Reklama

Sztuka w życiu młodej mamy – Anny Kanurskiej

15/09/2018 18:00

Anna Kanurska od dziecka maluje. Inspiruje się dziełami Picassa. Chce wydać obrazkową książkę ilustrującą prozę rodzicielstwa

Amatorka

Jak zaczęła się przygoda z twórczością? Z rysunkiem Ania miała styczność od dziecka. W jej rodzinie i najbliższym środowisku miłość do sztuki była zawsze obecna. Malowała mama i najstarsza siostra, jednak żadna z nich nie kontynuowała tego i nie rozwijała talentu. Ona chciała to przełamać.

Na początku próbowałam różnych technik. Ołówek, węgiel, długopis. Zaczynałam od rysunku, tworzyłam portrety ludzi, bo w tym czułam się najpewniej. Było to 8 lat temu, chodziłam wtedy jeszcze do gimnazjum

– wspomina Ania.

Reklama

W tej chwili raczej nie ma czegoś, co bałaby się przedstawiać w swoich pracach. Zamawiający mają różne wymagania, którym stara się sprostać. Są to ludzie z różnych części Polski.

Miło mi, gdy goście hotelowi, odwiedzający Poziomkę, dostrzegą moje prace wywieszone gdzieś w jej zakamarkach. Niejednokrotnie zauroczeni odkupywali je od nas, musiałam wówczas pozbyć się do nich sentymentu

– opowiada.

Wśród jej prac znajdują się portrety, rysunki tematyczne, abstrakcje. Ania twierdzi, że ostatnio dobrze się w nich odnajduje. Styl abstrakcyjny pasuje idealnie do wnętrz urządzonych w dowolnym klimacie. Obrazy dają duże pole do interpretacji. Są nieoczywiste i niebezpośrednie, a przez to wzbudzają ciekawość.

Reklama

Inspiracji szuka wszędzie, w pracach Picassa czy Leonarda da Vinci, nie stroni też od sztuki nowoczesnej. Przelewa na płótno również wizje, które wykreują się w jej głowie.

Tworzy promarkerami w przypadku obrazków graficznych, komiksowych. Akrylowe farby wykorzystuje do pracy przy płótnie. Poza tradycyjnymi formami nieobce jej są też te mniej oczywiste, np. z użyciem kawy. Do swoich prac chce wprowadzić złoto artystyczne, które, jej zdaniem, ożywi obrazy i sprawi, że będą one jeszcze bardziej niebanalne.

Reklama

Mały powód, duże emocje

Co ją napędza do tworzenia? Odpowiada bez zastanowienia: 

Emocje. Radość, złość, smutek i wszystkie uczucia, które mi towarzyszyły, zawsze napędzały mnie do tworzenia. Przyznaje, że kiedyś jej kolekcja zdominowana była głównie przez obrazy nieco bardziej stonowane, w ciemnych, mrocznych barwach

– niezbyt optymistyczne.

Co robi artysta z myślami i odczuciami, które gdzieś w nim zalegają, a których chce się pozbyć? Ania przelewa je na płótno, a efekt tej interakcji to najczęściej dobra praca, która szybko znajduje nowego właściciela.

Reklama

Miałam takie prace, w których na prawdę przelewałam na płótno swoje emocje. Tych prac było niewiele. Pozbywałam się w ten sposób niechcianych odczuć, jak się później okazywało – razem z obrazem, który później był przeze mnie sprzedawany. Muszę przyznać, że nie było mi łatwo się z nim rozstać, ale kiedy już to zrobiłam, odczuwałam ulgę

– deklaruje.

Od niedawna to się zmieniło. Teraz maluję bardziej pogodne i barwne ekspresje. Zdaje się, że stało się to w momencie, kiedy na świat przyszła moja córeczka. Pokolorowała  moje życie i rozweseliła moją duszę

Reklama

– przyznaje Ania. Choć początki w nowej roli nie były dla niej łatwe. Młodą mamą została w 2017 roku, miała wtedy 21 lat.

Jestem dość młodą osobą, niektórzy nawet zaniżają mój wiek i oceniają mnie na piętnastolatkę. Jak każdy miałam plany na przyszłość, więc kiedy dowiedziałam się o ciąży, załamałam się. Przez pierwszy miesiąc nie mogłam się z tą myślą pogodzić. Dzięki wsparciu rodziny i partnera zaczęłam wierzyć, że będzie dobrze. Mówili mi: ,,Po porodzie wszystko się ułoży” – no i ułożyło się. Pokochałam tego maluszka z całego serca i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego

Reklama

– mówi.

Kiedy na świat przyszła Marysia wiele zmieniło się w jej życiu, także w strefie jej pasji.

Już kiedy byłam w ciąży zaczęłam tworzyć za pomocą promarkerów różne scenki komiksowe, obrazujące zmagania przyszłej mamy. Przedstawiałam jak ona przebiegała, opisywałam swoje uczucia, czasem podchodziłam do tego z humorem

– przyznaje.

Stworzyłam w związku z tym facebookowego bloga. Chciałam w ten sposób zjednoczyć wszystkie młode mamy, wesprzeć je i przełamywać różne stereotypy związane z macierzyństwem

Reklama

– zaznacza Ania.

W pewnym momencie zrobiłam sobie przerwę w tworzeniu, jednak po urodzeniu Marysi stwierdziłam, że bezczynność i rutyna zabijają moją kreatywność, a długa przerwa sprawia, że wypadam z wprawy. Teraz tworzę w każdej wolnej chwili, a nawet angażuję w to swoją córeczkę. Mimo niespełna kilkunastu miesięcy ma już na koncie swoją pierwszą pracę stworzoną samodzielnymi rączkami. Miała przy tym ogromną frajdę, nie wiem właściwie, kto większą

– wspomina ze wzruszeniem w oczach.

Plany i marzenia

Nie jest łatwo tworzyć, kiedy dziecko wypełnia twój cały czas wolny, a kiedy śpi poświęcasz go na inne obowiązki. Ania stara się jednak wykorzystywać na to każdą wolną chwilę, ponieważ w ten sposób nabiera energii do działania. Ponadto każda stworzona praca daje jej ogromną satysfakcję, zwłaszcza te, które może zrobić dla kogoś i które skradną czyjeś serce.

Reklama

To praca, z którą Ani było się najciężej rozstać. To co przerzuciła na płótno było jednocześnie sentymentem, ale i złym wspomnieniem, którego chciała się pozbyć


Tworzy przy muzyce. Na co dzień słucha rocka, ale do tworzenia lubi słuchać starych polskich kawałków lub muzyki klasycznej. Preferencje te wynikają ze spokoju i relaksu, które, dzięki tej muzyce, uzyskuje. Sprawdza się ona świetnie do odcięcia się od otoczenia, koncentracji i skupienia na pracy. Miło pobudza, dając pozytywną energię, ale nie narzuca się i pozwala zająć się swoimi sprawami.

Reklama

Chodziłam przez pewien czas do szkoły artystycznej, w której uczono rysunku i malarstwa. Doszłam wówczas do wniosku, że nie lubię, kiedy ktoś narzuca mi swoją wizję tworzenia. To musi wypływać z głębi mojej duszy. Musiałam się z niej wypisać. Działając samodzielnie mam nad moją interpretacją i pomysłami większą kontrolę.

Plany Anny Kanurskiej nie były jednak od początku oczywiste. Ukończyła szkołę hotelarską, a swoją przyszłość wiązała z rodzinną Poziomką – hotelem i restauracją w Kujankach, którą miała prowadzić wspólnie z rodzicami. 

Reklama

Plany były inne, ale wszystko się pozmieniało. Zbiegło się to też z tym, że zaszłam w ciążę, a moje zainteresowania nieco uległy zmianie. Wkrótce planuję studiować pedagogikę o specjalności: animator społeczno–kulturowy. Umożliwi mi to w przyszłości pracę z dziećmi i dorosłymi, organizowanie różnych zajęć z rysunku, muzyki i teatru

– podkreśla.

W niedalekiej przyszłości marzy jej się wydanie obrazkowej książki ilustrującej prozę rodzicielstwa. A w dalekiej? 

Widzę w niej własną działalność, taki punkt artystyczny, w którym ludzie mogliby do mnie przychodzić, przelać swoje emocje na obrazach czy zrobić to samo w formie tanecznej. Miejsce, w którym można byłoby dać upust swoim emocjom, a także nauczyć się czegoś nowego

– zdradza Ania.

Daniela Senska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-09-15 18:47:47

    Ja sam malować nie umiem ale dla mnie każdy kto umie farbami namalować na płótnie ludzką twarz jest większym artystą od van gogha bo np. jego słoneczniki wyglądają jak dziecięce bazgroły przy innych nawet amatorskich obrazach.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-09-15 22:27:27

    Niewątpliwie ma Pani talent. Gratuluję i powodzenia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-17 23:58:13

    chyba to trochę naciągane...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości