osówki pokazują drogę. Pana Andrzeja szukali już wczoraj. Bosakami przeczesywali brzeg rzeki. Znaleźli rower, krzesełko wędkarskie i torbę – wszystko na brzegu. Gwda jest w tym miejscu zdradliwa. Metr od brzegu woda sięga dorosłemu mężczyźnie do pasa, a metr dalej połyka go w całości.
To było miejsce pana Andrzeja. Były listonosz przyjechał tu rowerem w sobotę po południu. Na trawie leżą jeszcze jego kanapki, w wodzie chłodzi się piwo. Z wody wygląda podpórka do wędki.
[[reklama]]
Strażacy badają teren. - O to drzewo zaczepimy linę i zacumujemy łódź – ustalają. Powinien być niedaleko. Płetwonurek zakłada butlę, ustala sygnały z dowódcą. Ma penetrować dno od brzegu w kierunku środka rzeki. Szarpnięcie będzie sygnałem do zmiany kierunku. Zanurza się i od razu wypływa. Pas z obciążnikami to za mało. Dwa dodatkowe ciężarki, przypominające odważniki wagowe, przyczepione do ramion ściągają go pod wodę. Widać tylko bąble powietrza.
Wszyscy wstrzymują oddech. Strażacy, policjanci, stojący na górze skarpy mieszkańcy. Widać rękę. Nurek daje znak, że znalazł. Za konarem jakieś dziesięć metrów od stanowiska łowieckiego. Strażak ciągnie ciało do brzegu. Komendant posterunku dzwoni do prokuratury: Znaleźliśmy. Andrzej D. nie żyje.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze